Wysłany: 2005-12-12, 23:21 Droga do Domu (Kroniki Draxa - Wprowadzenie) Cz. I
"Co w tych okolicach robi Mroczny Elf ?" spytał przysadzisty wieśniak wskazując ręką na przechodzącą postać w płaszczu.
"Nie mam pojęcia ale lepiej się od takich z daleka trzymać." odparł jego ojciec
"Nigdy nie wiadomo co takim po głowach chodzi.
Ów Mroczny Elf zwał się Drax. Do tych nieprzyjaznych mu okolic został przyciągnięty wbrew swej woli. Warto chyba opowiedzieć po krótce jak to się stało, że ktoś taki, samotnie przemieża ludzkie krainy.
Gdy był jeszcze bardzo młody, został pochwycony i uprowadzony przez barbarzyńskie ludzkie plemię. Ci traktowali go jako zdobycz z wyprawy, niewolnika. Drax spędził z nimi wiele niezwykle męczących i upokarzających tygodni, zanim zdecydował się uciec. Został niestety schwytany, a za próbę ucieczki, przykładnie ukarany. Barbarzyńcy wyłupili mu oko. Bo tym traumatycznym przeżyciu Mroczny Elf długo nie myślał o ucieczce i znosił stan niewolniczy jeszcze długi czas. Całe 5 lat.
Na szczęście w końcu nadarzyła się szansa, szansa ponownej wolności. Barbarzyński lud został zaatakowany przez inny, nie mniej okrutnych i waleczny. Rządni nowych ziem i skarbów Ludzie, oblężyli miasto, w którym urzędowali oprawcy Draxa. Była to doskonała okazja na ucieczkę. Mrocznemu Elfowi prawie się udało. Wydostał się poza mury miasta, poczuł już zapach wolności, gdy dopadli go ludzie Lorda Garasa. Majętnego sojuznika ludu oblegającego miasto. Ten postanowił zatrzymać sobie Draxa, jako swoistą maskotkę.z wyprawy. Obdarował go także tatuażami, które oznaczają „Niewolnik na wieki”. Mroczny Elf miał okazję, wbrew swojej woli, poznać nawyki i tradycje ludu, którego tak nienawidził. Pewnego dnia zdobył się na odwagę i postanowił zabić swojego dręczyciela, którego zwać musiał Pane oraz uciec i w końcu odzyskać upragnioną wolność. W nocy zakradł się do sypialni Lorda ze sztyletem do patrodszenia zwierzyny. Wbił go głęboko w pierś prześladowcy. Było to dla niego niezwykle uderzającym i zarazem sadysfakcjonującym przeżyciem. Uciekł z domu Pana i przez następne dwa lata ukrywał się przed strażą w mieście ucząć się chcąc nie chcąc sztuki złodziejskiej, która to była niezbędna do przetrwania jako uciekinier.Chcąc zakryć blizny i tatuaże, które go szpeciły przywdział długi płaszcz z kapturem zasłaniający twarz. Po dwóch latach spędzonych w ciągłym strachu podjął ostateczną decyzję. Wróci do swoich braci w Puszczy Wiecznej Nocy.
Drax znajdował się obecnie w nic nie znaczącej wiosce gdzieś na peryferiach Królestwa Ludzi. Wiedział dobrze gdzie zmierza, nie wiedział tylko co czeka go w tej tułaczce. Był w drodze juz około dwóch tygodni. Nie nażekał jednak na niewygody, gdyż w porównaniu do tego co przeżył było to niczym nieustająca biesiada. Był Wolny ! Po tych wszystkich latach w końcu wolny. Często cierpiał od głodu, gdyż nie był najlepszy w polowaniu, ni też znajdowaniu jadalnego pokarmu poza miastem. Jednak coraz bardziej się przyzwyczajał i coraz lepiej szło mu także zdobywanie pokarmu bez pośrednictwa innych ludzi. Nigdy jednak nie pogardził tym co inni mogli mu "pożyczyć". Darx właśnie wypatrzył coś co baqrdzo go ucieszyło. Otwarty sklep z owocami, ziołami oraz mięsem i zbożem. Aż dziwne, że o tej porze nadal, a raczej już był czynny. Złodziej bowiem, jak przystało na każdego Mrocznego Elfa żył w trybie nocnym, dnie przeznaczał głownie na sen.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2006-01-29, 10:41, w całości zmieniany 2 razy
Głód, który doskwierał elfowi był tak mocny, że nawet długo się nie zastanawiał co ma zrobić. -Czas wykorzystać to czego nauczyło cię to przeklęte miasto...- pomyślał. Wykonał kilka cichych ruchów, aby zbliżyć się nie zauważenie. Zaczaił się pod ścianę tak, aby szanse znalezienia go były minimalne. Przemawiał przez niego tylko głód. Nie myślał o niczym innym jak tylko zdobyć trochę pożywienia i uciec z tej nory jak najszybciej. Przystawił ucho do owej ściany, aby sprawdzić czy w środku panoszy się ktoś kto mógłby przeszkodzić mu w jego celu. Czekał z zapartym tchem na choćby szmer, a raczej na jego brak.
Złodziej zakradłsię to południowej ściany budynku. Przez nią nie było łatwo usłyszeć czegokolwiek, jednak okno ułatwiało sprawę. Z początku panowała całkowita cisza jednak już po chwili, do uszu Arthasa doszedł cichy szmer, jakby przesuwania czegoś po półce. Nie słychać było jednak żadnych głosów.
Drax uwielbiał stawiać czoła nowym wyzwaniom. Jednak nie był na tyle głupi by dać się złapać. Lekko wejrzał przez owe okno by sprawdzić co znajduje się w środku, aby ocenic szanse udanego rabunku. Jedyne rzecz, która znajdowała się w jego umyśle to koncentracja nad narzuconym przez siebie zadaniem.
Pomieszczenie było lekko oświetlone dwoma świecznikami. Za ladą stał podstarzały już człowiek w okularach. Drax nie był w stanie określić co ów jegomość robi, jednak widać było, że jest to coś związanego z produktami zaścielającymi jego półki. Oprucz staruszka, nie było widać nikogo innego. Wzrok Mrocznego Elfa przykuły natomiast smakowite kawałki mięsa ułożone w koszu, oraz sporo jabłek i gruszek w koszu obok.
Drax postanowił zadziałać w otwarty sposób. Zaciągnął kaptur na twarz. Bezszelestnie uchylił drzwi i wszedł do środka. Stanął w przejsciu i przyjrzał sie staruszkowi. Po chwili przysunął się w kierunku ściany i wyciągnął ręke po kilka kawałków mięsa. Był już prawie pewien swojego sukcesu...
Gdy tylko uchylił drzwi, okazało się, że nie dało się tego zrobić bezszelestnie. Stare drewniane drzwi zatrzeszczały dość głośno. Staruszek odwrócił się do Draxa nad wyraz gwałtownie.
"W czym mogę służyć." spytał odruchowo, niezbyt grzecznym tonem.
Drax zaklął w myślach, gdy drzwi zatrzeszczały. "Dobry wieczór..." - odpowiedział zdenerwowany elf. Nagle w jego umyśle zaświtała złota myśl. "Poproszę to! O tak dokładnie to." - wskazując na byle jaką rzecz znajdującą się na tyle daleko, aby odwrócić chociaż na chwile uwagę sprzedawcy. Po czym w błyskawicznym tępie sięgnął po kilka kawałków mięsa, jabłko i dwie gruszki.
Sprzedawca lekko zdziwiony sięgnął po miksturę wspomagającą płodność u bydła stojącą za jego plecami.
"Czy o to chodziło?" zapytał odwracając się do Mrocznego Elfa, który akurat zdążył schować 3 kawałki mięsa, jabłko i 2 gruszki pod płaszczem.
Mroczny Elf odpowiedział zadowolony. "Hmmm....". Wziął do ręki miksture i popatrzył. "Tak,tak... CHWILA! Ten specyfik ma jakąś dziwną barwę. Jednak podziękuję." Powiedział uradowany Drax poczym szybko bez słowa wyjaśnienia wyszedł ze sklepu. Odszedł parenaście metrów przykucnął pod drzewem i zabrał się za jedzenie.
Sprzedawca przyjrzał się ze zdziwieniem buteleczce, po czym otworzyłusta żeby coś powiedzieć, jednak Drax już wychodził ze sklepu. Staruszek, niezbyt zadowolony odłożył specyfik na półkę nadal podejrzliwie mu się przyglądając.
Złodziej rozradowany swoim sukcesem zjadł całą zdobycz w mgnieniu oka. Nareszcie był najedzony, od razu obudziła się w nim nowa siła.
Pełen sił drow ruszył dalej w drogę. Noc była jego jedynym sprzymierzeńcem więc postanowił podróżować jedynie pod jej osłoną. Zdawało się, że lada chwila się przejaśni. Pewnym krokiem ruszył, aby znaleźć jakieś miejsce, gdzie mógłby wypocząć chroniąc się przed światłem, którego nienawidził.
Przy granicy wioski, Drax znalazł starą szopę. Nie wyglądała zbyt wygodnie, jednak zapewniała odpowiednią ciemność, nawet w środku dnia. Horyzont robił się coraz czerwieńszy.
"Dobre i to..." Westchnął ponuro. Wszedł do chaty i ułożył się do spania w kącie, gdzie światło nie padało. Do spania w takich warunkach był przyzwyczajony, gdyż ukrywając się przed strażą miejską musiał znaleźć sobie schronienie w kanałach miasta. Szybko usnął czekając następnej nocy. Śnił o swoim dzieciństwie w mrocznej puszczy…
W porównaniu do noclegów z ubiegłych tygodni, ten był wyjątkowo wygodny i spokojny. Gdy Drax się zbudził, była już noc, na niebie nie było nawet śladu zachodu. Nie vył w stanie ocenić jak długo spał, czuł się jednak wypoczęty.
Do swojej upragnionej Puszczy miał zaledwie kilka dni drogi.
Otworzył oczy, wstał i spojrzał w niebo. Wróciły wspomnienia... Myślał jak wyglądałoby jego życie, gdyby wtedy nie został złapany... Kim by teraz był... Zabrał swoje tobołki i wyszedł z szopy. Sen, który śnił mu się ostatnio napawał go jeszcze większą siłą. Miał nadzieję, że już nic nie przeszkodzi mu w dotarciu do celu. Nie chodził głównymi drogami, gdyż było na nich większe prawdopodobieństwo spotkania straży miejskiej. Dlatego wybrał inną drogę. Poruszał się ciemnymi zakątkami, które były przyjazne każdej istocie widzącej w ciemności.
Ciemne zaułki stanowiły niestety żadkość w takiej małej wiosce. Zresztą, był już na jej grnicy więc dalsza droga wiodła go po bardziej dzikich terenach. Wokół rozciągały się równiny w oddali pojawiały się pojedyńcze drzewa i krzewy. Czasem jakieś stworzenie nocy przeleciało lub przebiegło gdzieś w okolicy. Droga była bardzo spokojna.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum