Wysłany: 2007-09-13, 17:30 Tajemniczy list (Kroniki Signeretha - wprowadzenie cz.2)
Signereth rozejrzał się dookoła.
Był gdzieś w dziczy. Dookoła rosła bujna przyroda, pełno chaszczy i krzaków. Owady jak wściekłe szwędały się dookoła, a ptaki złowrogo śpiewały gdzieś w koronach drzew.
Niedaleko płynął niewielki strumień, w którym pływały małe rybki. Woda była niezwykle czysta i naturalna, nie skażona zanieczyszczeniami miast. Signereth mógł zwilżyć w niej obolałą twarz. Metalowa maska, która znajdowała się na jego twarzy, sprawiała mu wyjątkowy ból.
Signereth długo był w drodze. Wyrzucili go z ostatniego miasta w którym przebywał. Odrzucony wędrował po lesie i walczył o przetrwanie w dziczy. Musiał się zaopatrzyć gdyż wkrótce może skończyć mu się żywność.
(Na razie pisze tylko Alexis)
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth rozejrzał się po okolicy płchliwym spojrzeniem jakby obawiał sie potworów z jego wyobrazni . Chwiejnym krokiem ruszył w stronę strumyka aby orzeźwic sobie twarz . W trakcie kuśtykania do rzeczki rozglądał się za czym można by się posilic .
Nachylił się nad strumieniem i przemył sobie twarz wodą. Była bardzo zimna. Tego właśnie Signereth potrzebował, po tak wyczerpującej drodze. Rozejrzał się dookoła, z nadzieją, że dostrzeże coś przydatnego do jedzenia.
W lesie tym rosły różne owoce i jagody. Można było się nimi posilić. Niektóre mogłyby jednak zaszkodzić jego organizmowi. Musiał być, więc ostrożny.
Nagle coś doszło do jego uszu. Głośny ryk z krzaków po drugiej stronie strumienia. Coś się tu zbliżało.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth zerwał się na równe nogi i chwycił za oba miecze, wiedział że ten dźwięk to nie halucynacje bo czuł lekkie drgania powietrza . Szybszym krokiem cofał się tak aby skryc sie za jakims drzewem, lub szukał dogodnego drzewa aby sie na nie wspiąc .Signereth przez caly czas byl czujny wiedzial ze moze zostac zaatakowany, wiec trzymał wyjciagnięty miecz przed siebie a drógi gotowy do cięcia w przeciwnika.
Singereth wycofał się do tyłu z mieczem gotowym do ataku. Dostrzegł drzewo, po którym być może udało by mu się wejść na drzewo. Byłoby to dość bezpieczne schronienie.
Z krzaków nagle wyskoczył wielki niedźwiedź o długim pysku i wielkich łapach. Ryknął głośno na widok Singeretha, a bohater nie miał wątpliwości, że to miłe zwierzę zaraz się na niego rzuci.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth wiedzial ze w pojednyke z niedzwiedziem nie ma zadnych szans wiec wcisnał szybko miecze na miejsce i stara sie wdrapac na drzewo ktore wydaje sie przystępne aby sie na nie wdrapac przed stworem. W trakcie biegu do drzewa Signereth mruczał pod nosem "CZEGO!!!! co chcesz ode mnie przeciez niczego tobie nie zrobilem, wynos sie zdziro" i machnał ręka, jakby cokolwiek odganiał.
Signereth był bardzo zwinny, toteż nie miał problemu z wejściem po drzewie na górę. Gdy niedźwiedź dobiegł do drzewa, bohater był już na górze, poza zasięgiem jego łap.
Artle szedł wzdłuż strumienia, przez gąszcz Puszczy Wiecznej Nocy. Ciężko mu było się przedzierać, ale musiał wykonać swe zadanie. Starszyzna wysłała go z niezwykle ważnym listem.
Bohater szedł wzdłuż strumienia, by się nie zgubić. Wiedział, że gdy będzie tędy szedł, to prędzej czy później dojdzie do miasta, z którego będzie mógł wybrać drogę, którą podąży dalej.
Nagle do jego uszu doszedł ryk, jakby niedźwiedzia. Był bardzo blisko, gdzieś przed nim.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Artle wyciągnął swój krótki miecz i zaczął zmierzac w stronę z której dochodził ryk.Co chwila odwracał się do tyłu uważając aby nie zostac zaatakowanym.
Signereth nie pragnął ratunku, bohater bywał w podobnych sytuacjach i jego umysł szybko pracował i obmyslał jakis plan . Nie wołał pomocy bo i tak by nikt nie przybył a nawet jesli to zywil odraze do innych za wszystkie krzywdy jakie mu obcy wyrządzili . Siedzac na gałeziach Signereth chwycił w zręczniejsza i silniejsza lewą rękę co momentami było atutem ,poniewaz mało jest wojów leworęcznych co w walce daje niewielka przewage nad przeciwnikiem, dlatego ze przeciwnik jest przekonany ze silniejsze ataki nadejda z prawej reki bohatera. Po chwyceniu miecza za ostrze dokladnie wymierzył w niedzwiedzia ponizej i z odpowiednia sila ciska w zwierzaka tak by ostrze weszlo w jego cialo. Gdy ta czynnośc sie nie uda ponawia atak drógim mieczem.
Signereth cisnął swoim długim mieczem w niedźwiedzia. Niestety długi miecz nie był przystosowany do tego typu działań i szybko zmienił tor lotu. Jedynie lekko otarł się o niedźwiedzia, który również zdołał w porę uskoczyć. Jedynie go to bardziej rozwścieczyło. Stanął na dwóch łapach i zaczął zdzierać korę z drzewa. Bohater na górze był chyba jednak bezpieczny.
Artle biegł naprzód z mieczem w dłoni. Po chwili widział już wielkiego niedźwiedzia, próbującego wdrapać się na drzewo. Na górze siedział jakiś mroczny elf, który cisnął długim mieczem w niedźwiedzia.
Niedźwiedź zdawał się nie zauważyć Artla. Był wściekły na tego na górze.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth miał w zanadrzu jeszcze jeden miecz , usiadł bezpiecznie na drzewie i chwycił miecz oburącz tak by wisiał dokłądnie nad niedzwiedziem. Po krótkiej chwili przymierzania sie do ciosu ciska mieczem z całą swoja siła w doł tak by leciał idealnie w niedzwiedzia. Po wykonanym rzucie odwraca sie i krzyczy "Widzisz scierwo , nie wiem z czego sie tak smiejesz lecz zniszcze cie dziwko nie dostaniesz mnie . Nie mów do mnie w ten sposób " I znów jego uwagę przykuwa wielki futzrak ponizej jego nog.
Artle zatrzymał się w miejscu.Popatrzył na niedźwiedzia i na elfa siedzącego na drzewie.Kiedy zrozumiał w jak beznadziejnej sytuacji był elf,Artle wykonał zaklęcie przywoływania szkieletów.
Niestety Artle potrzebował jakiś martwych ciał, by wskrzesić szkielety. Wyglądało na to, że nie było tutaj żadnego ciała, choć za chwilę, może się pojawić, gdy ten miły miś, rzuci się na niego.
Niedźwiedź zdołał odsunąć się gdy długi miecz spadał na niego. Zdążył jednak zatopić się w jego lewym boku, wyrządzając mu lekką ranę.
Niedźwiedź ryknął wściekle i próbował wskoczyć na drzewo. Nie miał jednak na to żadnych szans. Ciągle nie zwracał uwagi na Artla.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth zaczął sie rozglądac po okolicy czy nie dostrzeże nikogo innego oprócz siebie i niedzwiedzia. Gdy tylko kogos ujrzy krzyczy ile sił w gardle "Tu kupo łajna zabij to ścierwo zanim ucieknie z moim mieczem , tak do ciebie mowie idioto parszywy elf w babskiej szacie, zrobiłbyś cokolwiek podpal bydlaka cokolwiek" Po tych słowach Signereth wykonuje dziwny ruch jaby łapał kogoś za szyje zza swoich pleców i zaciska pieśc ,szepcząc "Mam Cię w końcu, zdziwiona myślałas ze cie nie dopadne ty suko " Ręce zacisnęły sie jakby kogos udusił i cisnął powietrzem w strone niedźwiedzia smiejąc sie przy tym jakby odczuwał zadwolenie z zabitego przywidzenia.
Artle zmartwił się trochę kiedy jego zaklęcie nie wyszło.Po chwili chwycił swój krótki miecz i zaczął się skradac w stronę tego przyjaźnie nastawionego misia.Uważał aby nie nadepnąc na jakiś krzak.Gdy był już wystarczająco blisko rzucił się na niedźwiedzia starając się wbic mu swój miecz w szyje.
Artle tymczasem dobył krótkiego miecza i po cichu zaczął skradać się w stronę zwierzęcia. Te było zaślepione gniewem na Signeretha, więc nie zwróciło na niego uwagi.
Po chwili dzielny bohater ruszył na niego. Miecz zatopił się w prawej łapie niedźwiedzia, gdyż Artle niedokładnie wcelował. Niedźwiedź odwrócił się w jego stronę i ryknął groźnie, aż ciarki przeszły bohaterowi po plecach. Po chwili łapa niedźwiedzia mocno trzasnęła Artla, tak że ten o mało się nie przewrócił. Skóra na jego prawej ręce była zdarta do mięsa, jak nie do kości, po uderzeniu niedźwiedzia.
Artle zdał sobie sprawę, że niedźwiedź zaraz uderzy ponownie i przygniecie go łapą do ziemi, a wtedy będzie źle.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Signereth'owi podobał się taki obrót zdarzeń, w końcu nie patrzy na swoją krew ,lecz jak cierpi inny . Ten widok napełniał go siłą , wiarą oraz odwagą . "Co do mnie mówisz .... nie pytałem ciebie o zdanie ... Miałaś zginać ... NIE... wiec po jaką cholerę mówisz mi co mam robić ... AAa... Powiadasz że on może mieć złoto ... sam mi go nie da ...Co mnie to obchodzi z martwego lepiej będzie wyciągać majątek... Przyjaciel a po co mi on ... Niech ci będzie , lecz jeśli okaże sie parszywym łajdakiem pożałujesz tego ty i on " Krótka chwile trwała dziwna konwersacja z nie wiadomo kim . Bohater rozejrzał sie po drzewie w poszukiwaniu jakichś gałęzi , które mogły by dać się wyłamać .Gdy tylko jakąś znajdzie odrywa ją tak by nie spaść z drzewa i ciska ją w pobliskie krzaki tak by narobić hałasu, jeżeli jednak niedźwiedź nie odejdzie od Elfa chwyta kolejną i rzuca z całej siły w miśka... może z powrtoem zwróci na niego uwagę . Przy tych czynnościach Signeret wykrzykiwał ze swojego gardła dużo wyrazów w stronę niedźwiedzia tak by ten sie niem zainteresował.
Artle zawiedziony niepowodzeniem i trzymający się kurczowo za ramię próbuje wykonac unik wciąż trzymając krótki miecz w swojej sprawnej ręce.Gdy uda mu sie wykonac unik chowa krótki miecz i wyciąga swój topór po czym próbuje wykonac zamach i w jakimś stopniu "uszkodzic" niedźwiedzia.
Niedźwiedź atakował. Artle zdołał jednak w porę uskoczyć do tyłu przed ciężką łapą. Gałąź rzucona w krzaki za dużo nie dała, ale ta druga, rzucona w niedźwiedzia zwróciła jego uwagę. Odwrócił on się w stronę Signeretha i ryknął złowrogo.
Zdyszany i ranny Artle trzymał w rękach topór. Był gotów by zdzielić nim porządnie tego futrzaka.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Chodź do mnie ścierwo no chodź głupi futrzaku" Wykrzykiwał Signereth gotowy na atak niedźwiedzia , więc przytrzymał się mocniej drzewa tak by z niego nie spaść , po czym wykonał już ruch który kilkukrotnie wykonał przez ostatnie kilka chwil , mianowicie obrócił głowę w drugą stronę i zaczął do siebie mamrotać " I co jesteś z siebie zadowolona to ścierwo znów do mnie idzie a mógł zabić tego gnojka najeść sie i odejść . A teraz co , znów muszę się z nim użerać .... już ja się postaram aby twój brat się dowiedział co wykonujesz on cię zgładzi zniszczy będzie tobą pomiatał i torturował a ja ciebie dobije ... " Zaśmiał się złowrogo , i znów spoglądał na rozwścieczonego niedźwiedzia na ziemi i poszukał ręka kolejnej gałęzi aby cisnąc nią w miśka.
Signereth wściekle rozmawiał sam ze soba, ciskając przy tym jak oszalały gałęziami w niedźwiedzia. Artle w całym tym zamieszaniu, zdołał spostrzec, ze elf siedzący na drzewie jest strasznie popaprany.
Mimo to musiał się skupić na walce. Mocno złapał za topór i zaatakował. Topór zatopił się w wielkim cielsku niedźwiedzia z dużą siłą. Tworząc na jego ciele dość dużą ranę. Ryknął głosem pełnym bólu. Było to chyba jednak twarde zwierze. Wściekle znów odwrócił się w stronę Artla. Ten jednak wycofał się już do tyłu i niedźwiedź nie trafił go swoją łapą. Parł jednak już w jego stronę i ranny, miał w dupie gałązki.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Artle zdyszany ryknął w strone elfa siedzącego na drzewie
"Może byś mi w końcu pomógł co?"
Po tych słowach zrobił unik w razie gdyby misiek chciał go zaatakowac.Podczas uniku Artle wyciąga swój krótki miecz i znów rzuca się na niedźwiedzia.
Signereth nie widział żadnej możliwości aby zniszczyć niedźwiedzia z takiej wysokości . Po słowach Elfa prychnął śmiechem i po raz kolejny się odwrócił " HA jaki bezczelny jeszcze śmie się do mnie odezwać ... Zniszcz go panie ... NIIIIIIEEEEEEE ..... mnie nie ruszaj jestem tobie wierny ..... ale ..... nie .... proszę .... czy byłem kiedyś Ci wrogiem ... O błagam cię pomóż mi w tej sytuacji ... " Przyciszył lekko głos " A później go zabijemy " Zarechotał Signereth i spojrzał w dół aby uzyskać dla siebie odpowiednią chwilę by ześlizgnąć sie na ziemię chwycić swój miecz mocno w obie ręce i cisnąc z całej siły tak by cokolwiek obciąć niedźwiedziowi , lecz jeśli miś go zaatakuje i bohater padnie na ziemie chwyci miecz mocno i wyciągnie przed siebie jakby dzikie zwierze chciało ponownie zaatakować.
Artle wykonał swym mieczem krótkie cięcie. Trafił w cielsko niedźwiedzia, rana jednak nie była zbyt głęboka. Zwierzę gotowało się do ataku.
Wtedy Sigereth zaatakował go swym mieczem od tyłu. Miecz mocno ciął cielsko niedźwiedzia, tworząc na jego ciele naprawdę dużą i głęboką ranę. Niedźwiedź zaryczał z bólu i desperacko zaatakował Artla. Artle zdołał jednak uskoczyć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum