Asard cisnął niemal jedną z słynnych wiązanek jego oponenta kiedy stracił grunt pod nogami.
"Nie tak maiło być.... Nie tak" warknął wyciągając swój drugi miecz.
Lurtiańskie ostrze wyląduje pewno wkrótce po nim. Chyba że uda mu się w jakiś sposób wykończyć jora.
Ciął na odlew. Zależało mu jedynie na tym by trafić. Jak zresztą przez cały okres walki. Szczerze wątpił że uda mu się w jakikolwiek ocalić skórę jednak cóż mu pozostało do stracenia? Nikt chyba nie przeżyłby upadku z takiej wysokości.
Rozpoczęła się walka w powietrzu.
Lurtiańskie ostrze właśnie obróciło się ostrzem do dołu i teraz mknęło w dół z zastraszającą szybkością. Asard nie miał już szans na jego dogonienie.
Niestrwożony tym faktem, dobył swego drugiego miecza. Gdy już to uczynił, jego jorzy oponent, wściekle machając rękoma, podleciał wystarczająco blisko, by zadać swój cios. Infernus niestety pikować do Asarda nie mógł, gdyż lecieli mniej więcej równo.
Tak czy inaczej po chwili ostrze sztyletu przejechało po podbrzuszu wojownika. Przebiło zbroję, ocierając się o skórę. Jednak nawet drobne zranienie wystarczyło, by dokonać dewastujących efektów.
Nadeszła pora na kontratak. Cios młodzieńca okazał się jednak wyjątkowo marny. Asard poczuł ból wywołany przez truciznę oraz przez coś jeszcze. Coś dziwnego, czego wyjaśnić nie był w stanie. Co gorsza poczuł, że dziwnie słabnie. Jakby jego wszystkie zmysły, umiejętności i zdolności zostały przez coś stłumione. Klątwa zadziałała.
Obaj bohaterowie zdali sobie sprawę z tego, że szybkie opadanie znacznie utrudnia unikanie ciosów tak jak ich zadawanie. To drugie jednak z pewnością mniej ucierpiało. Infernus mógł także w tych warunkach zapomnieć o wszelkich akrobacjach. Nikt dotychczas nie uczył go "powietrznych ewolucji".
Cóż miał robić jor? Spadał, helikopter nie miał najwyraźniej większej chęci aby działać, gnomy myliły się, a matka ziemia czekała z rozpostartymi ramionami. Mimo to, jor był pewien, że akurat przytulenie się z NIĄ nie należało do przyjemnych doznań.
Ciął, teoretycznie dosłownie na odpierdol się. Zupełnie inaczej niż uczyli go w gildii. Teoretycznie i tak nie miało to już znaczenia.
Nadzieję pokładał w truciźnie.
Asard nagle poczuł się znacznie słabiej niż do tej pory. Nie wiedział czym to jest spowodowane. Zbyt wielką ilością ran? Trucizną? A może zbyt szybkim spadaniem... Nieważne.
Nie miał zamiaru się poddawać choć jego sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna. Wiedział że walczyć będzie do końca jakikolwiek miałby on być.
Natarł na jora wykonując dwa cięcia. Może któreś przypadkowo trafi...
Owy cios jora, okazał się bardziej 'na odpierdol się' niźli by się mogło bohaterowi wydawać. Nie tylko nie trafił, na dokładkę sztylet wysunął mu się z ręki i poszybował w siną dal piękną parabolą. Dogonienie go graniczyło z cudem.
I wtedy stało się coś niezwykłego. Asard trafił !
Nie było to może godne pozazdroszczenia trafienie, gdyż jedynie musnęło pierś jora, niemniej jednak dodało bohaterowi otuchy. Szczególnie, że wcale nie wydawało się wojownikowi, by ten cios był wyjątkowo dobrze wyprowadzony.
Trucizna, w której to Infernus pokładał tak wielką nadzieję bynajmniej go nie zawiodła. Asard poczuł kolejną falę bólu. Bohater nie był w stanie złapać tchu i nie było to bynajmniej spowodowane szybkim opadaniem. Trucizna dokonała swego, nie było już ratunku, nie było dalszej walki. Jad Venorii w połączeniu z klątwą wycisnął z bohatera resztkę jego sił życiowych.
Ciało spadało dalej już samotnie. Infernus nie widział już jak jego kompana przywita ziemia, portal zniknął tak szybko jak się pojawił. Z jorem w środku.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum