Obaj już doświadczeni. Obaj mieli za sobą już dwie walki, obie zaś zakończyli miażdżącym zwycięstwem. Żaden z nich jednak nie spodziewał się TAKIEJ areny.
Szare, burzowe chmury. Kto by pomyślał, że wysoko na niebie, dwójka bohaterów może nie tylko stać ale i walczyć ze sobą właśnie na takich chmurach. Być może była to tylko iluzja, być może jakaś inna forma magii. Jasnym było jedno. Gdy zabraknie chmury pod nogami, nieszczęśnika czeka przegrana i śmierć. Śmierć raczej bezbolesna, i poprzedzona długim czasem na wszelkie przemyślenia.
Nie było wiatru, jednak głos który rozbrzmiał do złudzenia przypominał dźwięk silnej wichury.
"Zabij lub zgiń sam !"
Rozpoczęła się kolejna walka.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:55, w całości zmieniany 1 raz
- Czeeeeść! - zawył jor chcąc przekrzyczeć panującą tu zawieruchę. W sumie bał się nieco skoczyć, tu było chujowo, wolał nie wiedzieć o ile gorzej jest na dole. Jak tamten spadnie to go spyta... Niechybnie!
Jor rozejrzał się, splunął, przeklął, dobył sztyletu. I usiadł. Siadł po prostu na chmurze wciąż mając na widoku swego przeciwnika. Aby dodatkowo nie trwonić czasu dobył jednej z mikstur, ... , by szybko począć ją opróżnić. Na tym skończył wszystkie czynności bojowe by z uśmiechem na twarzy pomachać swojemu przeciwnikowi w przyjacielskim geście.
Asard rozejrzał się wokół po czym na głowę nasuwała mu sie tylko jedna myśl... "Co to ma być?" Wolał nie zakładać jak długo mógłby spadać gdyby jego stopa nie znalazłaby się na chmurze. Wojownik wiedział że do tego typu wyzwania będzie trzeba nie lada zwinności także sięgnął zaraz za pas po miksturę wzmacniającą jego giętkość ruchów. Zanim opróżnił jej zawartość rozejrzał się wokół w poszukiwaniu jego napastnika. Wkrótce jego wzrok dostrzegł na jednej z chmur przedstawiciela jorzej rasy. Widząc jego postępowanie skinął mu jedynie głową. Miecz spoczywał spokojnie w pochwie. Póki co nie będzie mu koniecznie potrzebny.
Bezwietrzna pogoda była nieco dziwna. Wydawać by się mogło, że na takiej wysokości, szczególnie na chmurach panuje wieczna zawierucha. Czyżby miało to być jakiegoś typu ułatwienie dla walczących ? A może wiatr miał ich zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie. Tego nie wiedzieli.
Wiedzieli już jednak z kim przyszło im się zmierzyć. Asard dostrzegł jora w ciemnym płaszczu, który grzecznie się przywitał, usiadł jak gdyby nigdy nic i zaczął pić jakąś miksturę.
Infernus ujrzał natomiast człowieka również w czarnym płaszczu. Bohater nie widział za dobrze, jednak wydawało mu się, że skinął on głową na jego przywitanie. Również wychylił miksturę, kończąc jednakże przed jorem.
- Phi! Plagiator! - znów zawył jor. Nie dość, że człek obrał podobny sposób ubioru to jeszcze teraz odważył się przywitać z nim oraz wypić miksturę. - Plagiator! - znów zakrzyknął chcąc podkreślić przytłaczający rozmiar plagiatorstwa. Następnie by czasu nie trwonić począł komplementować jakość wykonania swego ostrza. Gdy i to okazało się zbyt nudne zza pasa wyjął on kilka kunaiów by po kolei ułożyć je sprzed sobą jednocześnie podwijając nogi do skrzyżnego siadu. Teraz to ich wykonanie raczył ocenić. Równie pochlebnie zresztą jak poprzednią z podziwianych broni. Gdy skończył noży nie chował. Podniósł po prostu głowę chcąc zbadać pozycje swego przeciwnika.
Asard uśmiechnął się w duchu spoglądając na siedzącego na chmurze jora. Wyglądało na to że tamten nie miał zamiaru ruszyć się pierwszy a wojownikowi stanowczo nie uśmiechało się skakanie do niego.
- Rusz się!! - krzyknął do niego - No. Nie będę tak czekał cały dzień. No choć! Dostaniesz nieco sera na zachętę -zadrwił prowokując przeciwnika.
Ocenił jak wiele trudności mogłoby sprawić mu przeskakiwanie na najbliższe chmury. Nie uśmiechało mu się po nich skakać ale skoro tchórzliwy jor nie miał zamiaru to ktoś będzie musiał dokonać tego czynu.
Słowa szybowały przez powietrze z zastraszającą szybkością. Niczym pociski raniące ciało, te starały się zranić dumę, cierpliwość przeciwnika. Jednak póki co sprawdzało się stare porzekadło:
"Kamieniem i kijem może mnie zabijesz, ale na słowa za twarda głowa."
Żaden z bohaterów nie ruszył sie z miejsca, badając tylko to otoczenie, to swój ekwipunek.
Wiatr zaś póki co nie nadchodził.
Nawet słońce schowane, znajdujące się obecnie w zenicie nie utrudniało specjalnie jakichkolwiek czynności, jeno przyjemnie grzejąc skórę.
Jor dokładnie wysłuchał człeka. Jak tu kurwa być miłym?! Wyłamał palce.
- Spierdalaj! - ryknął - A kopa w dupę byś nie chciał?! - praktycznie na raz zebrał wszystkie kunaie by szybkimi ruchami zapakować je za pas. Wstając obrzucił jeszcze cały teren wokół siebie spojrzeniem. No cóż... to chyba na tyle.
- Idę po Ciebie skurwysynu! - zakrzyknął tak aby było to jak najbardziej złowrogie. No cóż... trudno było być złowrogim gdy zdzierało sie gardło aby coś przekazać. Nie bacząc jednak na problemy natury akustycznej jor krzyczał, bo nic mu przecież innego nie pozostało. Miał plan acz czasu zabrakło. Przełożył więc skoki na następne kilka chwil...
" Nie mam całego dnia na takie gierki... A te leniwe futrzaste stworzenie nie ma zamiaru się ruszyć" ponarzekał wojownik w duchu. Jednak nie wszyscy przeciwnicy mogą być tacy jak pierwszy którego napotkał w tymże turnieju. " Zabawę czas zacząć" powiedział do siebie rozpędzając się i przeskakując na najbliższą chmurę. Jeśli udała mu się ta sztuka krzyknął:
- Widzisz to takie trudne! Choć faktycznie ty z takim tłustym zadkiem pewno nie dał byś rady - rzucił by rozdrażnić przeciwnika.
Asard zwinnym skokiem pokonał dzielącą dwie chmury odległość. Byłoby to bardzo trudne dla pospolitego chłopa, jednak dla kogoś odpowiednio gibkiego nie stanowiło szczególnego problemu. Młody wojownik zaś na gibkości nie narzekał.
Po pokonaniu jeden chmury i kolejnej porcji słownych pocisków ujrzał bohater jak jor zbiera coś ze swojej chmury, po czym wstając nabiera rozbiegu. Najwyraźniej przymierzał się do skoku lub może nawet skoków paru. Czyżby obelgi podziałały ?
Obaj bohaterowie poczuli leciutki zefirek.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:55, w całości zmieniany 1 raz
- Już Ci mówiłem żebyś spierdalał! - niby Królestwo, te sprawy, a takie cholerstwo niewychowane. Wychodzi kurwa poziom ludzkości! Panowie świata cholera jasna...
Jor wcale nie oponował, przyśpieszał, rozpędzał się. Kontynuował pierwotny zamysł.
Rozbiegł się by jednak przed zakończeniem sie jeszcze chmury przystopować i wrócić się by znów usiąść. A niech ma cholernik! Myśli kurwa, że jora złamie.
Jor miałby się poddać perswazji takiego debila? Wolne żarty...
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2008-01-07, 23:05, w całości zmieniany 1 raz
Asard widząc że jego przeciwnik wyraźnie postanowił się ruszyć. Lub po prostu zesztywniał mu ogon. Kto wie jak ta... odstająca rzecz na jego tyłku może reagować na niebiański klimat. Nie marnując zbyt wiele czasu wojownik postanowił wykonać dwa zwinne skoki zachęcony poprzednim udanym trikiem.Kiedy wylądował rzucił okiem na przeciwnika.
Asard już po kilku chwilach znajdował się dwie chmurki dalej. Skoki były wręcz banalne, zaś ich błędne wykonanie wydawało się nierealne.
Gdy jednak rozejrzał się bohater za przeciwnikiem, samozadowolenie się nieco opadło. Owszem skoki mu wychodziły, niestety nie można było powiedzieć tego samego o sprowokowaniu przeciwnika. Jor miast kilka chmur dalej, siedział sobie w najlepsze tam, gdzie go ostatnio Asard widział. Szczuroczłek najwyraźniej wykiwał wojownika, jedynie udając, że ma zamiar skoczyć. Rozpędził się po czym wyhamował przed końcem chmury.
Zefirek wydawał się jakby silniejszy.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:55, w całości zmieniany 1 raz
Jor zaryczał potwornym śmiechem z pozycji siedzącej momentalnie przechodząc w leżenie. Złapał sie na brzuch by począć rżeć jeszcze głośniej i dobitniej. Po chwili wręcz popłakał się, gdy znów powstał by spojrzeć na przeciwnika. Otarł łzę jednym z palców by począć siłą woli hamować kolejne ataki chichotu. Średnio mu to wychodziło...
- D... D... Debil! - orzekł między irytującymi spazmami i znów padł na plecy by zaryczeć kolejny raz w jorom tylko znanym sposobie śmiechu.
Władca świata.... Głupi chuj.
"Można się było tego spodziewać" rzucił pod nosem "Cóż... Skoro taka postawa mu odpowiada. Niech będzie". Próbował przemieścić się po kolejnych chmurach w stronę przeciwnika wybierając najmniejsze odległości.
- Jak ptak - krzyknął po zakończeniu serii - Nie bój się. Nie przewieje ci podczas skoku twoich ślicznych siekaczy. Tylko uważaj cobyś ogonem nie zahaczył! - drażnienie jora sprawiało mu swoistą przyjemność... Taki miły przedsmak tego co miało nastąpić.
Jor zwijał się ze śmiechu, Asard zaś gnał niczym wiatr przed siebie. Z chmury na chmurę, skok za skokiem zbliżał się do oponenta.
Infernus gdy już opanował spazmy śmiechu, spostrzegł, że człowiek zbliża się niebezpiecznie blisko. To jak gdyby go otrzeźwiło i przywróciło do świadomości. Tym bardziej, że to co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
Czy to możliwe ? Czemu ten człowiek tak bardzo przypominał...
Nie, to nie mógł być przypadek. Jor doskonale znał tego młodzieńca. Swego czasu przemierzył z nim nie lada szmat drogi.
Asard zakończył kolejny skok i ponownie spojrzał na swego oponenta. Coś tu nie pasowało. Czy wszystkie jory wyglądają tak samo, czy ten tutaj na prawdę jest...
Bohater nie był pewien, w końcu nie widział wielu przedstawicieli tej rasy, może wszyscy wyglądają podobnie. Jednak ten sposób zachowania, ten głos w połączeniu z wyglądem i stylem... Czy mógł być to zwykły zbieg okoliczności.
Zefirek przerodził się w lekki wiatr, poruszający kosmkami włosów i sierści.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:55, w całości zmieniany 1 raz
Debil, chuj, skurwiel, skurwysyn, kurwi syn, syn świni i świniarza, ludzi idiota, pieprzony "pan świata". Kurwa jego mać!
Ten chuj spieprzył mi nastrojowy śmiech!
- Hej kurwi synu! Znam Cię skądś! Raczysz mnie oświecić? - zakrzyknął jor powstając. Szybko ocenił jakoś i położenie sąsiednich chmurek. Wydedukował jeno jedno. Chmurki były szare. No może jeszcze tyle, że oddalone od siebie. Zadziwiając dedukcja.
Cholera, znam tego kolesia! Taki dobry chłopak był, a tak się cholera stoczył! Z elfkami kurwa gadał, znajomych wspierał, a teraz walczy dla jakiejś gawiedzi. Chociaż w sumie... Nie! Ja nigdy go nie lubiłem.
- Dobra, teraz już bez jaj. Idę po Ciebie kurwa! - zawył jor rozpędzając się i przeskakując na najbliższą chmurkę na północ od niego. Tam przekwipował się dobywając kunaia. Hmmm... To tyle...
Po swobodnym opadnięciu na kolejną chmurę Asard uznał że o dziwo kiedyś mogłoby to się okazać nawet przyjemne. "Nie najgorzej" podsumował sam siebie. Kiedy jednak spojrzał na oponenta to nie zefirek oplótł jego ciało lecz mroźny podmuch. "Infernus...? Ale jak? Choć w sumie pewno nie mógł sobie darować takiego wydarzenia. Kto wie kogo jeszcze dane mi będzie spotkać" pomyślał chwilę o Kalifie i Sirionie.
- Infer? Znudziło Ci się już wydawanie Lurtiańskich skarbów? - uśmiechnął się krzywo ponieważ wiedział że dalsza rozmowa i tak nie doprowadzi do niczego innego jak walki - To jak? Większa chmura na przeciwko nas? Jeden na jeden. Czysty... - tu wojownik uśmiechnął się znając jego byłego kompana - Równy pojedynek. Wygra lepszy... Zwinniejszy. Co ty na to?
Powiedział wyciągając i krusząc jednocześnie kryształ many. Mając takiego przeciwnika każdy element w walce mógł okazać się istotny. Zwłaszcza że sam jor przywłaszczył sobie kilka porządnych artefaktów należących do Gah'Faleta nie wspominając już co mógł kupić za Lurtiańskie skarby
Konfrontacja dawnych towarzyszy. Być może nigdy nie byli specjalnie zgraną ekipą, jednak przeszli razem wiele i pewien rodzaj więzi, nawet jeśli jedynie podświadomy, wytworzył się między nimi. Teraz stawali w szranki, w walce na śmierć i życie. Dla czego ? Dla nagrody ? Dla chwały ?
W sumie powód dobry jak każdy inny. Szczególnie dla Infernusa, który rozterki moralne odłożył gdzieś w daleki kąt.
Infernus zwinnie, bez najmniejszych problemów przeskoczył na kolejną chmurkę, gdzie dobył nóż kunai.
Lada chwila miała polać się pierwsza kropla krwi.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:56, w całości zmieniany 2 razy
- Asard? Znudziło Ci się lizanie elfich dup?
A ten chuj na co czeka? Przeskoczyłem! Teraz on do kurwy i nędzy wszelkiej. Na zaproszenie czeka? A żeby sie kurwa nie przeliczył!
Jor skruszył w palcach dobyty w kilka chwil kryształ by zaraz potem... stanąć po prostu. Czekał na ruch przeciwnika. Skoro tak ochoczo zabrał się do walki to musiał mieć coś w zanadrzu. Nie ma chyba przecież kurwa desperata coby się na jora rzucał. Zwłaszcza na tego jora! Ha! Na Infernusa!
Ten miecz, ten miecz jest jakiś dziwny. Zaiste trudna sprawa walczyć z kimś kto operuje czymś takim.
- Równa?! Raczysz kpić! Nie spodziewaj się ani równej ani czystej walki! - ryknął jeszcze po czym z rozbiegu przeskoczył na największą z okolicznych chmurek, która jak mu się wydawała była teraz na zachodzie.
- Leprze elfie niż jorze - rzucił z uśmiechem na ustach - Zobaczmy na co cię stać. Ale bądź spokojny jak ZNÓW zginiesz postaram się PONOWNIE wskrzeszenie Cię.
O dziwo podobało mu się takie drażnienie z jorem. Wziął w dłoń kryształ siły by móc go skruszyć w odpowiednim momencie jednocześnie wyciągając miecz i przesyłając całą swą manę do niego kiedy tylko ten opuścił pochwę. Był ciekawy jak jego oponent zareaguje na jego błękitną poświatę. Pokonał dystans do chmury na której znajdywał się jor. Wkrótce miało się zacząć.
Zgodnie z niepisaną umową obaj bohaterowie dotarli do większej chmury. Stojąc na jej krańcach byli gotowi do otwartego starcia.
Asard poczuł jak cała mana, zarówno własna jak i zwiększona dzięki kryształowi przepływa prosto do miecza. Moc w nim zgromadzona czekała na chwilę, w której zostanie uwolniona. Na chwilę, w której porazi jora, a może chmurę lub ostrze sztyletu straszliwą siłą.
Jeden celny cios, wystarczył jeden celny cios. Młodzieniec jednak zdawał sobie sprawę, że celny cios w przypadku tego jora może nie być takim prostym wyczynem.
Infernus ze sztyletem w jednej dłoni i nożem kunai w drugiej również był gotowy. Czekała go trudna walka, znacznie trudniejsza od poprzednich.
Wszystko miało się rozstrzygnąć za kilka chwil.
\\Załącznik skasowano - Idrin
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:56, w całości zmieniany 1 raz
Jor splunął starając się dodać dramatyzmu chwili. Planował dodatkowo jakąś mowę czy coś w tym stylu. Coś jak "ta chmura jest za mała dla nas dwóch". Niestety brakło mu nieco imaginacji aby stworzyć coś składnego, odpowiednio długiego i sensownego. Orzekł więc, że stosowne byłoby "i tak nigdy Cię nie lubiłem" chociaż chwili jeno potrzebował żeby przypasować tę wypowiedź do sytuacji, w którym stoi nad truchłem i pluje na nie. Opcjonalnie szcza.
Z całego tego rozmyślania jor wyniósł tylko jedno. I momentalnie przystąpił do jego wykonywania. Obrzucił jeno całą postać przeciwnika wzrokiem by zaraz potem cisnąć kunaiem w bliżej nieokreślone miejsce. Planował zaraz po tym szarżę i szybki atak gdy nagle zorientował się o pewnym uchybieniu. Jego sztylet nie był pokryty trucizną!
Kurwa!
Jor cisnął kunai i szybkimi ruchami dobył fiolki z rzeczoną trucizną jak najszybciej rozlał ją po ostrzu by zaraz potem znów otaksować przeciwnika spojrzeniem. Miał nadzieję, że to niewielkie uchybienie nie zaważy o całej walce.
Asard wiedział że Nadszedł już ten właściwy czas. Czas na pojedynek. Walkę między dawnymi kompanami. Skinął jedynie głową w kierunku przeciwnika po czym rzucił się w jego stronę wykonując poprzeczne cięcia kiedy znalazł się w odpowiedniej odległości. Wiedział że jeśli chodzi o energię w mieczu musi uważać by nie napotkała innego celu niźli ten właściwy. Raz już mu sie to przytrafiło, co przypłacił niemal życiem. Tym razem był już bogatszy o to doświadczenie. Liczył że jego zwinność i szybkość pozwolą mu zakończyć ten pojedynek z korzyścią dla niego. Wolał nie myśleć co mógłby przygotować dla niego jego bądź co bądź cwany oponent.
Inicjatywa przemawiała na rzecz jora. Pospiesznym rzutem posłał kunai w stronę przeciwnika, niestety rzut był wyjątkowo nieudany. Czy to pośpiech, czy po prostu pech ?
Tak czy inaczej Asard nawet nie musiał uchylać się przez nożem i bez przeszkód mógł przystąpić do ataku.
Niemal skwierczące od magii ostrze pomknęło w Infernusa, ten jednak błyskawicznym odsunięciem ciała do tyłu uniknął morderczego ciosu.
Fiolka została w połowie wypróżniona, pokrywając całe ostrze trucizną. Bohater był gotowy do kontrataku.
Wpierw jednak młody wojownik wykonał swe kolejne poprzeczne cięcie, jednak skutek był wprost identyczny.
Infernus stwierdził, że człowiek albo wyjątkowo marnie walczy albo po prostu ma pecha, jego ciosy były bowiem wprost banalne do uniknięcia.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum