Wysłany: 2005-12-06, 20:55 Piętno Czasu (Kroniki Abaddona - Wprowadzenie)
Do miasta Rehertas wkroczył strudzony wędrowiec. Płaszcz pokrywał jego ciało, a kaptur zakrywał twarz, którą zdobiło wiele blizn. Na plecach wisiał kołczan pełen bełtów, zaś obok niego niedawno upolowana salamandra. W lewym ręku trzymał kuszę.
Na imię było mu Abaddon. Demon ten, wybrał samotne, tułacze życie uciekając z domu zaraz po osiągnięciu pełnoletności. Nienawidział swoijej rodziny, to ułatwiło decyzję. Dobre stosunki utrzymywał jedynie z dziadkami od których to dostał swoją pierwszą amatorską kuszę. Dzięki niej zdołał przeżyć w nieprzyjaznych krainach Królestwa Piekieł.
Swego czasu dołączył do wojska, do Sił Zbrojnych walczących z Serpensami. Został jednak z tamtąd wyrzucony za niezdyscyplinowanie. Obecnie jest wonym strzelcem podróżującym od miasta do miasta i od wioski do wioski.
Abaddon dawno już nie zawitał do żadnego zamieszkanego terenu, zaczynał już tęsknić za gospodzianymi wygodami.
Miasto nie należało do największych, jednak nazwanie go wioską byłoby dużym błędem.
Po głównej ulicy, prowadzącej najwyraźniej do centrum Rehertas, przechadzało się wiele Demonów różnej maści i wyglądu.
Abaddon zaczepił pszechodnia i spytał sie szybko ale zrozumiale "wybacz że pszeskadzam ale
gdzie jest najlepsza tawerna w tym mieście" patżąc wciąż prosto by nie ujawniać blizn na tważy
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Demon lekko zaskoczony odparł szybko:
"Pewnie chodzi ci o Czerwonego Karła. Znajdziesz go po prawej stronie ulicy, blisko centrum miasta, napewno trafisz. A teraz przepraszam ale śpieszno mi."
Przechodzień uszył dalej szybkim krokiem.
Abaddon postanowił pujść do karczmy zorientować sie jak sie sprawy mają a potem morze na targowisko sprzedać salamandre
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Przed Abaddonem pojawiłsię spory szyld z małym czerwonym demonem. To musiało być to.
W środku było bardzo gwarno, wszystkie stoliki zajęte. Dwójka pięknych (jak na swoją rasę) demonic podawała gościom posiłki i odbierała zamówienia. Za ladą stał karczmarz, w pośpiechu przygotowując kolejne napitki.
Nasz bochater podszedł do lady i zapytał sie po ile pokuj albo jakaś strawa
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Właściciel tawerny, odparł dość szybkim i mechanicznym tonem.
"Pokój za 3 ZM, zaś jeśli chciałbyś jakąs strawę, trzeba by ci było usiąść przy którymś stoliku."
"Jednak jak widzisz może to być teraz trudne." dodał po chwili patrząc zmęczonym wzrokiem na Abaddona.
Dziękuje odparł wruce tu puźniej i wyszedł w poszukiwaniu targowiska
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Długo nie musiał szukać, gdyż centrum miasta wprost roiło się od straganów. Bronie, amulety, składniki, mikstury, skóry zmierząt, żywe zwierzęta, można tu było znaleźć dosłownie wszystko.
Abaddon długo sie nie zastanawiając prubuje znaleść kupca na salamandre i pszy okazji znaleść okazje do zarobku
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Abaddon zgodził sie i porzedł do budynku przywudcy tego ów miasta bo pomyślał że może ma dla niego jakąś ciekawą propozycje pracy
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Budynek przywódcy był sporawą willą dobrze bronioną i pilnowaną. Znajdowała się w centrum zaraz za straganami. Gdy tylko Abaddon podszedł do wejścia, strażnicy zatrzymali go, a jeden z nich odparł niezbyt grzecznym tonem:
"Czego tutaj szukasz !?"
Szukam pracy czy właściciel tego domu za wami jest zainteresowany daniem zajęcia poszukiwaczowi przygud odpowiedział bochater
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Jeden ze strażników uniósł lewą brew do góry.
"Chłopcze, gdyby nasz Pan miał jakąś robotę, nie zlecałby jej byle komu niewiadomo skąd."
Drugi strażnik cicho się roześmiał.
Nie jestem byle kim brzydalu jestem Abaddon,odpowiedział Abaddon
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Strażnik westchnął i spojrzał znaczącym wzrokiem na swojego kolegę.
"Ach przepraszam mości Pana" odrzekł ironicznym tonem
"Nie wiedziałem, że to Pan. A teraz proszę z tąd spadać i nie zawracać mi głowy o wielki Abaddonie." obaj strażnicy zaczęli się głośno śmiać.
Dobra śmiejcie sie ale ja jeszcze tu wruce odżekł udając sie z powrotem do tawerny
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Strażnicy odprowadzili Abaddona wzrokiem nadal śmiejąc się pod nosem. Mag, zaś dotarł z powrotem do Czerwonego Karła. Tym razm było nieco luźniej, jednak nieznacznie. Jedyną różnicą były trzy wolne miejsca przy jednym ze stolików. Właściciel nadal wyglądał na bardzo zapracowanego.
Abaddon postanowił zarezerwować pokuj na noc a puźniej siąść przy jednym ze stolików
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Długo musiał jednak czekać, aż ktoś do niego podejdzie. Gdy zaczynałsię już mocno niecierpliwić podeszła do niego jedna z dziewek służalczych.
"Poszę bardzo oto co oferujemy." odrzekła przyjaznym acz zmęczonym głosem podając Abaddonowi kawałek grubego papieru. Strzelec co prawda nie potrafił czytać ale i bez tej umiejętności był w stanie sobie poradzić z odszyfrowaniem oferowanych dóbr, gdyż odpowiednie rysunki wszystko wyjaśniały.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2005-12-08, 20:44, w całości zmieniany 1 raz
Strzelec postanowił kupić coś na co było go stać i poczekać na jakieś ciekawe wydażenie które może zmieni los w jego życiu
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Abaddon wiedział jedno, był zmęczony. Od dłuższego czasu podróżował, spał pod gołym niebem i jadł co popadło. Z kartki wywnioskował, iż za nocleg będzie musiał zapłacić 3 ZM, czyli zostanie mu jedynie jedna moneta. Za taką kwotę mógł co najwyżej zjeść niewielki posiłek i popić go wodą.
Bochater zamówił posiłek zjadł i poszedł sie pszespać do swojego pokoju
_________________ "Wszyscy mnie teraz nienawidzą, więc jebać to
Krew na mej twarzy i dłoniach
Nie wiem czemu, nie boje się płakać
Ale to nie twoja sprawa"
Posiłek nie był zbyt wyrafinowany, ni też sycący, jednak musiał wystarczyć Abaddonowi, gdyż nie stać go było na nic więcej.
Strzelec zapłacił właścicielowi za pokój, odebrał klucz i udał się na górę. Znalazł swój pokój, otworzył kluczem drzwi i wkroczył zmęczony do środka. Pokój był mały, z jedną niewielką szafką i małym łóżkiem. Okno wychodziło na centrum miasta.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum