Szaleniec - osoba niepanująca nad swoimi uczuciami, nielicząca się z niebezpieczeństwem i postępująca w sposób gwałtowny lub osoba chora umysłowo.
Znaki Wspólne - Słownik - Praca zbiorowa uczonych z akademii w Broln
Kto znał wcześniej tego elfa teraz by go nie poznał.
Podróżował już siódmy dzień i cały czas podróżując nie wypowiedział ni słowa.
Wchodząc do karczmy rzucał tylko monety i czekał na kluczę. Kupując jedzenie wskazywał na nie.
Ervin zmienił sie i jako jedyny raczył wiedzieć dlaczego.
Dwaj bracia, z jego ręki, na polecenie wroga, no cóż... to mogło zniszczyć każdy umysł...
Taki to umysł zawsze potrzebował podparcia, czegoś co pozwalało mu na dalszą egzystencję.
Ervina wspierał cel - musiał zdobyć amulet.
Amulet mający dać jego niedawnemu przeciwnikowi 'coś'.
Coś co kiedyś zapieczętowały elfy...
Ze strachu? Dla bezpieczeństwa?
Elf spojrzał na mapę, nazwa miasteczka Wahnsinn była podkreślona przez jego pracodawce dwoma poziomymi liniami.
Mimo woli uśmiechnął się.
Już niedaleko!
Tereny ludzi zadziwiały elfa. W pewnym momencie jego dom - las nagle się urwał odsłaniając przed nim nizinny teren pełen łąk czy pól.
I tylko brak drzew wystarczył aby poczuć się nie swojo.
A potem było już tylko gorzej.
W miastach tłok, pośpiech, harmider... szaleństwo.
Ludzie żyli inaczej od elfów.
I to chyba zawsze będzie dzielić te dwie nację.
Od dwóch dni Erevinowi jednak droga była wolną od szaleństwa ludzi.
Wydawało mu się to wybitnie dziwne, przez niesamowitą część podróży wciąż wpadał na jakieś wsie, obozy czy choćby przydrożne karczmy.
Od niedawna jednak nic, nie minął nawet kupca.
Po prostu prosta świetnie ugnieciona droga i półelf na niej.
Teraz jednak doszedł w końcu do celu swojej podróży.
Przed nim stało jego tymczasowe Eldorado.
Musiał jednak przyznać, że miał nadzieje na coś więcej.
Uczucie samotności spotęgowało gdy zamiast zwykłego dla takich małych miasteczek przyjemnego dla ucha gwaru usłyszał tylko śpiewy jakichś ptaków ukrytych pośród traw.
Stał na wzniesieniu około 300 metrów od miasta skąd doskonale mógł obejrzeć cały teren.
Wahnsinn wżynało się w błogi teren niziny swoim bryłowatym, czworokątnym, kamiennym kształtem mówiąc jakby "To ja jestem tu panem". Serię zabudowań otaczał średniej grubości mur o co najmniej dwóch bramach, które w tej chwili widział elf.
Mógł spodziewać się jeszcze jednej od strony północy oraz kolejnej od zachodu.
Przez miasto wolno płynęła rzeczka, której jednak elf nawet po dłuższym przyglądaniu się nie znalazł na mapie.
Najwyraźniej kartograf nie uznał jej za szczególnie ważną.
Natura jednak najwyraźniej niewiele sobie robiła z manifestacji miasta, gdyż wciąż było ją słychać lepiej niż ludzi.
Wokół tańczył wiatr, a pomiędzy niewielkimi krzaczkami co rusz przeskoczył jakiś mały ssak.
Ot błoga dolina.
Mapa.JPG
Plik ściągnięto 11937 raz(y) 22,49 KB
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-10-26, 22:24, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 17:51
Ervin szybko rozejrzał się po okolicy, zatrzymując wzrok na ważniejszych punktach terenu, chciał dokładnie znać to miejsce, podczas ewentualnej ucieczki.
PO chwili zaczął powolnym krokiem zbliżać się do rzeki, gdy do niej podszedł skierował się w stronę miasta. Po długiej i wyczerpującej podróży czuł się spragniony i głodny. Nogi powoli odmawiały mu posłuszeństwa. Nachylił się nad spływającym powoli strumieniem, obmył zmęczoną twarz lodowatą wodą. po tej wstrząsającej czynności wyjął bukłak, wypił resztki wody i napełnił go orzeźwiającym płynem.
Skierował się znów w stronę miasta, każdy krok sprawiał mu cierpienie, każdy mięsień przecinał jego ciało ostrym bólem. Zbliżał się powoli do bramy, obserwował ilu strażników znajduje się przy niej.
Gdy przechodził przez wrota nie odezwał się do strażników, nie chciał zwracać na siebie uwagi, stanął za bramą i począł oglądać miasto.
Erevin licząc na postawnych potężnych strażników o wesołych, opalonych przez słońce twarzach przeliczył się. Szczerze mówiąc przeliczyłby się licząc na każdego innego strażnika.
Przed bramą przywitał go groteskowy 'drogowskaz' z serii tych co mówią "Idź stąd i nie wracaj".
Dwaj strażnicy, o teraz nie możliwej do określenia rasie stali naprzeciw siebie. I w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby obaj nie bili trupami nabitymi nawzajem na halabardę kolegi.
Przerażający smród znienacka uderzył nozdrza bohatera.
Ervinem wierzgnęło po czym zgiął on się w pół i wyrzygał dopiero co wypitą wodę wraz z odrobinami sucharów zjedzonych niedawno przy okazji postoju.
Spod zardzewiałych szyszaków spozierały na niego puste oczodoły. Cała zgniła fizjonomia była przepełniona bólem.
Pomijając śmiertelną ranę w podbrzuszu obu strażników jeden z nich miał pociętą praktycznie całą twarz.
Prócz szyszaka i halabardy w ręku oboje wartowników miało na sobie, przedziurawioną teraz, ale niegdyś pewnie dobrej jakości brygantynę.
Teraz jednak jedyne co wskazywało na typ zbroi to 'tarcza', która pierwotnie wisząca na piersi, teraz spokojnie rdzewiała na ziemi.
Od miasta powiał ciepły wiatr niosąc ze sobą zapach łąki.
_________________
Myszę, więc jesztem, sze, sze, sze, sze...
Ostatnio zmieniony przez Infernus 2007-10-26, 18:09, w całości zmieniany 1 raz
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 18:08
Ervin znowu zwymiotował, popatrzył na puste twarze strażników, odwrócił się w stronę miasta, nie chciał nawet dłużej patrzeć na strażników. wyszedł poza zasięg muru. i rozejrzał sie po mieście, szukał jakichs znaków walki lub innych znaków napadu na miasto. gdyby nic nie zobaczył co swiadczyłoby o walce to szybko wyjął z plecaka bukłak i wylał z niego wode, mogła byc skażona jakąś chorobą, bo co mgło zabić ludzi bez walki, jak nie choroba.
Niestety, najwyraźniej śmiałek wykorzystał wszelkie zasoby na pierwsze wymioty toteż drugie były suche i niesamowicie męczące.
Elf pchnął obu strażników, a Ci momentalnie rozłożyli się na boki. Halabardy przecięły ciała od podbrzusza aż po bark dodając trupom uroku człowieka po sekcji zwłok.
Miasto nie prezentowało się okazalej od jego straży. Elf najwyraźniej wszedł do miasta jedną z bram bocznych, gdyż ulica, którą zobaczył nie wyglądała okazale. Ot bruk z przystającymi do niego jednolitymi domami. Pusto. W odległości około 200 czy 300 metrów elf zauważył kolejną bramę. Wyższą. Najwyraźniej miasto dzieliło się na 'to lepsze' i 'tych pod'.
Ervin wyraźnie czuł swąd trupów jednak nie mógł ustalić ich położenia.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 21:10
Wojownik skierował się wolnym krokiem do drugiej bramy, zwracał wielką uwagę na wielkość, zdobienia, i ewentualne szyldy mijanych domów. nie wiedział u kogo dokładnie może znajdować, lub mógł się znajdować amulet. podszedł do miejsca gdzie powinna znajdować się "lepsza" część miasta. rozejrzał się dookoła szukając jakiegokolwiek znaku życia.
Kurwa!
Przecież tu ktoś musi żyć! I po co ja tu przyszedłem? Dla tego głupiego amuletu, którego nigdy moge nie znaleźć?
to miasto, nawet jeżeli nie jest duże, jest pogrążone jakąś klątwą, chorobą, lub została niedawno napadnięta przez jakieś istoty które potrafią zabijać momentalnie bez zranienia ciała.
Domy po obu stronach były praktycznie takie same.
Niski, parterowy domek w bieli albo odcieniu szarości, metr przerwy po czym od nowa. Domy jak z manufaktury. Miasto najwyraźniej było młode, gdyż nie zapanował tu typowy dla starych miejscowości chaos budowlany. Ot spokojna mieścinka na uboczu. Spokojna aż do bólu...
Elf szybkim krokiem przemierzył drogę, która dzieliła go od drugiej bramy. Tam przywitały go kolejne trupy. Dwaj strażnicy siedzieli wsparci wsparci na mieczach niczym mumię. Głowy opuszczone kolana podkurczone. Siedzieli oparci o podstawy baszt po obu stronach bramy. Brama była otwarta, choć u góry wisiały imponującej wielkości kraty.
Elf minął przejście i zawitał do 'lepszych dzielnic'.
Tu domy prezentowały się bardziej okazale a na pewno ciekawiej. Brak było 'seryjności' poprzedniej dzielnicy. Zamiast niej dało się zauważyć dużą inwencją ludzi tu mieszkających.
Domy były zarówno parterowe jak i większe dochodzące do dwóch pięter. Większość dachów miało spadzisty, ostatnio najmodniejszy, dach. Domy różniły się również rozmiarami. Od małych klitek, które można by z racji wielkości przyrównać do poprzednich po molochy zajmujące obszar nawet 3 czy 4 poprzednich 'działek'. Takich willi dało się wyróżnić cztery wraz z budynkiem na samym końcu ulicy, który najwyraźniej był ratuszem. Były rozmieszczone chaotycznie choć zazwyczaj w okolicy 'lepszych' domów.
Gdzieś w oddali elf zdołał wypatrzyć kilka skrzypiących szyldów, niestety póki co nieczytelnych.
Mniej więcej w środku ulica urywała się kosztem mostu zdolnego pomieścić wóz konny po czym znów wracała do starego biegu w stronę ratusza.
Uwagi Ervina nie zajęło jednak budownictwo a człowiek.
A raczej jego zwłoki...
Na środku ulicy mniej więcej 100 metrów od śmiałka leżał przebity własnym mieczem. Wyglądał o tyle śmieszne, że mogłoby się wydawać, że biegnąc potknął się i wpadł na własny miecz. Gdyby działo się to w innych warunkach narobiłby pewnie kupę śmiechu. Tu jednak brakowało do tego warunków. Jego obecność zadziwiła elfa z racji stopnia jego rozkładu. Przy strażnikach był prawie jak żywy, przy Ervinie... no cóż, wyglądał na lekko nadgryzionego przez czas.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 21:48
Ervin skierował się szybkim krokiem do zwłok, przechodząc przez ulice próbował rozszyfrować coraz bardziej przybliżającym się szyldom. zwrócił także uwagę na Ratusz, może to Burmistrz posiadał owy amulet.
Doszedł do ciała.
Zatkał nos, próbując zatrzymać straszliwy odór rozkładającego się trupa.
kopnął człowieka, tak by położył się twarzą do góry, chciał go obejrzeć, może to on jest burmistrzem tego miasta?
Zastanowił się nad tym chwile, dlaczego od razu przyjął wersje ze to burmistrz ma amulet? moze to jakis bogatszy mieszczan kupił dla swej żony błyskotkę zupełnie nie znając (tak jak on sam) jej właściwości.
spróbował go nie dotykać nieokrytym ciałem, może był na coś chory?
obejrzał jego ciało, postęp czasu w rozkładzie człowieka, miecz, szyje, czy przypadkiem nie ma na niej amuletu...
Odór, który dotąd był tylko nieprzyjemnym dodatkiem do tła teraz wyszedł na pierwszy plan.
Kopnięte ciało przewaliło się na bok ukazując rozliczne krwiaki i odleżyny. Mimo, że człek ten mógł tu leżeć najwyżej tydzień od krwi był czerwony niczym rak. Z jego dość 'grubą' z natury twarzą wyglądało to śmiesznie.
Miecz, którym przebity był człek wyglądał na seryjnie produkowany w większości dużych kuźni. Ot rękojeść pokryta jakąś wątłą skórą, prosty jelec i ostrze. Nic specjalnego ale wystarczy aby zabić przeciwnika.
Jako ubrania używał szarawej lnianej koszuli, na którą nałożoną miał skórzaną zbroję oraz skórzanych spodni.
Amulet niestety nie znajdował się przy ciele człeka.
Jeden z szyldów zdradził wreszcie swoje przesłanie ukazując dość duży liść i serię znaków pod nim. Niestety elf nie był w stanie ich odczytać.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 22:06
Człowiek, nie posiadając amuletu, przestał być interesujący dla Ervina. A niby co miał z nim zrobić? Zakopać? Nigdy w życiu! odwrócił się do budynku oznaczonego liściem, podszedł do niego szybko, otworzył drzwi.
wszedł do środka, uważnie oglądając całe pomieszczenie, wyjął miecz, nie mógł być pewien, ze tu kogoś nie ma.
Otwieranie drzwi wywołało falę aromatycznego powietrza. Po kilku wdechach elf był już pewien, że trafił do zielarza. Szturchnięty drzwiami wesoło zadzwonił mały dzwoneczek.
Sklep był niewielki, około 4x5 metra. Pod sufitem była podwieszona drewniana kratka z której to zwisały na krótkich linkach różnego rodzaju zioła. Tu mięta, tu babka, jakiś szafran czy mniszek.
Prócz tego przy każdej ścianie stała półka, na której stały różne środki, o niewiadomym jednak dla elfa zastosowaniu.
Naprzeciwko wejścia stała toporna lada zdobiona motywami winorośli. Po zachodniej stronie jednak kończyła się małymi drzwiczkami, które dało się otworzyć. Za ladą były schody prowadzące na górę - jak się elf domyślał do mieszkania zielarza czy alchemika.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 22:24
Podszedł do lady, popatrzył za nią, w wymarłym mieście czy nie, to pieniądze mogą mu sie przydać. jeżeli byłyby tam takie wziął je. przeszedł przez sklepik, przejrzał wszytkie pułki, sprawdzając co na sobie mają. przeszukał dokładnie cały pokój. gdy był pewien ze niczego nie opuscił ,przeszedł do pokoju sklepikarza.
Ciekawe kim był ten na ulicy, musiał być jakimś sprzedawcą albo handlowcem, bo nie należałby do tej lepszej części miasta, lecz musiał by też być jakoś wyszkolony w mieczu, więc nie nadziałby się na swój własny oręż.
Za ladą było pusto nie licząc odłożonego tam kurzu. Jeśli elf spodziewał się trupów to tu nie miał szans na znalezienie takowych.
Półki były szczelnie wypełnione chemikaliami, które jednak odrzucały najwyraźniej wszystkich, którzy nie mieli szans poznać ich właściwości, pozostali pewnie ubóstwialiby to jako, dajmy na to, cudowny środek na rozwolnienie.
Niestety Ervin należał do tych pierwszych. Mimo, że od dzieciństwa odczuwał bliskość ziół jakoś nigdy nie czuł szczególnego zamiłowania do alchemii. Teraz pewnie tego żałował ale...
Krótko mówiąc - buteleczki na półkach nie mówiły mu więcej jak 'jestem breją'.
Elf już miał opuszczać parter i wstąpił na pierwszy skrzypiący schodek gdy spostrzegł coś co mogło służyć zielarzowi jako magazyn świeżego utargu. W ladzie, mniej więcej po środku, elf dojrzał szufladę.
Doszedł po czym otworzył ją. W środku błyszczało około 10 złotych monet w różnych nominałach.
Elf szybko zebrał pieniądze po czym wszedł na górę.
Przywitał go mały, schludnie urządzony pokoik. Na prawo stało łóżko oraz szafa. Naprzeciwko nich - biurko i zarazem stół laboratoryjny zawalony książkami z biblioteczki obok. W tym pokoju, tak jak w poprzednim dominowały rośliny, zarówno jako zdobienie jak i podwieszone na kratce pod sufitem. Atrakcją był krzak winogrona, który rozrósł się z lewego kąta na na większą część pokoju. Teraz jednak nie pielęgnowany usechł.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 22:47
Ervin podszedł do biurka i popatrzył na przyrządy laboratoryjne, usiadł na krześle, wcześniej sprawdzając czy drewno nie przestało być w miare silną konsystencja i utrzyma jego ciązar.
przejrzał wszystkie rzeczy na biurku jak i sam przedmiot badania. następnie podszedł do łóżka i winogrona, nie spodziewał się znaleźć tu wiele, i jeżeli nie znalazł nic interesującego, zszedł na dół do sklepiku i stamtąd na dwór.
Drewno, a jakże, wytrzymało ciężar bohatera bez jednego nawet stęknięcia. Według Ervina musiałoby siąść tutaj około 5 rosłych ludzi aby krzesło połamało się.
Na biurku leżała tylko masa książek o tytułach typu "Mięta i jej zastosowanie w leczeniu".
Prócz tego stało tam kilka kolb, które najwyraźniej składały się na jakiś skraplacz. Leżało tam również niewielkie naczynie przypominające nieco kałamarz, z otworu wystawały nadpalone kawałki sznurka. Między książkami walało się kilka pustych fiolek, małe obcążki, a pod jednym tomiszczem nawet zdrowo pocięta deska do krojenia. Po krótkich poszukiwaniach elf znalazł nawet mały nóż.
Łóżko było zaścielone jakby oczekując na swojego właściciela aby odesłać go w krainy Morfeusza. Miękka poduszka i gruba, ciepła kołdra pokrywały najwyraźniej dobre jakościowo łóżko.
Zarówno na biblioteczce jak i na półkach leżały książki przetykane gdzieniegdzie jakimiś naczyniami z ceramiki.
Wszystko czekało na właściciela.
Ervin zszedł po skrzypiących schodach po czym otworzył drzwi. Dzwonek zadzwonił przyjemnie dla ucha.
Elf opuścił przyjemnie pachnący domek zielarza i znów poczuł swąd gnijących ciał, wspomagany dodatkowo przez jedno leżące w pobliżu.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 23:05
Ervin skrzywił się na przebrzydłą mordę rozkładającego się ciała. skierował się teraz w kierunku ratusza, nie miał co do roboty, pozostało mu teraz tylko szukać amuletu, zastanawiał się co mogło się tu dziać, wypatrywał pomiędzy domami jakiegoś ruchu, stawiał każdy swój krok ostrożnie, tak jak sie nauczył w lesia, lecz tu, na ulicy opuszczonego ludzkiego miasta zupełnie mu się to nie przydawało.
obrzucił ponurym spojrzeniem ratusz. Zwykły budynek, no niezwykły, wkońcu ratusz, podszedł do drzwi, kopniakiem otworzył je, chyba że były otwerte. wszedł do srodka.
Elf szybko minął i odczytał szyldy przedstawiające kolejno - kowadło, garnek oraz stosik monet. Każdy zawierał jeszcze krótki tekst nieczytelny jednak dla elfa.
Ervin minął most i ruszył dalej ku ratuszowi. Wiatr zajęczał wśród domów nadając miasteczku atmosferę jak z opowieści o duchach dziadka.
Ulica kończyła się dość szerokim rynkiem, w którego centrum stała fontanna nie pompująca jednak już wody. Po prawej elf zauważył budynek, który wyglądał jak świątynia, po lewej - koszary. Celem bohatera był jednak ratusz.
Budynek przedstawiał się nawet lepiej niż wszystkie poprzednie 'wille'. Nawet zebrane razem. Cały był zbudowany z białego marmuru albo czegoś co świetnie go imitowało. Fasada była złożona głównie z masy ogromnych kolumn. Za kolumnami rozciągał się krótko placyk. Ściana była praktycznie cała w płaskorzeźbach przedstawiających głównie bogów.
Dochodząc elf zauważył jednak coś dziwnego. Ogromne dwuskrzydłowe drzwi były zabite deskami i zastawione kilkoma ławkami zebranymi pewnie z rynku.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-26, 23:26
Ervin przyjrzał się bliżej deskom, i innym barykadom blokującym drzwi do ratuszu.
Po co oni tu dali takie barykady? to dziwne, nawet jak na ludzi. No cóż, narazie sobie odpuszcze zwiedzanie ratusza i pójde do świątyni.
Jak powiedział, skierował sie w strone domu któregoś z Bogów.
Przeszedł koło targu i wszedł do środka kościoła. Na początku chciał się zorientować ku czci którego boga została wzniesionabudowla. przeszedł do głównej nawy. obejrzał całą salęi podszedł do "ołtarza". przeszedł koło niego, szukał pokoiku mniej odwiedzanego przez wiernych, do miejsca gdzie przebywają kapłani.
Rozkład był na rynku wręcz dotykalny.
Powietrze było niesamowicie ciężkie i drażniące.
Świątynia majestatycznie górowała nad resztą budynków dwoma wieżami wybitnej wysokości. Na jednej - wyższej - najwyraźniej umieszczono dzwonnice, druga - niższa - służyła niewiadomym celom.
Budynek był wykonany z palonej cegły i nie pokryty żadnym tynkiem, co wbrew pozorom, wcale nie odbierało mu majestatu. Od samego budynku odstawało coś co w zwykłym domu byłoby nazywane werandą. W świątyniach jednak używało się pewnie innych określeń.
'Weranda' nakryta była ozdobnym dachem sięgającym właściwego dachu budowli. Na jej froncie dało się dojrzeć drzwi, które... ku niewielkiemu zdziwieniu elfa były zastawione ławką. Co prawda nie była to już barykada jak przy drzwiach ratusza, ale zawsze coś...
Ławkę nie wyglądała na ciężką i elf pewnie nawet sam poradziłby sobie z nią bez trudu.
Drewniana ławka nie stanowiła żadnego problemu dla elfa. Po dosłownie kilku sekundach stała już obok zasłaniając jedynie jedno z ogromnych skrzydeł drzwi.
Zachęcony powodzenia Ervin uchylił wrota i wpakował się do środka zupełnie pomijając wszelkie towarzyszące temu rytuały. W sumie był elfem o więc jak miał znać się na obrządkach ludzi?!
To co zobaczył w środku przerosło wszelkie jego oczekiwania.
Od pierwszych bram pewnie zastanawiał się gdzież mogą być wszyscy mieszkańcy. Mogli być w domach, pewnie martwi, ale wzdłuż ulicy brakowało jakiegokolwiek swądu. Niby w powietrzu dało się wyczuć nutkę zgnilizny jednak to nie było to.
Kościół w pełni i bezapelacyjnie rozwiązywał sprawę mieszkańców.
To co poczuł elf przy otwieraniu świątynnych drzwi było dla jego wyczulonych prawdziwą torturą. Ervin po chwili namysłu stwierdził, że gdyby rozkładające się ciała dymiły to teraz nie byłby w stanie dojrzeć własnej ręki przytkniętej do nosa.
Jednym słowem - jebało! Jebało po stokroć jeśli nie więcej.
Najgorsze jednak dopiero sie zbliżało.
Elf przekroczył próg świątyni i stanął niczym wryty. Cała świątynia, która wzdłuż miała i pewnie z 50 metrów była praktycznie szczelnie wyłożona trupami. Przed nim rozciągała się tylko mająca około metra szerokości alejka. Poza nią nie dało się wyróżnić nic poza kilkunastoma ławkami oraz przerażającą masą trupów. Większość siedziała w ławkach jednak byli i tacy, którzy, najwyraźniej w chwili śmierci stali dokładnie przed drzwiami. Albo zostali tu po prostu rzuceni...
Dalej dało się wyróżnić lekkie podwyższenie, ołtarz oraz leżącego na nim trupa w odświętnych szatach. Najwyraźniej był to kapłan.
Całość kompleksu była świetnie a zarazem kolorowo oświetlona przez liczne witraże. Światło z jednego nawet padało prosto na ołtarz.
Ervin mimo tych wszystkich wspaniałości szarpnął się w konwulsjach, które spowodowały szybkie wydalenie niewielkiej ilości kwasów żołądkowych.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-27, 22:19
Ervin pozbierał się do kupy, próbując ignorować przerażający, niemożliwie paskudny zapach. przeszedł powoli przez morze trupów, kierował się w stronę ołtarza, rozglądał się ciągle wokół siebie, co mogło spowodować tak nagłą śmierć? nie wyobrażał sobie ani choroby, ani czaru czy innej magicznej czynności ot tak wysysającej z człowieka siłę życiową. ilość ciał był niewyobrażalna.
Gdy stanął przed ołtarzem zaczął oglądać witraże, stanął przodem do "publiczności" złorzonej z martwlaków, rozejrzał się po całym kościele, szukając jakichś znaków.
Krótka podróż między trupami zdołała nauczyć elfa nieco o tym w jaki sposób mogą rozkładać się zwłoki.
Te przy drzwiach (a na pewno leżące na górze 'kupy') były chyba najświeższe z całej zebranej tu hałastry. Gdy jednak elf wszedł między ławki smród nasilił się a ciała stawały się coraz bardziej zniszczone. Większość wyglądała tak jakby zmarła tu podczas jakiejś uroczystości. Głowy mieli przechylone w stronę ołtarza, ręce złożone na podołku. Wpatrzeni, zasłuchani...
Elf czuł się coraz bardziej nieswojo. Co chwile wzdrygał nim dreszcz. Na skroń wstąpił zimny pot. Szedł jednak dalej.
Mniej więcej w połowie jednak drogi coś go zaniepokoiło wiatr zaszumiał złowieszczo zatrzaskując drzwi. Elf poczuł jak zaczyna trząść mu się warga.
Wtem! Jakiś ruch! Po prawej mniej więcej 3 metry od elfa przy jednej z ławek śmiałek dojrzał jakiś przesuwający się cień. W bohaterze zamarł oddech, a serce zaczęło bić jak oszalałe...
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-27, 22:32
Ervin nie mógł przezwycięzyć strachu, trzęsącymi się rękoma wyciągnął miecz i tarcze odwracając sie w strone ruchu, gdyby nic nie zobaczył, podszedł w tamtą strone.
Dźwięk stali rozległ się po całej świątyni po czym odbity wrócił echem do uszu elfa.
I w tym właśnie momencie pomiędzy ławkami poruszyło się coś. Elf zauważył jak spod ciała jakiejś kobiety z najwyraźniej dzieckiem w dłoni wyłania się inne - jakby mniej strawione przez czas. Po chwili przed nim powstał na klęczki jakiś człowiek.
Sekundy niepewności.
Ervin złapał za tarczę dotąd uwiązaną na plecach i szybkim ruchem ściągnął ją przed siebie. Mimo, że był już w pozycji obronnej ręce zbyt mu dygotały aby umożliwić walkę. Nogi miał jak dwa betonowe słupy.
I to wykorzystał przeciwnik.
Dopiero co powstały trup nagle zerwał się i skoczył na elfa. Ervin nie odróżniłby go od zgrai innych tutaj, gdyby nie oczywisty fakt, że się ruszał oraz, że nie miał ani dłoni ani stóp.
Przeciwnik leciał w stronę bohatera. Interesującym było skąd u takiego okaleczonego stwora taka skoczność...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum