Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje.
P. Coelho
Przez życie człowieka przewija się wiele emocji. Miłość i nienawiść, wiara i poczucie beznadziei, odwaga i strach. Wszystkie one stają się częściami składowymi charakteru człowieka. One sprawiają że staje się on prawym wojem na służbie Aesira czy też przebiegłym skrytobójcą pałającym się mordem. Jest także inne uczucie, inny rodzaj emocji. Zemsta. Osoba kierująca się nią staje się zazwyczaj samotnym mścicielem. Jest to jedna z najbardziej niebezpiecznych dróg gdyż prowadzi ona tuż obok krawędzi zatracenia samego siebie.
Minął już jakiś czas odkąd podróżujący samotnie Hiakintos wkroczył na Tereny Niezależne. To tutaj zazwyczaj można znaleźć najbardziej znienawidzonych przez niego orków. Pogoda była niezwykle parszywa. Lało jak z cebra a co jakiś czas niebo pokryte atramentowymi chmurami przecinał jasny piorun. Uczucie chłodu doskwierało bohaterowi to też widok stojącej w oddali przydrożnej gospody mógł wydać się zbawienny. Już od kilku dni Hiakintos nie miał okazji spać w wygodnym łóżku nie mówiąc już o porządne strawie.
Hiakintos był bardzo znużony podróżą. Jednak ogień w jego sercu spowodowany śmiercią jego bliskich podtrzymywał go na duchu. Złe warunki pogodowe wcale mu w tym nie pomagały, jednak szedł dalej. Kiedy ujrzał gospodę przyspieszył kroku i udał się w jej kierunku, bowiem dawno nie zaznał chociażby najmniejszej wygody. Nie liczył na luksusy ale jakiekolwiek udogodnienie w tak trudnej podróży uszczęśliwiły by mężnego Hiakintosa. Jednego był ciekaw,a mianowicie co tam zastanie?
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Deszcz ociekał po całym jego ciele co nie było dziwnym ponieważ ulewa dochuczała bohaterowi już dłuższy czas i każda jego część była przemoknięta do suchej nitki. Drewniana gospoda średniego rozmiaru miała tuż przed drzwiami szyld jednak treści jego bohater nie potrafił odczytać ze względu na to że do tej pory nie dane mu było posiąść wiedzę odczytywania zapisanych liter. Kiedy otworzył drzwi poczuł bijące od środka ciepło. jego źródłem był niewątpliwie kominek palący się pod ścianą. Gospada nie miała aktualnie zbyt wielu bywalców. dwójka krasnoludów popijająca piwo. Młoda para trzymająca się za dłonie przy stoliku w kącie. Mężczyzna w czarnym płaszczu popijający droższy trunek oraz gospodarz rozmawiający z elfem który - o czym świadczyła przewieszona p[rzez ramie lutnia - zapewne był wędrownym bardem.
Hiakintosa nagle ogrzało tak długo wyczekiwane przez niego ciepło. Na jego ustach pojawił się miły uśmieszek, którego do tej pory nie można było ujrzeć. Widział, że w tym budynku jest kilka osób, jednak pierwszą osobą z którą chciał porozmawiać był gospodarz. To też nie chcąc zwrócić na siebie zbytniej uwagi ruszył szybkim krokiem w jego kierunku. Musiał się bowiem dowiedzieć kilku rzeczy.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Ciepło bijące od kominka było rzeczywiście niezwykle przyjemnym uczuciem. Perspektywa zaś spędzenia nocy w takim miejscu była zaś dość znacząco miła. Wojownik ruszył szybkim krokiem do gospodarza który prawdopodobnie kończył rozmowę z elfem. Dał mu kilka monet a ten z uśmiechem zdjął lutnię z ramienia. Następnie gospodarz pod długim brązowym wąsem podszedł do Hiakintosa.
- Witam w karczmie "Pod maczugą olbrzyma" - powiedział rozwiewając przed wojownikiem tajemnicę napisu na szyldzie - W czym mogę pomóc?
"Witam" rzekł bohater przyciszonym głosem. Hiakintos nie czekając na następne pytanie gospodarza rzucił od razu "Jestem Hiakintos, od kilku dni podróżuję i jestem trochę zmęczony, mogę tu gdzieś odpocząć?" Czekając na odpowiedź położył ręce na biodrach i odetchnął z ulgą.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Gospodarz przyjrzał się uważnie przemokniętemu do suchej nitki wojownikowi po czym uśmiechnął się pod wąsem.
-Cóż nie wątpię. Dobrze że żeś trafił do mojej karczmy. Tu wyschniesz wypoczniesz i najesz się do syta za jedyne osiem srebrników. Dzisiaj z jadłospisu polecam znakomity gulasz szefa kuchni - rzucił wesoło.
Hiakintos byłby w skowronkach gdyby nie to, że nie posiadał tych 8 srebrników. Bardzo zmarniał, ponieważ dawno nie miał ciepłego posiłku w ustach. Cały czas myślał teraz co zrobić by naprawdę odpocząć. Po chwili namysłu wyprostował się i rzekł do gospodarza "mości panie niestety nie posiadam 8 srebrników, jednak mam dla pana pewną propozycje"-tu przerwał i odetchnął, po czym zaczął mówić dalej"jestem wojownikiem i mogę wykonać dla pana jakieś zlecenie a pan za to załatwi mi ciepły posiłek i nocleg" Hiakintos kończąc ostatnie słowo stanął w skupieniu czekając na odpowiedź wesołego gospodarza.
Gospodarz spojrzał na wojownika po części z wyrozumiałością a po części i z zawziętością. Westchnął ciężko i przejechał palcem pod nosem gładząc swój wąs.
- Cóż. Nie wątpię że z pewnością chciałbyś uczciwą pracą zarobić na pobyt tutaj ale widzisz. Ostatnio na podobnych warunkach przyjąłem ostatniego gościa. Nie mam zbytnio niczego co mógłbym ci zlecić. Przykro mi przyjacielu. Możesz zostać w pokoju dla gości i korzystać z ciepła gospody jednak nie mogę wynająć ci mieszkania ani...
- Ale ja mogę - doszedł głos z tyłu. Kiedy wojownik się odwrócił ujrzał mężczyznę w czarnym płaszczu. Jego czarne niczym węgiel włosy spowijały poważną zimną twarz. Mężczyzna ten rzucił na blat złotą monetę - Daj mu jego posiłek - Po czym spojrzał na wojownika - Jeśli jest w tobie krzta tego co nosisz przypięte do pasa będę czekał przy swoim stoliku - rzucił chłodno po czym bez słowa odwrócił się na pięcie i odszedł.
Hiakintos się zdziwił, nie ukrywał tego. Po tym jak już gospodarz go zdołował swoją wypowiedzią ukazała się postać, która starała się mu pomóc. "Ten tajemniczy mężczyzna okazał dobroć jednak nie zrobił tego za darmo" rzucił do siebie zaciekawiony bohater.
Wojownik czekając na swój posiłek rozmyślał nad słowami czarnowłosego mężczyzny. Po niedługiej chwili postanowił z nim porozmawiać. Musiał przecież jakoś podziękować za pomoc. Ruszył żwawym krokiem w jego kierunku mając nadzieję, że coś ciekawego wreszcie go spotka.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Wojownik wkrótce dostał swoją porcję gulaszu wraz z kilkoma kromkami suchego chleba. Posiłek był jeszcze ciepły. Widać więc było że przygotowywano go na bieżąco bądź też Hiakintos trafił na dobry moment kiedy większa porcja dopiero kończyła się gotować.
Wojownik ruszył w kierunku stolika czarnowłosego mężczyzny.
Ten spojrzał na niego chłodnym wzrokiem. Po czym po chwili skinął głową wskazując na krzesło przy swojemu stoliku.
- Widzę że zdecydowałeś się wysłuchać mnie - uśmiechnął się bardziej jednak do siebie niż do rozmówcy - Dobrze więc... Mam dla ciebie pewną ofertę. Z swoich własnych przyczyn potrzebuję pomocy kogoś takiego jak ty. Zadanie... dość proste zdaje mi się... za które możesz zostać solidnie wynagrodzony... Jeśli zostanie ono wykonane należycie. Jesteś zainteresowany? Czy może masz zamiar dalej włuczyć sie po Ziemiach Niczyich...
Hiakintos był bardzo szczęśliwy gdy ujrzał tak pyszną potrawę przed jego oczami. Uśmiechnął się szczerze, po czym zabrał swój posiłek i ruszył w kierunku tajemniczego mężczyzny, który mu zafundował tą ucztę. Czarnowłosy mężczyzna gestem kazał usiąść Hiakintosowi. On zatem usiadł w zamyśleniu. W końcu padły ze strony wojownika słowa w stosunku co do tego zlecenia. Rzucił jednogłośnie i bez żadnych wątpliwości"Zgadzam się" tu przerwał na moment, jednak po chwili mówił dalej"Ze szczegółami zapoznam się chętnie" na tym skończyła się wypowiedź wojownika pragnącego zemsty. Teraz siedział i czekał z niecierpliwością na reakcje dziwnego mężczyzny.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Mężczyzna skinął głową bez większych emocji. Wyciągnął z sakiewki przypiętej do pasa mapę zwiniętą w rulon było na niej naznaczone kilka krzyżyków rozsianych po całej Sorii. Mężczyzna przyłożył palec przy jednym z nich. Na Terenach Niezależnych na południe od Królestwa Ludzi. Z orientacji Hiakintosa wydawało mu się że nawet całkiem niedaleko jego aktualnego położenia.
- Widzisz to miejsce? - spytał retorycznie - To tam będziesz musiał się udać. Znajduje się tam zrujnowana świątynia pradawnego orczego bóstwa którego imienia już pewnie i tak nikt w krainach nie pamięta. Lecz nie Tobie nad jego imieniem się głowić. W komnacie ofiarnej jest tajne wejście tuż pod ołtarzem Ukryty tam jest orczy amulet. Przyniesiesz mi go a ja sowicie cię wynagrodzę za ten nieznaczny trud... Zrozumiałeś?
Hiakintos z ciekawością w oczach spojrzał się na czarnowłosego mężczyzny. Myślał teraz co robić. Czy olać ta postać siedzącą przed nim czy też może iść na spotkanie z przygodą. Jednak teraz uświadomił coś sobie co jednoznacznie przesunęło szalę na tą drugą opcje, a mianowicie to było bóstwo orcze."Tak to jest coś dla mnie pomyślał", bowiem orki to powód dla którego się tu znalazł. Przed oczami pojawiły mu sie obrazy z dzieciństwa. Łza spłynęła mu po policzku, jednak przetarł ja tak szybko, że ciężko było zauważyć jego wzruszenie. Odrzucił na później wspomnienia i zaznajomił tajemniczego mężczyznę z jego decyzją kilkoma tylko słowami"To kiedy zaczynam?"
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
- Wiesz wszystko co powinieneś. Myślę w takim razie że już zacząłeś. Prześpij się jeśli chcesz i zabieraj się do roboty. To około pół dnia drogi stąd. Jeśli do trzech dni nie powrócisz będę musiał znaleźć kogoś innego kto wykonałby tę robotę... Rozumiesz chyba że nie będę zbyt długo czekał. Mam jeszcze wiele do załatwienia. To wszystko z mojej strony - powiedział po czym pociągnął łyk napoju ze swojej szklanki.
Wojownik zapoznawszy się ze wszystkimi szczegółami nie chciał czekać. Najadł się swoim posiłkiem więc czego mu jeszcze było trzeba. Szczęśliwy Hiakintos ruszył w kierunku najbliższego łoża. Nie chciał odpoczywać tylko przeczekać aż słońce zawidnieje na horyzoncie."A więc czas coś zrobić na tym świecie" powtarzał sobie pod nosem. Nie mógł się bowiem doczekać spotkania z orkami. Już w głowie obmyślał w jaki sposób będzie walczył. Szczerze, już nie mógł się doczekać spotkania z nimi. W tej chwili gdy o tym myślał oczy zapłonęły mu jasnopomarańczowym ogniem. Czekał z niecierpliwością na ten moment. A w głowie huczały słowa"Jeszcze trochę Hiakintosie, jeszcze trochę"
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Hiakintos po zjedzeniu posiłku który zaspokoił jego głód udał się do pokoju który wskazał mu karczmarz. Miejsce tam co prawda nie było w pełni komfortowe ale po długiej podróży zwyczajne prycze stanęło niemal na równi z królewskim łożem. Wojownik położył się i zamknął oczy. Niemal natychmiast zasnął. Kiedy ponownie podniósł swe powieki przez okno wpadał już jasny strop światła co znaczyło że nastał dzień. W dodatku zdawał się być przyjemniejszym od wczorajszego deszczowego.
"Nareszcie" powiedział Hiakintos wstając ze swojego łoża. Jakże on był szczęśliwy. Wyspany, pogoda dobra, zaraz rusza w drogę na spotkanie z przygodą."Czego chcieć więcej"-myślał sobie. Jednak nie tracił czasu. Po krótkiej chwili był już przygotowany do wędrówki. Nie bał się tej przygody. Nie mógł się bowiem doczekać spotkania z zabójcami jego rodziców. Jeszcze jakby tego było mało może być za to słono wynagrodzony. Pieniądze przydadzą się przecież w następnych odcinkach życia. Te wszystkie fakty coraz bardziej napędzały wojownika do jak najszybszego wyruszenia w drogę. Od wielu lat na jego ustach nie pokazał się tak szczery uśmiech jak właśnie w tej chwili. Nagle jednak skończył rozmyślać. Przybrał poważna minę i z całym swym ekwipunkiem ruszył w kierunku drzwi wyjściowych.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Hiakintos rozbudzony myślą o nadchodzącej przygodzie zebrał wszystkie swoje rzeczy i opuścił wygodny pokój w którym dane mu było spędzić tę noc. Zaginiona Orcza świątynia. Tak brzmiało imię jego celu. Pozostawało jeszcze tylko dostać się na tamto miejsce i odzyskać artefakt. Tak jak nakazał jego tajemniczy zleceniodawca. pokój karczmienny był niemal pusty nie licząc gospodarza i jednego klienta popijającego samotnie kufel piwa. Kiedy opuścił karczmę delikatny zachodni wiatr wyszedł mu na spotkanie.
Hiakintos nie zwracając prawie uwagi na dwójkę ludzi wyszedł ze swojego noclegu. Nie było się nad czym zastanawiać przyjął to zlecenie więc teraz musi je wykonać. Jednak nie bał się. Delikatny wietrzyk ostudził trochę jego zapał. Pogoda pasowało wojownikowi bardzo. Nie za gorąco nie za zimno."Idealne warunki do walki" pomyślał, po czym na jego ustach pojawił się krzywy uśmieszek.Ruszył w drogę. Chciał bowiem załatwić tę sprawę jak najszybciej i odebrać nagrodę. Ciekaw był tylko czy będzie potrzebny miecz w tej wyprawie. Jeśli jednak to mają być orki to z wielka chęcią go użyje. Jednak to co sie tam stanie pokaże czas.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Hiakintos wyruszył w swą pierwszą wielką podróż. Ku określonemu z góry celowi jednak nieznanym niebezpieczeństwom i niespodziankom losu. Cóż mogło go czekać? Podróż po Terenach Niezależnych zdawała się mijać bez większych problemów Być może dlatego że teren był równinny, a na takich rzadko zdarza się napotkać niebezpieczeństwo. Co prawda napotkał po drodze niedźwiedzia ale ten najwyraźniej nie miał ochoty na konfrontację więc nawet się nie zbliżył a jedynie prychnął ponuro. Wkrótce dotarł na skraj niewielkiego lasu. Gdzieś w jego głębi powinna się znajdować pradawna świątynia orków... a raczej jej ruiny.
Hiakintos był pewnym i zdecydowanym wojem. Tak było też w tej sytuacji. Może i mógł narazić się na jakieś poważne niebezpieczeństwo. Miał jednak nadzieje, że się sprawdzi i podoła każdemu wyzwaniu. Właśnie w tym momencie stanął przed niewielkim laskiem(tak mu się zresztą wydawało) Już nie mógł się doczekać. Z resztą było to widać po samym bohaterze. Jednak trzeba było jeszcze znaleźć te ruiny."Nie powinno być z tym problemu"-pomyślał. Jednak co go tam, w tej puszczy spotka wiedział chyba tylko sam Bóg. Czy Hiakintos się bał? Nikt tego nie wiedział. Tylko jedno można było odczytać z twarzy bohatera. Był spokojny i gotów na wszelakie niebezpieczeństwo. Nie można było mu się dziwić. On nie chciał nie spotkać przeciwników. Przeciwnie chciał walczyć. Jednak czy to mu sie opłaci? To może pokazać tylko czas. Nagle Hiakintos ruszył nie rozmyślając już. "Wreszcie sie zaczęło" rzucił sam do siebie.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Las w który po chwili wszedł Hiakintos zdawał się być szczególnie nieprzyjaznym. Makabrycznie poskręcane konary niektórych drzew ograniczały znacząco padające przez nie światło. Słychać było w oddali pomruki dzikich zwierząt a i ptactwo miast śpiewać bliżej jednak było skrzeczeniu. Mijały tak kolejne minuty kiedy w oddali nagle wojownik przyuważył palące się między drzewami ognisko. nie mógł dostrzec z takiego daleka do kogo one należało ale oznaczało to że w lesie znajduje się poza nim także człowiek, elf, bądź inny humanoid. Mógł je po prostu zignorować i ruszyć dalej ścieżką do swojego celu. Być może właściciel ogniska go nie zauważy lub nie będzie wrogo nastawiony.
Hiakintos stanął teraz przed ważną decyzją. Czy było warto zaczepiać kogoś do kogo należało to ognisko. Wojownik stanął na moment i zaczął rozmyślać. Nie chciał sie długo zastanawiać, jednak była to ciężka decyzja. Były dwie opcje: jedna z nich to olanie tego śladu po kimś, a druga to poszukiwanie postaci, która przebywa w tym lesie. Mógł on okazać się miłą osobą albo wielkim niebezpieczeństwem dla bohatera. Już, właśnie w tej chwili postanowił. Pójdzie zbadać całą ta sytuację. Może nie było to mądre rozwiązanie ale ten las był tak gęsty, że zawsze mógł sie skryć, czy nawet uciec. Nie miał jednak dużo czasu. "Tylko zerknę"-powtarzał sobie Hiakintos. Był pewien, że zdąży. Czy aby na pewno? Nie wiedział tego. Nie było po nim tego widać ale w głębi duszy martwił się tym. Ruszył teraz żwawym krokiem w kierunku ognia.
_________________
"By dokonać wielkich dzieł, powinniśmy nie tylko planować, ale również wierzyć"
Hiakintos przystanął na chwilę pogrążony w myślach. Co prawda miał małe wątpliwości co do zbliżenia się do miejsca w którym paliło się ognisko jednak najprawdopodobniej zwyczajna ludzka ciekawość je przezwyciężyła. Zbliżał się do tamtego miejsca powoli uważnie rozglądając się. Wkrótce dostrzegł także i właściciela owego ogniska. Zielonoskóry ork przyobleczony w szkarłatną nabijaną ćwierkami zbroję siedział smażąc dość spory kawał mięsa. Nagle wojownik poczuł burczenie w brzuchu które świadczyło o tym że od wczorajszego wieczornego posiłku jego żołądek z chęcią coś by przegryzł.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum