Taleth przesuwał się w stronę regałów, lecz nogi odmówiły posłuszeństwa, gdy ujrzał Peliosa powoli wyciągającego broń i zbliżającego się do Kelemora. Bohater obserwował swego towarzysza, chociaż nie czuł, że rusza głową. Nie był w stanie nawet obejrzeć się na Muada, który już sięgał broni. Nikt im jej nie zabrał, gdy tu wchodzili, a teraz...
Pelios sprawnie przesuwał się po schodkach wyżej, aż dotarł do Maga. Jego obnażony wyciągnięty sztylet zdawał się prosić o krew i miał ją dostać. Ręka prowadząca ostrze powędrowała do pleców Kelemora, prosto w jego kręgosłup tuż nad łopatkami. Druga ręka już ciągnęła w kierunku amuletu zawieszonego na szyi.
Trafiony.
Bohater poczuł opór ciała swej ofiary...
- jakiś dziwny opór.
Ostrze zatrzymało się centymetr przed ciałem Maga na jakiejś półprzezroczystej tarczy, która teraz powstała. Było to tak nagłe, że Pelios nie zdążył nawet odciągnąć ręki, która leciała by chwycić amulet. Nagle czerwone oczy Peliosa zwężyły się. Dostrzegł on, że jego dłoń trzymająca ostrze przybiera barwę szarego kamienia. Stracił on czucie w dłoni i w ciągu setnych sekundy kontakt z ciałem urywał się. Wpierw dłoń, prawe przedramię, prawe ramię, później przechodziło to na korpus. Efekt był bardzo szybki. Korpus, lewe ramię, szyja. Odchodziły od Bohatera zamieniając się w litą skałę. Pelios widział jak jego ręka zaciska się na amulecie. Nadgarstek, dłoń, palce, wszystko spowijane było kamieniem w bardzo szybkim tempie. Ostatnie co widział Bohater to jego zaciskające się na sercu amuletu akurat w chwili gdy spowił je kamień. Zapanowała ciemność, Bohater stracił swe życie.
Ale czy na pewno?
Pelios wciąż widział swą dłoń zaciśniętą na amulecie, widział swą rękę trzymającą ostrze i szał Kelemora, który się do niego odwrócił. Pomimo tego Pelios nie był w stanie niczego powiedzieć.
<odgłos błyskawicy> Pelios z przerażeniem obserwował jak jego ręka trzymająca amulet została piorunem. Uderzenie było tak silne, że przedramię zostało oderwane, spadło na podłogę i rozbiło się. Bohater nie wiedział co się dzieje, wnet gdy jego dłoń się rozbiła wybuchło wiele światło, uniemożliwiających widzenie. Trwało to kilka chwil, albo kilka minut, Pelios nie był w stanie się skoncentrować. Gdy błyski ustały Bohater widział demona i anioła. Ten pierwszy szybko zniknął nie zwróciwszy na niego uwagi, a ten drugi, a raczej druga podrapała się w kroku po czym coś zaczęła mówić. Bohater nie słyszał słów. Zapanowało jakieś zamieszanie, znów nie wiedział jak długo to trwa. Obrazy zdawały się, że zwalniają, lub przyśpieszają, a brak możliwości podążania za nimi wzrokiem był okropny. Gdyby Pelios miał ciało, to teraz spociłby się ze strachu, ale nie czuł go, nie wiedział co się dzieje.
Wnet ujrzał Muada, on powinien wiedzieć co zrobić, powinien uratować Peliosa, zabrać go stąd. Bohater przez chwilę w panującym szale miał nadzieję, lecz szybko ją stracił. Muad wyciągnął łuk bez cięciwy i wypuścił z niego pierwszą, a później drugą strzałę. Dwie błyskawice rozbiły się o drugie przedramię Peliosa, a ostatnia strzała oderwała je. Mroczny Elf widział jeszcze jak Muad zabiera jego rękę, w której zaciskał kieł i ucieka.
Rozbłysły światła. Przed oczyma Bohatera przetoczyło się kilka postaci, ludzie i potwory, czarodzieje i wojownicy. Szybko jednak wszyscy odeszli, prócz jednego. Jakaś postać w ciemnym kapturze i smukłym ciele zdawała się patrzyć prosto na Peliosa, a ten nawet nie był w stanie ruszyć się i spojrzeć mu w twarz, lub oczy. Widział tylko dwa miecze tej postaci, duże miecze.
Znów minęło kilka chwil. Pelios widział sufit, był gdzieś niesiony, ale nie wiedział przez kogo, ani gdzie. Ktoś ułożył go na stole, coś robił przy nim, a później jakiś człowiek o szalonych czerwonych oczach, krótkiej brodzie bliźnie na czole i krótkich kruczych włosach patrzył chwilę na Peliosa, ruszając przy tym ustami. Bohater poczuł wypełniające go ciepło.
Wraz z jego końcem pierś Bohatera podniosła się łapczywie chwytając powietrze. Kikuty podniosły się do góry, Pelios mógł się nimi przyjrzeć, już nie był kamieniem. Czuł potworny ból, piekący, przeszywający na wskroś. Krzyczał. Krew się z niego wylewała, ale mimo tego nie mógł się ruszyć, w pasie był ciasno przypięty do stołu skórzanym pasem. Jego nogi bezwładnie leżały na stole, gdy nagle poczuł, że i nimi może poruszać.
"Hahahaha" rozległ się w pokoju śmiech. Bohater znalazł się w komnacie, na której środku stał stół, a na stole on. Na jednej ze ścian były półki z jakimś żelastwem, a drzwi, za jego plecami były zamknięte.
"Zabawimy się teraz gnojku. Będę zadawał ci pytania, a ty będziesz odpowiadał. Za każde kłamstwo dostaniesz od nas prezent. Zaczynamy?" Powiedział mag o czerwonych oczach. Prócz niego w pokoju były jeszcze 3 osoby. Jedna w czarnym płaszczu z motywami czaszek wyszytymi białą nicią, nie było widać jej twarzy, jakby ukrytej magią. Obok niej stał zielony elf z tatuażami na twarzy. Trudno było znaleźć w nich jakiś sens, ale nie był to czas, aby się im przyglądać. Postać była ubrana w szary strój i miała podwinięte do łokci rękawy koszuli, spod których widać było kolejne tatuaże. Ostatnią postacią w pokoju był pan o białej brodzie i siwych włosach. Nie miał lewego oka, a jego jedna dłoń była odcięta w połowie. Drugą trzymał laskę maga. Był on ubrany w biały strój.
"Pytanie pierwsze - imię!" Powiedział szalonooki czarodziej.
Ostatnio zmieniony przez Pythonius 2007-08-13, 16:18, w całości zmieniany 1 raz
Gdy jeszcz był kamieniem, tylko jedno zaprzątało mu umysł.
Muad
Jedynym pragnieniem było wpakowanie kła prosto w trzewia człowieka. Chociaż nie, wtedy za szybko by się to skończyło. Przez pewien czas wymyślał najróżniejsze sposoby powolnej śmierci i tortur, którym mógłby go poddać, gdyby tylko dostał możliwość.
Ta gnida, ten pazerny wieprz odrąbał mu rękę. Odrąbał ją, by zabrać JEGO sztylet. Jego wspaniały, kieł Kataxxu, który tak dumnie nosił.
W tamtej chwili logiczne myślenie było poza możliwościami Peliosa. W zachowaniu Muada nie było bowiem nic, czego Pelios sam by nie zrobił i czego wręcz oczekiwałby bo każdym rozsądnym osobniku. Logika jednak nie miała nic do rzeczy z odczuciami mrocznego elfa. Pragnął zemsty, pragnął dorwać Muada, niemal tak silnie jak Azratha.
Być mocno zaćmiony i skołowany. Nie wiedział co właściwie się dzieje, gdzie i po co go niosą. Nie zastanawiał się nawet co go czeka. Chciał jedynie się ruszyć i chociażby gołymi rękoma powyrzynać wszystkich wokoło. Choć to określenie było niezbyt trafne.
Podobnie czuł się przed zamordowaniem macochy...
Ból, który zaczął nagle odczuwać wcale nie zwrócił mu trzeźwości myślenia. Wręcz przeciwnie.
Gdy poczuł, iż jest w stanie się ruszać, nie zważając na ból, nie zważając na brak rąk począł rzucać się na wszystkie strony, wściekle machając kikutami. Chciał ich zamordować, wszystkich, choćby miał im powygryzać serca.
Odpowiedź na jakiekolwiek pytanie była w tym momencie poza możliwościami jego umysłu.
Czy to był właśnie początek szaleństwa ?
O dziwo nie wydawał z siebie żadnych wrzasków, jęków czy krzyków. Jedynie ze świstem wciągał i wypuszczał powietrze przez zaciśnięte zęby.
"Brak odpowiedzi jest w mym mniemaniu kłamstwem. Połam mu nogi." Powiedział czerwonooki do leśnego elfa, a ten natychmiast sięgnął z regałów młot. Pelios widział jak trzymając go w rękach zbliża się do niego, lecz nie miało to wielkiego znaczenia. Ciężki obuch opadł na jego stopę, później piszczel. Zielony elf bił prawie na oślep, lecz każdy jego cios był celny. każde uderzenie sprawiało ból, Pelios czuł jak jego kości przesuwają się w jego nogach, jak piszczele chrumkają, łamią, są miażdżone. Ból był nie do zniesienia, niemalże wyciskał łzy z oczu. Po minucie w której to Pelios nie mógł powstrzymać się od krzyku, jego nogi już tylko bolały, a on nie był w stanie nimi ruszać od kolan w dół.
"Twoje imię śmieciu." Powtórzył okrutny mag.
Leśny elf, pierdolone dziecko natury. Każde uderzenie młotem w jego wykonaniu sprawiało nie tylko ból, potęgowało gniew. O ile większe jego natężenie było jeszcze możliwe.
Przynajmniej przestał wierzgać nogami. Bezsilność powoli do niego docierała, gniew jednak nie ustępował. Nadal mógł machać kikutami i obryzgiwać krwią wszystkich naokoło.
Jakaś iskierka zdrowego rozsądku na moment zapaliła się w umyśle każąc mu przestać, a przynajmniej udzielić odpowiedzi. Iskierka była słaba, jej przesłanie ledwo docierało do świadomości przyćmionej gniewem i bólem.
"Pelios..." wycedził przez zęby starając się w szaleńczej próbie obryzgać maga strugą krwi. Z jakiegoś dziwnego powodu znajdywał w tym działaniu pewną satysfakcję.
Z ubrudzeniem wszystkich dookoła swą krwią Bohater nie miał problemu. Ta może nie tryskała tak silnie jak jeszcze chwilę temu, ale wszelkie krople jakie jaszcze były płynne spadały na ubrania zgromadzonych, a najwięcej na czerwonookiego maga, który nie reagował na to w najmniejszym stopniu.
"Dobrze, zaczynamy współpracować. Kim jest ta osoba?" Mag podniósł odciętą głowę. Mroczny Elf przez chwilę jej nie rozpoznawał, ale w końcu doszło do niego, że należała ona do Taletha, maga z którym wszedł do tego domu.
"T...Taleh...Talith..?" przeszło przez myśl mrocznemu elfowi, gdy umysł zaczął usilną choć podświadomą pracę nad przypomnieniem sobie imienia.
Widok głowy maga osiągnął chyba odwrotny skutek do zamierzonego przez zgromadzonych.
Pelios wybuchł śmiechem.
Z jakiegoś powodu cała złość tak eksplodująca z niego jeszcze chwilę temu przeszła w szaleńcze rozbawienie. Myśl o tym, że zaraz mogą pokazać mu także głowę Muada cieszyła go, a zarazem złościła, gdyż to on miał zamiar dorwać go osobiście.
Póki co jednak, oczy jego padały na zwęgloną głowę niedawno poznanego maga.
Umysł Peliosa przechodził najwyraźniej jakiś kryzys. Zapewne natłok gniewu, bólu oraz niedawno przebyte skamienienie musiało uszkodzić w nim to i owo, gdyż teraz zachowywał się niczym rasowy szaleniec.
Śmiech przerywało jedynie charczenie i odkrztuszanie zalegającej śliny i krwi.
W końcu uspokoił się lekko, zaś kolejna fala gniewu zaczynała napływać na wnętrze świadomości.
"Taleth, mag, choć jak go ostatnio widziałem był wyższy i nieco mniej opalony." rzucił w stronę szalonookiego, starając się obryzgać mu oczy krwią. Głos miał roztrzęsiony i dziwnie rozbawiony.
Jeszcze chyba nigdy nie posiadał w umyśle takiego chaosu, takiego pomieszania wszelkich emocji. Raz czuł dziwaczne rozbawienie, raz ogromny gniew.
"Chaos..." to słowo rozbrzmiało na moment w umyśle.
Ciało Pelios przenikały kolejne fale bólu, niczym echa po obrażeniach jakie w jednej chwili rozpaliły się na jego ciele ledwo chwilę temu. Krew już tylko sączyła się z wolna z kikutów, powoli blisko kości zaczęła sączyć się w większych ilościach półprzezroczysta substancja, której smród, najpewniej urojony, już czuł swym nosem Pelios. Był strasznie obolały, te wszystkie uderzenia młota, zniszczone ciało i niepewność, jaka się unosiła w powietrzu. Gdyby teraz Pelios został zdjęty z tego łoża, to i tak już nie odzyskałby pełnej sprawności, chyba, że za sprawą magii. Tylko śmierć uwolniłaby go od kalecka, lecz gdyby zginął, to co by się z nim stało? Skrytobójca czuł tą lekką myśl, jak rośnie w jego głowie, w tym chaosie była jakaś metoda, wszystko to miało go najpewniej pogrążyć w świadomości bezsensowności wszystkiego. Jego śmierć nie pozwoliłaby zemścić się na Muadzie i tym, którego nigdy nie nazwał: 'Ojcem'.
"Taleth, mag. Lichy mag." Powiedział czarodziej odrzucając jego głowę w kąt pokoju.
"Imię tego trzeciego. Człowieka który uciekł."
"Babil Wilkonogi" odpowiedział bez zastanowienia.
Nie miał pojęcia czemu coś takiego zaświeciło mu głowie i czemu odpowiedział to niemal automatycznie. Obecnie jednak mało go to obchodziło. Nie wiedział nawet o kogo chodzi tym kretynom.
Wchodził w etap beznadziei. Chciał już umrzeć, uwolnić się od straszliwego bólu, od sadystycznego maga i jego świty.
Jednak śmierć nie satysfakcjonowała go.
Jak to ? Miał zginąć, kończąc swój żywot ot tak, na torturach, w kręgu jakiś popaprańców ?
Nie zabił Muada, nie zabił Azratha, nie uczynił jeszcze niczego by umrzeć szczęśliwym. Właściwie to nie był pewien czy kiedykolwiek mógłby umierać szczęśliwy.
Ta świadomość uderzyła w niego kolejną falą niepohamowanego gniewu. Ponownie rozpoczął dzikie harce kikutami, starając się nawet machać połamanymi nogami, pomimo bólu, jaki owa czynność wywoływała. Nie powstrzymywał już krzyku. Wrzeszczał. Głośno i donośnie. Jednak to nie ból był głównym aspektem tego krzyku, a ponownie narastająca wściekłość.
"Babil Wilkonogi" odbiło się kilkakrotnie od ścian pokoju, by dotrzeć do uszu Peliosa wraz z szokiem, że coś takiego powiedział. Sława te były wypowiedziane swobodnie, niemal automatycznie, lecz mimo tego były...
"Kłamstwo." zasyczał siwy człowiek z laską. Pelios poczuł na swych plecach falę dreszczy, ten człowiek powiedział to tak jakby czytał w jego myślach. Blef był dobry, bardzo autentyczny, a jednak.
"Odetnij mu fiuta." powiedział czerwono-oki mag do zielonego elfa, a ten zostawił topór i sięgnął z półki jakiś sierp, czy raczej ostry obcinak. Trudno było Peliosowi się na tym skupić. Poczuł tylko jak zielony elf rozcina jego spodnie i chwyta go mocno za przyrodzenie. Wyciąga je wszystkie, zgniata i dotyka ostrzem.
Tnie ...
Ten ból był najgorszy ze wszystkich. Pelios zgiął się w pół, nie był w stanie nawet krzyknąć. Na ostrze obcinaka lunęła krew, Bohater poczuł przechodzące go mrowienie. Ten poniżający ból i ta pustka, która po nim pozostała. Było to najgorsze uczucie ze wszystkich fizycznych męczarni jakie Skrytobójca mógł odczuć obecnie. Świadomość życia bez potomka, świadomość braku rozkoszy.
"Nie licz, że pozwolimy ci umrzeć śmieciu. Wskrzesimy twego kolegę Taletha i on dozna tego samego co ty... wiedz, że to początek dopiero. Imię tego pierdolonego gnoja, który uciekł!"
Wykrzyczał w złości szalony mag.
Na moment przestał się wiercić. Spojrzał wytrzeszczonymi oczyma w dół, jak jego klejnoty odchodzą od ciała, trzymane w ręku zielonej, męskiej dziwki.
Chyba nigdy nie wyobrażał sobie czegoś podobnego. Swoją drogą gdyby kiedyś jednak przeszło mu to przez myśl, zapewne zmartwił by się niezmiernie swym stanem psychicznym.
Z jego ust wydobył się bełkot bezsensownych słów. Ból sprawiał, że marzył o śmierci, myśl tą jednak odrzucał skutecznie, gdyż była jedynie oznaką słabości.
Przez chwilę jeszcze nie był w stanie skojarzyć o co właściwie chodzi jego oprawcom. Chaos w umyśle zadziwiająco zamydlił zdrowe rozumowanie i pojmowanie rzeczywistości.
Przecież im chodziło o Muada.
Gdy dotarło do niego, o kogo pytają, twarz zastygła, wraz z nią reszta ciała.
Sekundę później z płuc wydobył się chyba najgłośniejszy z wydanych przez Peliosa dotąd odgłosów.
"Muaaaaad !"
Imię człowieka z północy rozbrzmiało tak głośno, że niemal można było od tego krzyku ogłuchnąć. Gdy tylko ostatnia litera jego słowa opuściła gardło Mrocznego Elfa ten zaczął widzieć wszystko podwójnie i poczuł, że zrobiło się dziwnie zimno. Wykrwawiał się, nie miał wielu sił już w sobie. Legł twardo na stole śliskim od jego potu.
"Nie wytrzyma długo." Powiedział siwy człowiek. "Więc podreperuj go, aby jeszcze coś powiedział. Niech przestanie krwawić, ale wciąż czuje ból." Powiedział wychodząc z pokoju mag o czerwonych oczach wraz z leśnym elfem i magiem w czerni. Drzwi do pokoju otworzono, po czym zamknięto. Bohater został tylko z jednym magiem, który zaczął rzucać jakieś czary.
Skrytobójca znów nie wiedział jak szybko płynie czas. Nie był w stanie nic powiedzieć, nawet czegoś krzyknąć, ani tym bardziej poruszyć się. Jego oczy rejestrowały co i rusz jakiś błysk światła, lekko zamykając się bez woli Torturowanego. Niebieskie, srebrne, błękitne, złote, czerwone światła, wymieszane w wirze od którego jeszcze mocniej bolała głowa.
Po jakimś czasie Pelios zaczął znów odzyskiwać władzę nad ciałem. Poruszał głową i widział swe kikuty, które już się zabliźniły, ale wciąż bolały niemiłosiernie. Nogi, wciąż bez czucia w nich. Bezwładne leżały na stole niczym kłody drewna. A krocze zarośnięte w paskudnej bliźnie. Ból jednak nie przeminął w najmniejszym stopniu.
Drzwi znów zostały otworzone. Do komnaty wszedł leśny elf, a za nim czarny mag i czerwony. Znów ich okrutne sylwetki poruszały się po sali tortur.
"Kto zlecił wam napad?" Zapytał czerwonooki znów stając nad głową Peliosa.
Bolesne przebudzenie przyniosło zarówno ulgę, jak i przygnębienie.
Nadal żył, to była dobra strona. Ból jednak i obecne położenie nie napawały optymizmem.
Zdążył już trochę się uspokoić, choć do bólu, nie sposób się było przyzwyczaić.
Teraz nie mógł już nikogo obryzgać krwią. Było to nieco irytujące.
W głowie miał istny mętlik. Gniew przeplatał się z uczuciem beznadziei, irytacja z rządzą mordu.
Umysł jednak zaczynał podążać torami nieco rozsądniejszymi i logicznymi. Nie rzucał się już bez celu, choć zaciskał mocno zęby spoglądając na oprawców. Co następnego mu zrobią jeśli skłamie ponownie. Wyłupią oczy ? Wyjmą jelita ?
Nie miał jednak najmniejszego powodu by kłamać, czy też zatajać prawdy.
"Quilde" syknął
Wypowiedzenie tego imienia spowodowało, że wszystkie oddechy zostały wstrzymane, zapanowała grobowa cisza.
"Kłamie?" Zapytał mag o czerwonych oczach. "Nie wygląda to na kłamstwo." Odpowiedział mag w bieli, po czym zapanowała lekka konsternacja. Czerwonooki ścisnął pięść po czym wykonał jakiś gest nad ciałem Peliosa.
Bohater stanął w płomieniach. Ogień rozlał się po jego ciele w jednej chwili i na całej jego powierzchni. Te ciepło, te światło, ten smród. Bohater czuł, jak ogień wyżera go od zewnątrz, wchodzi głębiej w skórę, w ciało, w mięśnie. Krzyku nie udało się powstrzymać, ból był nie do zniesienia.
Mag wykonał kolejny gest, a ciało Bohatera zostało ugaszone jakąś magiczną sztuczką.
Był cały czarny, ubranie na nim zostało spalone, ciało lekko zwęglone, uciśnięte. Każdy oddech sprawiał, że spalona skóra na klatce piersiowej pękała, a z ran sączyła się krew. Włosy przeszły do przeszłości, a piękno twarzy było już tylko historią. "Czas wskrzesić tego drugiego. Niech posmakuje swej winy. A tego... Oślep go i wrzuć do lochu, niech pocierpi." Powiedział do zielonego elfa mag, po czym wszyscy prócz leśnego ziomka Peliosa. Ten wyciągnął szpikulec i korzystając z tego, że Bohater nie mógł ruszać głową wpierw wyciągnął pierwsze, później drugie oko z oczodołu. Nie zranił ich przy tym, Bohater wciąż widział dzięki nim, lecz już po chwili zostały one wyrwane jedno po drugim.
Mroczny Elf nie miał już sił na krzyki, ciemność jaka go otoczyła zdawała się tylko wyostrzać ból. Wszystko bolało, nie było nawet mowy, by na którym z odczuć fizycznych się skupić w pełni. Rozmywały się te nieprzyjemne uczucia, aby zlewać w jedno. Na przemian Bohater mdlał i odzyskiwał przytomność i to do chwili, gdy usłyszał jak został gdzieś wrzucony w lochu. Lekka wilgoć, albo ropiejących ran, albo chłodu muru dotykała Bohatera przez kilka chwil. Słyszał on jak gryzonie gdzieś w oddali coś gryzą, a może nie w oddali, może to był on. Chwila mijała za cwhilą, lecz trudno było pozbierać się po tylu wciąż bolących ranach. Do śmierci jednak było daleko, zbyt daleko.
Więc dlaczego Pelios poczuł jak coś wyrywa duszę z okaleczonego ciała i ciągnie ją bezpośrednio do piekła, czy innego wymiaru rozpaczy. To była magia, to było zbawianie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum