Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-13, 21:52
Ervin pomyslal tylko o zwyciestwie, czy napewno bylo mu potrzebne? napewno? czy moze walka nie byla tak potrzebna, i tylko kooedukacja z "bliźnim"? pomyslal takze o spoczywającym w jego plecaku bukłaku z wódką.
szedł powoli.
bardzo powoli, nie chciał walczyć, nie w tym lodowatym miejscu, przyda sie im obu na rozgrzanie.
"HEJ! ty! CHCESZ SIE ROZGRZAĆ? JEST TAK ZIMNO! MAM TU BUKŁAK WÓDKI! MOZE NAS ROZGRZEJE PRZED POJEDYNKIEM"
Cisza.
Nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Przywarł do ściany, dysząc ciężko. Pułapka?
Nie... Uśmiechnął się sam do siebie i odkrzyknął:
- I CO TY TO DOPIERO TERAZ KURWA MÓWISZ? - Elf zaśmiał się lekko i poczuł ciepło na sercu. Walka, smiertelna walka. A kto kazał zabijać? Pokręcił głową. Mogła go czekać śmierć: Ale nie był wojownikiem. Zaśmiał się znowu, cicho.
Jednocześnie nasłuchiwał, skąd dochodzi głos. W końcu mogła to być pułapka.
Oboje zasłyszeli swe głosy i byli w stanie określić, że znajdują się praktycznie naprzeciwko siebie. W sumie nie byli pewnie swej dokładniej pozycji, gdyż równie dobrze mogli słyszeć echo, jednak Ervinowi zdawało się, że nerwowy głos Oricka znajduje się gdzieś na dole, a magowi znowu, że wojownik pijacko drze się z górnej części jaskini.
Znów zaśmiał sie. O nie, to wcale mu się nie podobało. To śmierdziało podstępem.
Zrobił kilka kroków w prawo i wyjrzał zza rogu, czy widzi swego 'przeciwnika'.
Okrzyk Ervina znów zmącił ciszę, jednak srebrny elf nie odpowiedział, zrobił coś znacznie ważniejszego co zaiste mogło zaważyć o wynikach tej batalii.
Elf wyjrzał zza rogu i zobaczył owszem swego przeciwnika z pochodnią w jednym, a bukłakiem w drugiej dłoni, stał na odległości dobrych 12 metrów i patrzył głupkowato. Wyglądało na to, że rzeczywiście chce się z nim podzielić alkoholem, z tym, że dziwnie to trochę brzmi po tylu podchodach.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-15, 00:02, w całości zmieniany 1 raz
Pośmiać się można.
Ale do czasu. Wiedział, że walka jest walką. Poza tym - Nie znosił wódki, wolał wino.
Wyjrzawszy zza rogu i zobaczywszy przeciwnika, przestaje się bawić w podchody.
Rzuca "Chłód" na oczy przeciwnika. Cel prosty: Oślepić. Sprawić, że największy dar Bogów zaniknie u jego przeciwnika.
Ervin poczynił kilka kroków w stronę środka sali, zauważył przeciwnika, było już za późno.
Na 4 czy 5 kroku elf usłyszał śpiewną inkantację, następnie zauważył stojącego na południu maga, machał on rękami porównywalnie do tonącego ale nie takie było jego przeznaczenie. Nie trwało jednak długo gdy wojownik poczuł siłę swej nieuwagi, przenikliwe zimno przeszyło całe jego ciało. To co zapewniała ta jaskinia, było wręcz śmieszne w porównaniu z tym. Czuł się tak jakby ciekły azot popłynął nagle w jego żyłach po czym momentalnie ustąpił. Nie znaczyło to jednak, że ciało pozostało nienaruszone. Rozległe odmrożenia pojawiły się na jego ciele. Ból był potworny.
\\Załącznik skasowano - Idrin
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:51, w całości zmieniany 1 raz
Nie poprzestawał. Kolejne, błękitne fluidy zaczęły pojawiać się dookoła jego kostura.
Splótł je razem w błękitną kulę energii. Powietrze wydawało się być naelektryzowane, uśmiechał się sam do siebie, czując jak chłód dookoła sprzyja jego czarom.
Wodny Prąd. Taki kształt przybrało kolejne jego zaklęcie, skierowane w przeciwnika.
Był maksymalnie skupiony. Musiał przeżyć.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-13, 22:32
Ervin zaczął iśc, przełożył swoją broń do ręki z pochodnią a pochodnie do reki z tarczą, zaczął biec.
po kilku krokach, mniej więcej 8 metrów od maga, podpalił "lont" a po niecałej sekundzie wyrzucił pocisk w strone maga. podbiegł do najblizszej skały, po stronie oddalonej od nieznajomego, i schował się za nią, przykucnął i zasło nił się połowicznie tarczą.
Bieg i widok przeciwnika jakby w przestrachu machającego rękami. To było dla Ervina coś nowego, a jednak zaiste przyjemnego. Był wystarczająco blisko, palna tkanina zaskwierczała zajmując się ogniem. Wspaniale! Po chwili był gotowy do rzutu, wódka w środku najwyraźniej poczęła zajmować się już płomieniem. Wychylił się. Rzucił!
Orick prawie wpadł w spazmy śmiechu gdy pod jego nogami wylądował bukłaczek, z którego po chwili poczęła wylewać się płonąca wódka. Zastanawiał się chwilę nad motywacją swego przeciwnika. Czy on uważał, że mag wpadnie w tę płonącą kałużę? Niezbyt.
Tymczasem mag skończył inkantację z kostura w stronę przeciwnika poleciała struga lodowatej wody. Nie wiedział elf czy to uderzenie czy to zimno spowodowało u wojownika większe obrażenia.
Ervin za to wiedział. Ciśnienie z jakim woda rozbiła się o jego klatką piersiową ledwo co go nie powaliło. Gdyby nie jego potężna budowa, zaiste, wywróciłby się. Na całe nieszczęście jednak jego nogi utrzymały go gdzie trzeba, przez co cała woda rozbiła się właśnie o elfa. Ból był potworny, wojownik czuł się jakby przed chwilą ktoś skakał po jego klatce piersiowej. Poprzednie zaklęcia również nie próżnowały, gdyż Ervin wciąż czuł sie niczym kamienny kloc. Ruch przychodził mu z oporem, czuł jakby chłód ściął jego mięśnie. Pewnie i dlatego zaklęcie było tak idealnie wcelowane.
Rzeczywiście, nieomalże spazmy śmiechu powaliły maga, ale wiedział że musiał się skoncentrować. Zastanawiał się, dlaczego ów pijaczyna chciał wykorzystać dar, którym chciał się podzielić, jako broń. Teraz nieopodal miejsca, gdzie stał mag, żwawo płonęła sobie kałuża wódki.
Znów skoncentrował się na przeciwniku. Jeszcze jeden wodny prąd. Wiedział, że struga wody pod takim ciśnieniem zadaje spory ból. Wystarczający, aby któraś z kolei struga połamała żebra i kości przeciwnika, powodując wewnętrzne obrażenia, które z kolei doprowadzą do śmierci. Z determinacją więc rzuca kolejne zaklęcie. Wróg zbliżał się, many ubywało - Ale nadal miał jeszcze asa w rękawie.
Spowolniony czy nie - Wojownik nadal jest poważnym przeciwnikiem. Jeżeli po rzuceniu zaklęcia przeciwnik jest blisko - Mag ucieka w lewo, gdzie widział jakiś wąski przesmyk...
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-15, 10:49
Ervin rzuca się biegiem w strone maga, biegał to w prawo to w lewo, próbując działać tak by zaklęcie go ominęło, w razie udanego czaru w jego strone zasłonił się tarczą. Spróbował podbiec tak blisko przeciwnika jak to tylko możliwe. W razie wystarczającego zbliżenia, zasłonił się tarczą i ciął nad nią.
Drogę, mimo, że utrudnioną przez całkiem całkiem już rozrosłą kałużę płonącej cieczy, przebył Ervin w tempie zastraszającym, wystarczyło nawet na planowany atak, który jednak okazał się chybionym o dobre kilka centymetrów. Miecz śmignął nieco nad ręką magika nie czyniąc mu żadnej krzywdy, prócz tej, którą mógł odczuć zostając muskany przez podmuch wywołany przez broń. Ervinowi zostało jeno kląć.
Uderzenie było czyste i z ciśnieniem większym niż wcześniej. Wojownik znów miał chwilę aby "skomplementować" swą trzymającą go na nogach masę. Elf czuł się już znacznie poturbowany. Za to jedynym uszczerbkiem jego magicznego przeciwnika był zapewne ubytek many.
\\Załącznik skasowano - Idrin
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:51, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-15, 17:31
Zaklął w duchu, nie udało mu się go nawet drasnąć. Podbiegł do przeciwnika, który (na co wskazuje poprzedni post orcika) odbiegał w stronę przesmyku pomiedzy skałami, i ciął go mieczem.
Jeszcze jeden wodny prąd. Czas uciekał przez palce, nie było czasu na marnowanie sporych ilości many na strugę lodu, a jego przeciwnik był już tak mocno pokiereszowany, ze jedno - Dwa zaklęcia i oponent umrze.
Bojowy miecz zarysował potężną czerwoną szramę na udzie maga. Nie stracił on jednak woli i wciąż zaciskając zęby kontynuował inkantację. Dopiero gdy czerwona jucha trysnęła z rany niczym z fontanny mag złamał się. Padł na ziemię w akompaniamencie cichego jęku. Krew obryzgała ciało wojownika. Tętnica, pomyślał mag. I to miała być jego ostatnia myśl na tej arenie. Miecz znów ciął tym razem nie zatrzymywany żadną formą obrony. Znów tętnica, znów trysnęła jucha. Mag w ostatecznej formie desperacji złapał się za gardło próbując zatamować krwawienie. Ten ból, to zimno. Agonia wcale nie była tym o czym piszą bardowie w pieśniach. Brakowało tu aniołów, brakowało otwartych niebios. Orick odchodził w milczeniu, a raczej w akompaniamencie pisku wciąż i nieustępliwie słyszanego w uszach. Niemymi już ustami kontynuował inkantację. Nic z tego. Elf nad nim nawet nie drgnął. Zimno. Czy to koniec?
Ciemność.
- Zwycięzca! - echo głosu o zimnym zabarwieniu przetoczyło się przez jaskinie kilka razy. Ervin poczuł w swym sercu niebywałą dumę. Oto on! Postrach magów, zabójca z aren, gladiator, oto on zwycięzca! Czuł się niczym bohater jakiegoś eposu traktującego o smokach, dziewicach i wszystkich podobnych temu dyrdymałach. Nadymał się więc nad trupem jak nikt nigdy.
A potem stracił przytomność...
Walka zakończona!
Ervin wygrał!
Ervin za zwycięstwo otrzymuje 145 Punktów Doświadczenia!
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum