Wiał zimny wiatr z północy przyprawiając wędrującego łowcę o dreszcze. Była to jakby to mógł sam nazwać "parszywa pogoda". Nie dość że wilgoć aż biła z bagiet to w dodatku od poprzedniego dnia niebo pokrywały chmury przynosząc nieprzyjemny chłód. Minął już ponad tydzień odkąd wyruszył z Broln. Niedawno przekroczył granicę królestwa ludzi. Grunt po którym aktualnie kroczył wyglądał jakby całkiem niedawno padał deszcz. Jego buty chlapały stykając się z błotnistą ziemią.
Po kilku godzinach nieprzyjemnej podróży kiedy jego buty dosłownie kleiły się do drogi po której kroczył ujrzał w oddali rozpalone ogniska i wzniesione z drewna budynki. Mógł on kroczyć dalej ścieżką choć zejście z niej w stronę budynków gdzie rozpalony ogień dawał by w taką pogodę ciepło było również kuszącym rozwiązaniem. Anatoil nie był jednak do końca pewien do czyjej rasy należą te zabudowania. Dzień wcześniej widział drewnianą wioskę należącą do ludzi . Być może ta również była zamieszkiwana przez jego rasę.
Dla Anatoil'a cała ta podróż była o dziwo odprężeniem. Nie zwracał już uwagi na niewygody, ale wszystko było przynajmniej proste, nie skomplikowane, a on sam nie musiał ni robić. Niestety do czasu, bo sakiewka wcale nie zapowiadała na to, aby beztroska potrwała jeszcze dłużej. Westchnął. Te domy nie przypominały mu o Królestwie, a teren wskazywał na to, ze przekroczył niedawno granicę. Najprawdopodobniej były to gadzie bagna, a nie jorze, co po prostu odróżnił po kolorze błota na jego butach. Zatrzymał się i rozejrzał po czym ruszył w kierunku chat. Miał niesamowitą ochotę na ziele Jaszczuroludzi.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Łowca nie podszedł nawet na sześćdziesiąt stóp od zabudowań kiedy nagle dosłownie spadł przed nim wysoki na sto dziewięćdziesiąt centymetrów jaszczur. Podczas opadnięcia na ziemię jego napięte w łydkach mieście idealnie zamortyzowały upadek dając wrażenie że skok z takiej wysokości wydawał się dla tego osobnika codziennością a nie niezwykłym wyczynem. Posturę miał lekko przygarbioną a jego skórę pokrywały seledynowo zielone łuski. Miał na sobie jedynie skórę przepasaną przez biodra zakrywając jego ciało od pasa aż po kolana. W ręku dzierżył długą drewnianą włócznię.
- Tssso tutaj robisssz człowieku? - spytał syczącym głosem - Te ziemie to jusssz nie twój dom.
Anatoil patrzył z podziwem. W przeciwieństwie do wielu ludzi nie miał żadnych pretensji do Jaszczuroludzi, lubił ich rasę, być może, że przypominali mu nieco jego samego. Odparł szczerze i przyjaźnie co rzadko można było słyszeć w jego głosie.
- Po prostu przechodzę. Nie chcę wam przeszkadzać, szanuje wasze ziemie. Chciałem po prostu opuścić Królestwo i dostać się gdziekolwiek indziej. Szukam przy okazji miejsca do zarobku. Macie może jakiś interes, z chęcią wam pomogę - powiedział.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Nie handlujemy z ludźźźmi - Syknął - Możeszszsz wejśśść do nasss ale jeśśśli będzieszsz sssprawiał problemy pszszszebije cię i wsssadze twoją głowę na pal.
Po miłym powitaniu jaszczur przepuścił łowcę wskazując dłonią dalszą drogę do wioski. Oczy strażnika zdawały się być w ciągłym ruchu choć najczęściej zatrzymywały się na postaci człowieka.
Anatoil nie musiał się zmuszać do uśmiechu. Groźby takie jak ta po prostu go rozbawiały.
- Dziękuje - odparł, nie zrażony. Stwierdził, że jaszczuroludzie słusznie mogą czuć do niego urazę, gdyż mają taki a nie inny stereotyp człowieka. "Trudno" - pomyślał i ruszył przed siebie, w kierunku osady, a przynajmniej tak nazywał ten zlepek rzuconych bez ładu i składu chat. Szukał miejsca do noclegu, żałował tylko jednego. Sprawa dość przyziemna, ale miał ochotę zabawic sie z kurtyzaną. Niestety gadzie pannice niezbyt go pobudzały.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Kiedy doszedł na miejsce ujrzał małe skupisko drewnianych domów które nie przywierały podłogą do ziemi lecz stały na solidnie wykonanych szerokich palach. Nie można było dziwić się temu widokowi gdyż gdyby nie one ciągłe wilgotne grunta mogły by powoli, systematycznie wciągać zabudowania w siebie. Wokół kilku ognisk siedzieli jaszczuroludzie jedząc lub po prostu rozmawiając między sobą w swoim własnym języku. Ujrzał także większy budynek będący zapewne gospodą na co wskazywał zrobiony z kawałka kory szyld nad drzwiami.
Anatoil polubił to miejsca. Z uśmiechem na twarzy ruszył w kierunku chałupy, licząc na tani nocleg, dobre piwo, niestety bez kurtyzan. Po drodze przyglądał się zachowaniu gadów, mimo iż łowca nie należał do chętnych do nauki, to lubił poznawać tradycje, zwyczaje i kulturę innych ras.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Mieszkańcy wioski nie zwracali szczególnej uwagi na nowo przybyłego zajmując się w dalszym ciągu swoimi dotychczasowymi czynnościami. Tylko niewielka liczba spojrzała to ciekawsko, to podejrzliwie na łowcę. Karczma do której wszedł Anatoil przypominała ludzkie karczmy średniej jakości z tą jednak różnicą że w tej było znacznie wilgotniej i ciemniej oraz dominował kolor zielony zarówno na gobelinie na ścianie jak i "na gościach" w całości o skórze o odcieniach tego koloru. Nie było tam zbyt tłoczno. Dwa stoliki były wolne a inne po części zajęte. Karczmarz krzątał się za ladą.
Łowcy to miejsce przypadło do gustu, aczkolwiek nie przywiązywał większej uwagi do tego, jakie ono jest. Chciał się tylko napić i przespać. I ziele ... jaszczuroludzie wiedzą jakie używki są dobre. Kiedyś Anatoil,dawno temu, kiedy jeszcze swojej profesji nie mógł nazwać "łowca", wędrował wraz z jednym z jaszczuroludzi, był cholernie masywny, miał niemal całe ciało wytatuowane, Anatoil nie pamiętał jego imienia, gdyż było zbyt trudne do wymówienia (przynajmniej dla łowcy). Bohater nie pamiętał żadnego dnia w pełni, spędzonego z jaszczurem.
Tutaj jednak życie toczyło się spokojnie, a przynajmniej tak mu się wydawało. Usiadł w najbardziej odosobnionym i odizolowanym miejscu, mimo tego, ze było mało ludzi, Anatoil nie lubił przebywać z kims w karczmie, rzadko trafiał się pusty lokal, ale łowca właśnie to lubił
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Anatoil usiadł przy wolnym stoliku znajdującym się przy ścianie w rogu. Przez dłuższy okres czasu nic się nie działo. Goście wciąż zajmowali się sobą. Po chwili do łowcy podeszła jaszczurza kobieta ubrana w skórzaną szatę sięgającą po kolana z wydarciem na ogon.
Kelnerka skinęła głową i ruszyła w kierunku karczmarza. Oparła się o ladę i wymachując rytmicznie ogonem syknęła coś do karczmarza w ich własnym języku. Ten podał jej po chwili kufel wypełniony bursztynowym płynem. Ta zaniosła go łowcy.
- Dwa sssrebrne krąszszki sssię naleszszą - powiedziała kładąc kufel na stolik Anatoila
Anatoil pokiwał głową i położył na ladzie co się należało. Upił pierwszy łyk piwa, którego smak zdawał mu się już znajomy, ale może tylko mu się tak wydawało. Zanim kelnerka zdążyła odejść przypomniał sobie jedna rzecz i prędko zapytał.
- Macie może ziele?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Piwo pomimo tego że że nie było pierwszego rodzaju miało całkiem przyjemny smak. Kiedy kelnerka usłyszała pytanie człowieka odwróciła się i podeszła do niego.
- A tsso konkretnie by klienta interesssowało? - spytała.
Łowca chwilę zastanowił się nad tym co powiedziała ta przemiła kelnerka. To prawda, ze pieniędzy za wiele nie miał. mógł je znacznie lepiej spożytkować, ale nie takie pieniądze trwonił i zaprzepaszczał, a fortuny i tak raczej się nie dorobi. Wypił jeszcze trochę lury, która stała przed nim i czekał na skręta. Coś z życia trzeba mieć. Wielu rzeczy żałował i równie wielu nie potrafił zmienić.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Po opróżnieniu kufla piwa i zaciągnięciu się jaszczurzym zielem łowca poczuł się całkiem przyjemnie. Jakby nagle za pomocą magii wszystkie jego problemy stały się nie ważne i liczyła się tylko chwila której jest teraz. Jego mięśnie rozluźniły się. Błogie uczucie... Ujrzał nagle jak do jego stolika zbliża się jaszczur z przepaską na oku.
Anatoil był w dobrym nastroju, a po za tym lubił jaszczuroludzi. Nie to, że im bezgranicznie ufał, ale uważał ich za ciekawa rasę. Anatoil nikomu nie ufał, ale to już inna bajka.
- Staaary - przeciągnął słowo - Kto by nie chciał? Jaki to gadzi interes masz do mnie? -spytał zaciekawiony, odłożywszy skręta na bok.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Musssimy odnaleźźźźć dla pewnego maga ważżny zwój. Sssłono płaci za jego znaleźźienie. W naszszej wiossce nie mamy dobrych łuczników a ty wyglądaszsz na takiego który umi sssię tym posssługiwać - kiwnął głową w kierunku łuku łowcy - Wyrusszsza nass czterech. Jeśli dołączyszsz będzie pięciu. Wyjdzie trzydzieśśści złotych krążków na głowę. Wchodziszsz?
Jaszczur spoglądał uważnie swoim jedynym sprawnym okiem na nieco rozluźnionego przez ziele Anatoila.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum