Kiedy Altharis wrócił po swojej ostatniej przygodzie do domu swego mistrza Krazzela tego nie było w domu. Było to co najmniej dziwne, ponieważ jego mentor zazwyczaj nie opuszczał tego miejsca. To w tym miejscu spał, pracował, studiował grube tomy pisane często niezrozumiałym dla przeciętnego człowieka, a nawet młodego adepta magii językiem. Kiedy ostatnio Altharis widział swego mistrza ten wybierał się na ważną rozmowę z innymi tęgimi głowami. Jednak nie zapowiadał swojej dłuższej nieobecności. Teraz kiedy mag stał w progu w kominku salonu który był zaraz za wejściem nie palił się ogień. Czerwony fotel stał pusty a na stoliku obok niego leżała fajka z której już od jakiegoś czasu nie tlił się delikatny tytoniowy dym. Na lewo znajdowały się drzwi pracowni mistrza. Jednak nie zwykłe kawałki drewna oddzielające to pomieszczenie od innych. Były to zielonkawe drzwi bez klamki. Nikt sam nie potrafił ich otworzyć lecz ilekroć Krazzel chciał wejść do środka te same go tam wpuszczały jeszcze zanim zdążył do nich podejść. Na prawo znajdywały się sypialnie oraz kuchnia. Młody mag był trochę zmęczony po ostatniej niezwykłej przygodzie więc alternatywa skierowana swych kruków w prawo była co najmniej kusząca.
Altharis zaniepokoił się nieobecnością swojego mentora. Rozglądał się jeszcze chwię po pokoju jakby szukał jakiejś wskazowki na odnalezienie przyczyny nieobecności mistrza. Podszedł do drzwi do pracowni Krazzela, stanął przed nimi lecz po chwili zrezygnowany udał się na spoczynek, gdyż był bardzo zmęczony. Postanowił ze poczeka do rana a jesli mistrza dalej nie będzie, podejmie odpowiednie kroki.
Altharis ruszył do swojej sypialni z nadzieją na spokojny wypoczynek, dlatego kiedy ułożył się wygodnie w miękkiej pościeli od razu zasnął.
Kiedy otworzył oczy nie ujrzał sufitu swojej sypialni. Był to raczej obraz stropu wysokiej na dobre dwadzieścia metrów jaskini. Czuł straszny gorąc i słyszał podejrzany bulgot jakby wrzącej wody. Do jego nozdrzy dostawał się także nieprzyjemny odór.
Do młodego maga nie od razu dotarło że jest w miejscu, w którym nie powinien być. Z początku myślał że to sen lecz po chwili do niego dotarło. Poczał się rozglądać wokół siebie, sprawdził czy ma przy sobie swój ekwipunek. Starał się zachowywać cicho, gdyż sądził że został porwany. Niepokoił go również bulgot i straszliwy odór. Sprobował wstać
Pomimo podejrzeń, cały ekwipunek maga był na miejscu. Dopiero kiedy wstał jego oczy dojrzały przyczynę bulgotów, zapachu i ciepła. Znajdował się na kamiennym podłożu, lecz wokół niego znajdywało się jezioro lawy a zapach który uderzał w jego nozdrza był zapachem siarki. Grota w której się znajdywał była pokaźnych rozmiarów lecz jej wygląd a raczej rozkład kamiennych ścieżek które przez nią przebiegały pomiędzy gęstym wrzącym płynem był niezwykły. Każda z nich prowadziła do otworu w skale który zapewne otwierał długi korytarz prowadzący do innych komnat bądź na zewnątrz. Na pierwszy rzut oka mag naliczył osiem takich otworów. W powietrzu prócz oparów znad ognistego zbiornika unosił się tlący się zieloną barwą punkcik całkiem nie daleko na lewo od Altharisa. Dryfował dwa metry nad ziemią zataczając "ósemki".
Mag poczuł sie trochę pewniej mając przy sobie swój ekwpipunek. Nie było to porwanie, gdyż porywacze odebrali by mu jego rzeczy, więc z jakiego powodu znajdował się w tym przeklętym miejscu? Wpatrywał się jeszcze chwilę w zielony punkcik po czym potrząsnął głową i ruszył wolnym, ostrożnym krokiem ścieżką, które prowadziła do najbliższego otworu w skale. Wiedział że utrata równowagi lub potknięcie mogło by się dla niego źle skończyć.
Mag ruszył ostrożnie w kierunku otworu który znajdował się po jego prawej stronie. Po chwili zauważył że zielony punkt kieruje się za nim zataczając coraz szybciej "ósemki". Zachowywał jednak jednakową odległość od maga. Nie Zbliżał się do niego ani nie oddalał. Po prostu podążał za nim. Dodatkowo mag zauważył że im bliżej jest otworu po prawej stronie tym mniej zieloną barwę ma tajemniczy "śledzący" go punkcik.
Mag zatrzymyał się i skupił wzrok na owym zielonym punkciku. Pomyślał że za pomocą tego "punkcika" jest obserwowany przez jakiegos maga albo inną istotę znającą się na magi
-Co jest kurwa? - powiedzial w kierunku zielonej kropki po czym kontynuowal swoją wedrówkę w kierunku otworu w skale, co chwila zatrzymując się i spoglądając na śledzący go punkcik.
Mag znajdował się teraz zaledwie dwa metry od otworu który z bliska okazał się być tunelem. Punkcik bladł coraz bardziej a jego ruchy stały się na tyle szybkie że szaro-zielonkawa poświata wyznaczała już niemal cyfrę "8". Wciąż zachowywał identyczną odległość od maga jak na początku. W jeziorze lawy buchnął nagle płomień który nieźle przestraszył maga i omal nie zmusił do kroku w tył skąd mógłby się ześlizgnąć do jeziora.
Bohatera coraz bardziej niepokoiła aktywność owego punkciku. Podszedł więc do niego wpatrywał się jeszcze chwile po czym chwycił pewniej swój kij do ręki i zamachnął się kilkakrotnie celując w tajemniczy punkcik. Starał się przy tym nie stracić równowagi.
Altharis jednak nie miał możliwości uderzenia punkciku. Kiedy tylko mag ruszył w jego stronę ten oddalił się od niego zachowując wciąż niezmienną odległość. Co ciekawe kiedy oddalili się punkcik nabrał ponownie odrobinę zielonego koloru i jakby trochę zwolnił swoje ruchy.
-A spierdalaj- powiedział w kierunku punkciku poirytowany mag. Skierował się w kierunku otworu w skale, teraz już kompletnie olewając ów tajemniczy punkcik.
Ruszył w stronę otworu. Punkcik znów zaczął zachowywać się jak wcześniej kiedy utracił resztki zielonej barwy zniknął z oczu bohatera. Tunel nie był zbyt długi i wkrótce Altharis ujrzał przed sobą wejście do nieco mniejszej niż wcześniej groty. Nie dostrzegał tam już śladów lawy lecz była ona oświetlona blaskiem ognia. Jedyne co mag słyszał to głuchy bulgot lawy gdzieś za nim. Jego nozdrza zostały częściowo uwolnione od zapachu siarki.
Mag ruszył w kierunku owej mniejszej groty, która ukazała się jego oczom. Trzymał swój kij w gotowości. Nie podobało mu się to miejsce i chciał jak najszybciej wrócić na powierzchnie
Kiedy mag wszedł do groty usłyszał groźny warkot. Kiedy tylko się rozejrzał ujrzał jego źródło. Przed jego oczami stało stworzenie podobne do psa jednak dwa razy większe od niego. Jego sierść była czarniejsza niż węgiel a grzbiet płonął żywym ogniem podobnie jak oczy i gęba stwora. Nim mag zdążył w jakikolwiek sposób zareagować stworzenie rzuciło się na niego.
Nastała ciemność.
Altharis usłyszał rytmiczne uderzenia powtarzane co chwilę. Zdawało mu się nawet że usłyszał jak ktoś wypowiada jego imię.
Otworzył oczy. Ujrzał sufit swojej sypialni. Wszystko wyglądało tak jak w momencie kiedy kładł się spać. Ktoś pukał do drzwi.
Mag miotał się jeszcze na łóżku, probował rzucić zaklęcie po czym zapadła ciemność. Otworzył oczy po czym wpatrywał się w chwilę w sufit, gdy usłyszał pukanie. Wstał trochę rozkojarzony, zastanawiając się na tym co mu się śniło, może to była jakaś wizja? Otworzył drzwi by sprawdzić kto się tak dobija
Altharis wstał z łóżka zastanawiając się nad tym co miało miejsce. Wciąż zdawało mu się że czuje w płucach zapach siarki. A może to tylko złudzenie i wyrwany nagle ze snu umysł maga daje błędne sygnały zmysłom. Ruszył w stronę drzwi. Kiedy je otworzył ujrzał w nich Uriusa.
- Witaj magu. Spałeś? - powiedział przyglądając się Altharisowi uważniej - Przecież już południe. Ja od rana jestem na nogach. Z resztą nie tylko ja. Całe miasto. Nie wiem jak mogłeś tak po prostu spać... Zresztą zaraz wszystko Ci opowiem. Gdzie Krazzel?
Po zasypaniu maga informacjami nie czekając na zaproszenie do środka wszedł ściągając płaszcz.
-Witaj przyjacielu .Tak spałem choć nie wiem czy tak można to nazwać. Krazzela nie ma od pewnego czasu, martwie się że mogło coś mu się stać ale przecież jest potężnym magiem-urwał Altharis. A coż takiego się stało że pół miasta stoi na nogach od samego rana?- zapytał zaciekawiony mag
- Nie dobrze. Właśnie teraz Krazzel najbardziej by się przydał. Wczoraj po naszym raporcie generał Anee wysłał pięciu zwiadowców w miejsce którym miał znajdować się wóz z dostawą żywności. Pięć konnych wczoraj opuściło miasto. Dziś nad ranem wróciło dwóch. Zgodnie twierdzą że wojsko orków przemieszcza się w stronę naszego miasta. Formowane są oddziały pod dowództwem każdego z czterech generałów. My zostaliśmy przydzieleni pod komendę generała Anee. Podobno dziś wieczorem lub jutro rano my i oddział generała Lesana mamy wyruszyć by ogarnąć całą sytuacje. Pozostałe dwa oddziały pozostają by bronić miasta lub zarządzić jego ewentualną ewakuację i eskortować kobiety z dziećmi w bezpieczne miejsce.
-Smutne to wieści przynosisz przyjacielu. Musimy szybko poczynić przygotowania, gdyż nie wiadomo kiedy będziemy musieli wyruszyć. A co z wyposażeniem ? Wiadomo ci coś na ten temat ? Mam nadzieję że w zbrojowniach wojskowych znajdzie się coś dla maga. -Powiedział Altharis i po chwili dodał -A co z Leathisem i Ellaina? Doszli już do siebie? Martwił się o los tych dwojga
- Cóż. Do tej pory zaopatrzeniem magicznym dla miasta zajmował się Krazzel. Wątpię czy w magazynach garnizonu znajdziesz jakikolwiek zwój magiczny czy czego tam potrzebujesz. Możesz się zwrócić do okolicznych kupców z kramami magicznymi albo gildii magów lecz wątpię by oddali ci wszystko czego Ci potrzeba za darmo. Jedyne zaopatrzenie które jest tak po prostu rozdawane to skórzane zbroje i krótkie miecze właśnie przez strażników magazynu.
Ellaina ma się lepiej. Rozmawiałem z nią dziś rano. Mój brat jednak wciąż nie odzyskał przytomności choć uzdrowiciele powtarzają że wkrótce się to zmieni.
-Skórzane zbroje i krótkie miecze, to akurat już mam- skomentował krótko Altharis- Coż idę więc postarać się o coś ciekawszego, spotkamy się poźniej- powiedzial mag po czym udał się w kierunku siedziby generała Anee. Jeśli miał zamiar zdobyć jakiś zwój czy kostur od gildi magów czy kupców za darmo, potrzebował pewnie na to zgody generała gdyż wątpił by ktoś dałby mu coś za darmo bez nakazu dowódcy, a tak się składało że pieniędzy za dużo nie miał.
Mag po pożegnaniu się z fechmistrzem udał się w kierunku garnizonu. W mieście rzeczywiście panowało spore zamieszanie nie mówiąc już o samych okolicach siedziby generała Anee gdzie tuż obok w magazynach wydawana była broń. Altharisowi udało się jakoś przedostać do pożądanego budynku. Generał akurat z niego wychodził kierując swe kroki w prawo.
-Witam panie generale- zagadnął szybko przełożonego - Mam do obgadania dwie sprawy, nie zajmę panu dużo czasu. Po pierwsze, od jakiegoś czasu mój mistrz Krazzel nie wraca do domu. Jak wiadomo zaopatrywał on nasze miasto w wszelkiego rodzaju rzeczy, które przydały by się naszym magom w czasie wojny. Pomyślałem sobie żę może orkiki mają z tym coś wspólnego ale mam nadzieję że nie. Kiedy go ostatni raz widziałem, mówił że następnego dnia ma udać się na spotkanie z magami z okolicznych miast. Uznalem to za bardzo niepokojące, więc postanowiłem Cię o tym poinformować-
Wypowiedziawszy te słowa Altharis dał chwilę generałowi by rozważył jego słowa, po czym kontynuował
-A co z tym się wiążę, jako żę Krazzela nie ma, nie mam od kogo otrzymać żądnego przydatnego dla maga ekwipunku- miecze i topory to nie dla mnie, potrzebowałbym jakiegoś kostura magicznego, szaty albo zwójów z zaklęciami. Domyślam się żę raczej w zbrojowni wojskowej żadnych z wymienionych przeze mnie rzeczy nie znajde. Znajdziesz na to jakąś radę? Nie mam pieniędzy by zapłacić magom z gildi albo kupcom a nie mam zamiaru wyruszać do boju niewyposażony...
Generał wysłuchał uważnie wypowiedzi maga i skinął głową z powagą kiedy Altharis powiedział o niepokojącej nieobecności swego mistrza. Kiedy Mag spytał o zwoje generał westchnął głęboko.
- Jeśli chodzi o Twego mentora Krazzela podejmę środki by go odnaleźć. Jest teraz nam niezwykle potrzebny. Co zaś się tyczy magicznego wyposażenia. - westchnął po raz kolejny - Nie mam najlepszych kontaktów z tamtymi ludźmi lecz... Poczekaj chwilę.
Anee wrócił do swojej kwatery. Nie było go przez dobre pięć mminut. Jednak po tym czasie ponownie ukazał się w drzwiach z zapieczętowanym zwitkiem papieru.
- Idź do gildii i pokaż jednemu z tamtejszych nauczycieli - Zandisowi - tę wiadomość. Powinien udzielić ci drobnej pomocy w tej sprawie. Wybacz ale teraz już naprawdę nie mam czasu. Pilne sprawy wzywają.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum