Wysłany: 2007-08-20, 20:30 Krew i Honor (Sesja Tuliana)
Krew i Honor
Czarne chmury zebrały się nad Atthą, miastem elfów, z którego pochodził Tulian. Mroczne Elfy przełamały oblężenie, a obrońcy zaczęli się wycofywać. Walki przeniosły się na ulicę, obrońcy padali pod mieczami atakujących. W mieście wybuchł pożar, a ulice spłynęły krwią. Tulian czuł ohydny odór pieczonego mięsa. Elfiego mięsa.
Rzeź jaką właśnie obserwował Tulian, była czymś czego nikt nie chciał by oglądać. Stosy trupów, kobiety, dzieci, Mroczne Elfy mordowały bez skrupułów. Bez litości i sumienia.
Ostatnie siły Leśnych Elfów wycofywały się i przygotowały się do ostatniej obrony. Obrony do końca. Tulian właśnie wtedy ujrzał Grathiusa, swojego przyjaciela, z którym jeszcze niedawno polował. Przygotowywał się do ostatniej obrony w centrum miasta, wraz z innymi ocalałymi. Trzymali linie, pierwsza fala Mrocznych Elfich, wojowników padła pod pierwszą salwą strzał. Grathius przygotował następną strzałę, kolejny grad strzał. Mroczne Elfy padały, ale mieli ogromną przewagę liczebną. Byli coraz bliżej.
Wtedy w ostatnią linię obrony Leśnych Elfów uderzyła kula ognia. Wojownicy ruszyli do ataku i rozbili szyk. Miecze cięły i wyżynały, dawnych rodaków Tuliana. Krew sikała na budynki. Grathius wycofywał się, ale już nie było dokąd się wycofać. Odrzucił łuk i dobył miecza. Dwaj napastnicy rzucili się na niego. Już po chwili ranny Grathius opuścił miecz. Upadł na klęczki. Miecz błysnął, a głowa elfa odleciała od korpusu i potoczyła się po ulicy. Twarz przyjaciela Tuliana.
Tulian widział głowę Grathiusa, leżącą w kałuży krwi. Widział jego oczy i twarz.
Wtedy głowa Grathiusa przemówiła.
ZAPOMNIAŁEŚ O NAS, POZWOLIŁEŚ BY ZNISZCZONO PIĘŚĆ ŻYWIOŁÓW. ZAPOMNIAŁEŚ Z JAKIM ZADANIEM WYRUSZYŁEŚ DO KSIĘŻYCOWEGO LASU? MIAŁEŚ ZDOBYĆ JĄ DLA NAS. ZDRADZIŁEŚ NAS !
Tulian otworzył oczy. Był cały spocony. To był tylko sen. Koszmar, z którego się wybudził. On był bezpieczny. Nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo. Herleen spał spokojnie obok ogniska. Dookoła była zupełna cisza. Tylko szum wiatru wśród drzew. Śnieg dawał piękny księżycowy blask. Mimo to, Tuliana ciągle nękały koszmary... całkowicie zapomniał, w jakim celu tak naprawdę przybył do Księżycowego Lasu.
Tulian opuścił Seilar, zaraz po zwycięstwie nad orkami. Herleen, młody Srebrny Elf podążał za nim. Tulian był dla niego wielkim autorytetem i chciał brać z niego przykład. Zatrzymali się na nocleg podczas wędrówki, zaraz niedaleko głównej drogi łączącej stolice Księżycowego Lasu Lar'Dudanwall z Anderdull, gdzie obecnie wciąż znajdowały się znaczne siły orków. Herl bardzo chciał wyruszyć do wielkiego Lar'Dudanwall.
Mimo to gdzieś w podświadomości Tuliana, ciągle tkwiła Attha, miasto, które miał uratować przed najazdem Mrocznych Elfówm.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Wybacz przyjacielu, niezapomniałem o was lecz taka była cena użycia artefaktu w księżycowych lasach Łowca przysunął sie do najbliższego drzewa wraz z kocem tej nocy już raczej nie zaśnie. Wpatrzony w ognisko przypominał sobie heroiczną obronę Seilaru i ucztę na cześć poległych i zwyciężców, liczył dni które upłynęły od tamtego czasu, przypomianł sobie pożegnanie z przyjaciółmi podróży oraz jego łuk. Przyciągnął do siebie majdan broni i pogłaskał ją. Był bardzo z niej zadowolony. Popatrzył na księżyc wsłuchując się w nocne życie lasu.
Od opuszczenia Seilaru minęły dwa dni. Dwa dni od tamtego wielkiego zwycięstwa. Dwa dni, od kiedy skończył się koszmar mieszkańców Seilaru. Herl przeżył tam właśnie swoją lekcje życia, której zapewne nie za pomnie nigdy. Właśnie, dlatego podróżuje z Tulianem. Chce być gotów, do obrony swej ojczyzny i życia swojego, i najbliższych, gdyby kiedyś znów przyszło mu stanąć do walki.
Noc w Księżycowym Lesie była niezwykle piękna. Ognisko paliło się co prawda, bardzo słabo. Las ten nienawidził ognia. Księżyc nad lasem był w pełni i rzucał swą poświatę na śnieg, który zawsze w tych stronach, niezwykle pięknie świecił nocą. Tulian słyszał gdzieś w lesie ruch dzikich zwierząt, które żyły tutaj. Żadne jednak nie podchodziło bliżej podróżników. Odstraszał je ogień.
Było niezwykle zimno, jak zawsze w tych stronach. Tulian jednak miał dobry koc. Herl jak każdy Srebrny Elf, był przyzwyczajony do tej pogody i spał odkryty. Srebrne Elfy lubiły zimno. Koń Tuliana stał nieopodal. Chyba również nie spał. Ciekawie rozglądał się po okolicy. Poza tym wkrótce miało świtać.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tulian spojrzał na wierzchowca i uśmiechnął się krzywo. Podszeł do konia i pogłaskał go, następnie przyczepił do przodu konia kołczan z normalnymi strzałami strzałamia. Strzały przebijające i elfickie zostawił sobie na plecach.
-Przydało by się już dojechać do Lar'Dudanwall, chciał jak najszybciej wyspać się w karczmi i zakupić prowiant, spojrzał na jaśniejące niebo i zrobił kilka cwiczeń a następnie zgasił ognisko odlewając sie na nie.
Tulian zgasił ognisko swym moczem. Nim płomień zginął, przed śmiercią chwilę podymił. Ćwiczenia sprawiły, że jego ciało trochę się rozgrzało. Tymczasem księżyć i gwiazdy zaczynały znikać, gdzieś zza chmur skromnie zaczęło wyglądać słońce. Pierwsze promienie, zaczęły oświetlać Księżycowy Las.
Tulian był już gotowy do drogi. Herl, jednak należał do śpiochów. Ciągłe jeszcze twardo spał przy ognisku, pogrążonych w swoich snach.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Herl wierzgnął się. Natychmiast otworzył oczy i w panice zaczął rozglądać się dookoła. Widok Tuliana jednak nieco go uspokoił. Herl czuł się przy nim bezpiecznie i w pewien sposób Tulian był dla niego autorytetem.
- Tak! Co sie dzieje?! - zapytał nieco zdezorientowany.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Pora w droge ruszać chyba chcesz jak najszybciej być w stolicy prawda? Umiesz jeźdźić konno?- jakoś sobie nie przypominał żeby o tym rozmawiali-jeżeli tak to wskakuj, tylko uważaj jest strasznie złośliwy-popatrzył na konia-jeżeli nie to obaj idziemy piechotą.
Herl odetchnął z ulgą, gdy domyślił się, że jest bezpiecznie. Wstał z ziemi i otrzepał się.
- Słabo jeżdżę konno... ale potrafię jeździć - powiedział trochę nieśmiale. Tulian wiedział, że on i Herleen, mogą jechać na jednym koniu we dwóch. Obaj byli dość szczupli, więc koń nie będzie miał wielkich problemów z nimi dwoma, choć trochę ciężej będzie się jechało.
Herl ostrożnie wsiadł na konia. Poprawił swój łuk i lekko poklepał konia. Mimo to Tulian widział, że młody elf, trochę się bał. Był już gotowy do drogi.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Herl posłusznie posunął się i Tulian dosiadł konia. Zaraz potem ruszyli drogą naprzód w stronę Lar'Dudanwall. Według mapy, którą Tulian przed wyjazdem oglądał w Seilarze, Lar'Dudanwall było tylko o kilka godzin stąd. Wkrótce zapewne do niego zawitają. Z tego co wiedział sam Tulian, Lar'Dudanwall było najwspanialszym miastem w całej Sorii. Duma całej Srebrnej Rasy.
- Równikowy... - powiedział. - Dostałem go, gdy przydzielano broń podczas oblężenia w Seilar...
Młody westchnął cicho.
- Mam nadzieję... że ona jest jeszcze w mieście...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tulian prychnął cicho pod nosem, pomyślał sobie o zielarce Vissali, po bitwie gdy ujżał ją uświadomił sobie że nic do niej nie czuje i że jest to kobieta normalna, jak kazda inna. Łowca miał teraz inne psrawy na głowie, Herl kończył 17lat i przydałby mu sie jakiś lepszy łuk. Zerknął dyskretnie do schowka w pasie gdzie trzymał pieniądze i przeliczył je. Około 10złotych monet i około 50 srebrnych, cholera nie jest to dużo, no zobaczymy jak to będzie, musze jeszcze kupić prowiant, może w stolicy będzie jakaś robota, kto wie
-Przyspieszymy chciałbym być już w cywilizowanym świecie- poędził konia do galopu wiedział że we dwóch będzie trudniej ale w końcu musza dac sobie radę.
Tulian popędził konia, a ten zaczął jechać jeszcze szybciej. Pędził przed siebie, drogą, prosto do Lar'Dudanwall. Nie było jednak możliwe by takim tempem jechał długo. Wkrótce jego oddech się zmienił, co oznaczało, że zasapał się trochę. Koń zwolnił nieco, ale mimo to jechali dość szybko. Wkrótce powinni znaleźć się u celu.
Nagle jednak koń zarżał i podniósł przednie kopyta zatrzymując się. O mały włos, a Tulian i Herl by pospadali. Z lasu na drogę wyjechał nagle duży biały koń, o pięknej sierści. Emanował on jakąś białą poświatą i roztaczał w około siebie jakiś dziwny blask, który raził Tuliana w oczy. Z głowy wystawał mu długi, róg, który w pewien sposób podkreślał szlachetność zwierzęcia. Tulian zdał sobie sprawę, że właśnie zobaczył na własne oczy jednorożca, niezwykle rzadkie i szlachetne zwierze.
Jednorożec zatrzymał się na środku drogi. Zwrócił głowę w stronę Tuliana. Otrząsnął się lekko, rozwiewając swoją sierść.
Herl zaniemówił. Rozdziawił jedynie usta w zdziwieniu.
4f29530776731af1.jpg
Plik ściągnięto 13661 raz(y) 38,24 KB
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tulian cieszył się świezym powiewem wiatru, gdy nagle koń stanął dęba przytrzymał mocniej wodze uspokoił go. Gdy zobaczył czego Teo się wystraszył rozdziawił usta ze zdziwienia. Otwierał je i zamykał przez chwile. Patrzył na... Jednorożca, zwierze które uważano za dawno wymarłe.
Przez głowę przemknęła mu myśl że może zabic zwierze i sprzedac jego skórę oraz róg. Jakiś mag zapłacił by fortunę za tak cenny przedmiot, zwierze napewno jest magiczne, widoczne to było na pierwszy rzut oka po aurze którą emanował.
Nie znał się zbyt dobrze na takich zwierzętach, starał się przypomniec wszytsko co o nich słyszał. Ręką namacał łuk przygotował się do obrony zwierze nie wyglądało na agresywne, lecz ostrożności nie zawadzi, nigdy nic nie wiadomo.
-Przygotuj się, nie rób gwałtownych ruchów, moze nie jest agresywny ale skąd to możesz wiedzieć? No chyba że znasz się na dzikich zwierzętach-
Jednorożec patrzył ciekawie, na Tuliana i Herla. Tulian nie wiedział wiele o jednorożcach, wiedział, że jest ich bardzo niewiele i zamieszkują właśnie Księżycowy Las. Są uważani w pewien sposób za strażników i duchów lasu. Bez wątpienia też w jednorożce jest tchnięta magia.
Herlowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Siedział cicho i nieruchomo, trochę przestraszony.
Jednorożeć wpatrywał się tak przez chwilę, stojąc w całym swym majestacie.
Las was potrzebuje.
Tulian nagle usłyszał echo w swojej głowie. Bez żadnych wątpliwości wiedział, że głos należał do jednorożca. Herl też to usłyszał, bo aż wzdrygnął się z wrażenia.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Herl nie odpowiedział. Nie wiedział co odpowiedzieć.
Pójdźcie za mną.
Jednorożec machnął łbem, rzucając swoją grzywą, po czym zjechał z drogi, wjeżdżając w las, między drzewa.
Koń Tuliana bardzo chciał pojechać za jednorożcem. Gdy ten tylko wjechał w las, koń ruszył za nim.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tulian trochę zaniepokojny zachowaniem wierzchowca, ale cóż poradzisz, zapewne go zajipnotyzwoał. Łowca strał się tylko kierować koniem tak aby nie wpadać w bardzo duże rowy, oraz żeby nie zsotać ściągnietym z siodła za pomoca niskiej gałęźi.
-Boisz się?- zapytał chłopaka sam lekko był zdezorientowany
Patrzył gdzie jadą (geografia - znawca) może uda mu się rozpoznac któres miejsca.
Może to zasadzka? Może to nie jest parwdziwy jednorożec tylko iluzja? przemyślenia łowcy przewijały mu sie przez głowę kilka dobrych chwil, po czym uspokoił się nieco i patrzł gdzie jadą.
Wjechali w las za jednorożcem. Koń z trudem mijał wszystkie rosnące tu drzewa. Las rósł tu gęsto. Mimo to jechali dość szybko, przed nimi Tulian widział zad jednorożca. Gdzieś ich prowadził.
Tulian ocenił, że jechali gdzieś na południowy-zachód. Oddalali się od Lar'Dudanwall. Ciężko mu było jednak domyślić się, dokąd zmierza jednorożec.
- Trochę... - odpowiedział Herl, również zdezorientowany tym wszystkim.
Nagle obraz zaczął się jakby rozmywać. Drzewa koło nich mijały jak wściekłe, rozmazując się. Całe otocznie rozmazało się jakby było nieistotne. Tylko jeźdźcy i jednorożec, wciąż wyglądali normalnie. Tulian odniósł wrażenie, jakby pod wpływem jakiejś magii, poruszali się z ogromną prędkością. Z naprawdę wielką prędkością. Jednorożcowi najwyraźniej się śpieszyło.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Łowca patrzył na anomalie ze zdziwieniem, magai to było coś czego nie rozumiał i jakoś się nie kwapił by zorzumiec, jednakże nie bał się. Patrzył wokół siebie nie miał zamiaru dalej rozmyślac gdzie się znajdują.
-Spokojnie elfiku, nic się nie stanie- Albo i się stanie... -ja tez się trochę boję- oczywiście było to kłamstwo ale chciał żeby Herl wiedział że łączy się z nim w strachu.
Jechali jeszcze w takim stanie około minuty. Tulian był pewny, że pokonali olbrzymią odległość, która normalnie mogła by mu zająć kilka dni.
Po chwili wszystko wróciło do normy, a jednorożec zniknął. Nie było go przed nimi. Wyjechali na dość szeroką drogę, Tulian nie wiedział gdzie mogą się znajdować.
Na drodze jednak rozgrywała się pewna scena. Znajdował tutaj się wóz, który jeszcze przed chwilą ciągnęły konie. W tej chwili jednak oba, konie miały bełty w swych szyjach i leżały martwe, a wóz leżał rozbity na drzewie. Tulian dostrzegł, że w stronę wozu, ruszyło z bitewnym okrzykiem trzech orków. Dwóch posiadało miecze, a jeden topór. Na przeciwko wozu, w lesie siedział ukryty jeszcze jeden ork z kuszą. Byli to zapewne jacyś dezerterzy z armii orków, którzy postanowili się zabawić napadając, na elfi wóz.
Tulian dostrzegł dwóch elfów dobywających mieczy, którzy zaraz wyskoczyli zza wozu. Zamierzali stawić opór orkom.
Powstrzymajcie niszczenie mego lasu, połóżcie kres tej zarazie. Usłyszał Tulian głos jednorożca. Chyba chciał, by Tulian i Herl pomogli elfom.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tulain zeskoczył z konia i powiedział szeptem do elfika
-schowaj konia w lesie tylko cicho- powiedział po czym zeskoczył z wierzchowca i wyciagnał łuk i przygotował strzałe elficką nałożył ja na cięciwę spokojnie podchodząc tak aby go nmie usłyszano i nie zauważono. podniósł łuk do góry celując w miejsce gdzie znajdował się ork z kuszą wycelował i wypuścił strzałę, wyciagnął od razu następną elficką i wypuścił w to samo miejsce, jeżeli łowca nie widział gdzie jest ork z kuszą podchodzi w ten sposób aby miec czysty strzał i celuje w orka walczącego wręcz również wystrzeliwując dwie strzały eflickie.
Tulian szybko ruszył z łukiem w stronę wroga. Herleen spokojnie ukrył się, choć łuk również miał w pogotowiu. Tulian zauważył zielonoskórego kusznika. Spokojnie ładował bełt do swojej kuszy.
Elficka strzała poleciała w stronę orka i zatopiła się głęboko obok prawej łopatki orka. Wykrzyczał z bólu jakieś przekleństwo w swym parszywy, orczym języku. Odwrócił się z gotowym bełtem do kuszy, w stronę nowego zagrożenia. Wtedy kolejna strzała Tuliana dosięgnęła go. Tym razem zatopiła się w jego płucu. Bohater wiedział już, że ork jest na skraju śmierci. Mimo to wypuścił bełt w stronę bohatera. Na szczęście przeleciał nad głową bohatera.
Tymczasem orkowie skrzyżowali miecze z elfami. Jeden z elfów wymierzył dwa naprawdę bardzo dobre cięcia swemu przeciwnikowi. Był chyba bardzo dobrym szermierzem, gdyż jedno z cięć odcięło orkowi lewą rękę. Z kikuta tryskała krew na wszystkie strony, mimo to ork wściekle atakował swego wroga. Brutalnie uderzył swym mieczem elfa tnąc go po klatce piersiowej, ten jednak w porę odskoczył i cięcie nie było aż tak głębokie, jak mogło się wydawać. Potem ork stracił równowagę i zamiast elfa ciął powietrze.
Drugi elf groźnie ciął swego przeciwnika, ale nie tak widowiskowo jak jego kompan. Ork kontratakował, ale elf był bardzo zwinny i pięknie uniknął pierwsze cięcie, a drugie z gracją odparował.
Wtedy nadleciał topornik.
Elf gwałtownie uskoczył do tyłu i tylko dzięki temu, topór zamiast jego głowy, ciął powietrze. Topór to naprawdę groźne, choć trochę niezgrabne narzędzie.
Kusznik mimo, że dwie strzały tkwiły w jego ciele, wciąż żył. Z płuca jednak, po torsie lała mu się krew, a Tulian nie miał wątpliwości, że ork wkrótce umrze. Nim umrze, może jeszcze jednak zrobić wiele złego.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Łowca nie pozwoli aby kusznik mógł zrobić coś jeszcze spieprzyć, wyciągnął elficką strzałe i wpakował w orka , nastepną wyciągnął z kołczanu i skręcając lekko cięciwę wycelował dokładnie w przeciwnika celując w tors, w końcu trudno było nietrafić orka w klaykę piersiową, wszyscy o tym wiedzieli że to najlepiej rozbudowana częśc ciała. p wystrzeleniu pocisków podszedł tak aby nikt go nie zobaczył do walki szermierzy.
_________________ Wesolych świat
Ostatnio zmieniony przez Tulian 2007-09-09, 12:45, w całości zmieniany 1 raz
Pierwsza strzała o dziwo chybiła kusznika i trafiła w drzewo. Ork gorączkowo ładował kolejny bełt do kuszy, charcząc i plując krwią. Druga strzała wystrzelona przez Tuliana dosięgnęła celu z dużą precyzją. Trafiła orka w samo serce. Ten tylko krótko i cicho westchnął, po czym znieruchomiał.
Elf, który wcześniej odciął swemu przeciwnikowi rękę, wyprowadził kolejne mistrzowskie cięcie. Tym razem elfi miecz, pięknie zaśpiewał w powietrzu i ciął przez kark orka. Głowa zielonoskórego odpadła i potoczyła się po ziemi. Korpus bezwładnie upadł na ziemię.
Drugi elf również pięknie zaatakował. Chlasnął swym mieczem przeciwnika głęboko przez korpus. Ork jednak był chyba bardzo wytrzymały, bo po chwili zdecydowanie kontratakował. Jedno z cięć dosięgnęło elfa i ostrze chlasnęło go po brzuchu.
Wtedy znów atakował topornik. Tym razem skutecznie.
Topór uderzył mocno w klatkę piersiową elfa. Było chyba naprawdę mocne, bo elf potwornie krzyczał z bólu. Upadł do tyłu i oparł się o wóz. Wtedy topór znów uniósł się w górę. Spadł ponownie, odbierając dzielnemu elfowi życie.
Nagle z wozu w panice wybiegła jakaś bardzo młoda elfka. Uciekała drogą przed siebie. Za nią wybiegła jakaś kolejna elfka, ta wyglądała na starszą i była bardzo gustownie ubrana.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum