Ps. 23:4 Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę...
Kolejny długi dzień w życiu przeciętnego poszukiwacza przygód, samotnego wojownika kroczącego szlakiem ku nieznanemu. Słońce pięło się ku górze zapowiadając nadchodzący ciepły dzień. Jedynie nieliczne mlecznobiałe chmury rysowały czasem cienie mknące wśród zielonych traw. Delikatny wiatr sprawiał że promienie słońca nie były zbyt uciążliwe podczas podróży. Pojedyncza para butów niosąca wysokiego potężnie zbudowanego mężczyznę przed siebie. Długie brązowe włosy delikatnie falowały przy większych powiewach. Zwykły leniwy dzień. Z pewnością pozostałby taki do końca gdyby wojownik nie zszedł z wyznaczonego przez siebie szlaku w poszukiwaniu strumyka z orzeźwiającą zimną wodą.
Po dłuższej chwili udało mu się takowy znaleźć. Złożył ręce w koszyczek i nabrał zimnej wody w usta. Gdy jednak chciał ponownie zakosztować tej przyjemności, zauważył że wśród niemal kryształowo przejrzystego płynu płynie stróżka jasnoczerwonego. I z całą pewnością nie przypominał on rozlanego wina. Ciągnął on się długą strużką w górę strumienia.
Wixendich widząc że to raczej nie wino, pomyślał że może to być krew. Dobył miecza, silnie ścisnął rękojeść i ruszył w stronę strumienia, modląc się w duchu, aby nie musiał go używać.
Wojownik podążył wzdłuż strumienia poszukując źródła z którego czerwony płyn wpłynął do strumienia. Nie musiał iść zbyt daleko gdyż w gęstwinie leśnej z której wybiegała wartko płynąca woda znalazł człowieka na wpół zanurzonego w wodzie głową w dół. Miał on na sobie czerwono fioletowe szaty. Miejscami były one rozdarte jakby szponami olbrzymiego zwierzęcia bądź innej bestii. Cokolwiek to jednak było musiało mieć olbrzymie szpony gdyż wbiło je wyrywając kawałki mięsa na głębokość ponad jednego centymetra. Rana była świeża więc mężczyzna leżący w strumyku musiał zginąć całkiem niedawno.
Wojownik pomyślał, że dobrze by było wyciągnąć biedaka z rzeki i przeszukać jego ubrania w celu uzyskania dóbr materialnych oraz ustalenia tożsamości tego człowieka.
"Zanim zajmę sie tym biedakiem to lepiej sprawdzić gęstwine w poszukiwaniu zwierzęcia"-pomyślał Wixendich i zanurzył się w las. Doświadczenia nauczyły go, aby nie odwracać się plecami do nieznanego lasu, szczególnie, gdy potwór mógł być jeszcze w pobliżu.
"Przy odrobinie szczęścia ślady potwora"-powiedział do siebie wojownik, wchodząc do lasu z mieczem w ręku.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wojownik ruszył w głąb lasu który naznaczony był krwią mężczyzny który dostał się do strumienia. Nagle zobaczył w górze niewyraźną postać "czegoś". Wyglądało to na olbrzymiego ptaka lecz liście drzew i oślepiający blask słońca nie pozwoliły mu sprecyzować natury tejże postaci. Nagle ujrzał za drzewem rękę. Resztę przysłaniało drzewo oraz gęste krzaki. Być może była to kolejna ofiara bestii.
Wojownik ostrożnie podszedł do drzewa, zza którego wystawała ręka. Sprawdził do kogo ona należy. Miał nadziję, że nie będzie musiał stoczyć walki z potworem, który wydawał się być znacznie potęzniejszy od Wixendicha. Tym bardziej, że nie mógł sobie pozwolić na rany, ponieważ bandaże juz dawno się skończyły.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wixendich podszedł do miejsca w którym ujrzał fragment ręki. Okazało się że wiele poza nim nie znalazł na pierwszy rzut oka gdyż była ona dosłownie wyrwana ze stawu. Dopiero później ujrzał obóz a raczej jego zdemolowane resztki naznaczone krwią jego mieszkańców. Zmasakrowane ciała leżały wszędzie. Niektóre nie miały tego zaszczytu by pozostać w jednym kawałku. Trawa przybierała w tamtym miejscu kolor szarłatu. Jedno ciało całe niemal spopielone wciąż tliło się żarem a smród z niego sie wydobywający mógł przyprawiać o mdłości. Wixendich nie wiedział co mogło sprawić że owy osobnik się zapalił gdyż wokół nie było nawet rozpalonego ogniska. Nagle wojownik usłyszał gardłowy kaszel. Ktoś wciąż żył. Dźwięk dobiegał gdzieś z centrum obozowiska.
"Boże, kto mógł im to zrobić"-pomyślał wojownik. W tym momencie jego żoładek odmówił posłuszeństwa i Wixendich po prostu zwymiotował.
Nagle usłyszał kaszel -"Ktoś jeszcze żyje". Wixendich bez zastanowienia biegiem puścił się w stronę skąd dobiegał ów odgłos. "
Jeśli ów ktoś może mówić to wojownik pyta się go kto im to zrobił, skąd się tutaj wziął, co to za obóz i czy może jakoś pomóc. Jeśli temu komuś da się pomóc to Wixendich pomaga, ale jeśli nic już z niego nie będzie, a cierpi to Wixendich skraca mu męki. Potem przeszukuje obóz w poszukiwaniu pieniędzy, mieczy, tarcz i tym podobnych.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wojownik poczuł jak w jego żołądku gotuje się od obrzydliwości które ujrzał przed sobą. Zwymiotował pod najbliższe drzewo wyrzucając z siebie ostatnio zjedzone śniadanie i nie tylko. Poczuł w ustach nieprzyjemne uczucie lecz nie czas był na to by się nad tym zastanawiać. Wixendich pobiegł w kierunku usłyszanego kaszlu. Zobaczył źródło tego dźwięku. Mężczyzna z zmasakrowanym torsem. Z jego ust również sączyła się stróżka krwi. Gdy wojownik podbiegł i zadał pytanie jedyną odpowiedzią jaką uzyskał było:
- Zarr'Tahira.... relikt... spotkanie...
Następnie usłyszał gardłowy bulgot. Mężczyzna zachłysnął się własną krwią. Skonał.
"Czym do cholery mógł być ten cały Zarr'Tahir, o którym mówił kupiec"- przemknęło Wixendichowi przez głowę. "Może to ten niby-ptak, którego widziałem". "O jakiej mówił relikiwii. I co to za spotkanie".
Wojownik był zły na siebie, że nie nie przybył wcześniej, albowiem wtedy mógłby sie dowiedzieć czegoś więcej. Wiedział, że już zawsze się będzie zastanawiał czy nie mógł czegoś zrobić, aby uratować tych ludzi.
Wojownik sprawdza pobieżnie, czy nikt nie został żywy i czy w obozie nie ma złota i ekwipunku, które tak bardzo by mu sie przydało.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Niestety wojownik nie znalazł już żadnej żywej istoty pomijając leśnego zająca który czmychnął w gęstwinę. Mieszkańcy obozu zdawali się używać jedynie kijów. Znalazł ich cztery sztuki z czego jeden był nadpalony gdyż pochodził od spopielonej osoby i z pewnością nie nadawał się ani do walki ani do sprzedaży u kupca. Dodatkowo znalazł dwa sztylety, jedną tarczę oraz pięć skromnych sakiewek z monetami.
Wixendich załozył sobie tarczę na plecy, wetknął sztylety do butów i przeliczył pieniądze. Rozejrzał się po obozowisku. "Straszna rzecz. Musieli bardzo cierpieć"- pomyślał... "Nie mogę ich tak zostawić"- powiedział w myślach wojownik patrząc na trupy. Wixendich zebrał trupy na stosie, nazbierał suchych liści i podpalił stos za pomocą nadpalonego patyka(jeśli jest to niemożliwe zostawia wszystkich na stosie)."Pogrzeb, którego nie powstydził by sie żaden król- powiedział z kwaśnym uśmiechem wojownik- Darionie, przymij ich dusze do swego Królestwa".
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wixendich ułożył wszystkich znalezionych ludzi w obozie na stos. Podnosząc jedno z ciał zauważył leżącą pod nim notkę na pisaną na garbowanej skórze. Kiedy już wszystkie ofiary leżały na jednym miejscu wojownik nazbierał suchych patyków i liści układając je pod stos. Jako że ostatnimi dniami nie padało nadpalony kij świetnie posłużył do rozpalenia ognia.
Jeśli Wixendich umie czytać, to czyta notkę, jeśli nie wklada ją do znalezionej sakiewki i rusza do miejsca, w którym ostatnio widział potwora. Jeśli potwór nadal tam jest Wixendich próbuje przypatrzeć mu sie bliżej, ale zachowuje dużą ostrozność. Jeśli go tam nie ma to wraca z powrotem na szlak swojej podróży i kontynuuje dalej swoja podróż.
(Asard, zaktualizuj mi kartę na bieżąco. I napisz mi ile monet bylo w sakiewkach?)
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wixendich nie posiadał niestety umiejętności czytania więc nie zgłębił treści wiadomości zapisanej na skórze. Wsadził ją więc do sakiewki w której miał już znalezione wcześniej sześćdziesiąt pięć srebrnych monet. Podszedł do miejsca w którym ostatni raz widział bestię. Nie dostrzegł jednak niczego. Czymkolwiek to było zdawało się już odlecieć. Ruszył więc w kierunku gościńca prowadzącego do miasta. Wkrótce jednak rozległ się tentent koni. Wojownik nawet nie zdążył się zorientować kiedy okrążyło go czterech mężczyzn okutych w zbroje.
- Na Aesira - krzyknął jeden z nich - To pewnie sprawca tej rzezi!
- Nie wydawaj pochopnych wniosków Eranie. Czyż tego cię uczono? - skarcił go drugi staszy od niego mężczyzna.
- Wybacz Sir Varondzie - powiedział ze skruchą a następnie spojrzał na wojownika - Kim jesteś i co masz wspólnego z masakrą dokonaną w lesie?
(wpisz link do karty w podpisie, zaktualizuję jutro:P)
"Wiatjcie nieznajomi. Nazywam się Wixendich i jestem podróżnikiem."- przedstawił się grzecznie i opowiedział o całym zajściu. O krwi w rzece, o widzianym potworze, o umierającym czlowieku i o paleniu zwłok.
"Jak więc mógłbym w pojedynkę zabić tylu ludzi. W dodatku niewinnych. Jestem człowiekiem prawym i nie w głowie mi zabijanie niewinnych. Powiedzcie mi panowie czy wiecie o czym mógł mówić ten człowiek? O relikwii, o spotkaniu...? I kim jest ten cały Zarr'Tahir?"
Wixendich po wysłuchaniu odpowiedzi na swe pytania uznał za odpowiednie pokazać podróżnym notkę. "Niestety jestem człowiekiem prostym i niewykształconym, więc nie umiem czytać, ale może panowie umieją i przeczytają mi na głos?"-poprosił. Jeśli podróżni nie zechcą udzielić odpowiedzi na postawione przez wojownika pytania ten pokazuje im notkę, aby zdobyć ich zaufanie.
(http://www.tal.webd.pl/viewtopic.php?p=33832&sid=15532b1ac125d40b4aac6b77b701a6fe#33832 - to link do mojej karty)
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
- Nie wyczuwam w tym człeku kłamstwa - powiedział Sir Varond do towarzyszy - Cóż Wixendichu twoja opowieść zdaje się być prawdziwa i z całą pewnością postąpiłeś jak należy. Dla spokoju twego ducha dodam że ludzie ci nie byli niewinni jak uznałeś. Byli to członkowie sekty czczącej wielkie zło. Śledziliśmy ich licząc że zaprowadzą nas do miejsca gdzie odnajdziemy to co nam skradziono. Relikwia to sprawa zakonu nieprzeznaczona dla uszu przeciętnych ludzi. Jesteś jednak pewny co do tego ostatniego? Zarr'Tahir? Zdaje mi się że musiałeś coś przekręcić gdyż Zarr'Tahir to pradawny demon uwięziony przez samego Aesira. Notatka? Pokaż mi ją...
Kiedy wojownik podał mu notatkę on przeczytał ją jednak nie na głos.
- Dzięki ci Aesirze! Los się do nas uśmiechnął! Lecz zdaje się że będziemy mieć znacznie większe towarzystwo niż się spodziewaliśmy. Dziękuje również tobie Zarr'Tahir. Niech Aesir...
- Sir Varondzie - przerwał mu Eran - Skoro mamy się tam udać tylko we czwórkę to może przyda nam się jeszcze jeden miecz.
Rycerz spojrzał wpierw na kompana a następnie na wojownika.
- Sam nie wiem. Nie chciałbym narażać go na niebezpieczeństwo lecz faktycznie nie mamy czasu by posłać po pomoc z zakonu. Wixendichu byłbyś zainteresowany wyprawą do siedziby sekty? To niebezpieczna wyprawa lecz gwarantuję że zakon z pewnością wynagrodzi ten trud.
Spojrzał na niego wyczekując odpowiedzi.
([ url=http://www.tal.webd.pl/viewtopic.php?p=33832&sid=15532b1ac125d40b4aac6b77b701a6fe#33832]Karta[/url ] wklej to sobie w podpisie w profilu bez spacji na początku i koncu komendy)
"Jeśli mam wam pomóc to wpierw musicie mi objaśnić co tu się tak naprawde dzieje, kim jesteście, co było napisane w tej notce, co to za relikwia i czemu dziękujesz demonowi?"- powiedział miło, aczkolwiek dobitnie Wixendich.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Jeśli mam wam pomóc to wpierw musicie mi objaśnić co tu się tak naprawde dzieje, kim jesteście, co było napisane w tej notce, co to za relikwia i czemu dziękujesz demonowi?"- powiedział miło, aczkolwiek dobitnie Wixendich.
- Na wszystkie świętości! Dziękuje demonowi? Aesir to bóg. Od kiedy wraz z pozostałymi zamilknął wprawdzie wiara w niego nieco podupadła ale nie liczyłem że to tegoż stopnia by zapomnieć jego imię... Złe czasy nastały - pokiwał głową - Aczkolwiek masz rację. Nie powinniśmy przedstawiać ci propozycji pomocy nam bez wyjaśnienia kim jesteśmy. Eran, Dorren i Malor - wskazywał kolejno rycerzy - Ja zaś mam na imię Varond i jestem najwyższy stopniem wśród nas. Jesteśmy paladynami Zakonu Świętego Berła położonego na zachód od Broln zwanego też Miastem Magów. Ścigamy członków sekty którzy wykradli od nas starożytny relikt notatka zaś mówi gdzie mają się oni spotkać.
"Wiem, kim jest Aesir, lecz powiedziałeś: Dziękuje również tobie Zarr'Tahir... Oczywiście, że Wam pomogę. To ogromny zaszczyt dla mnie walczyć po jednej stronie z paladynami i wyznawcami Aesira. Być może wiara w niego podupadła, ale w trakcie moich dalekich podróży spotykałem jeszcze jego wyznawców."- powiedział Wixendich.
"Gdzie mają się spotkać członkowie owej sekty i jak to jest daleko?"-spytał wojownik.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
- Wybacz w takim razie. Musiałem się przejęzyczyć. To przez to cało zamieszanie i zmęczenie. Chciałem podziękować także tobie Wixendichu. Cieszę się że chcesz stanąć po naszej stronie. Miejsce wymienione w notce znajduje się pół dnia drogi stąd. Koń Malora jest dość silny. Myślę ze da radę unieść dwójkę - powiedział wskazując paladyna po jego prawej stronie uśmiechając się nieco.
"Cała przyjemność po mojej stronie. Zrobiłem to co uznałem za stosowne. Każdy na moim miejscu zrobił by to samo."- odpowiedział Wixendich. "Rozumiem Twoje przejęzyczenie. Ja również jestem skołowany i zdenerwowany całą tą sytuacją."- powiedział wojownik tonem starszego brata.
Wixendich wsiadł na konia Malora i rzekł: "Jestem gotowy możemy ruszać. Czy chcemy się przespać i wypocząć przed jutrzejszym spotkaniem z wyznawcami sekty, czy ruszamy od razu?"- spytał Wixendich.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
Wixendich wsiadł na konia paladyna. Zwierzę zdawało się nie okazywać zbytniego niezadowolenia tym że na jego grzbiecie znajduje się podwójny ciężar więc rzeczywiście musiało być silne.
- To pół dnia drogi a ja nie chciałbym by coś pokrzyżowało nasze plany -odpowiedział Sir Varond - Dotrzemy w okolice miejsca ich spotkania wieczorem, odpoczniemy nieco i zaskoczymy ich nocą. Będzie ich pewnie dość sporo więc nie ryzykowałbym bezpośredniego ataku.
"Mądra decyzja. Najlepiej atakować wtedy gdy jest się najmniej spodziewanym"- powiedział Wixendich. "Mam jeszcze jedno pytanie: Czy chcemy ich pozabijać czy raczej ogłuszyć i wyłapać? Ma być dużo trupów, czy raczej unikamy zabijania?"- spytał wojownik.
_________________ "Nie wszystko na świecie jest białe i czarne, jest też dużo szarości..."
- Nigdy nie traktowałem zabijania jako czegoś dobrego lecz członkowie sekty czynią wiele złego i jeśli my ich nie powstrzymamy skrzywdzą innych. Więc jeśli nie będzie innego wyjścia niech Aesir błogosławi nam i naszym ostrzom abyśmy w boju wyplenili zło tego świata. - powiedział Sir Varond po czym popędził wierzchowca.
Malor zrobił podobnie ruszając wraz z wojownikiem za dowódcą.
Dzień był ciepły lecz nie upalny. Delikatny wiatr przesuwał leniwie sunące po niebie białe obłoki. Kompania tylko raz na chwilę zatrzymała się aby zaczerpnąć wody ze strumienia i pozwolić na tą samą czynność ich szlachetnym zwierzętom. Kiedy słońce chowało się za horyzontem malując niebo całą paletą barw. Sir Varond zatrzymał się na skraju niewielkiego lasu.
- Jesteśmy prawie na miejscu - powiedział - Dorren zostanie z końmi a my ruszymy na zwiad.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum