Wojna mimo, że w całej swej krasie objawia się na froncie, dzieje się zawsze poza nim. Nie było dotąd walki, która rozpoczęła by się bez dobrego rozpoznania
Orki z Karaah zadziwiały elfa. Po około tygodniu obóz, który niedawno wyglądał gorzej niż niejedno pobojowisko teraz był ładnie uprzątnięty. Wszystkich zmarłych wedle obrządku oddano ogniowi. Zaraz potem orki powróciły do typowych dla siebie prac, jak zręb drzew czy zbieractwo. Nawet gdy Dracon czasami wspomniał o Kurra'ah i możliwości ataku od ich strony orki tylko prychały, lub wręcz parskały śmiechem. Prócz tego typu sytuacji były dla drowa bardzo mili. Najwyraźniej stereotypy odnośnie orków nie uwzględniały wdzięczności dla osób, które im pomogły.
Po wszystkich 'porządkach' i pogrzebach Draconowi dane było zobaczyć jeszcze coś o czym nie mówiły żadne plotki o orkach. Pewnego dnia pod wieczór nagle dało się usłyszeć miarowy krok maszerującego wojska. Elf dotąd leżący w jednej z jurt wzdrygnął się. Wyjrzał. Orki Karaah również opuściły swoje legowiska i wszyły na główny plac obozu. Dracon wyrwał się do bramy. Zielonoskórzy! Kurra'ah! Gdy raczył o tym poinformować o formalnego przywódcę ten wpadł śmiech. Potem mocarną pięścią uderzył go w bark, tak jak szturchają się znajomi. "To delegacja drowie" jęknął między chichotami. I to chyba zdanie utkwi elfowi na zawsze jako w pełni niszczące stereotyp orka-barbarzyńcy.
Kurra'ah, których elf wypatrzył okazali się grupą mającą zasilić i wspomóc Karaah. Orki okazały się przerażająco solidarne. W obliczu klęski jednoczyły się nawet z zaciekłymi wrogami. Byli inni niż drowowie. Lepsi? Kto wie...
Od tego czasu życie w obozie biegło spokojnie na typowych dla odbudowującego się obozu pracach. Ktoś poprawiał obluzowaną barykadę, ktoś od nowa stawiał sobie jurtę. Ktoś biegał po wodę. Ktoś chodził do lasu. Wszyscy orkowie zajęci. Całością zarządzał wykształcony Kurra'ah, co u orków znaczyło, że ma wyobraźnie i potrafi rachować. Z pisaniem czy czytaniem było już gorzej ale...
Praca jednak wbrew pozorom wrzała i po kilku dniach obóz wyglądał jak przedtem jeśli nie lepiej. Drow przez cały ten czas potwornie się nudził. Jako kaleka nie przydał się do żadnej pracy prócz tych typowo umysłowych. Dlatego czasami 'przywódca' prosił go o policzenie większych liczb czy pomnożenie mniejszych. Ot praca zwykłego urzędnika. Z tym, że wśród orków...
Dzień miał się ku końcowi, a elf leżał znużony na leżance w swej jurcie.. Większość prac miały się ku końcowi, a jeśli nie to były już skończone. Orki miały dziś podobno wybierać nowego szamana. Drow nie wiedział na jakiej zasadzie miała się odbyć 'rozmowa z duchami' jak to mawiali orkowie. Zwłaszcza bez szamana ale...
Cisza na zewnątrz irytowała elfa. Przez cały dzień zabronione były rozmowy. Miało to podobno wymiar duchowy. Elfa w sumie niewiele to obchodziło i chętnie pogadał by sobie, nawet z którymś z orków. Niestety, orki prócz solidarności okazały wybitną religijność.
Drow leżał w swojej jurcie wpatrując się w "sufit". Fakt cisza jaka panowała była irytująca ale czy w tą czy w tą Dracon nie miał zbytnio sposobności pogadać. Leżał i leżał i leżał.. i leżał.. w między czasie myśląc nad tym co było wcześniej, co kilka chwil spoglądał na swoją rękę i wzdychał kiedy uświadamiał sobie,
że jej tam nie ma, cisza go dobijała.. czekał, aż w końcu coś się stanie, aż ta cisza sie wreszcie skończy.
Jak na złość cisza wciąż trwała przerywana tylko czasami szuraniem butów jakiegoś orka uwijającego się z jakimś niezbędnym na 'rozmowie' atrybutem duchów. Elf zastanawiał się, jak oni mogą ustawić całą dekoracje i przygotować obrządek kiedy nie wymieniają ani słowa. Orki nigdy nie przestaną zadziwiać Dracona.
Elf jako 'nieork' nie mógł uczestniczyć w obrzędzie ani nawet w przygotowaniach do niego. Ktoś mu to wczoraj tłumaczył, ale Dracon niezbyt przysłuchiwał mu się wtedy. Z tego co jednak pamiętał mógł spokojnie poruszać się w okolicach byle by nie wydawał zbędnych dźwięków. Zbędne były te, które nie informowały o ataku lub o zawalaniu się większości domów w wiosce toteż elf niewiele mógł mówić.
Nuda sama wręcz zamykała oczy, jednak elf sam nie mógł zasnąć. Coś mu to skutecznie umożliwiało choć nie mógł dokładnie wskazać o co chodzi.
Dracon chwile leżał bez ruchu po czym podniósł się do góry, oparł na ręce i wyjrzał przez wejście do jurty.
*Hmmy.. miałem nie sprawiać kłopotów i nie wydawać zbędnych dźwięków, no ale jeśli przespaceruje się po obozie to nic się nie stanie*
Jak pomyślał tak zrobił. Już po chwili znalazł się na zewnątrz i spoglądał we wszystkie strony przyglądając sie "dziełu" orków. Po czym przespacerował sie wokół obozu szukając potencjalnego zajęcia.
Znowu ktoś minął drzwi do 'mieszkania' elfa uśmiechając się pełnymi kłów ustami. Niestety ork nic nie powiedział.
Elf wstał. Obrzucił jeszcze raz jurte wzrokiem. Była zbudowana na planie koła. Przy przeciwległych ścianach 'stały' niezbyt pewne leżanki. Przy każdej z nich stała mała skrzynka. Na tej przystającej do łóżka elfa leżały ubrania. Elf dopiero teraz zorientował się, że jest w samej przepasce.
Ubrania zostały mu niedawno podarowane przez R'nalla tymczasowego przywódcę. Wręczył mu je w podzięce za krótkie wieczorne lekcje rachunków. Niby były szyte dratwą więc nieco niewygodne, ale zawsze to lepsze niż paradowanie w za dużych orczych ubraniach.
Ubiór składał się ze skórzanych spodni z nieznanego elfowi zwierzęcia oraz nieco za długiej lnianej koszuli. Prócz tego koło skrzynki leżały skórzane buty. Były źle zszyte i gniotły palce, więc Dracon niezbyt lubił w nich chodzić.
Drow spojrzał na ciuchy leżące koło niego po czym przywdział je na siebie. Owszem buty były bardzo nie wygodne to też nie założył ich
*Na razie mogę chodzić boso* pomyślał.
Poprawił ubranie na sobie otrzepał je kurzu, po czym ruszył do "drzwi". Dracon spojrzał przez nie jakby się wstydził pokazać w ofiarowanym mu "ciuszku". Wyszedł na zewnątrz i rozglądał się za jakimkolwiek zajęciem.
Elf po niebywałych trudach ubrał się był gotowy do wyjścia. Co prawda ubranie było ułożone niezbyt równo, a włosy w nieładzie, lecz przecież nie szedł na jakiś bal! Chyba...
Po wyjściu elf zobaczył krajobraz typowej orkijskiej osady. Ładnie odnowiona palisada równo owijała cały teren. W środku masa mniejszych czy większych namiotów na planie koła. Elf wiedział, że każdy z nich był mieszkaniem dla co najmniej dwóch elfów. On sam dzielił namiot z tymczasowym przywódcą, który praktycznie codziennie zarzucał go pytaniami na dowolne tematy. Raz pytał o sytuacje w świecie, raz o rachunki, raz prosił o korepetycje z języka drowów. Jak to wtedy denerwowało drowa! Teraz dałby za chociaż chwile tej chwilami śmiesznej rozmowy nawet swoje ubranie razem z przepaską.
Wokół nie było wiele do roboty. Wszystkie orki zebrały się przy organizowaniu obrzędu wybrania szamana w północnej części obozu. Tam w sumie elf widział tylko zieloną, kotłującą się plamę.
Słońce uderzyło w źrenicę drowa, a ten poczuł się wybitnie źle.
Dracon lekko się rozluźnił czując świeży powiew powietrza. Spojrzał na krajobraz i humor mu sie lekko poprawił.
Zobaczył, że w północnej części obozu jest jakaś większa grupka orków. *A co mi tam, może przynajmniej nie będę się nudził* ruszył powolnym krokiem ku "zielonej plamie".
Kotłujące się orki nie były może czymś szczególnie irytującym jednak dla Dracona były wręcz wybawieniem. Po około 50 metrach drow zaczął rozróżniać szczegóły. Około dwudziestka zielonoskórych stawiała coś na rodzaj sceny. To znaczy sceną by była gdyby była budowana przez rozgadanych ludzkich inżynierów. Orki, zwłaszcza milczące nie były najlepszymi budowniczymi. Po prostu stawiali kilka desek na kilku kamieniach po czym zbijali z następnymi i tak dalej. Co jakiś czas, któryś z nich przyłożył sobie w palec, jednak znosił to tylko z grymasem. W efekcie powstawało coś, na czym owszem drow by i stanął ale na pewno po tym by nie skakał. Wszystkim dyrygował R'nall wskazując coraz to nowym orkom jakąś pracę czy miejsce gdzie należy zbić deski. Uśmiechnął się tylko przelotnie do drowa ukazując wszystkie żółte kły po czym wrócił do 'dowodzenia'.
Dracon odwzajemnił "uśmiech" i miał ochotę się zaśmiać patrząc na ich "dzieło".
Powstrzymał się jednak i podszedł jeszcze bliżej oglądając co orkowie tam wyprawiają.
*Hmmy ciekawe co na tym ma stać, nawet ja bym się bał po tym stąpać* pomyślał.
Zrobił kilka kroków, tak aby stać w pierwszym rzędzie.
Elf trącał orków, którzy rzucali mu zirytowane spojrzenia po czym wracali do swojej pracy.
Elf gdy tylko doszedł do podestu poczuł, że ktoś wybitnie natrętnie go obserwuje. Spojrzał w górę. R'nall patrzył na niego wzrokiem mówiącym "Nie powinno Cię tu być, drowie". Coś mówiło mu, że mimo, że ork nie podniesie głosu tak jak to miał w zwyczaju to nie zastosowanie się do jego rozkazów nie będzie zbyt przyjemnym odczuciem.
Z tego miejsca drow zauważył tylko tyle, że podest z racji złego zaprojektowania przechylał się wybitnie w prawo. Orkom jednak najwyraźniej to nie przeszkadzało.
Drow widząc spojrzenie Orka opuścił wzrok w dół i odszedł od miejsca zgromadzenie.
Siadł pod najbliższym drzewem w którym była choć garstka cienia. Jego powieki były zmęczone, ciągłe oślepiające światło słoneczne powodowało,
że Dracon już powoli miał dość przesiadywania na zewnątrz. Jeśli takowe sie znalazło oparł się plecami o drzewo, wziął źdźbło trawy i przygryzał je wargami, spoglądając na poczynania Orków.
Niestety mimo, że obóz leżał w okolicach lasu wśród zabudowań elf odnalazł tylko jedno drzewo. Jak na złość właśnie na nim miał się podpierać podest orków.
Orki wciąż uwijały się ze swoją robotą teraz już nie zwracając większej uwagi na elfa. R'nall najwyraźniej miał do rozważenia jakiś problem natury matematycznej gdyż podparł się na ręce jak to miał w zwyczaju podczas 'lekcji' z Draconem.
Dracon patrzył z lekkim "kurwikiem" w oczach *No zabrali mi ostatnie drzewko* myślał mieląc ździebełko trawy w ustach.
Spostrzegł, że R`nall podparł się na rękach jak robił to w czasie lekcji z nim. Bez namysłu podszedł do Zielonoskórego z pytającą miną na twarzy.
Elf musiał znów wejść w tłum aby dojść do R'nalla. Nauczony jednak doświadczeniem o honorowości orków zaszedł wszystkich od tyłu.
Sztruchnął przywódcę po przyjacielsku. Ten odwrócił się. Spostrzegł drowa i wyraźnie się uśmiechnął. Najwyraźniej ten 'wybitny' matematyk był dla niego jak zbawienie. Szybko uniósł ogromne dłonie pokazując wszystkie palce. Następnie wskazał na bose stopy i poruszał palcami u nich. Potem dał elfowi chwile do namysłu po czym zwrócił jego uwagę znów na siebie. Przyłożył kilka razy pięścią w otwartą dłoń tak jak bije się przeciwnika. Potem pokazał jeszcze cztery palce. Popatrzył na drowa wyczekująco.
Dracon spojrzał na R`nalla. Chwile myślał patrząc jak Ork pokazuje palce u rąk i nóg. Trochę to śmiesznie wyglądało (przynajmniej dla Drowa)
Pomyślał po czym pokazał swoją jedną całą rękę *Więcej palców nie mam*. Miał nadzieje że Orkowi chodziło o dzielenie. Spojrzał na minę orka i czekał na następne rachunki.
Ork uśmiechnął się ukazując wszystkie żółte kły. Z nowym zapałem zabrał się do pracy. Pokazał rękami jakieś dziwne wymiary pozostałym, a ci zaczęli przybijać kolejne deski. Po chwili koło orków wyrosła bardzo niska platforma. Mimo to wszyscy rozpoczęli kładzenie desek. Po chwili wszystko było gotowe a orki rozpoczęły test wytrzymałości. Jeden z roślejszych wszedł na 'scenę' i... Wpadł. Dosłownie, gdyż deski załamały się pod nim niszcząc prawy dolny róg podestu.
R'nall popatrzył na drowa z mieszanką zrezygnowania i zdenerwowania w oczach. Wskazał palcem gdzieś na drugi koniec wioski.
Drow prawie parsknął śmiechem widząc jak orka zapada sie w deski, lecz widząc minę orka, która świadczyła o tym,
że Dracon się pomylił szybko znikł mu uśmiech z twarzy. Drow podążył wzrokiem za palcem Orka.
Po czym ruszył do swojej jurty *Skąd miałem wiedziec o co dokładnie chodzi* z irytowaniem powtarzał w myślach.
R'nall podążył tylko morderczym wzrokiem za drowem po czym znów zaczął wydawać typowe dla siebie chaotyczne rozkazy. Co najśmieszniejsze pozostałe orki doskonale rozumiały, który rozkaz był kierowanych do nich. Po chwili wokół zawalonego podestu zakotłowało się od zielonoskórych uwijających się przy jak najszybszej odbudowie 'sceny'.
Elf zauważył, że słońce miało się już ku zachodowi. Cieszyło go to podwójnie. Po pierwszy kończył się dzień, a wraz z nim uciekało słońce. Po drugie kończył się dzień, co oznaczało koniec 'wyborów szamana' i powrót do zwykłych rozmów. Nawet kłótnia z R'nall'em wydała się teraz Draconowi czymś przyjemnym.
Nagle dotychczasowa nudna cisza została przerwana krzykiem.
- Ataaa... - zdołał wykrzyczeć wartownik na przy bramie zanim strzała przebiła mu krtań. Zaraz za strzałą przewodnią, jak nazwał ją Dracon, poleciały kolejne. Nazwa ta nie była zbyt ambitna, nagrody literackiej za to nie dostanie, ale świetnie oddawała sytuację. Jak na komendę (która pewnie padła) nad obóz nadleciała chmara strzał. Dracon zdołał naliczyć w powietrzu ich około 15. Odwrócił się. Przebitych orków było 10.
Orki jednak nie pozostały dłużne 'niewidzialnemu przeciwnikowi'
- Odpowiedź! - ryknął R'nall a orki tak jak stały czy to z nożami, czy toporami, czy wszelkiego rodzaju linijkami ruszyły w stronę bramy.
Dracon znajdował się aktualnie w okolicach swojej jurty więc około 20 metrów od bramy.
Drow widząc jak słońce powoli chowa się za nieboskłonem uśmiechnął się.
Nagle jego radość przerwał krzyk wartownika, zobaczył jak pada na ziemie po czym nad obozem pojawia się chmura strzał.
Szybko podbiegł do ogrodzenia szukając jakiejś luki, jakieś dziury przez którą mógłby zobaczyć kto zaatakował orków.
Jego ręka spoczywała ciągle na klindze od sztyletu, gotowa aby w każdej chwili rozedrzeć potencjalnego przeciwnika.
*A miało być tak pięknie, już się przyzwyczaiłem do tej ciszy* myślał biegnąć do ogrodzenia, Serce biło mu bardzo nie spokojnym rytmem.
Jednym okiem spoglądał czy czasem jakaś strzała nie zmierza ku niemu, aby w razie czego uniknąć ugodzenia.
Obok drowa przebiegła grupa orków, która wcześniej uwijała się przy podeście. Zaraz z nimi biegł 'tester', który to stawał na podeście sprawdzając jego wytrzymałość. Zarzucał nogą, z której mniej więcej w połowie łydki wychodziła kość. Klął niemiłosiernie.
Elf podczepił się do grupki i ruszył biegiem za nią.
Nagle ktoś potężnym głosem huknął we wspólnym
- Strzał! - zagrały cięciwy łuków. Kilku słabszych orków padło na ziemię. 'Połamaniec', obok którego biegł dostał w bark. Strzała przeszła dokładnie nad kością, tylko przez mięsień i wyszła z tyłu wbijając się w ziemię.
- Pierdole! - jęknął ork i padł na klęczki, a potem na brzuch.
Drow odwrócił się. Za późno.
Jakaś osamotniona strzała leciała już w jego stronę. Odruchowo zasłonił się ręką. Strzała przeszła przez przedramię i zatrzymała się dosłownie na kilka centymetrów od oka elfa. Ulga...
Chwilowa. Zaraz ból zaczął promieniować na całą rękę.
Do palisady brakowało mu jeszcze około 10 metrów.
Dracon zawył z bólu kiedy strzała przeszyła mu dłoń. "Kurwa!" - z ust Drowa wydobył się dość piskliwy głos. Biegł dalej do palisady, gdy już dotarł na miejsce.
*No jeszcze czego, nie mam jednej ręki a już drugiej chcą mnie pozbawić* bez namysłu złapał strzałę kolanami i szarpnął rękę tak aby wyciągnąć z niej to cholerstwo. Po czym zerknął przez najbliższą lukę w ogrodzeniu, żeby zobaczyć co dzieje się po drugiej stronie.
Dalej 'podróż' przeszła w miarę spokojnie. O ile oczywiście spokojnymi można nazwać grupę orków biegnących, na łeb na szyje, chcąc zabić niewidocznego dla nich wroga.
Drow dopadł palisady i momentalnie zaparł się o nią plecami.
- Strzał! - usłyszał i kilku wybiegających przez bramę orków zostało właśnie w tamtym miejscu. Cóż... taktyka nie była dobrą stroną zielonoskórych.
Tymczasem elf poczuł jak w palisadę za nim wbijaj się kilka strzał. Zaczął dziękować wszystkim znanym bogom, że akurat w tym miejscu nie ma upragnionej kilka chwil temu luki.
Drow kucnął i wsadził strzałę z przedramienia między kolana. Zacisnął zęby. Wstał. O tym zaciskaniu zębów to pierdolą nie lada głupoty. Drow zawył gdy wraz ze strzałą wyrwał fragmenty swego przedramienia. Zadziory.
Dracon zawył z bólu. *Kórwa.. * przeklął w myślach, po czym dobył ręką sztyletu i zaczął szukać jakiegoś dobrego miejsca do podpatrzenia sytuacji z drugiej strony.
Dracon złapał za sztylet i nawet zacisnął palce na jego rękojeści, ale czuł, że nie są one już tak sprawne jak powinny. Najwyraźniej strzała uszkodziła jakiś ważny mięsień. Albo ten zupełnie nieważny, a odpowiadający tylko za palce. Rozmyślania o tym elf zostawił medykowi, który będzie go zszywał, póki co musiał zbadać sytuację.
Przebiegł kilka metrów wzdłuż palisady i znalazł wreszcie lukę między kolejnymi palami.
- Strzał! - zawył tymczasem znów ktoś we wspólnym i znów dało się usłyszeć świst strzał i głos upadającego ciała.
Elf wyjrzał przez dziurę. Cóż... wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że około 2-3 metry od bramy zwijały się orki. Trójka z R'nallem na czele jednak wciąż biegła nie zważając na martwych kompanów. Przywódca miał prawie całą lewą rękę pokrytą krwią, najwyraźniej dostał.
Drow nigdzie nie potrafił dojrzeć przeciwników. Podejrzewał jednak, że mogą się kryć w krzakach naprzeciwko bramy.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum