Wysłany: 2007-04-21, 11:58 Południe (Kroniki Xarxeosa - wprowadzenie)
Pogoda była nie była dobra. Śnieg padał bardzo mocno, szykowało się na naprawdę niezłą zamieć. Gęste korony drzew hamowały jednak masy śniegu. Mimo to jednak śnieg mocno zacinał po oczach i zasypywał drogę.
Xarxeos podążał drogą na południe. Było na niej niezwykle cicho, gdyż mało elfów opuszczało Księżycowy Las i niewielu zmieżało do niego. Wkrótce powinien opuścić granice lasu i znaleźć się gdzie indziej. Na bezkresnych równinach, a potem dalej, być może w Królestwie Ludzi.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Xarxeos szedł powoli na przód. Mimo pustki i braku żywych dusz, odczuwał spokój i radość. Nareszcie opuszcza to miejsce i wychodzi na przeciw swemu przeznaczeniu...
Xarxeos nareszcie oddalał się, od zamkniętego na świat społeczeństwa Srebrnych Elfów. Ruszał do dzikich krain, o których czytał tylko w książkach, lub słyszał o nich w opowieściach.
Wiedział jednak, że przyjdzie mu przejść przez dzikie równiny, gdzie wcześniej śmierć poniósł jego mistrz. To mogła być niebezpieczna wędrówka. Mimo to odważnie szedł naprzód.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach, a elf usłyszał rozmowę w nieznanym dla siebie języku. Po chwili jednak zdał sobię sprawę, że w jego stronę idą orkowie.
Co orkowie robią w Księżycowym Lesie? Xarxeos wiedział, że mieszkają oni na równinach na południu, ale nigdy nie zapuszczali się do Księżycowego Lasu. Orkowie i elfy nienawidzili się.
Xarxeos nie został jeszcze dostrzeżony przez te śmierdzące i zielonoskóre paszczury.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Młody elf zareagował błyskawicznie.Starajac się nie robić hałasu zszedł z ścieżki chcąc ukryć sie między drzewami. Nie był tchórzem. Ale nie był też głupcem. Mimo, iż był uważany za ignoranta i nadentego młodzika, nigdy nikogo nie lekceważył. Z drugiej strony był przygotowany na wszystko. Oczyszczając umysł z wszelkich myśli, czekał w ukryciu na to co się stanie, w razie potrzeby gotowy spalić bezczelnych, śmierdzących zielonoskórych.
Xarxeos uskoczył na bok z drogi w gęstwine zasypanych śniegiem krzaków. Orkowie nie zauważyli go, gdyż śnieg zacinał bardzo mocno, co ograniczało ich widoczność.
Po chwili wyleźli na drogę, z krzaków po przeciwnej stronie. Było ich trzech. Byli ubrani w mocne futra, zapewne po to by chroniły ich przez zimnę. Prowadzili jakąś burzliwą dyskusję w swej ochydnej mowie, idąc naprzód. Nawet nie rzucili okiem w stronę bohatera. Chyba miał szczęście.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Xarxeos odczekał chwilę patrząc na oddalających się orków. " Ciekawe co tutaj robią? Na pewno nie są na spacerku. ". Kiedy tylko znikli mu z oczu, spowrotem wyszedł na ścieżke. " Skoro było ich tu trzech to może być ich więcej, będę musiał podwoić tępo marszu.". Ruszył w dalszą drogę kierując się na południe. To śmierdzące spotkanie zdwoiło jego czujność i trudno było mu zachować spokój i opanowanie. "No przynajmniej pogoda dopisuje"- zaśmiał się ironicznie.
Gdy orkowie odeszli, Xarxeos znów ruszył w dalszą drogę na południe już bez większych przeszkód.
Już po chwili dotarł na skraj lasu. Przed nim rozciągały się bezkresne równiny, porośnięte trawą. Dalsza droga mogła być niebezpieczna. Na równinach mieszkają orkowie, jak również można tu spotkać wiele dzikich i groźnych zwierząt.
Poza tym, Xarxeosa dzielił już tylko krok by opuścić granice lasu. Być może już nigdy tu nie wróci.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Xarxeos zatrzymał się. "Jeden krok i nie ma już powrotu"-pomyślał. Wiedział, że od tej chwili podąża sam. Nie miał już mistrza który by mu powiedział jak i gdzie ma iść. Przed nim równina pełna niebezpieczeństw i wyzwań. Za nim las ,o którym chciałby zapomnieć...
Ruszył w dalszą droge. Starając przypomnieć sobie gdzie jest i jak najszybciej przejść przez te równiny. Nie zamiarzł na nich kończyć swej jakże krótkiej przygody..
Xarxeos wiedział gdzie się znajduje. Opuścił Księżycowy Las od jego południowo-wschodniej strony. Teraz na południe stad rozciągają się ogromne pustkowia i równiny. Tereny te były niezwykle dzikie i nie znajdowały się na nim żadne miasta. Do cywilizacji był kawał drogi stąd. Najbliżej stąd było do Puszczy Wiecznej Nocy, gdzie mieszkali mroczne elfy, ale nawet tam, musiał iść niezwykle długo.
Szedł ma południe przez równiny. Trawa sięgała mu do kolan. Musiał uważać gdyż w trawie czaiły się jadowite węże i jaszczurki. Zaraz gdy opuścił las, zrobiło się dużo cieplej, gdyż było południe i słońce mocno paliliło ten teren. Mimo to, wciąż było zimno. Na tyle zimno, że nie dało się na tych terenach uprawiać ziemi, dlatego orkowie, którzy koczowali na tych terenach żyli z polowania.
Dookoła rozciągały się bezkresne równiny. Xarxeos miał wielkie pole widzenia. Mimo to wszędzie krajobraz był taki sam. Równiny porośnięte trawą... Czarodziej miał, aż wrażenie, że idzie w miejscu. Nagle jednak zauważył na południowym zachodzie jakiś dym. Najprawdopodobniej ktoś palił ognisko. Xarxeos nie widział jednak kto, gdyż widok zasłaniały jakieś głazy, które znalazły się tu nie wiadomo skąd.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Xarxeos postanowił podejść do ogniska.Ale wpierw chciał okrążyć głaz tak, aby mógł zobaczyć kto przy nim siedzi."No cóż, może to orkowie, może ludzie,ale w sumie nieważne kto.Ważne, iż ktoś tam jest."-pomyślał.
Xarxeos okrążył głaz szerokim łukiem. Dzięki temu zobaczył, kto tam jest z dość dużej odległości.
Dym niósł się oczywiście z ogniska. Był to jakiś niewielki obóz. Stały tam jakieś trzy wozy. Wokoło kręcili się ludzie, ubrani w jakieś futra. Czarodziej zauważył, że większość była uzbrojona.
Na ognisku piekło się jakieś miasto. Elf nagle zauważył, że on sam jest głodny.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"A więc to ludzie, a nie śmierdzący zielonoskórzy. Cóż za szczęście, przynajmniej nie rzucą się na mnie. To znaczy taką mam nadzieję"-pomyślał młody elf. Po czym zdecydowanym krokiem ruszył w strone obozowiska.
W międzyczasie próbował sobie przypomnieć jak powinien zachowywać się wśród ludzi. Mało miał z nimi do czynienia, a jego mistrz raczej "niechętnie" się o nich wyrażał. No cóż jedno jest pewne, wszedzie ich pełno...
Więc postanowił być sobą i z charakterystycznym dla siebie uśmiechem wkroczył do obozowiska. Miał jeszcze nadzieje, że ktoś tu zna elfi, bo sam po ludzku potrafi tylko powiedzieć "dzień dobry" i "do widzenia"..
Xarxeos gdy tylko zbliżył się do obozu, zaraz było przy nim dwóch ludzi, uzbrojonych w miecze.
- Kim ty jesteś? - zapytał zaskoczony jeden z ludzi we wspólnej mowie, którą elf znał dość dobrze.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Mogłbym dobrze zapytać was, kim wy jesteście?" - ale szybko dodał - "Jestem elfem, który opóscił swoją ojczyzne w poszukiwaniu wiedzy i przygód. Widząc dym i nie zielone twarze postanowiłem podejść. W dzisiejszych czasach samemu daleko nie zajdziesz, a zwłaszcza tutaj ".
Po czym uśmiechnął sie i lekko skłonił głowe. Miał nadzieje, że był przekonujący i "miły", chodź zastanawiał sie nad znaczeniem tego słowa.
Jeden z mężczyzn parsknął jedynie lekceważonco, drugi natomiast raczył coś powiedzieć.
- Złe miejsce sobie wybrałeś elfie. Lepiej idź w swoją stronę, chyba, że chcesz za moment stać się ofiarą jakiegoś orka.
Xarxeos stojąc tak zdążył zauważyć, że w całym tym obozie, jest trochę ponad dziesięciu ludzi. Oprócz tego zauważył, że wozy stojące tutaj są naładowane róznojaką bronią.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Xarxeos popatrzył na nich, po czym rzekł:
-No cóż... Nie znam was, nie wiem dokąd idziecie i co tu robicie, ale wiem jedno, z wami czy bez was idąc dalej i tak wcześniej czy później natkne się na orków. Więc za waszym przyzwoleniem chciałbym się do was dołączyć, a potrafie nie tylko mówić.
- Chyba nas nie zrozumiałeś. Znikaj stąd natychmiast! - warknął groźnie mężczyzna. Wyglądało na to, że zdecydowanie nie życzą sobie towarzystwa Xarxeosa.
Nagle podszedł do nich trzeci mężczyzna.
- Niech zostanie. - rzekł. - Widział za dużo, może być szpiegiem, albo ruszył na zwiad. Musimy się go pozbyć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-No cóż chyba naprawde się nie zrozumieliśmy - Xarxeos uśmiechnął sie ironicznie, po czym dodał - Napewno sie dogadamy.
"Po co ja tu wogóle przychodziłem, cholerni ludzie nie lepsi niż orkowie"- pomyślał elf.
Rozważał wszystki możliwości wydostania się z tego jakże "niemiłego" spodkania i czekał na dalszą reakcje ludzi.
Meżczyzna, który dopiero co doszedł jedynie wzruszył ramionami.
- Przykro mi miałeś pecha. - stwierdził krótko. - Nie możemy też pałętać się z więźniami przy dupie. Weźcie się go pozbędźcie. Byle szybko.
Człowiek, który wcześniej mówł Xarxeosowi, by uciekł, w tej chwili wyraźnie nie miał ochoty na "pozbycie się" bohatera.
- Sumelon, daj spokój, to jakiś zwykły podróżnik. Nie ma potrzeby rozlewać krwi. - zwrócił się do mężczyzny, który wydał polecenie. Najwyraźniej nazywał się on Sumelon.
Sumelon już miał coś odpowiedzieć, gdy nagle zawołał jeden z mężczyzn w obozie.
- Idą już! Chodźcie tu!
Sumelon parsknął jedynie i rzekł.
- Zabierzcie go stąd, byle dalej odemnie. - po czym odwrócił się plecami i udał się w stronę wołającego.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gdy tylko ten Sumelon zaczął się oddalać Xarxeos rzekł do otaczających go ludzi:
-Nie jestem waszym wrogiem i nie interesuje mnie co tu robicie, pozwólcie mi odejść, a nasze drogi już się nie zejdą.
I tak wątpił czy pozwolą mu odejść, ale zawsze warto próbować. W międzyczasie oceniał możliwość ucieczki i szanse jak daleko może uciec.
- Spokojnie! Zaraz cię stąd zabierzemy, a potem masz iść w siną dal i lepiej byś nie pamiętał tego, że nas tutaj widziałeś. - rzekł jeden z mężczyzn, po czym dość gwałtownie chwycili Xarxeosa pod ramiona i zaczęli ciągnąć go na południe. Zaczęli oddalać się od obozu.
Wszędzie były równiny i nawet jeśli Xarxeos wyrwałby się, to nie miałby wielkich szans na ucieczkę. Chyba, że poprostu biegałby szybciej od nich, a oni nie posiadaliby broni, która zabija na dystans.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Odeszli dość spory kawałek od ludzkiego obozu. Szli w ciszy dobre dziesięć minut.
- Dobra elfie, a teraz idź przed siebie na południe i lepiej nie oglądaj się do tyłu. Życzymy powodzenia w podróży i nie mieszania się w cudze sprawy. Niech każdy idzie w swoją stronę. - rzekł mężczyzna.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Będzie jak rzeczesz"- odpowiedział mag i dodał z uśmiechem " i mam nadzieję, że się już nigdy się nie spotkamy".
Po czym odwrócił sie i ruszył na południe, zastanawiając się kto gorszy ludzie czy orki.
Xarxeos już wkrótce oddalił się od tych ludzi. Szedł na południe przez równiny, przedzierając się przez trawę. Podróż była niezwykle nużąca. Na szczęście jak narazie nie napotkał żadnych jadowitych węży, czy czegoś innego.
Wkrótce elf zauważył, że kawałek drogi stąd znajduje się jakaś dolina. To znaczne urozmaicenie, podczas tej drogi. Być może jest tam coś ciekawego?
Tak czy siak elf sobie zdał sprawę, że jest głodny i dość zmęczony, ciągłym marszem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum