Lilien żyła wraz ze swoją rodziną na południowy-zachód od wielkiego miasta Anderdull w miasteczku Lurnaell. Młoda elfka dotychczas spędziła swe życie raczej beztrosko i w pokoju, tak jak całe elfie społeczeństwo. Żyła słuchając i czytając historie, i legendy o romansach, wielkich ludziach, i dawnych bitwach. Sama posiadała ogromny talent do śpiewu i gry, którym wielu potrafiła oczarować.
Nie wiedziała, tak jak całe społeczeństwo Lurnaell, że nadchodził czas, w którym piękno, spiew, kultura i magia staną się bezużyteczne.
Lilien obudził śpiew skowronka, który dochodził zza okna. Skowronki mieszkające w Księżycowym Lesie stanowiły unikatowy gatunek, który żył tylko w tym zakątku Sorii. Uważano, że ptak ten śpiewał najlepiej w całej Sorii. Lillien mieszkała wraz ze swoją rodziną. Obok niej na drugim łóżku obudziła się jej siostra Uluillien. Była ona równie piękna jak Lililien, ale w przeciwieństwie do niej kształciła się w kierunku magii.
Dzień rozpoczynał się trochę leniwie, ale optymistycznie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Przeciągłym acz cichym miauknięciem przeciągnęła się na łóżku. Dzień dobry! Wstajemy?- dźwięcznie szepnęła do siostry z uśmiechem. Wyszła z łóżka i stanęła na palcach Zimno!- powiedziała chwytając za przykrycie i zrzucając sobie je na plecy podeszła do okna spojrzeć na skowronka.
Ululilien usiadła na łóżku, rozglądając się wokoło trochę zaspana.
- Dzień dobry. - Odpowiedziała swojej siostrze. - Chyba trzeba wstać i zjeść śniadanie. Mogłybyśmy dzisiaj wybrać się na jarmark, który przyjechał z zagranicy, z Królestwa Ludzi i obecnie zatrzymał się na kilka dni niedaleko Dalanall.
Dalanall było trochę większym miasteczkiem niż ich rodzinne Lurnaell. Leżało kilka godzin drogi od Lurnaell. Wozem albo konno o wiele szybciej.
Na głowie skowronka leżał niewielki płatek śniegu. Wyglądał przez to trochę śmiesznie. Wesoło ćwierkał jakąś melodie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Przeniosła wzrok ze skowronka na siostrę. Jarmark?- przez chwilę milczała zastanawiając się. Nie bardzo mam ochotę słuchać tego gwaru i huku, ale jeśli chcesz to mogę pojechać z Tobą... Rzuciła przykrycie które trzymała na sobie na łóżko i podeszła do szafy szukając czegoś do ubrania. Przeglądając kolejne ubrania zapytała: Jedziemy same czy z kimś? No i czym jedziemy? Kiedy zdecydowała się w co się ubrać usiadła naprzeciwko siostry oczekując na odpowiedź.
- Na jarmarku będą sprzedawać różne rzeczy, z całego świata. Mam nadzieję kupić tam pewne potrzebne mi przyprawy. - powiedziała Ululilien.
Ona również dźwignęła się z łóżka i zaczęła się przebierać.
- Myślę, że możemy wynająć powóz. - odpowiedziała jej krótko.
Za oknem zaczął padać gęsty śnieg. W Księżycowym Lesie bardzo często padał śnieg, a nierzadko zdarzały się również zamiecie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dobrze, niech tak będzie.. Śnieg! Brr!- Lilien wzdrygła się. Jakie przyprawy? Podeszła do okna zakręcając włosy na palcu to w jedną to w drugą stronę. Wydaję mi się że zbliża się zamieć.. Nie wiem czy to dobry pomysł jechac na jarmark w taką pogodę..
- Nasz gęsty las ochroni nas przed zamieciami. - powiedziała - Aaa przyprawy... mistrz Ceneraurus chciał bym kupiła jakieś ziele borlnowskie... szczerze mówiąc nie wiem co to, ale mówił coś, że jak je nabija do fajki to widzi duchy zmarłych.
Mistrz Ceneraurus był nauczycielem Ululilien. Już od jakiegoś czasu uczył ją magii.
- Zejdźmy na dół i zjedzmy śniadanie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dobrze. A co z wozem? Czy nie lepiej z powodu zamieci zabrać się tam konno? Wóz może utknąć we śniegu..- powiedziała Lilien i utkwiła pytający wzrok w siostrze.
- Wóz raczej nie powinien utknąć na naszych drogach, ale możemy pożyczyć sobie konie. - powiedziała gdy schodziły po schodach na dół. Na dole znajdował się niewielki salon, a w pomieszczeniu obok kuchnia. Obie mieszkały z rodzicami. Nie było ich jednak w tej chwili w domu. Zapewne gdzieś wyszli z samego rana nie mówiąc gdzie idą.
- Trzeba coś zjeść. - powiedziała. - Sprawdzę, co jest w kuchni. Może coś przygotuję.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Od kogo weźmiemy konie? - zapytała Lilien wchodząc za siostrą do kuchni. Chwilę zastanawiała się za co się zabrać po czym sięgnęła po niewielki nożyk i zaczęła przygotowywać jakieś owoce. Wiesz gdzie mogli iść nasi rodzice? Przygotowujemy posiłek tylko dla nas czy im też zostawimy? - spytała podrzucając kolejne jabłko w ręce. Myślisz, że zdążymy na jarmark przed południem?- w ostatnim z pytań dało się wyczuć zniecierpliwienie. Chciałabym obejrzeć wszystkie kramy..- dodała z dziecięcym rozmarzeniem.
- Myślę, że Hunnual z wielką przyjemnością pożyczy nam konie. - powiedziała z uśmiechem Ululilien, krojąc elfi chleb. Lilien i jej siostra znały Hunnula. Był to elf mniej więcej w ich wieku. Jego ojciec był karczmarzem w tutejszej gospodzie, a on pomagał mu w interesach. Gospoda ta posiadała również stajnie, gdzie można było zostawić swoje konie, albo jakieś kupić. Hunnual nie miał nigdy najmniejszych oporów, by pożyczać konie Lilien albo jej siostrze, a wręcz czynił to z wielką przyjemnością.
- Rodzice zapewne wyszli spotkać się z Gun'Talem i jego małżonką. Wczoraj coś wspominali, że idą do nich na śniadanie. Chcą podobno omówić jakieś sprawy. - powiedziała jej siostra kładąc na kromki chleba, rzadkie owoce nazywane przez elfów lunnami. W kształcie przypominały liście, a były koloru niebieskiego. Posiadały wiele wartości odżywczych i orzeźwiało zaspane ciało. - Powinniśmy zdąrzyć. Jak nie zatrzyma nas nic nieoczekiwanego.
Śniadanie już po chwili było gotowe. Kanapki z lunnami, kawałkami jabłek i innymi owocami. Do picia miały mleko.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Ululilien a cóż to za uśmiech? - zapytała Lilien z kwaśną miną, marszcząc równocześnie nosek. Nie oczekiwała oczywiście odpowiedzi na to pytanie. - Pośpieszmy się z tym jedzeniem, w takim tempie to wieczora nam zejdzie.. - mamrotała zrzucając z kromki chleba jednym palcem jakieś nie lubiane przez siebie owoce. Kiedy skończyła zerwała się z miejsca, wybiegła po swój płaszcz i narzuciła go na siebie. Idziemy? - z wyczekiwaniem i wyraźnym znudzeniem spojrzała na siostrę.
Ululilien widząc, jaka jej siostra jest niecierpliwa, również postarała się jeść szybciej.
- Nie przesadzaj. Jeszcze wcześnie. - powiedziała popijając śniadanie mlekiem. Wstała od stołu i również nałożyła na siebie płaszcz. - Chodźmy.
Wyszły na zewnątrz. Gospoda w której pracował Hunnual była niedaleko, kilka ulic dalej. Szły pośród zaśnieżonych domów i pomników elfich bohaterów. Jakś kulturalny elf mijając je, ukłonił się grzecznie, widząc dwie młode damy.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Lili zamiast odpowiedzieć siostrze zaprezentowała jej w całej okazałości język.
Kiedy wyszły na ulicę zakręciła się wokół własnej osi. - Dzień dobry świecie! - zawołała głośno i zaśmiała się dźwięcznie. Po chwili uspokoiła się i przyjęła poważny wyraz twarzy na wzór swojej siostry i podążyła za nią . W drodze ukłoniła się lekko elfowi w odpowiedzi na jego przywitanie.
Szły przez chwilę zaśnieżonymi ulicami. Już po chwili doszły do gospody, w której pracował Hunnual. Obok gospody znajdowała się stajnia. Była to jedyna karczma w Lurnaell, gdyż było to dość niewielkie miasto.
- Wejdźmy. Musimy znaleźć Hunnuala.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dobrze- odpowiedziała Lilien wchodząc. W myśli ucieszyła się że wejdzie do ciepłego pomieszczenia kiedy na zewnątrz tak zimno. Jak sądzisz gdzie on może być? Pomaga ojcu czy robi coś innego?
Gospoda była duża i przytulna. Od razu po wejściu do niej, Lilien uderzyła fala przyjemnego ciepła z wewnątrz. Stoły i krzesła były zrobione z rzadkiego srebra, a izbę oprócz promieni słońca, oświetlały magiczne płomienie niebieskiego koloru.
Wewnątrz było dość sporo elfów. Większość spożywała tutaj śniadanie. Gospoda ta była również słynna z najlepszego wina na południe od Lar'Dudanwall. Wielu właśnie go kosztowało.
Za ladą stał ojciec Hunnuala. Jego samego jednak nie było.
Siostra już miała jej odpowiedzieć. Poszedł jednak do nich jakiś elf i elegancko się ukłonił.
- Może piękna panna zagrałaby nam coś na harfie do posiłku? - zwrócił się do Lilien.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Chwileczkę - powiedziała Lilien do elfa, wykonując przy tym gest który miał symbolizować aby poczekał czy dał jej odejść na słówko..
-Ululilien, sądzisz że był by to wielki nie takt z mojej strony gdybym odmówiła temu przemiłemu Panu..?- zapytała Lilien szeptem siostry.
Elf jeszcze raz ukłonił się grzecznie, co miało oznajmić, że będzie cierpliwie czekał.
Ululilien była trochę zmieszana. Sama nie wiedziała co może odpowiedzieć siostrze.
- Jeśli nie masz ochoty grać... to mu grzecznie odmów.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Odmówię w takim razie. - odpowiedziała szybko i zwróciła się w stronę elfa. Niestety drogi Panie, mi i mojej siostrze bardzo śpieszno. Z wielką przyjemnością zagram dla Państwa następnym razem gdy się spotkamy.- rzekła nie patrząc elfowi w oczy i skłoniła się lekko.
To co idziemy szukać Hunnuala? Może podejdę do jego ojca i zapytam gdzie jest?- zapytała siostry i spojrzała na nią z uśmiechem.
- Jak panna sobie życzy... - powiedział i smutny wrócił do posiłku.
Ululilien pokiwała głową.
- Tak zapytajmy się go.
Obie podeszły do lady. Za ladą stał ojciec Hunnuala. On sam nazywał się Bulninen. Lilien znała go już trochę, jak zresztą każdy w mieście. W końcu prowadził jedyną karczmę w mieście. Był kulturalny, ale mało gadatliwy. Nie lubił rozmawiać z innymi, mimo, że znał wiele osób. Miał za to głowę do interesów.
W milczeniu stał i przyglądał się elfkom stojącym przed nim.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Lilien poklepała lekko odchodzącego elfa po ramieniu aby nie przejmował się za bardzo i puściła mu oko.
Kiedy podeszła z siostrą do karczmarza powiedziała:
Witaj Bulninen! Jak dziś idzie Ci w pracy? - tu zrobiła pauzę ale nie na tyle długą aby zapytany zdążył odpowiedzieć. Szukamy Twojego syna Hunnuala wiesz może gdzie jest?- zapytała wesoło z w jej oczach zatańczyły iskierki.
Bulninen spojrzał na Lilien. Otworzył usa, by odpowiedzieć, ale zaraz padło następne pytanie. Zamknął je z powrotem, po czym otworzył je znów i wreszcie odpowiedział.
- Syn? - zapytał trochę niepewnie Bulninen, po czym zmieżył Lilien wzrokiem od stóp do głów. Zaraz na jego twarzy zagościł uśmiech. - Ah tak, syn. Dobrze, że się o niego panny pytają. Dobry wiek by wreszcie wziąść się za siebie i ustatkować. Poszedł do stajni, zaprowadzić konia jednego z naszych gości. Tam go znajdziecie drogie damy.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Dziękuję! - odpowiedziała Lilien dźwięcznie.
Idziemy do tej stajni po niego?- zapytała siostry i nie czekając na odpowiedź wzięła ją za rękę i pociągła za sobą Chodź. phi! Stary chciał wyswatać synalka. Phi!- wymamrotała pod nosem zniesmaczona kiedy odeszły kilka metrów od karczmarza.
Ululilien wzruszyła tylko z uśmiechem ramionami. Opuściły gospodę i udały się do stajni obok. Akurat wtedy wychodził z niej Hunnual. Był to młody elf w podobnym wieku jak Lilien i jej siostra. Nosił białe włosy do ramion i był ubrany dość elegancko, mimo, że zajmował się stajnią.
Na ich widok uśmiechnał się i ukłonił się.
- Witajcie. Dobrze was widzieć. - powiedział.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum