Minęło już kilka miesięcy od śmierci jej ojca. Krążąc przez ten cały czas po miastach i wioskach puszczy niewiele Ar'Ahne dowiedziała się o jego zabójcach. Jednak to miało się wkrótce zmienić. Trop w końcu przywiódł ją do tutaj. Do tej zatęchłej nory, do wrzodu na ciele królestwa mrocznych elfów. Do Haril'Ataa.
Napędzana przez niewolnicze orki drewniana winda właśnie wiozła ją pod samą koronę jednego z ogromnych drzew. Nikt jej nie towarzyszył, nie było potrzeby by pilnować pasażerów w trakcie przewozu.
Po kilku chwilach powolnej, pionowej podróży, Ar'Ahne ujrzała platformę wybudowaną wokół pnia drzewa. Nieopodal po prawej stronie znajdował się kołowrót z czterema orkami, ubranymi jeno w przepaski biodrowe i łańcuchy. Pilnowała ich dwójka mrocznych elfów, co pewien czas smagając któregoś z nich biczem.
Nieco dalej, przy samym pniu drzewa znajdowały się pierwsze zabudowania. Jedno z nich z pewnością było karczmą, na co wskazywał szyld z kwiatem o czarnych płatkach.
Inne trudno było na pierwszy rzut oka rozpoznać, wyglądały jednak na magazyny.
Platforma połączona była z innymi, zbudowanymi wokół innych wielkich drzew, linowymi mostami. Z ilu platform składało się owo miasto, bohaterka nie wiedziała.
Według słów pewnego gadatliwego mężczyzny, którego dane było spotkać Ar'Ahne bodaj tydzień temu, w tej mieścinie powinna dowiedzieć się znacznie więcej na temat osobników pod herbem przedstawiającym zabijanego przez orła węża.
Winda zatrzymała się, zaś dwójka strażników zlustrowała bohaterkę rutynowym spojrzeniem.
Ar'Ahne obdarzyła ich spojrzeniem przelotnym, nie wyrażającym ani krzty jakichkolwiek emocji. Jej wzrok zatrzymał się na drzwiach karczmy. Ruszyła ku nim pewnym krokiem, drzwi uchyliła jednak lekko, by nie zwracać na siebie za wiele uwagi. Cicho weszła do środka, po czym uważnie rozejrzała się po gospodzie.
Strażnicy nie przejęli się zbytnio mroczą elfką. Przeszła spokojnie po drewnianej kładce, prosto do karczmy.
Lokal, choć z zewnątrz w miarę porządny, od środka... Samo nasuwało się jedno określenie: "zapluta dziura".
Popękane stoły, brudna, zakrwawiona gdzieniegdzie podłoga, stanowczo za mało krzeseł i towarzystwo, którego nie chciałoby się spotkać w ciemnej uliczce. Naprzeciwko wejścia znajdowała się obskurna lada, za którą stał mroczny elf o krótko ściętych, szarych włosach.
Co poniektóre spojrzenia zwróciły się na bohaterkę, jednak żadne nie wydawało się szczególnie natarczywe.
Podeszła do lady spokojnym krokiem, wciąż starając się nie rzucać w oczy.
- Piwo. - rzuciła do barmana niedbale. Czekając, aż ten poda cenę i napitek, obróciła się w stronę stolików i, niby to od niechcenia, zaczęła rozglądać się wokół. Wzrok jej jednak uważnie śledził każdy istotny szczegół: czy to w zachowaniu, czy w wyglądzie przedstawicieli karczmianego motłochu. Starała sie dojrzeć kogoś, kto... Może w jakiś sposób wyróżniałby się z tłumu...?
"Pięć srebrników się należy" rzucił karczmarz nalewając do kufla złocistą ciecz.
W pomieszczeniu znajdowało się osiem stolików, jednak tylko pięć z nich było zajętych. Dwa z tych pięciu nie w pełni. Większość osób ubrana była w nieco obdarte ciemne płaszcze lub kubraki. Nie wyróżniali się niczym szczególnym. Trzy jednak z obecnych osób, przy bliższym przyjrzeniu się odbiegali nieco od reszty.
Mroczny elf siedzący samotnie nieopodal lady ubrany był w bardziej wytworny strój. Pod zadbanym czarnym płaszczem widać było kawałek czerwonego stroju. Popijał złocisty płyn z kufla.
Dwójka innych mrocznych elfów, wyróżniających się z otoczenia, siedziała przy stoliku w kącie sali. Posiadali kamizelki ze sporą ilością kieszeni, zaś ich czarne płaszcze zaopatrzone były w kaptury, za pomocą których osobnicy ci, mogli w każdej chwili skutecznie skryć swoją twarz przed otoczeniem. Rozmawiali o czymś przyciszonym głosem, popijając od czasu do czasu coś z kufli.
Obróciła się w stronę karczmarza, krzywiąc się nieznacznie. Nie należała do takich, co lubią wydawać pieniądze. Rzuciła mu złotą monetę i, czekając na resztę, zagadnęła:
- Często miewacie tutaj takich klientów jak ci dwaj w rogu? Wyglądają na osoby, które nudzić się nie lubią... - starała się, aby ton jej głosu wyrażał jedynie bezcelową ciekawość, nic więcej. -Nie ma nigdy problemów z takim towarzystwem?
Liczyła na to, że karczmarz zechce mruknąć choć jedno zdanie na temat co właściwie wie i sądzi o tych przybyszach. Z doświadczenia wiedziała, że karczmarze wiele obserwują... Sięgnęła po piwo.
Karczmarz zabrał złotą monetę i rzucił 5 srebrników na ladę, obok stawiając kufel z dopiero co nalanym piwem.
"Ci dwaj ?" skinął głową w stronę jegomościów "To skrytobójcy" odparł zdawkowo, dając do zrozumienia, że nie jest to nic niezwykłego "Kłopotów z nimi żadnych nie ma. Zajmują się sobą i nikomu nie wadzą. Przynajmniej póki się ich nie rozwścieczy."
Jeden z mężczyzn wyciągnął na stolik jakiś zwitek pergaminu, energicznie stukając w niego palcem, jak gdyby był to jakiś znaczący przedmiot w ich konwersacji.
Uśmiechnęła się nieznacznie. Uśmiech ten był jednak nieodgadniony. Zabrała monety i wzięła do ręki kufel. Rozejrzała się po sali raz jeszcze. Tym razem jej wzrok spoczął na samotnym mrocznym elfie.
- A ten, który siedzi sam, bywa tu częściej? - zwróciła się znów do karczmarza. - Bezpiecznie będzie się do niego przysiąść? - uśmiechnęła się jeszcze bardziej tajemniczo i pociągnęła łyk z kufla.
"Czyżbyś szukała towarzystwa ?" spytał karczmarz zerkając na Ar'Ahne spode łba, z dziwnym uśmieszkiem wymalowanym na twarzy.
Ciągnął jednak dalej nie czekając na odpowiedź.
"To Ishtiar, często tu bywa choć nie zawsze samotnie. Wiem jednak, że większość osób go unika. Jest dość porywczy i niebezpieczny. Przysiadanie się do niego może się kiepsko skończyć. Choć nie sądzę by odmówił towarzystwa kobiecie." ponownie uśmiechnął się oparłszy oba łokcie na ladzie.
W odpowiedzi na słowa karczmarza uniosła lekko jedną brew.
Szukam zabójców ojca. - pomyślała, choć jej twarz nie wyrażała w tym momencie żadnych uczuć. - Co po drodze zgotuje... A raczej zaproponuje mi przeznaczenie... I jaka będzie moja na tę propozycję odpowiedź, okaże się...
Spojrzała na karczmarza nieco wyzywająco.
- Porywczy i niebezpieczny? Zobaczymy... - powiedziała, po czym ruszyła spokojnie w kierunku Ishtiara.
- Można? - zapytała, zatrzymawszy się przy jego stoliku. Zmrużyła oczy, czekając na odpowiedź. Czasem naprawdę nie wiedziała, dlaczego dokonuje takich wyborów... Miała niekiedy wrażenie, że coś ją prowadzi, choć nie wiedziała, dokąd... Liczyła jednak, że pod pozorem konwersacji z inną osobą będzie mogła lepiej przyjrzeć się tym dwóm, bez zwracania na siebie ich uwagi.
Mroczny elf spojrzał na bohaterkę spode łba. Owiał wzrokiem jej ciało, po czym jakby od niechcenia skinął głową, przymykając przy tym oczy. Mina jego nie wyglądała na zachwyconą, choć najwyraźniej nie miał nic przeciwko towarzystwu Ar'Ahne.
Milczał jednak, nie próbując w żaden sposób rozpocząć rozmowy. Nie było to jednak niczym dziwnym, gdyż to Ar'Ahne dosiadła się do niego, nie na odwrót.
Kilku mężczyzn dookoła spojrzało się z ciekawością na stolik, który wybrała mroczna elfka.
Odsunęła cicho krzesło, postawiła kufel na stoliku i usiadła. Czuła na sobie wzrok kilku osób, wiedziała jednak, że bez tego obyć się nie mogło. Spojrzała przeciągle na Ishtiara, jednak jej wzrok zatrzymał się na skrytobójcach.
Skrytobójcy? Czy mogli być zabójcami jej ojca? Ale jacy, do cholery, skrytobójcy zabiliby jawnie wodza jednego z klanów mrocznych elfów, i to na oczach jego syna i córki, pozostawiając ich przy tym żywymi? Czyżby chodziło im o to, by zaczęli być ścigani?
Ar'Ahne próbowała dojrzeć, czy gdzieś na ich ekwipunku nie widnieje symbol z orłem i wężem... Być może był to herb jakiejś organizacji, z której zabójcy ojca zapewne się wywodzili... Oderwała od nich wzrok, by nie zauważyli, ze ich obserwuje. Mimo wszystko wolała zachować ostrożność, choć na myśl, że może być blisko osiągnięcia swego celu, jej serce biło mocniej.
- Czym sie zajmujesz? - zapytała elfa siedzącego naprzeciwko niej. Starała się zachowywać naturalnie, jakby Ishtiara znała od dawna.
Skrytobójcy nie posiadali najmniejszego śladu jakiegokolwiek herbu, zaś poszukiwany przez Ar'Ahne znak, byłby raczej łatwo zauważalny. Wyglądali na typowych przedstawicieli tego zawodu. Było to niejako dziwne, gdyż ktoś pracujący w tym fachu, raczej nie afiszuje się z tym publicznie. Ważnym jest, by nikt nie wiedział, iż dana osoba jest skrytobójcą, ta dwójka natomiast wyraźnie nie starała się tego ukryć.
Ishtiar najwyraźniej uznał zachowanie mrocznej elfki za dziwne, gdyż przymrużył oczy, przyglądając się, jak gdyby chciał przewiercić jej umysł na wylot.
W matriarchalnym społeczeństwie mrocznych elfów, niedopuszczalne jednak było niestosowne zachowanie, w stosunku do kobiet.
"Można mnie nazwać...dyplomatą." rzekł spokojnym, opanowanym tonem.
W jej głowie kłębiło się wiele myśli, czuła dziwny chaos, jednak na słowa mrocznego elfa jej wzrok jakby się wyklarował. Spojrzała na niego przenikliwie. Nieistotne, co o niej myślał. W zwyczaju miała mówienie tego, co jej leży na sercu, nie była również osobą zanadto opanowaną czy cierpliwą. Wyniosła to z domu...
- Dyplomatą...? - zastanowiła się. Nie znała go, i choć wiedziała, że z nieznajomymi nie należy wymieniać informacji, których wagi również się nie zna, uznała, że to konieczne, by nie ślęczeć w tej dziurze nazbyt długo.
- Więc zapewne dane ci jest wiedzieć, co oznacza czerwony symbol orła zabijającego węża? - słowa wypowiedziała powoli, spokojnie, z uwagą czekając na reakcję Ishtiara. Wypiła łyk piwa.
Twarz mrocznego elfa lekko drgnęła, jej wyraz nie zmienił się jednak ani odrobinę.
"Owszem, dane jest mi to wiedzieć. Nie jest to jednak informacja, którą podzieliłbym się z nieznaną mi osobą." odparł opierając łokcie na stole i splatając dłonie, na których po chwili oparł podbródek.
"Na co ci ta wiedza, pani ?" spytał po chwili, uśmiechając się lekko. Trudno było odczytać co kryło się za tym uśmiechem.
- Zapewne nie po to, by ułożyć dzięki niej balladę. - odparła pewnie, choć nieco poirytowana. Ironia, można by rzec, sama jej się narzuciła. - Skoro pytam o to nieznajomego, zapewne mam powód, nieprawdaż? Dobrze jednak, każdy z nas wie o rzeczach, którymi nie może bądź po prostu nie chce się dzielić. W moim przypadku jest to sprawa prywatna.
Zmrużyła oczy, czekając, czy cokolwiek wyniknie z tej dyskusji.
"Trafiłaś w sedno pani, nie zmienia to jednak faktu, że to nie mnie zależy na zdobyciu informacji, ja zaś nie mam żadnego powodu by się nimi dzielić. Szczególnie, gdy nie wiem w jakim celu miałbym je zdradzać."
Ishtiar robił wrażenie inteligentnego i elokwentnego osobnika. Wbrew uprzedzeniom karczmarza wydawał się spokojny i opanowany.
Drow o krótkich szarych włosach, siedzący przy stoliku po prawej stronie co chwila spoglądał ukradkiem przez ramię na przebieg rozmowy.
Spojrzała na Ishtiara przenikliwie, kątem oka jednak obserwując drowa po prawej.
- Zaiste, w bardzo piękne słowa potrafisz ubrać odmowę, drogi panie. - rzekła powoli. - Mnie niestety zdarza się zapominać o dobrych manierach... Wybacz, proszę, moje zachowanie. Po prostu miałam nadzieję, że odnajdę tu odpowiedź na kilka ważnych dla mnie pytań. Niestety, jak widzę, czas spędzony w tym... miejscu okazał się zmarnowanym. Dziękuję za towarzystwo.
Miała dosyć gadania, wolała działać. Nie była raczej osobą o spokojnym usposobieniu. Tym bardziej, ze mimo, iż dotarła w końcu do tej zaplutej dziury, Haril'Ataa, od stosunkowo długiego czasu nie posunęła się dalej w poszukiwaniach zabójców. Wstała od stołu, kufel, w którym pozostało jeszcze dosyć sporo trunku, postawiła na ladzie, po czym ruszyła w stronę drzwi.
Postanowiła nie przejmować się już czyjąkolwiek reakcją na jej zachowanie. Miała dość tego paskudnego miejsca. W dodatku z jakiegoś powodu było jej dziwnie słabo i czuła, że jeśli zaraz nie wydostanie się na świeże powietrze, to straci równowagę i upadnie.
Wtedy to właśnie, gdy Ar'Ahne odwracała się w gniewie od lady, jej wzrok pierwszy raz padł na plecy Ishtiara. Akurat odwrócił się on bowiem do mrocznego elfa po prawej stronie, mówiąc coś, co najwyraźniej słuchaczowi do gustu nie przypadło. Robił się bowiem blady i nieco roztrzęsiony.
Jednak cóż takiego interesującego było na plecach eleganta ? Symbol, szeroki na kilka cali, czerwony symbol orła zabijającego węża.
Gdy jej oczy ujrzały to, co było im dane ujrzeć, na moment zatrzymała się, czując, jakby jej ciało oplątał chwilowy paraliż. Coś w jej sercu niespokojnie drgnęło, poczuła, że ogarnia ją dziwna fala gorącego gniewu. Jej oddech przyspieszył. Skarciła się w duchu za brak dostatecznej rozwagi. Uznała jednak, że lepiej nie dać po sobie nic poznać, gdyż w danej chwili i miejscu nie zdoła zdziałać nic godnego pochwały, tym bardziej, że czuła coraz silniejsze zawroty głowy. Mimo wszystko więc ruszyła w stronę wyjścia, by dać sobie chwilę wytchnienia i czasu, którego mogło być coraz mniej...
Parę osób odprowadziło bohaterkę wzrokiem, choć nie zwróciła ona na to większej uwagi. Zmysły skoncentrowały się na drzwiach wyjściowych, zapewne by powstrzymać niekontrolowany wybuch.
Poczuła podmuch orzeźwiającego, trzeźwiącego powietrza, gdy tylko przekroczyła próg tawerny. Atmosfera w niej panująca była wyjątkowo gęsta.
Jakiś mroczny elf nie wyróżniający się niczym szczególnym wyminął Ar'Ahne wchodząc do karczmy. Po drodze obdarzył ją zaciekawionym spojrzeniem. Najwyraźniej widać było po bohaterce, dręczące ją emocje.
Gdy jej twarzy dotknął powiew błogosławionego wiatru, od razu poczuła znaczną ulgę. Obróciła się przodem do zewnętrznej ściany tawerny i wsparła na niej przedramiona, głowę opierając o dłonie. Trwała tak parę chwil, wyciszając się wewnętrznie, zbierając myśli i czując, jak jej organizm wraca do normy pod wpływem kojącego ruchu powietrza.
Mrok panujący w Puszczy Wiecznej Nocy jedynie dla mrocznych elfów był przytulny i przyjemny. Ar'Ahne nie widziała dotąd terenów poza królestwem swojego ludu. Słyszała o słońcu, owiewającym wszystko swoimi zabójczymi promieniami. Wiedziała również, że tylko korony Wielkich Drzew chronią jej lud przed jego oślepiającym blaskiem.
Zadziwiające, że inne rasy potrafiły się nim rozkoszować, a nawet czcić.
W okolicy nie kręcił się już nikt więcej. Jedynie strażnicy przy windzie dotrzymywali Ar'Ahne towarzystwa. Nie mieli jednak większego wyboru.
Udało jej się zebrać myśli, oczyścić umysł. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że pierwszym, co powinna teraz zrobić, to udać się na jakieś targowisko, w celu zakupienia... Co najmniej nowej broni. W myśli wyrzuciła sobie kilkoma wulgaryzmami, jak to jeszcze kilka dni temu jeden fałszywy ruch sprawił, że niedoszła zdobycz uciekła... Wraz z jej drowim sztyletem wbitym w bok. Wiedziała, że prawdopodobnie nie zdobędzie teraz na tyle dobrej broni, jednak nie miała większego wyboru... Rozejrzała się uważnie.
Po około pół godzinie chodzenia między platformami, elfka nie tylko zakupiła co chciała ale i poznała nieco miasto. Nie było specjalnie wielkie, składało się z kilkunastu platform. Jedna to bardziej obskurna od drugiej. Wszystkie ważniejsze sklepy rozmieszczone był na dwóch z nich. Ar'Ahne natknęła się także na inną karczmę, w nieco lepszym stanie. Szyld przedstawiał czarną, kolczastą kulę.
Po zakupach mroczna elfka wróciła przed obskurną gospodę naprzeciw windy. Mężczyzna noszący poszukiwany przez bohaterkę symbol nadal w niej siedział. Pusty talerz jednak sugerował, że długo to nie potrwa.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum