Przecież tu jest zimno - powiedziałby ktoś. Czemu tu nie ma drzwi - zawtórowałby inny. Nic jednak nie zmieniało faktu, że oto dwóch śmiałków niewiadomym sobie sposobem stanęli nagle naprzeciwko siebie na arenie będącej czymś co przypominało nieco lodówkę. Było zimno - to było pewnie. Wręcz piździło - to też obywało się bez zbędnego komentarza. Para unosiła się z ust, a ciało oblewała kaskada zimnego powietrza, którą można było porównać jeno z zimną wodą. A jednak ktoś tu wszedł i chciał walczyć. Było ich dwóch. I obydwóm marzły dupy.
W południowym narożniku prosto z północno zachodnich królestw wiecznej zmarzliny - Orick, chuderlawy choć diablo inteligentny mag. Na boksera zaiste się nie nadawał, ale jeśli ktoś miałyby być prowadzone zakłady z racji znacznego doświadczenia mógłby otrzymać całkiem dobre noty. Wciąż jednak wyglądał na znacznie słabszego i gdyby doszło do starcia bezpośredniego zakłady na niego przeklinanymi by były.
W północnym narożniku mistrz berka z trupami oraz zabijania kompanów - Ervin, leśny elf, któremu co prawda tężyzny odmówić nie można było ale inteligencja... No cóż, pozostawał w tyle za magiem o całe eony. On również mógł wygrać musiał tylko włożyć w to trochę zaangażowania. Tam samo jak jego przeciwnik.
- Zabij albo zgiń sam! - rozległo się głosem równie zimnym jak tutejsza atmosfera. Wtedy to uwolniły się z ust pierwsze obłoczki pary. Rozpoczęła się walka. Przeciwnicy stali naprzeciwko siebie mając przed sobą zupełnie czyste pole. Po obu ich rękach dało się wyróżnić masywy skalne sięgające oblodzonego stropu. Na podłożu również skrzył się mróz, choć nie zdążył uformować się on w lód, dlatego też chód, a nawet bieg był w pełni bezpieczny.
Żaden z nich nie chciał zginąć sam.
\\Załącznik skasowano - Idrin
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Idrin 2009-06-13, 01:50, w całości zmieniany 3 razy
Elf spojrzał na swego przeciwnika. Posłał mu uśmiech pełen pogardy. Czuł strach. Strach, który sprawiał że dygotanie z zimna które czuł, było spotęgowane jeszcze bardziej. Kochał lód, kochał chłód - Ale czy nie przyjdzie mu zginąć w tym lodowym piekle?
Wykonuje to, co chce robić. Biegnie. Biegnie, choć dobrze wie, że jego przeciwnik doskonale go widzi.
Elf spojrzał na swego przeciwnika. Posłał mu uśmiech pełen pogardy. Czuł strach. Strach, który sprawiał że dygotanie z zimna które czuł, było spotęgowane jeszcze bardziej. Kochał lód, kochał chłód - Ale czy nie przyjdzie mu zginąć w tym lodowym piekle?
Wykonuje to, co chce robić. Biegnie, choć dobrze wie, że jego przeciwnik doskonale go widzi.
Biegnie w kierunku skał po swej lewej z nadzieją, że uda mu się tam schować za nimi i wykorzystać element zaskoczenia.
Jeżeli tam dobiegnie - Czeka. Po prostu czeka.
Dwójka elfów biegła praktycznie w tym samym kierunku po chwili dopadli swych skał. Ervin posiadał ogromną przewagę, gdyż prócz pracujących nóg przeciwnika widział jeszcze całą masę grymasów, którymi przez zimną mgłę raczył uraczyć go nimi. Orick niestety tej przewagi nie miał choć niezbyt się tym frasował.
Pochodnia, jak na złość nie chciała zapalić. Co prawda niewielkie iskry poczęły już się tworzyć na jej powierzchni jednak chwilę brakowało jej jeszcze do rozpalenia się.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-14, 23:51, w całości zmieniany 1 raz
Biegł dalej. Plan... Szalony, szalony zaiste, ale nawet w szaleństwie jest czasem metoda!
Był słabszy, to wiedział. Spryt nad brutalną siłą? Kto wie. Widząc, że jego przeciwnik próbuje rozpalać pochodnie uśmiechnął się nieznacznie sam do siebie, po czym spoważniał.
Biegł dalej. Plan... Szalony, szalony zaiste, ale nawet w szaleństwie jest czasem metoda!
Był słabszy, to wiedział. Spryt nad brutalną siłą? Kto wie. Widząc, że jego przeciwnik próbuje rozpalać pochodnie uśmiechnął się nieznacznie sam do siebie, po czym spoważniał.
Plan jest prosty: Dotrzeć do takiego miejsca, żeby on widział swego przeciwnika, ale on jego nie. Jeżeli znajduje taką pozycję i jest w zasięgu czaru: Rzuca z ukrycia "Chłód" koncentrując się na tym, aby zaklęcie ugodziło przeciwnika po oczach... Oślepiony oponent to martwy oponent. Dobrze wiedział, zę zaklęcie chłodu nie powoduje zadnej smugi czy promienia - Po prostu godzi w przeciwnika, zatem ten nie będzie nawet wiedzieć, skąd elf czaruje.
Jeżeli jednak nie może znaleźć takiej pozycji: Kluczy dalej.
Bohaterowie poczęli wykonywać bardziej czy mniej przemyślane plany. Każdy miał swój i każdy uważał go za dobry. Który jest lepszym miało się okazać dopiero gdy dojdzie do starcia.
Pochodnia wreszcie zaiskrzyła dając przyjemny płomień, pominął już elf fakt, że pośród takiej poświaty jest widoczny niczym krowa wśród pola. Miał ogień!
Elf zapełnił swój bukłak tkaniną tworząc tym samym bardzo piękny koktajl mołotova.
Orick począł kluczyć między skałami starając się jak najlepiej tłumić swe kroki. Szczerze mówiąc wychodziło mu to miernie i po jakimś czasie zdecydował, że elf, z którym przyszło mu walczyć jest głuchy. Mimo wszystko jednak odążał dalej.
Był gdzieś w połowie kawerny gdy coś trzasnęło niczym palona gałąź, a po krótkiej chwili w tamtych rejonach pojawiła się tańcząca żywymi płomieniami poświata.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-14, 23:53, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-13, 16:50
Gdy doszedł do ściany jaskini, odwrócił się w lewo i zaczął iśc prosto, nie próbował tego robić specjalnie cicho, szedł jakby był w mieście, w lesie, gdziekolwiek indziej, trzymał swoją przyszłą, prymitywną broń, i pochodnie w pogotowiu, rozglądając się za przeciwnikiem.
Obu przeciwników nie widziało się nawzajem i najwyraźniej miało to potrwać wiele dłuższy czas. Orick jednak plasował sie w o wiele lepszej pozycji, ponieważ choćby był i głuchy dokładnie słyszał każdy krok przeciwnika niosący się echem wśród ścian jaskini. W walce trwał pat. Zarówno plan Oricka jak i dość niejasne plany Ervina najwidoczniej poczęły się dopiero rozwijać. Kto wie? Może będzie z nich kiedyś piękny kwiat?
Kolejne kroki niosły się po jaskini mniej więcej zdradzając położenie jednego z przeciwników. Plany wciąż były wdrażane. Metodycznie, bez pośpiechu. Wciąż jednak nie mógł ani jeden ani drugi wypatrzyć swego przeciwnika.
Elf poczuł jak z każdym łykiem substancji jego zmysły wyostrzają. W efekcie po wypiciu jej był pewien, że teraz usłyszy nawet chadzającą gdzie-nie-gdzie mysz. Mylił się jednak, gdyż nie usłyszał nawet swego przeciwnika.
Wciąż poruszał się elf przed siebie i widział jak to poświata, jak już rozpoznał, ognia, przesuwa się wraz z nim. On skradał się przed siebie, poświata przesuwała się w lewo. Gdzieś pod zachodnią ścianę. Aktualnie położenie przeciwnika zagradzała teraz fantazyjnie rozłożona skała, choć jednocześnie kryła go ona – nie mógł jej mieć nic za złe.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-14, 23:56, w całości zmieniany 1 raz
Stoi w miejscu mając nadzieję, że zza jego zasłony pozostanie niezauważony. W duchu dziękował Bogom za swój jasny, maskujący ubiór i włosy o kolorze srebra, które również dawały mu naturalny kamuflaż.
Jeżeli widział przeciwnika, a on nie widział go - Rozpoczyna inkantancję "Chłodu", celując w oczy. Jeżeli jednak nie widzi wroga - Czeka.
Jeżeli przeciwnik zauważa go i Orick widzi wroga - Również rzuca "Chłód" na oczy przeciwnika.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-13, 19:47
Ervin przylgnął do ściany, wyczulił zmysły, próbował usłyszeć wszystko. ogarnąć całą sale. wiedział ze gdzieś tam czai się jego przeciwnik. Wiedział, i czuł to.
Przygotował swoją broń do użycia, nasłuchując i rozglądając się w około.
Ściana była zimna i dziwnie sucha jak na tego typu miejsce. Elfem zarzuciły lekkie drgawki, nie wywołał on jednak przy tym żadnych hałasów.
I jak na złość ani Orick, ani Ervin nie słyszeli już nic, cisza tylko szalała po jaskini znów pozostawionej samej sobie.
Mag jednak jakby dla poprawienia swego humoru wśród mroków wciąż widział ognistą poświatę. Wychodziła ona z jego lewej strony ślizgając się po ścianach niczym wąż i pokazując się przy zakończeniu monolitu, przy którym stał mag.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-14, 23:57, w całości zmieniany 1 raz
Cisza... Wszechogarniająca cisza. Bał się odetchnąć, toteż stał w miejscu, mrużąc oczy i przygotowując się, do wypełnienia swego morderczego planu.
O ile miał okazję.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-12-13, 20:03
Ervin odszedł dwa kroki od ściany, próbując by jego kroki wogole nie wydawały dźwieków.
odwrócił sie lekko w prawo i bokiem podązal w tamtą stronę, próbował zauważyć, usłyszec, lub w jakikolwiek inny sposób dowiedziac sie gdzie jest jego przeciwnik
Mimo wielu maskowanych planów i podejść sytuacja wciąż była patowa.
Orick jednak był pewien, że poświata poczęła się zbliżać w prędkością maszerującego człeka. Albo elfa. Albo ogólnie jakiegoś cholerstwa co ma dwie nogi i na nich drepta. Nie było jednak słychać kroków.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-14, 23:58, w całości zmieniany 1 raz
Widząc, że poświata niebezpiecznie szybko się zbliża, wycofuje się, cichutko jak myszka.
Jeżeli przeciwnik go zauważa, nawet nie ryzykuje walki w tak bliskiej odległości: Rzuca się w te pędy na południe mapy, szukając kryjówki.
Walka obiecywali, wieczna chwała mówili. Co z tego, jak jedyne co między sobą wymienili to oddechy? Wciąż nie doszło do spostrzeżenia się, nie doszło nawet do wymiany obelg. Wszystko toczyło się z prędkością i przebiciem ślimaka. Czas uciekał przez palce.
Elf dopadł swej kryjówki w dziwnym przeświadczeniu, że coś poszło nie tak.
Wojownik usłyszał jak nagle z południowego wschodu zabrzmiało coś jak tupanie dwóch obcasów butów o nieco podmarznięte podłoże. Nie był w stanie elf dokładnie ustalić miejsca skąd mógłby wydobywać się ten dźwięk.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-15, 00:00, w całości zmieniany 1 raz
Przywarł do ściany. Czuł się dziwnie zdradzony. Uspokoił oddech i oczekiwał.
Coś szło nie tak. Jego plan... Kruszył się? Miał nadzieję, że zasłony rozstawione dookoła niego nie zawiodą go i dadzą pewną ochronę.
Spojrzał na kształt przed sobą i zmrużył oczy. Musiało się udać.
Kolejne to kroki w tej niekończącej się batalii... Zachowywali się niczym ranne wilki, albo rozważni bohaterowie, to zależy w czym szukamy inspiracji. Wciąż nie było wiadome gdzie też może być przeciwnik.
Mag w tej chwili chwalił pewnie swe uszy nader wszystko. W ciszy go otaczającej usłyszał on jak z północnej części jaskini dochodzi postukiwanie obcasów. Trudno było powiedzieć gdzie i w jakiej odległości jest źródło tego dźwięku.
Wojownik nie zdołał w całości dopełnić swego planu w danym mu czasie, wciąż był na drodze do swego azylu.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-12-15, 00:01, w całości zmieniany 1 raz
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum