Wysłany: 2007-09-06, 22:53 Na zachód (Sesja Verilokilora)
Ognisko trzaskało wesoło. Verilokilor wpatrzony w nie znudzonym wzrokiem, czuwał, wypatrując niebezpieczeństwa. Była to jego kolej warty. Jego dwaj kompani Gardis i Kulkanist, twardo spali.
Nie minęło dużo czasu od kiedy opuścili wioskę, którą wyzwolili od potwora nazywanego przez mieszkańców Mułem Bagiennym. Burmistrz wypłacił im obiecaną nagrodę. Razem postanowili ruszyć w dalszą podróż na zachód. Byli w drodze do Borln - miasta magów. Stamtąd jego dwaj towarzysze mieli udać się do ogarniętego wojną domową Roeen.
Już jeden dzień byli w drodze. Teraz zatrzymali się na nocleg. Była kolej warty Verilokilora. Było około czwartej nad ranem. Spali w niewielkim lasku przy drodze.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Druid obserwując otoczenie myślał o swojej przeszłości i przyszłości. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak bardzo tęskni do lasu, w którym się wychował i wszystkiego się nauczył. Nie wiele pamiętał ze wczesnych lat dziecięcych lecz wiedział, że elf go przygarnął. Pamiętał ten dzień jak dziś. Gdy tak zamyślony druid siedział nagle zaczął się zastanawiać co ma począć gdy dotrze z kompanami do Broln. Czy iść z nimi Roeen czy dalej podróżować przed siebie nie wiedząc co go spotka. Uświadomił też sobie, że nie ma sensu nad tym rozmyślać ponieważ i tak przypuszczał, że coś się wydarzy co nie pozwoli mu iść razem z kompanami.
Verilokilor uznał że musi się do kogoś odezwać z wzajemnością.
- Śpicie? - zapytał pół głosem bohater, ciągle obserwując otoczenie.
Najwyraźniej spali. Gardis, wręcz zaakcentował to, że śpi, zaczynając głośno chrapać. Jego kompani twardo spali.
Verilokilorowi nagle zdało się, że coś usłyszał. Jakiś szelest wśród krzewów obok. Czyżby coś, lub ktoś tam siedział, czy to jego wyobraźnia?
Verilokilor słyszał co nieco, że na tych szlakach grasują bandyci. Być może, gdzieś tutaj sie czają i zamierzają ich okraść.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilor w zmorzył swą czujność. Wpatrywał się w miejsce skąd dochodził szelest z zamiarem spostrzeżenia kogoś lub czegoś. Wpadł na pomysł aby zamienić się w pumę. Nagle ciało druida zaczęło się zmieniać. Przy ognisku nie było już człowieka. Znajdował się tam duży czarny kot. Bohater w ciele pumy wpatrywał się w krzaki gdzie było słychać szelest.
Nagle krzaki gwałtownie zaszeleściły i ktoś zaczął biec. Jakiś mężczyzna. Uciekał od nich i szybko się oddalał. Verilokilor nie był w stanie zobaczyć go dokładnie, gdyż było ciemno. Pod postacią pumy powinien jednak go dopaść.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Druid szybko podjął decyzję. Zaczął gonić dziwnego osobnika. Miał nadzieję szybko go złapać i też szybko wrócić do obozu by nie zostawiać sych kompanów bez ochrony. Przed rozpoczęciem biegu bohater w pod postacią pumy wydał z siebie przeraźliwy ryk i dopiero wtedy rozpoczął pościg. Rykiem Verilokilor miał zamiar obudzić towarzyszy.
Ostatnio zmieniony przez Anakondon 2007-09-14, 23:20, w całości zmieniany 1 raz
Verilokilor nie zwracał już na to uwagi. Puścił się biegiem za mężczyzną. Ten mimo, że uciekał ile sił w nogach, nie był w stanie uciec przed szybkim i zwinnym kotem.
Druid skoczył na niego i powalił go na ziemię w trawę. Przeturlał się po ziemi, razem z nim.
- Ratunku ! - zawołał mężczyzna, a Verilokilor był przy nim.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilor zmienł się w człowieka. Stara się trzymać przeciwnika tak aby on nie mógł się wydostać z uścisku druida.
- Kulkanisie, Gardisie! - krzyczy - Chodźcie tu szybko! Złapałem go! - woła swych towarzyszy radosnym głosem. - A ty kochanienki powiesz mi kim jesteś i dlaczego nas obserwowałeś?
Mężczyzna był dość silny. Druid nie mógł go utrzymać pod postacią człowieka, gdyż facet bronił się z ogromną wściekłością i determinacją. Uderzył dwa razy Verilokilora w twarz i ten go puścił. Zerwał się na nogi i zaczął biec.
Wtedy jednak nadbiegł Gardis i całym ciałem rzucił się na niego znów powalając go na ziemie. Błysnął sztylet. Gardis przystawił go mężczyźnie do gardła.
- Nie ruszaj się! - rozkazał.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilor złapał się za twarz w miejsce, w które uderzył mężczyzna aby sprawdzić czy nie krwawi.
- Dzięki Gardisie. - powiedział druid oglądając swą rękę w poszukiwaniu krwi - Ide się ubrać. Chodź weźmiemy go do obozu. Pilnuj go. Poczekam na was przy ognisku. - mówiąc to bohater zaczyna biec w stronę obozowiska i aby być szybciej na miejscu zamienia się w pumę. Gdy dobiega sprawdza gdzie jest Kulkanis i ubiera się.
Kulkanist znalazł się zaraz obok przy Gardisie. Verilokilor zdał sobie sprawę, że krew lekko płynęła mu z nosa. Nie musiał chyba jednak się specjalnie tym przejmować.
- Kogo my tu mamy? - zapytał ciekawie Kulkanist, a Gardis trzymał sztylet na gardzieli mężczyzny
Verilokilor szybko pobiegł do obozu po ubranie, a jego towarzysze zostali z tamtym człowiekiem. Szybko założył je na siebie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Rozjerzał się do okoła próbując wypatrzyć jakiegoś intruza. Jeśli by nie wypartzył pobiegł by pewnie do swych kompanów, jednak gdyby kogoś przyuważył woła swych towarzyszy.
Verilokilor nie dostrzegł nikogo w pobliżu. Najprawdopodobniej nikogo nie było albo ktoś dobrze się ukrył.
Szybko ruszył z powrotem do swych towarzyszy, którzy ciągle trzymali mężczyznę.
- Puśćcie ! - zawołał.
- Ten drań powiedział nam, że pochodzi z tamtej wioski i chciał nam ukraść nagrodę jaką wypłacił nam burmistrz. - wyjaśnił Kulkanist Verilokilorowi.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilorowi puściły nerwy. "Ten kutas chciał nas okraść z naszych ciężko zarobionych pieniędzy?! Zajebie go jak mnie nie powstrzymają. Druid pobiegł szybko do miejsca zdarzenia i na ponowne przywitanie wypłacił mężyźnie cios z pięści w twarz.
- Wkurwiłeś mnie koleś! - bohater bardzo rzadko używał przekleństw. Można by powiedzieć okazjonalnie - Chciałeś nas okraść kutasie! Mógłbym Cię teraz zajebać ale szkoda mi czasu na takiegoskurwiela jak ty. Co z nim zrobimy? - zapytał swych towarzyszy ochłonęwszy trochę z emocji.
Mężczyzna dostał od Verilokilora, ale nie powiedział nic, na jego wyzwiska i cios. Zaciskał tylko zęby ze złości.
- Ktoś ci pomagał? - zapytał zdecydowanym tonem Gardis. - Są tu gdzieś jacyś twoi towarzysze.
Mężczyzna przecząco pokręcił głową.
- Na pewno?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Na twarzy Gardisa pojawił się uśmiech pełny satysfakcji, a Kulkanist mruknął coś pod nosem.
- Gdzie? Co planujecie?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
W Verilokilorze wzrosła złość. Chciał zabić tego mężczyznę za to, że jakieś chuje chcą go okraść.
- Odpowiadaj ładnie na pytania mojego kolegi! Naprawdę jestem zdolny do tego! - gdy to powiedział przybliżył sztylet do oka osobnika. - Może jeden z nas powinien iść do obozu?
- Nie, czekajcie. - rzekł Gardis. - Nie możemy się rozdzielać. Jak jest ich tu więcej i się rozdzielimy, to z łatwością nas zaatakują, i załatwią.
Gardis lekko, ale zdecydowanie odsunął rękę Verilokilora.
- Wstawaj! - rozkazał Gardis oprychowi i silą postawił go na nogi. Ciągle trzymał mu sztylet przy gardle. - Wszyscy wrócimy do naszego obozowiska, a on w razie co będzie naszym zakładnikiem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilor zgodził się ze słowami Gardisa i podążył za swymi przyjaciółmi. Jego kompan miał rację. Jeśli się rozdzielą, przeciwnicy będą ich zabijać pokolei.
- Kulkanisie weź mój ekwipunek. - powiedział druid, a potem dodał szeptem - Ja zamienię się w pumę mam nadzieję, że niebędę się tego spodziewać. Będę szedł w waszym tępie ale mnie nieprzyuważą. - mówiąc to zmienił się w pumę i dał swój ekwpiunek Kulkanisowi.
Verilokilor zmienił się w pumę, a Kulkanist posłusznie wziął jego rzeczy. Rzeczywiście, pod postacią pumy, druid zaszkodziłby potencjalnym nieprzyjaciołom.
Po chwili jednak doszli do obozu i nie było tam nikogo. Verilokilor nie musiał się przemieniać. Wyglądało na to, że nie ma zagrożenia.
Gardis powalił oprycha na ziemię.
- Gdzie są twoi kompani ?!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gdy Gardis wypytywał mężczyznę o jego wspólników. Druid stał się z powrotem człowiekiem. Ubrał się i wziął ekwipunek od Kulkanisa. Wzmożył swoją czujność. Sztylet miał cały czas w ręce gotowy do pchnięcia, cięcia, ogólnie do obrony.
- Milnujmy się Kulkanisie. Przygotuj broń. Nie wiadomo co się może wydarzyć. - mówił bohater do swego kompana - A ty kutasie gadaj! -zwrócił się do mężczyzny - Moja obietnica jest wciąż aktualna!
- Nie ma ich tutaj ! - zawołał. Wyglądało na to, że się przestraszył. - Mamy obóz kawałek drogi stąd. Szliśmy za wami krok w krok i czekaliśmy aż zatrzymacie się na nocleg. Mieliśmy zaatakować gdy będziecie spać.
Gardis westchnął.
- A teraz zapewne tu przyjdą, gdy zauważą, że coś ci się nie powiodło? - zapytał Gardis.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Verilokilora zaprzątęły myśli czy mężczyzna kłamie czy nie. Wydawał mu się że kłamie jak najęty. "Kłamie! To napewno podpuch żebyśmy poszli ich szukać, a jak już nikogo nie znajdziemy to zaczają się w naszym obozie!" myślał zdenerwowany druid. Bo jeśli to prawde i pójdą do ich obozu to zapewne się tak stanie. Nie mogli też czekać w niepewności czy inni złodzieje zaatakują.
- To co robimy? - zaoytał zdezorientowany już bohater.
Gardis nie mówiąc nic dokładnie przeszukał mężczyznę i pozbawił go krótkiego miecza, i sztyletu jaki miał przy sobie. Mężczyzna również, dość przestraszony leżał i czekał bez słowa.
Kulkanist czujnie rozglądał się po okolicy, a swój oburęczny miecz trzymał w dłoniach.
- Na pewno będą go szukać, jeśli nie będzie wracał. - rzekł Kulkanist. - Musimy przygotować się, że tu przyjdą. Musimy być gotowi do walki.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum