Wysłany: 2007-09-03, 14:49 Mroźna północ okiem Firina.
Po wyprawie do krypty i gwałtownym przebudzeniu pośród trupów kompanów nie byłem w stanie zebrać się w sobie. Wierzyłem (i wierzę nadal), że to umarlaki ich zmasakrowały. W sumie lepiej w słodkiej naiwności trwać, niźli załamywać się poczuciem winy. Piłem. Cholernie długo zresztą i nawet nie zorientowałem się, kiedy brałem udział w bitce. I znów to uczucie. Straciłem panowanie nad sobą, a gdy je odzyskałem wokół było pełno juchy, a łby gości nabite zostały na pobliski płot. Ciekawi mnie, któż mógł dopuścić się takiej potworności?... Nie mogłem to być przecież ja. Przecież bardowie nie mają w zwyczaju walczyć.
No tak, tylko po co noszę broń w takim razie?... Tak czy tak, aktualnie siedzę na statku, który płynie na wyspę, daleko na północy. Chuj wie gdzie ta północ jest, przynajmniej mam z kim tu gadać. Jest tu jor imieniem Rayot, a także dość sympatyczny krasnolud, Gloydi. Ten pierwszy, mimo zakazanej mordy i zielonych jak u suma oczek miewa przebłyski geniuszu. Choć przyznaję bez bicia, nie jest to stwór odważny. Szlachetny też nie jest. Z tego co mówił, wpadł przy okradaniu jakiegoś maga na zlecenie. Z kolei krasnolud na szczególnego bystrzaka nie wygląda. Nieważne. Ważne, że obaj są bardzo przydatni. W końcu kto zająłby się rezaniem paladynów, jeśli nie oni...?
C.D.N
_________________
A Pelios siedzi i utlenia siarczany.
Player Manual:
1. Myśl.
2. Nie irytuj MG (swoim brakiem myślenia).
3. MG ma zawsze rację.
4. Ten punkt jest zbędny, bo jeśli MG takowej nie ma, to znaczy że masz coś z głową.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum