Wysłany: 2007-01-29, 00:35 Podróżując w mroku (Kroniki Anatoila - Wprowadzenie)
Podróżując w mroku
Sesja Anatoila
Chmury mknęły po błękitnym niebie niesione przez ciepły wiatr. Słońce przekroczyło już zenit i powoli kierowało się w stronę zachodu oplatając swymi promieniami całą okolicę. Anatoil zmierzał właśnie w kierunku Broln, gdzie miał zamiar sprzedać skóry upolowanych zwierząt W większości były to futra dzików choć znalazło się także kilka wilczych oraz jedno lisie. W garbarni powinien dostać z swe zdobycze trzydzieści… może nawet czterdzieści złotych monet. W końcu niósł ponad trzynaście skór. Znajomy garbarz – Rodewick - mieszkający w mieście do którego Anatol zmierzał powinien docenić jego pracę zwłaszcza, że ostatnio poskąpił monet mówiąc, że marny miał wtedy utarg. Pomimo tego stary, pogarbiony człowiek jak do tej pory był uczciwy względem łowcy. Na horyzoncie powoli wyrastało wspaniałe miasto Broln.
Anatoil miał tego wieczoru naprawdę podły nastrój. Zaklął cicho pod nosem i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś drzewa, które mogłoby usłużyć jego plecom. Gdy takowe znalazł usiadł pod nim, zdjął swój plecak oraz upuścił na ziemię ciężar skór. "Kolejny kurewski dzień" - pomyślał w duchu i spojrzał jedząc ostatni dzisiejszy posiłek na mury miasta. Broln. Hmm, nie przepadał nigdy za magią. Jadł jeszcze przez chwilę, o czym położył się, aby odpocząć. Miał dość. Miał dość pracy. Chciał, aby coś się wydarzyło. Nudziła go już rutyna. On się nie nadawał do takiej pracy. Westchnął głęboko, po czym niechętnie wstał, zebrał co do niego należało i ruszył ponownie w kierunku tej osady. Spoglądał na niebo. Było piękne, lubił te odcienie. Chmury wzbudzały w nim wyobraźnie od najmniejszych lat. Zawsze układał z nich rożne ciekawe kształty. Inne dzieci go nie rozumiały. Zawsze był dziwakiem. Nie lubił myśleć o swojej przeszłości toteż zaniechał tego i z coraz gorszym humorem zbliżał się do bram Broln.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Przeszedł przez bramę oprowadzony wzrokiem strażników. Znali łowcę gdyż ten co jakiś czas odwiedzał to miasto by sprzedać skóry oraz kupić niezbędne zapasy. Jeden z nich nawet lekko skinął głową przechodzącemu Anatoilowi. Jego cel znajdował się licząc od minionej bramy w trzeciej alejce po lewej stronie drogi. Łowca dość często właśnie tędy docierał na miejsce, więc znał ją bardzo dobrze. Była to wąska ciemna alejka na końcu której znajdowała się garbarnia. Przy murach stały beczki oraz różnorakie skórzane wory w których zapewne znajdowały się stare, niepotrzebne rupiecie i inne śmieci. Z tych gorzej związanych zwykle wydobywał się smród gnijących resztek posiłku.
Anatoil zmierzał znużony w kierunku znanego mu już miejsca. Spojrzał na wozy i skrzynie pod murem. "Nic specjalnego" - pomyślał. Przypomniała mu się rodzima dzielnica Deshliv, miasta skąd pochodził. Widok był podobny, być może nawet bardziej przyjazny dla oka. Łowca starał się o tym nie myśleć. To było naprawdę dawno temu. Teraz starał się wszystko ułożyć. Nie wychodziło. Nie wychodziło od trzech lat. Często nad tym rozmyślał i zawsze napotykał zaraz po tym przygnębienie na swojej drodze. Tak też było tym razem. Szedł powoli, gdyż nigdzie mu się nie spieszyło. Starał się wsłuchać w odgłosy miasta magii jakim jest Broln.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Wsłuchując się w odgłosy miasta do jego uszu dochodził jedynie gwar często używanej ulicy, którą pozostawił za sobą. Wolnym krokiem przemierzał wąską alejkę w której co jakiś czas znajdowały się skrzyżowania z innymi znacznie mniej używanymi choć równie dobrze mogłyby one zostać nazwane przestrzenią między budynkami gdyż już dawno zarosły pragnącą dostępu źródła światła trawą przebijając się między kostką brukową niegdyś tam położoną. Były to z całą pewnością mało znane ulice miasta magii które promieniowało dostojnością w bogatszych jego częściach. Na samym końcu alejki znajdował się ubogi budynek garbarni wzniesiony z czerwonej cegły i pokryty drewnianym dachem. Choć była to niezbyt imponująca budowla spełniała jednak swoje podstawowe funkcje dając ciepło i schronienie jego mieszkańcom żyjącym w pokojach znajdujących się za pokojem gdzie Rodewick wykonywał swoje obowiązki. Nad drzwiami widniał szyld na którym zapisane było "Rodewick - Garbarz. Dbam o wasze skóry" choć mało kto go czytał. Łowca jednak póki co nie mógł go dostrzec, ponieważ alejka skręcała w pewnym momencie prawo ukazując dopiero te właśnie miejsce.
Anatoil z lekkim znużeniem zbliżał się do swojego celu. Nie chciał tak żyć. Chciał coś osiągnąć. Miał całe życie sprzedawać skóry? To byłoby spokojne życie, jakiego chce wielu. On jednak ma aspiracje, ambicje, marzenia. Ah, żeby tak zostać kimś. Jednak herosem nie zostaje się od chcenia. Wiedział o tym, że sława idzie wraz z cnotą, chociaż w dzisiejszym świecie, ta zasada nie zawsze królowała. Te wszystkie myśli były blizną jego przeszłości, tego czym był kiedyś. Spuścił głowę i powlókł się dalej.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Minął zakręt wąskiej alejki, a jego oczom ukazał się budynek garbarni. Nic się nie zmienił od ostatniego razu. Wolno skierował się w kierunku drzwi. Kiedy je uchylił w jego nozdrza ostał się zapach taniny używanej między innymi w pracy Rodewicka aby wyprawiać zwierzęce skóry. W środku znajdował się jego stary znajomy który był w trakcie pracy nad kolejnym futrem. Dodatkowo w pokoju znajdowały się dwie osoby przyobleczone w czarne skórzane zbroje oplecione w czarne płaszcze z wyszywanym na plecach srebrną nicią krukiem. Być może byli to klienci. Ich wzrok skierował się w kierunku wchodzącego łowcy. Po chwili jeden z nich wyszedł mijając szybko Anatoila, a drugi pozostał siedząc na krześle w rogu pokoju.
Anatoil spojrzał krzywo najpierw na dwójkę, a następnie na tego który został. Nie podobali mu się. Czerń, srebrny kruk? Może to srebrne elfy? Nie to raczej nie możliwe na tych terenach. Chociaż ... w Broln wszystko jest możliwe. Anatoilowi wyglądali oni bardziej na skrytobójców, aniżeli magów, czy też łowców. Łowca oparł się o blat stołu i i przywitał się ze znajomym.
- Mam kilka skór dla ciebie - powiedział i sięgnął po nie, ciągle co jakiś czas patrząc w stronę czarnej postaci. Nie podobała mu się.
- Kim jesteś - zapytał z wrogością w głosie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Co cię obchodzi kim jestem. Załatwiam tylko interesy. Garbarz potwierdzi jeśli mi nie wierzysz - odpowiedział arogancko - Rób co chciałeś zrobić i zmykaj. Mam do omówienia jeszcze sprawę opłat za zamówienie.
Mężczyzna z całą pewnością nie był elfem na co wskazywał gruby zupełnie nie melodyjny głos. Budową ciała również nie przypominał szczupłej rasy. Był raczej umięśniony i miał około 180 cm wzrostu.
- Tak, tak Anatoilu - dorzucił szybko Rodewick. - Cóż jak widzisz panowie pragną kupić wiele wyprawionych skór, więc będę miał dziś pracowity dzień - Powiedział ocierając pot z czoła który mógł być zapewne powodem długotrwałej pracy. - Co my tu mamy - powiedział spoglądając na skóry łowcy - Tak. Bardzo dobrze... Nawet lisia. Z pewnością nie jedna dama o takiej marzy - mówił szybko a kiedy skończył je przeglądać zajrzał pod ladę i podał Anatoilowi sakiewkę z brzęczącymi monetami - Dorzuciłem jeszcze kilka monet za poprzedni raz. A teraz pozwól, że dokończę rozmowę z moim wymagającym klientem.
Anatoil wziął sakiewkę i schował dokładnie, po czym wyszedł żegnając się. Wymienił jeszcze ostatnio raz spojrzenie z dziwnym człowiekiem. Ruszył w pierwszą lepszą mniejszą alejkę, najlepiej opuszczoną, chciał pobyć sam. Gdy takową znalazł przysiadł gdzieś i wyciągnął sakiewkę, aby sprawdzić ile otrzymał. Uśmiechnął się gorzko widząc złoto. Ludzie tak tego pragnęli. Z pewnością ułatwiało życie, ale nie takiego życia łowca pragnął. Oczywiście monety się przydawały, ale co mu było po tym, kiedy niewiele miał z życia. Ruszył w kierunku bramy, chciał opuścić miasto.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Z domu Garbarza prowadziły tylko dwie alejki w tym druga znacznie dłuższa prowadząca w przeciwnym kierunku niż bramy do których zmierzał Anatoil. Uważając, że znalazł się w bezpiecznym miejscu przysiadł i wyciągnął schowaną sakiewkę. o dziwo przeliczając monety doliczył się ich aż sześćdziesięciu. Jego zdziwienie było tym większe, gdy nagle usłyszał głos całkiem niedaleko siebie a przecież zauważyłby gdyby ktoś się do niego zbliżał.
- Dzień wypłaty co? - spytał chrapliwie - A nam stary, dobry Rodewick nie dawał aż tak ochoczo pieniędzy. - Nasz łowca ma całkiem ładny łuk prawda Arrak?
Wokół Anatoila zebrało się trzech mężczyzn z czego jednego z nich łowca widział już wcześniej. Był to osobnik mijający go przy wejściu do garbarni.
- Głupcze! - skarcił poprzednika Arrik - Skoro podałeś mu moje imie może jeszcze ty się przedstawisz, albo może zawołasz strażników. Ehh... Idiota - prychnął - Tak wiec śmieciu oddawaj nam wszystko co masz albo nie będziemy już tacy mili - powiedział wyciągając ostrze.
Anatoil tuż po swoich rozmyślaniach ucieszył się na takowy przebieg wydarzeń
- Zaraz będziecie gryźć ziemie kurwy - oznajmił łagodnie, po czym zbliżył się do ściany plecami, starał się ocenić swoje szanse i w razie czego szukał drogi ucieczki.
Oczywiste, że gdy zarobił trochę pieniędzy, zaraz ktoś będzie chciał mu je wykraść. Coż, morda nie szklanka nie zbije się.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Troje mężczyzn okrążyło łowcę w wąskiej alejce nie dając mu szans na możliwość ucieczki. Kiedy Anatoil wypowiedział ostatni wyraz jeden z nich wykonał niezwykle szybkie pchnięcie sztyletem w bok łowcy drugi zaś nie czekając na jakąkolwiek reakcję skulonego na wpół łowcy uderzył go w twarz rozbijając mu łuk brwiowy. Kiedy tylko upadł na ziemię Arrak zabrał jego obie sakiewki, tą z 60 jak i tą z 5 złotymi monetami.
"Na dzisiaj kończymy pobierać haracz panowie. Myślę że powinniśmy opić to w karczmie zanim wrócimy z wieściami do szefa" słyszał jakby w oddali jak mówi mężczyzna który zabierał jego dobytek.
"Co robimy z nim?" spytał drugi
"Zostawimy. Niech się wykrwawi na śmierć" zarechotał Arrak "Nie lubię kiedy moje ofiary giną zbyt szybko"
Kroki oddalały się. Wkrótce wsztystko ucichło.
Kiedy odzyskał świadomość czuł, że leży na miękkim materacu przykryty ciepłym kocem.
Anatoil jeszcze nie otwierał oczu. Czuł doskwierający ból. Złapał się odruchowo ręką za głowę, po czym otworzył powieki. Gdzie on był? Kto go tutaj zaniósł? Kim były te kurwy? Mniejsza z pieniędzmi, ale oni padną tak czy siak - obiecał sobie. - prędzej czy później.
Po tych przemyśleniach starał się dowiedzieć gdzie jest, nie wstając naturalnie z łożka.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Kiedy otworzył oczy ujrzał nad sobą drewniany strop domu. Słyszał trzask dorzuconego zapewne niedawno drewna w kominku. Przez okno wlatywał jasny snop porannego słońca. Nozdrza łowcy wyczuły intensywny a zarazem delikatny zapach Elunei - kwiatu o pięknych rozłożystych płatkach koloru szkarłatu. Anatoil poczuł, że ma na sobie jedynie swe lniane spodnie a od pasa w górę był nagi nie licząc bandaży oplatających talię i czoło łowcy. Nagle dało się słyszeć delikatny tupot stóp. Drzwi uchyliły się lekko, a zza nich wyłoniła się promieniejąca twarz młodej kobiety o szafirowych oczach i pełnych ustach w kolorze świeżo dojrzałych malin. Jej długie blond włosy splecione były w warkocz.
Łowca spojrzał na blond piękność. Zapewne elfka pomyślał. Była naprawdę ładna, jednak Anatoila obecnie to zbytnio nie obchodziło. Miał już swoje przeżycia z kobietami, a do dłuższego związku raczej się nie nadawał. Mimo wszystko nie potrafił być dla niej chamski, jak to miał w zwyczaju. Zapytał spokojnie.
- Gdzie ja jestem?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Witaj nieznajomy. Jestem Liviana. Moja ciotka bała się że już się nie obudzisz. To właśnie jej dom. Znalazłam Cię w alejce kiedy niosłam paczkę dla garbarza. Ten niestety nie miał tyle szczęścia co ty. -Twarz jej nieco posmutniała. - Może jesteś głodny - spytała po chwili - Moja ciotka gotuje właśnie znakomity gulasz.
Anatoil rzeczywiście nie jadł od opuszczenia lasu a zważywszy na porę dnia mógł uznać że jego żołądek nie dostał już niczego od jakiejś doby.
- Cóż kiedy zauważyłam Cię leżącego w kałuży krwi - westchnęła - Zatamowałam upływającą krew i wróciłam po ciotkę by przenieść Cię tutaj. Kiedy opatrzyłyśmy Twoje rany ruszyłam dostarczyć w końcu przesyłkę, lecz... - jej warga zadrżała a oczy lekko się zaszkliły - ... on już był martwy. Nigdy do tej pory nie widziałam tyle krwi, śmierci... - z jej oczu wypłynęła ciepła słona ciecz oplatając jej policzki - Przepraszam... Nie powinnam. - otarła szybko łzy i spuściła głowę.- Więc... Przynieść ciepłego gulaszu?
Anatoil wpatrywał się nieruchomo w ścianę. Jego powieki nie pracowały przez dłuższą chwilę. Normalnie żal byłoby mu dziewczyny, lecz teraz powiedział, ciągle wpatrując się, bezdusznym głosem
- Tak proszę ... - po czym spojrzał w oczy Liviany - I dziękuje - starał się powiedzieć to szczerze, chociaż rzadko mu to wychodziło
A więc to prawda ... te psy padną. głupiec. Rodewick zawsze się pakował w takie towarzystwo. - pomyślał
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Kobieta skinęła delikatnie głową po czym zniknęła za drzwiami. Minęło kilka chwil zanim znów pojawiła się niosąc ostrożnie w rękach tacę z miską pełną gulaszu. Położyła ją na stoliku tuż obok łóżka. Obok miski znajdowało się kilka kromek świeżo upieczonego chleba oraz łyżka.
- Mam nadzieje że będzie smakować - powiedziała uśmiechając się delikatnie - Ta potrawa to specjalność mojej cioci.
Usiadła na krześle obok łóżka przyglądając się uważnie Anatoilowi.
Anatoil uśmiechnął się. Był trochę zakłopotany. Ona była dla niego taka miła. Wziął delikatnie potrawę i zaczął jeść. Był głodny, jedząc czuł się znacznie lepiej. Gdy skończył odstawił talerz na bok i pochwalił
- Twoja ciotka powinna założyć gospodę
Starał się być uprzejmy i nie do końca poznawał sam siebie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Zaraz jej przekaże - powiedziała do łowcy zbierając pustą miskę by wynieść ją z powrotem do kuchni - Jeśli czujesz się już lepiej i wolałbyś się ubrać to twoje ubrania leżą zacerowane na krześle w rogu - rzuciła wychodząc.
Ubrania rzeczywiście się tam znajdowały. Nie tylko zacerowane, ale i wyprane. Były dokładnie zwinięte. Od razu dało się rozpoznać kobiecą rękę.
Anatoil spojrzał z wytrzeszczem. Naprawdę ktoś się o niego troszczył. Odprowadził dziewczynę wzrokiem po czym założył ubrania, które ledwo poznał. Kobieta sprawiła, że przez chwilę zapomniał o jego zmartwieniu. Po pierwsze, być może nie było to najważniejsze, ale został pozbawiony jakichkolwiek pieniędzy. Po drugie ... śmierć Rodewicka. Zacisnął pięść. Zostanie pomszczony. Gdy skończył się ubierać usiadł na łożku i starał się ocenić swoje rany.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Rany były porządnie opatrzone. Pod warstwą bandaży znajdowała się maść lecząca która skutecznie przyspieszała leczenie. Jego bok z pewnością jeszcze z jakiś czas będzie się goił, lecz z pewnością za dzień lub dwa łowca nie będzie odczuwał większych skutków wczorajszego zajścia. Wkrótce dziewczyna wróciła.
- Ciotka powiedziała że jak tylko dorobi się takiego majątku żeby wznieść lokal to z pewnością zajmie się gotowaniem na większa skale - zaśmiała się serdecznie - Hmm...Nie wyglądasz mi na miejscowego - powiedziała bezpośrednio - Kim i skąd jesteś usiadła w miejscu w którym siedziała poprzednio układając głowę miedzy rękoma wyraźnie zainteresowana pochodzeniem nieznajomego.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum