"Wstawaj obszczymurze !"
Takie to właśnie słowa zbudził tego poranka Rhorleifa. Choć równie dobrze mogło być to już popołudnie lub noc. Gdy bohater otworzył oczy, ujrzał pochyloną nad sobą obrzydliwą gębę Hubrima, miejscowego karczmarza. Tak to w jego karczmie popijał sobie poprzedniego wieczoru. Kojarzył jakąś bójkę, śpiewy i wiele litrów krasnoludzkiego piwa.
Po chwili zdał sobie sprawę, iż leży pod ścianą, nieopodal jednego ze stolików.
"Nieźleśmy wczoraj namieszali co ?"
Rhorleif jednak nie za bardzo pamiętał, końcówki wieczora. Niejasno przez obolałą głowę przewinęły się jakieś wspomnienia. Jakiś wściekły krasnolud o brodzie spiętej w warkocz ze złotym pierścieniem.
Oszołomiony Rhorleif chwiejnie unosił się na nogi. Gdy stanął przed karczmarzem rzekł do niego:
"Rzeczywiście ostro mości karczmarzu. Przez tego cholernego kaca nie pamiętam owego zdarzenia. Mógłbyś mi powiedzieć co za zamieszki wczoraj odstawiłem?
I podrapał się po głowie uśmiechając się niewinnie.
Karczmarz wybuchł rubasznym śmiechem.
"No proszę, z jakiegoś powodu nadto mnie to nie dziwi."
Hubrim pogładził swą wystrzępioną, szarą brodę i zmierzył bohatera wzrokiem.
"Podpadłeś zeszłego wieczora klanowi Stalobrodych. Z tego co udało mi się dostrzec, zawarliście do kroćset jakiś szemrawy układ. Burin był wtedy razem z tobą i wyglądał na dość poddenerwowanego. Pamiętam, że Dalgrum Szarobrody wychodził wyjątkowo wściekły i odgrażał się, byś tylko umowy dotrzymał. A żeby mnie uszate sponiewierały jeśli wiem o co mu chodziło."
Rhorleif kojarzył co nieco klan Szarobrodych. Nie należał on do specjalnie ważnych i dostatnich, miał jednak pewną renomę w Dum'Har. Co do Burina, bohater zupełnie nie kojarzył kim mógł być ów jegomość.
"No cóż, jeżeli to jakiś układ był to słowa dotrzymać mam honor"
Chwycił się za brodę zamyślony i rzekł:
"Mógłbyś mi rzec gdzie odnajdę ich siedzibę?"
Puścił brodę i błyskawicznie dodał:
"I kim do jasnej cholery jest ten Burin?"
Mina karczmarza sugerowała, iż powstrzymuje się przed parsknięciem śmiechem.
"Burin jest moim siostrzeńcem. Zeszłego wieczora razem mocno popiliście. Musisz go pamiętać. Krępy chłopak o nieco otępiałej gębie i rudej zadbanej brodzie."
Rhorleif rzeczywiście niejasno kojarzył kogoś takiego. Z pewnością nie raz stukał się z nim kuflami zeszłego wieczora.
"Co do Stalobrodych...często wyjeżdżają ubijać interesy z sąsiednimi miastami. O ile się nie mylę ich magazyn znajduje się na południowych obrzeżach Hallkrag"
Tak właśnie zwało się miasto, w którym przebywał bohater. Wybudowane w ogromnej kawernie, wydrążone z litej skały stanowiło jedno ze znakomitszych miast krasnoludzkiej rasy. Od powierzchni dzieliło je kilka kilometrów pieszej wędrówki. Kilkaset metrów ponad dnem jaskini, znajdował się jednak niewielki przesmyk, dla wszelakiej maści latających maszyn i stworzeń.
Zarówno zwykłe, jak i "lotnicze" wyjście znajdowało się właśnie na południu Hallkrag.
Na twarzy krasnoluda powoli malowało się zadowolenie.
"Niedługo tam wyruszę, lecz jeszcze jedno mam do ciebie pytanie:
Czy może słyszałeś o jakiej to umowie z nimi rozmawiałem?"
Po czym powoli sprawdzał czy cały jego ekwipunek jest na swoim miejscu.
Ekwipunek o dziwo był tam, gdzie bohater zazwyczaj go trzymał.
"A żebym to ja wiedział" rzucił Hubrim "Nie zwykłem podsłuchiwać cudzych rozmów" ostatnie słowa były oczywiście wierutnym kłamstwem, co potwierdził uśmieszek karczmarza.
"Przynajmniej jeśli toczą się z dala od lady" dodał po chwili "Wasza zaś do takich należała"
Przez pomieszczenie przeszła dziewka karczemna, zbierając po drodze kufel z ziemi. Rzuciła przelotne spojrzenie na Rhorleifa po czym zniknęła za drzwiami przy ladzie.
"No cóż, dzięki Ci za przypomnienie mi mych sprawi i niechaj nigdy ci miodu nie zabraknie Hubrimie"
Uśmiechnął się dziarsko i wyszedł z karczmy kierując się według wskazówek karczmarza do siedziby Stalobrodych.
Hubrim jedynie skinął głową i wrócił do swoich obowiązków.
Głowa Rhorleifa sprawiała wrażenie, jakby miała za chwilę pęknąć. Uczucie to dla kransoluda nie było jednak niczym niezwykłym. Niektórzy twierdzili iż kac jest nieodłącznym elementem ich jestestwa. Takie osoby jednak zazwyczaj kończyły z toporem wbitym w różne części ciała.
Ulice Hallkrag były raczej opustoszałe. Pora musiała być jeszcze wczesna.
Bohater wkroczył na główną ulicę, przy której stała karczma Hubrima. Prowadziła na południe prosto do wyjścia z miasta, gdzie to udał się bohater.
Gdy jego oczom ukazało się wyjście z kawerny, szeroki na kilkanaście metrów i na tyleż też wysoki tunel, bohater zdał sobie sprawę z tego, że nie wie dokładnie gdzie jest magazyn Stalobrodych. Rzadko bywał w tych okolicach, zaś magazynów w tej części miasta było sporo. Wszelakie karawany i dostawy były zbierane właśnie tutaj.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2007-05-31, 21:29, w całości zmieniany 1 raz
Krasnolud rozejrzał się, gdyż był nieco zdumiony z dzieła jego rasy. Jednakże po chwili zaczął się rozglądać czy w okolicy nie znajduje się ktoś kto mógłby mu pomóc odnaleźć owy magazyn
Przechodniów nie było zbyt wielu, bohater ujrzał jednak przynajmniej trójkę krasnoludów w pobliżu. Dwóch strażników nieopodal wyjścia z miasta oraz jednego jegomościa, wyglądem przypominającego kupca. Ten wyszedł dopiero co z niewielkiej uliczki prowadzącej gdzieś na zachód.
Rhorleif podszedł do strażników i rzekł w miarę poważnie do jednego z nich:
"Witam mości Panie, chciałbym zapytać gdzie znajduje się Magazyn Stalobrodych?"
Strażnik o rudej zmierzwionej brodzie, zmierzył bohatera od stóp do głów. Jego mina nie wskazywała na wielką chęć udzielania informacji. Po chwili jednak nieco się rozchmurzył.
"Ta informacja będzie kosztowała 10 srebrników" odparł bez ogródek.
Drugi ze strażników przyglądał się wydarzeniu z pewnym zawodem. Zapewne sam także chciałby zarobić w ten sposób.
Rhorleif rozejrzał się i pokazał sakiewkę strażnikowi. Odwrócił ją do góry nogami, a nic z niej nie wypadło. Spojrzał na krasnoluda i rzekł:
"Jestem bez grosza, jedyne co mogę zaoferować Ci czcigodny strażniku parę bełtów które mam przy sobie."
Krasnolud skrzywił się wyraźnie spoglądając na sakiewkę bohatera. Przez moment rozważał coś w myślach, o czym sugerował skupiony wyraz twarzy. Westchnął.
"Gdy skręcisz w tamtą uliczkę" podjął wskazując zaułek, z którego niedawno wyszedł krasnolud przypominający kupca "pójdziesz niemal do jej samego końca. Magazyn, którego szukasz ma nad wejściem szyld przypominający odwrócony do góry nogami szary płomień. Bełty możesz sobie zatrzymać i tak nie zrobiłbym z nich użytku."
Nisko ukłonił się w geście podziękowania i pozdrowił strażnika: "Żegnam i dzięki ci za twą radę"
Odwrócił się i skręcił w wskazaną uliczkę. Rhorleif gdy doszedł od jej końca zaczął rozglądać się za szyldem o którym wspominał strażnik. W trakcie rozglądania się Rhorleif próbował wymyślić jakąś dobrą wymówkę na jego niewiedzę w sprawie umowy.
Uliczka z początku wąska, później rozszerzała się znacznie. Prawą strona wybrukowanej uliczki stanowiły tyły zabudowań, niewielkie okna wyglądały na przeciwległą ścianę, którą stanowiły kamienne magazyny. Wielkie drzwi w każdym bez problemu mogły zmieścić sporych rozmiarów wóz. Właściwy wjazd do dzielnicy bohater minął po chwili po prawej stronie. Ulica odpowiednio szeroka by mogły się na niej wyminąć dwa powozy.
Rhorleif doszedł już niemal do końca ulicy, gdy jego oczom ukazał się magazyn nieco większy od go otaczających. Nad wejściem widniał szyld z czymś na wzór obróconego do góry nogami szarego płomienia. Zapewne miała to być stalowa broda.
Masywne drzwi były lekko uchylone, w pobliżu nikt nie stał.
Odgłos pukania rozbrzmiał zapewne w pomieszczeniu, był bowiem całkiem donośny. Rhorleif nie musiał długo czekać na reakcję. Po chwili zza drzwi wychyliła się krasnoludzka twarz o rudawej brodzie spiętej miedzianym pierścieniem. Podejrzliwe oczy zmierzyły bohatera.
"W czym problem ?" spytał lekko chrypliwy głos
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum