Wysłany: 2005-12-29, 15:48 Pierwsze wyzwanie (Kroniki Naistabesa - wprowadzenie)
Wśród górskich szczytów swe fortece budowały krasnoludzkie klany, a ich siedziby sięgały górskich serc. Takim także klanem był najbardziej brutalny klan wśród krasnoludzkich bractw. Klan ten nosił nazwę Krwawych Szczytów i słynął ze swej brutaności, okrucieństwa i braku honoru. Do tego podłego klanu nie należał jednak wojowniczy Naistabes. Jego klan był mały, lecz bardzo honorowy i na jego nieszczęście siedziba klanu Gromowego Młota była niecały dzień drogi od fortecy klanu Krwawych Szczytów.
Naistabes wraz ze swymi rodzonymi braćmi: Nesteisem, Norrtertem i Naisteletem, przebywają w komnacie wodza klanu Gromowego Młota, a jednocześnie ich kuzyna - Tegarda. Nie wiedzą jednak o tym jakie to zadanie dla nich ma ich wódz.
Komnata jest dość bogata. Na podlodze leżą zwierzęce skóry, są tu cztery fotele na których wygodnie siedzą bracia, biurko, a za nim krzesło Tergarda. Na ścianie po prawej stronie są półki z książkami. Na lewej ścianie sa rozłożone świece płonące jasnym światłem.
"Bracie, czy wiesz coś o naszym zadaniu?" Zapytal Naistabesa jego brat - Nesteusem.
Naistabes spojrzal na niego usmiechnol sie troche nie pewnie i zekl: Przykro mi moj druchu nie mam pojecia co nas czeka. Czekam tak samo niecierpliwie jak ty. Poczym poklepal brata po ramieniu.
Drzwi od komnaty otworzyły się, gdy tylko zbliżył się do nich jakiś krasnolud. Przeszedł przez wejście i ukazał się czekającym braciom.
"Witajcie." Powiedział krótko. Był to Tegard - przywódca klanu, ubrany w dośc bogaty strój kupca w kolorze srebrno-białym. Jego długa siwa broda była zawiązana w warkoch, który sięgał krasnoludowi do pasa.
"Mam nadzieje, że nie czekaliście na mnie długo" Powiedział zasiadając za biurkiem "a więc tak... hm.. mam dla was małe zadanie" mówił do Krasnoludów.
Krasnoludy czekaly w milczeniu na to co powie ich wodz. Patrzac na niego na twarzy Naistabesa zarysowalo sie zniecierpliwienie. "Wodziu oswiec nas, podziel sie wiedza odnosnie zadania ktore nas czeka, im predzej wyruszymy tym predzej zadanie bedzie wykonane"
"Cierpliwości Naistabesie" powiedział wódz klanu do swego wojownika. "Pośpiesz zgubił już nie jednego i nie dwóch mężnych wojów, ale nie będę już zwlekał i podzielę się z wami moją wiedzą, i misją." Tegard mówił bardzo poważnie, lecz sympatycznie. W jego głosie była raczej radość, a nie smutek lub gniew.
"Może słyszeliście już coś o tym, że w Klanie Krwawych Szczytów co jakiś czas są organizowane krwawe rywalizacje mające na celu wyłonienie przywódcy klanu. Takowe odbyły się własnie kilka dni temu, lecz w przeciwieństwie do poprzednich, te odbyły się w podobnym czasie co pewne trzęsienie ziemi. Góry nasze kochane tańczyły, co jest nadzwyczajne jak dobrze wiecie. Kilku wędrowców, którzy przybyli z południa twierdzą, że Krwawy Szczyt uległ zniszczeniu, a co za tym idzie forteca naszych sąsiadów została naruszona." Przywódca klanu przerwał swą mowę. "Chciałbym, abyście udali się z misją i sprawdzili te doniesienia. Musicie zrozumić, że gdyby były one prawdą natychmiast trzebaby było zorganizować wyprawę wojenną przeciwko naszym krwawym sasiadom i pozbawić ich resztek sił. Gdyby nam się to udało wyzwolilibyśmy całą krainę od ich krawego brzeminia." Tegard spojrzał Naistabesa i jego braci. "To nie jest prośba, to rozkaz. Zabierzcie ekwipunek i przygotujcie się do wymarszu."
Naistabes zamyslil sie przez chwile, popatrzyl na wodza i zapytal: "Mamy zwiedzic twierdze i ocenic zniszczenia w srod oddzialow wroga i zniszczenia powstale wewnatrz, czy wystarczy jak podejdziemy na pewna odleglosc i ocenimi zniszczenia zewnetrzne?" Czekal z wyraznym zniecierpliwieniem nie wiedzac co go moze czekac.
"Chciałbym, abyście dostali się do wnętrza kompleksu i zbadali problem dokładnie. Jednakże jeżeli wejście do siedziby jest zawalone to nie musicie się dokopywać głębiej." Wódz popatrzył kolejny raz na uzbrojownych krasnoludów. "Ruszajcie już! Naistabesie, tobie powierzam dowódctwo nad drużyną, a teraz idzcie."
Krasnoludy wróciły do swej komnaty rodzinnej
"Nie ma co zwlekać bracia, zabraliśmy już ekwipunek, możemy już ruszać!" Powiedział Nesteisem. Norrtertem i Naisteletem skineli równo głowami i spojrzeli na Naistabesa. "Wydaj rozkazy bracie" - powiedział do Nasistabesa jego młodszy brat Norrtertem.
Mimo niebezpieczenstwa jakie moglo im grozic Naistabes usmiechnol sie szczerze chwycil swoj mlot w dlon narzucil go na ramie odwrocil sie do braci plecami i krzyknol z radocia w oczach: "Bracia wiec ruszamy, idziemy sie bic!!" i ruszyl dziarskim krokiem.
Przed żelaznymi, otworzonymi wrotami do twierdzy klanu stoi czterech krasnoludów z młotami bojowymi. Bracia ci otrzymali od swego wodza misję, która z pozoru wydaje się łatwa, lecz jej konsekwęcje moga być najróżniejsze.
"Musimy iść na południe... tam jest odpowiednia ścieżka" powiedział Norrtertem i wskazał palcem udeptaną w górskiej trwie ścieżkę, której nie było widać końca. "Naistabesie, jak długa będzie to podróż?" Zapytał Naisteletem.
Naistabes spojrzal na brata pomyslal chwile poczym zekl. :"Norrtertemie podroz powinna nam zajac niecaly dzien. Lecz tak naprawde pewien swych slow bo, trzesienie ziemi moglo zmienic nieco wyglad dotychczasowego swiata. A i moga czekac na nas roznego rodzaju przygody. Jak mniemam klan Krwawych Szczytow mogl nasilic patrole w koncu sa swiadomi iz maja wszelakiego rodzaju wrogow, ktorzy chetnie skozystaja z okazji by moc ich zaatakowac." Patrzac na brata jeszcze przez chwile usmiechnol sie, podrapal po glowie rozejrzal do okola i zapytal braci: "Ciekawe czy jest jakas inna droga do tych psow, taka ktora bylaby nawet dluzsza ale z kierunku z ktorego nie beda mogli sie nas spodziewac?" Pomyslal jeszcze chwile, wzrusz ramionami i patrzac na nich czekal na odpowiedz.
"Jest droga bracie" powiedział Nesteisem, drugi młodszy brat Nasitabesa. "Droga ta jest jednak znacznie dłuzsza, bo trzeba nią podróżować tydzień jak nie dłużej, więc powinniśmy wybrać moim zdaniem tą bliższą." Mówiąc to Nesteisem wskazywał palcem na południową ścieżkę.
Było już południe, lecz temperatura nie była zbyt wysoka, sięgała niespełna 16 stopni ciepła, lecz była wręcz idealna na wędrówke górskim pasmem na wysokości tysiąca metrów. Chmur nie było na niebie i zapowiadał się przyjemny dzień.
Twarz dowodcy tej wyprawy zamarla w zamysleniu. "Hmm droga dluzsza i niespodziewana czy ta krutsza? Krotsza szybciej ale mniej bezpiecznie bo moga byc przygotowani na czyjes odwiedziny, dluzsza duzo dluzej i w ciagu tych dni moga choc w czesci odzyskac sily po trzesieniu, a na to nas nie stac!" Odpowiedz w myslach byla juz ostateczna i byl swiadom iz tylko ona jest wlasciwa. Wydal wiec rozkaz: "Na poludnie!"
Cala czworka mezow chwycila za orez i w milczeniu zaczela niemal biec droga do piekla.
Czwórka braci ruszyła na południe. Wędrówka po górskich grzbietach była niezwykle męcząca, lecz Bohater i jego śwta byli już przyzwyczajeni do podobnego wysiłku, więc nie utracili szybko swych zapasów energii. Szli oni bez odpoczynku przez kilka godzin, aż słońce przechyliło się znacznie ku zachodowi. Nie bylo jeszcze ciemno, lecz był najwyższy czas na odpoczynek, ponieważ zmęczone nogi Naistabesa buntowały się przeciwko dalszej wędrówce.
Byli oni na wysokości tysiąca kilkudziesięciu metrów i szli przez cały czas udeptanym grzbietem niewyskoch gór. Po prawej stronie widzieli wysokie szczyty, a po lewej doliny górskie. Na ich szczęście ścieżka, którą wędrowali była udeptana i łatwa w podróży. Tylko gdzie, niegdzie pojawiały się płaskie, a czasem ostre kamienie, na których można było się zatrzymać na odpoczynek. Końca ścieżki nie było końca.
Naistabes dostrzegl jeden z plaskich kamieni zwolnil, w koncu przy nim stanol, odwrocil sie do swych towarzyszy podrozy i zadecydowal o postoju. "Tutaj odpoczniemy moi bracia. Trza nam chwili wytchnienia, wszak nie wiemy ile drogi jeszcze przed nami a i sily do walki trzeba nam oszczedzic. A i jak zajdziemy tam kiedy juz slonce schowa sie pod ziemie bedzie chyba dla nas lepsze. Przecie ciemnosc nie przeszkadza naszym oczom a latwiej bedzie nam ujsc z pola widzenia tych parszywcow." Bracia przysiedli sie do Naistabesa wszyscy usiedli do siebie tylem by moc obserwowac okolice i rownoczesnie moc wykorzystac plecy pozostalych wojow jako oparcie.
Drużyna zatrzymała się na zasłużony odpoczynek. Był im on potrzebny, bo gdy tylko się zatrzymali, zaczeli równomiernie ciężej oddychać. Naistabes był głodny po długiej wędrówce i na jego nieszczęście nie miał przy sobie pożywienia. Słyszał on jak burczy mu w brzuchu i zmartwił się tym dźwiękiem, ponieważ bez pożywienia nie bedzie miał wystarczających sił do walki.
"Chcesz trochę?" Odezwał się Norrtert, wyciągając w kierunku Naistabesa rękę, w której trzymnał żytni placek. Był to podstawowy skład pożywienia krasnoludów z klanu Gromowych Młotów, którzy zboże kupowali w dużych ilościach od ludzi. Norrtert podarował już takowe pożywienia swym pozostałym braciom.
Naistabes popatrzyl na swojego brat mowiac. "Nie wiem wszak bracie ilez strawy posiadasz, jednakze glod juz doskwiera mi w sposob znaczny, wiec wezme od ciebie polowe tego placka reszte zostaw na potem a sami choc przez chwile rozejrzyjmy sie za jakimkolwiek pozywieniem." Mowiac to ulamal placka, ugryzl spory kawalek poczym zaczol sie rozgladac.
Naistabes otrzymał od swego brata zawinięte w worek cztery placki zbożowe, które wystarczą drużynie na kolejny dzień wędrówki, a sam pozostawił sobie kolejny cztery placki. Gdy tylko Bohater rozglądał się po okolicy widział jedynie kilka małych drzew oddalonych o jakieś sto metrów, które wydawały mu się rodzicielkami jadalnych owoców. Nie był on jednak tego całkowiecie pewny, ponieważ bez dokładnych oględzin nie mógł tego stwierdzić.
Naistabes wstal zmruzyl delikatnie oczy w nadziei ze nie bedzie musial podchodzic bezposrednio do drzewek niby cos poznawal ale jednak zdecydowal sie podejsc. Podchodzac to ow drzewek zawolal braci, by i oni mogli ocenic coz to jest chcial byc pewien ze sie nie pomyli i ze nie skosztuje trujacych owocow. "Nesteisie, Norrtertemie i Naisteletemie podejdzcie obejrzymy te rosliny razem. Jak okaze sie ze sa w pelni jadalne przynajmniej na dzisiaj mamy strawe - usmiechnol sie szczerze - zaoszczedzimy na plackach a i okazac sie moze iz ow owoce i w smaku sa przyzwoite."
Naistabes wraz z braćmi podeszli do trzech rosnących niedaleko siebie krzaków. Owoce tych roślin były koloru niebieskiego i czerwonego. Z obserwacji Bohatera wynikało iż któreś z nich są niedojrzałe, a niektóre dojrzałe, lecz Krasnolud nie mógł stwierdzić, czy to te niebieskie, czy czerwone. "To górskie jagody, podobno sa jadalne gdy sa dojrzałe." Powiedział jeden z braci Bohatera i przygryzł placek zbożowy. "Bierzemy je?" Zapytał po kilku chwilach.
"Moglibysmy sprobowac sie tym posilic moi bracia ale czy ktorys z was posiada wiedze ktory owoc jest juz dojrzaly a ktory nie?" Zapytal Naistabes patrzac kolejno na braci.
Jednakże gdy tylko Naistabes patrzył kolejno na każdego z nich, ci solidarnie kręcili głowami uświadamiając bratu iż nie posiadają takiej wiedzy. Bohater zregenerował część swych sił, które utracił podczas wędrówki i był gotowy do jej kontynuowania, a jego bracia równierz po tej kilkuminutowej przerwie w misji i spożyciu placków zbożowych byli gotowi do kontynuowania wędrówki ku Krwawym Szczytom.
Dla woja gest braci byl rownoczesnie odpowiedzia na pytanie, czy zrywac i jesc te owoce? Nie bedac pewnym czy sa do konca jadalne nie mogl przeciez ryzykowac. Wrocil do kamienia zebral swoj ekwipunek i wydal rozkaz."W droge." Wiedzial jak bardzo jego kompnija jest zdyscyplinowana wiec nie stanol nawet na chwile ani sie nie odwrocil by sprawdzic czy polecenie jest wykonywane. Slyszal tylko male zamieszanie kiedy jego bracia sie zbierali, usmiechnol sie delikatnie i szedl dalej.
I rzeczywiście krasnoludzka drużyna była niezwykle posłuszna i zdyscyplinowana. Po kilku chwilach bracia Naistabesa zrównali swój marsz z krokiem brata, by nastepnie iść po górskim grzbiecie dalej w kierunku południa, gdzie czekało ich rozwiązanie zadania.
Zakończenie misji poleconej przez wodza jednak nie miało być tak łatwe...
Po kolejnej godzinie wędrówki zaczeły zbierać się chmury nad górami, które wróżyły obfity deszcz, a na domiar złego powoli ściemniało się. Naistabes wiedział, że za kilka godzin nastanie noc, a bez księżyca, który bedzie zasłonięty przez chmury dalsza wędrówka będzie niemożliwa z powodu braku wystarczającego światła i wilgoci deszczu. Jednakże
drużyna maszerowała dalej, by za kolejne chwile wędrówki poczuć na swych twarzach i brodach zimne krople deszczu, spadające z wysokiego nieba.
Naistabes otarl zwilzona twarz, zatrzymal sie i zaczol dokladnie rozgladac. "Musimy czym predzej znalesc jakies schronienie na noc, los zmusil nas do rozbicia obozu. Wypatrujcie wiec moi kompani galezi na szalas lub jakiej jaskini. Trzeba tez nam poszukac drewna na opal, krzemienie tez by nam sie przydaly zatem ich takze szukajcie." Po wydaniu polecen Naistabes z bracmi rozeszli sie nie wchodzac sobie w droge i zaczeli szukac
"Nie musimy szukać krzemieni i namiotu bracie..." Powiedział do Naistabesa jego brat - Nesteus "bo mam to w swoim plecaku." Słowa te uradowały dość znacząco Naistabesa, który dzięki temu mógł zaoszczędzić godzinę, może dwie na poszukiwanie gałęzi i rozpałki. "Naistabesie, namiot przemoknie na tym deszczu i pewnie do końca naszej wycieczki zagnije, więc muimy znaleźć jakieś miejsce, aby się dodatkowo ukryć" dodał Norrtert i dalej rozglądał się za gałęziami. Najbystrzejszy z drużyny okazał się jednak Naisteletm który to pierwszy zauważył kilka drzew gdzieś w dole górskiego grzbietu, lecz po jaskini nie było śladu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum