Po około dwóch godzinach wędrówki, Drax zauważył na horyzoncie las. Nie była to jednak Puszcza Wiecznej Nocy tego mógł być pewien. Było to Królestwo Elfów, zawziętych wrogów jego rasy.
Złodziej miał 2 wyjścia:
Mógł wejść do Lasu Elfów i krótszą acz niezwykle niebezpieczną drogą dojść do celu.
Mógł także trzymać się granic lasu i dojść do swojego Królestwa nieco dłuższą drogą przez Tereny Niezależne.
(MG)
Szybkim ruchem ręki bohater wyjął z torby mapę i ocenił sytuację. Drow wiedział, że w królestwie elfów nie przywitają go zbyt mile. Przypomniał sobie jak ojciec powtarzał mu, aby za nic w świecie nie zbliżał się do ziem tych bogobojnych świętoszków, którzy nie chcą wpuścić do ich „pięknego i wolnego od nieczystości” lasu ich „złych i okrutnych braci”. Nie wiedział czemu jednak sama myśl o kimś takim jak elfy napawała go odrazą. Nie mógł sobie wyobrazić kogoś podobnego do siebie czczącego słońce. Zdawał sobie jednak sprawę, że jeżeli są to elfy, choć trochę podobne do niego to ukryć się na terytorium, gdzie jest ich pełno nie będzie tak łatwe jak wystrychnięcie głupich ludzi. Wiedział, że spotkanie z elfami równa się śmiercią bądź w najlepszym wypadku walką, w której nie był tak doskonały jak w ukrywaniu się. Nie miał zamiaru wdawać się w otwartą walkę, więc wybrał dłuższą drogę przez tereny niezależne.
Las przylegał do trawiastych równin, które Drax już dobrze poznał przez ostatnie kilka godzin wędrówki. Tereny te ciągnęły się jeszcze długo, lecz nie dało się określić jak długo. Byćmoże nawet do samej Puszczy.
Draxa mógł zmartwić jednak fakt, iż nie było gdzie schować się przed słońcem, a dzień zbliżał się coraz bardziej. W czasie godzinnej drogi, złodziej wypatrzyłjedynie kilka drzew, skał i krzewów. Słońce oczywiście by go nie zabiło, jednak przebywanie na nim nie należało z pewnością do przyjemności.
"Cholera..." - klął po cichu Mroczny Elf. Strudzony szedł dalej. Coś mówiło mu, że w lesie Elfów nie miał by problemu ze znalezieniem odrobiny cienia. Jednak wiedział, że zrobił dobrze. Jedyne, co mu pozostało to zaciągnąć bardziej kaptur. Jednak i to nie pomagało…
Miał już za sobą tyle cierpień, poniżeń i niepokoju… Nie chciał się poddawać w tym momencie. Wiedział, że jeżeli zrezygnuje to długo nie będzie miał szansy dostania się do swojej ojczyzny. Postanowił mimo swoich słabości sprostać światłu. Mimo to rozpaczliwie szukał, chociaż skrawka cienia, aby chociaż przez chwilę wypocząć. Miał nadzieję, że nie spotka go coś równie drażniącego jak to piekielne słońce…
Skrawek cienia owszem udało się znaleźć. Jednak były to jedynie chwilowe schronienia w stylu niewielkich skał, czy też drzew. Złodziej co pewien czas odpoczywał w ich cieniu, dopuki ten nie przeminął wraz z południem. Wtedy już nawet drzewa nie dawały schronienia. Jedynie płaszcz pozwalał mu normalnie funkcjonować, dzięki niemu mógłiść dalej nie zważając na swego świetlistego wroga.
W pewnym momencie jednak stało sięcoś dziwnego, Drax stałw cieniu. Przez chwilę myślał, że to chmura zasłoniła słońce, jednak cień byłstanowczo za mały. Gdy spojrzał w górę, natychmiast tego pożałował. Wielki ptak, wyglądem przypominający sępa pikował prosto na niego.
„Co do…!” – krzyknął Drax poczym błyskawicznie padł na ziemię i przeturlał się kawałek w prawą stronę od miejsca, w którym stał chwytając w międyczasie garsć piasku. Czuł, że może być to ciężka potyczka. Jednak miał już w głowię plan jak pokonać skrzydlatego potwora...
Ptaszysko zrobiło momentalny zwrot przy pikowaniu i wylądowało dokładnie na Złodzieju. Długie szpony objęły go za nogi i tors. Dopiero teraz Drax zdawał sobie sprawę jak wielkie jest to stworzenie. Skrzydła rozłożyły się gotowe do ponownego wyniesienia ptaka w powietrze.
Ptaszysko zrobiło momentalny zwrot przy pikowaniu i wylądowało dokładnie na Złodzieju. Długie szpony objęły go za nogi i tors. Dopiero teraz Drax zdawał sobie sprawę jak wielkie jest to stworzenie. Skrzydła rozłożyły się gotowe do ponownego wyniesienia ptaka w powietrze.
Drow nigdy nie był w podobnej sytuacji. Kompletnie nie wiedział, co ma w takim momencie zrobić. Wyjął z kieszeni sztylet i dopóki był jeszcze w miarę blisko ziemi zaczął ciąć go ową bronią w sposób dość brutalny.
Drax niestety nie był w stanie wyjąć sztyletu, gdyż szpony zakrywały całkowicie dostęp do niego. Ptak machnął szponami z całej siły, ogromny podmuch powietrza uderzył w Złodzieja. Wzbili się w powietrze, odległość od ziemi rosła w zastraszającym tempie. Pęd powietrza był tak silny, że Drax z trudem mógł oddychać. Dochodził do tego jeszcze nacisk szponów na płuca.
Złapany drow nie miał zbyt dużej możliwości na jakąkolwiek akcje. Zastanawiał się co się z nim teraz stanie. Myślał jakby to się skończyło gdyby poszedł przez tereny elfów. Żałował, że wyszedł z miasta. Żałował, że zabił swojego pana. Czekał na pewną śmierć. Jednak gdzieś głęboko w nim była jeszcze nadzieja na dotarcie do swej ojczyzny…
Ptak wiódł Mrocznego Elfa wzdłóż granicy Lasu. Drax czuł jak powoli opuszcza go świadomość, tracił oddech, siły. Obraz zaczął się rozmazywać, promienie znienawidzonego słońca padały na jego twarz, on sam jednak przestałzwracać na to najmniejszą uwagę. Teraz bowiem zapadła całkowita ciemność.
Uderzenie o średnio miękkie podłoże przywróciło świadomość Złodziejowi. Powoli dochodziło do niego co się z nim działo oraz czego może się spodziewać. Leżał w gnieździe, wielkim, okrągłym, gnieździe. Słońce chyliło się już ku zachodowi, jednak jego promienie nadal muskały okoliczne tereny. Szczególnie na tej wysokości... Okazało siębowiem, że Drax, znajduje się na skalnej iglicy, około 200 metrów nad ziemią. Pocieszającym mógł okazać się fakt, iż wielkie ptaszysko odlatywało włśnie w stronę Lasu Elfów, którego granicę nadal było widać.
Było jednak jeszcze coś niepokojącego w położeniu Złodzieja. Na drugim końu gniazda, leżały 3 puchowe kulki sporej wielkości. Jedna z nich właśnie uniosła głowę do góry ukazując wydatny dziób i wielkie ślepia, które teraz wlepione były w Mrocznego Elfa.
Z gardła stworzenia wydarł się głośny piskliwy skrzek.
„Do jasnej cholery czy to będzie zawsze tak wyglądać!!!” – Mroczny Elf zaklął głośno. Miał nadzieję, że mamusia nie wróci za szybko. Postanowił zapłacić jej za pełną wrażeń podróż. Szybkim ruchem ręki wyjął lewą ręką sztylet, po czym przerzucił go do prawej ręki. Wiedział, że owy sztylet i mrok są jego jedynymi przyjaciółmi. Ruszył czym prędzej z lewej nogi i biegł w stronę pisklęcia. Biegł wprost na niego mając w głowię tylko jedną myśl… zabić… Mocnym uderzeniem noża starał się uderzyć ptaka w sam środek jego serca.
Gdy tylko pisklę wydało z siebie głośny skrzek, pozostałe dwa natychmiast się zbudziły. Wstały machając bezradnie krótkimi skrzydełkami i kłapiąc dziobami. Nie zdążyły jednak nawet rozeznać się w sytuacji, gdy sztylet Draxa wbił się prosto w pierś "krzykacza". Ten wydał z siebie cichy skrzek, przechodzący w bulgot krwi napływającej do gardła. Wielkie oczy pisklaka zaczęły zachodzić mgłą. Jego rodzeństwo nie do końca jeszcze zorientowane co się dzieje rzuciło sięna Mrocznego Elfa.
Mroczny Elf zrobił trzy przewroty w tył, aby oddalić się od piskląt. Tego mu brakowało przez ostatnie tygodnie… Po stanięciu na nogach wybił się i doskoczył do jednego z ptaków unikając przy tym jego dzioba. Starał się przeprowadzić cięcie tak, aby głowa ptaka spoczęła w spokoju niedaleko od ciała…
Drax nie zdołał do końca uniknąć ataku piskląt. Jedno owszem nie trafiło, drugie jednak, zacisnęło swój dziób na nodze Złodzieja. Poczuł jak ostre krawędzie przebijają jego skórę i mocno ściskają nogę. Szorstki język zaczął wwiercać się w ranę, uścisk zaś nie ustępował.
„Arghhh” – wrzasnął Drax czując ból, który zadawał mu ptak. Silnie zamachnął się, po czym uderzył w głowę pisklęcia. Nienawidził, gdy coś zadawało mu ból. Przypominało mu to lata cierpienia, które spędził w osadzie barbarzyńskiej, w której jako rozrywkę uznawano zadawanie bólu mrocznemu elfowi. Uczucie, które towarzyszyło mu przy odczuwaniu cierpienia wprawiało go w stan szaleństwa…
Cios, skutecznie oderwał głowę pisklęcia od nogi Mrocznego Elfa. Te jednak nie przejeło się zbytnio, zamachało tylko skrzydełkami i gniewnie kłapnęło dziobem.
Drugie piskle natomiast, chwyciło dziobem ramię Draxa. Uścisk nie był zbyt silny, jednak wystarczy by przebić skórę.
Drax zaczął tracić zmysły. Atakował, gdzie popadnie starając się jak najszybciej zakończyć ten koszmar. Mocniej uścisnął sztylet i wycelował cios między oczy ptaka, który chwytał go za ramię. Miał już dość tego wszystkiego… zastanawiał się czy jego życie nie jest skazane na ciągłe cierpienie… Zaczął przeklinać swój tatuaż, który przypominał mu o tym co było.
Sztylet kierowany furią Draxa trafił pisklaka. Jednak miast głowy, wbił się ramię stworzenia, jeśli tak można nazwać tą część ciała. Ten natychmiast puścił Mrocznego Elfa i odskoczył do tyłu. Skrzeknął zajadle.
Drugi ptak próbował ponownie chwycić Draxa za nogę. Jednak skończyło się to głową wbitą w wyściółkę gniazda.
Drax widząc błąd ptaka natychmiast zareagował i ugodził go sztyletem w tył głowy. Kątem oka spojrzał na drugiego, którego już zranił. Wiedział już, że ma szanse na zwycięstwo, a szał bojowy powoli go opuszczał.
Cios był trafiony, aczkolwiek niezbyt skuteczny. Ostrze sztyletu zaledwie musnęło głowę pisklęcia. Drugi pisklak, próbował dziobnąć Drowa, jednak nie do końca mu się udało. Spudłował o około centymetr, jednak spudłował. Pióra smugnęły Draxa po ramieniu.
Drow czując lekki dotyk na ramieniu w natychmiastowym tępię obrócił sztylet tak, aby ostrze było skierowane w odwrotną jak do tej pory stronę. Wykonał przy tym szybki ruch w stronę ptaka stojącego za nim. Tym razem celował w tors.
Tym razem ostrze sztyletu trafiło celniej. Zimna stal wbiła się między pióra ptaka raniąc go dotkliwie. Stworzenie straciło przytomość i padło na ziemię żywe, acz już niegroźne.
Pozostał jedynie jeszcze jeden przeciwnik. Pisklak usiłował chwycić Draxa, jednak jego atak chybiłcelu. Rozwścieczone stworze nie zaczęło skrzeczeć w niebogłosy, głos roznosił się po całej równinie.
Drow wiedział, co oznacza donośny pisk ptaka. Myślał już tylko o zejściu z tej przeklętej góry… W tym samym momencie podbiegł do ptaka poczym szybkim ruchem ręki od dołu do góry starał się przeciąć go sztyletem. Działał tak szybko jak tylko potrafił, gdyż czuł, że jeżeli się nie pospieszy to może mieć dużo większe kłopoty.
Sztylet jedynie świsnął przed pisklakiem zostawiając niewielką rysę na jego puszystym upierzeniu. Pisk trwał jeszcze przez chwilę, aż w końcu ustał, ptak zaś począł skakać po całym gnieździe, machając desperacko skrzydełkami. Gniazdo znajdowało się na szczycie stromej iglicy. Zejście nie było łatwe nawet dla tak zwinnego Złodzieja jak Drax.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum