Wysłany: 2007-01-18, 18:43 Droga Ku Wojnie (Sesja Leu)
Orkowie nadal stacjonowali w Dundunall. Płomienie dogasały, a nad miastem wciąż unosił się zapach krwi.
Leu obudził się następnego dnia i od razu podążył na rozmowę z Shanturkiem.
Trzebabyło ustalić dalszy plan działania.
- Witaj Leu - pozdrowił go Shanturk. - Wczorajszy dzień to dopiero początek na naszej drodze. Musimy raz na zawsze obrócić elfów w proch. Przed nami jeszcze daleka droga.[/scroll]
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Ciszej. Widzę, że zwycięstwo trochę zmieniło twe poglądy. Musimy trzymać się planu. Jak sam mówiłeś wcześniej, Anderdull ma twarde mury i potężną magię. Nie tak prędko. Poza tym Anderdull jest jeszcze wiele mil stąd. Nim zaczniemy palić następne miasteczka musimy się zająć niewielką twierdzą Gundunall gdzie obecnie stacjonują przygraniczne siły elfów. To będzie nasza pierwsza bitwa. Elfy stawią tam zdecydowany opór. Proponuje wyruszyć i okrążyć twierdze, a następnie postarać się skruszyć ją ogniem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- No cóż miałem sen. Widziałem mnóstwo krwi elfów. Śniło mi się zwycięstwo, więc chciałem iść od razu do głównej siedziby. Masz rację co do planu. Trzeba się go trzymać.
Leu z opuszczoną głową podszedł do starty łupów oglądając czy przypadkiem nie ma tam czegoś ciekawego...
Leu opuścił namiot udając się do łupów. Tymczasem Shanturk zaczynał zbierać orków do wymarszu w stronę twierdzy. Leu dostrzegł, że wśród łupów było wiele srebrnych ozdób i wyrobów. Nie brakowało również złotych monet, których Leu naliczył 200. Wiedział jednak, że nie może ich tak poprostu wziąść. Były one przenaczone na rozwój orczej armii. Wiedział jednak, że wkrótce czesć tych pieniedzy zostanie mu przydzielona, gdy Shanturk będzie wypłacał żołd. Jako radny, powinien sporo zarobić, a z każdym miastem zdobędzie jeszcze więcej.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Darował sobie zabieranie złota. Szukał jakiejś broni, albo jakichś artefaktów. Ewentualnie czegoś co można by wykorzystać do ulepszenia broni u orczych zbrojmistrzów.
Leu rozglądał się wśród łupów. Znalazł jednak niewiele broni, Srebne Elfy, głownie korzystały z magii, rzadko walczyli na bliski dystans. Ork, znalazł wśród łupów wiele sztyletów i krótkich mieczy. Jeśli było coś w tej mieścinie lepszego, to zapewne któryś z orków poprostu nie złożył tego tutaj, a zwyczajnie ukradł i wziął dla siebie.
Tymczasem orkowie zbierali się do dalszej drogi. Dojadali jeszcze elfie mięso i dobijali większośc swoich elfich niewolnic. Nie chcieli opóźniać marszu więźniami.
Nagle do zrujnowanego Dundunall zawitali goście. Nadjeżdzały wozy z południa, które miały przenosić łupy i dostarczały zaopatrzenie. Potrafiły również tworzyć prowizoryczne mury, w razie gdyby orkowie zostali zaatakowani. Ciągnęły je ogromne dwunożne bestie, nazywane przez orków jakami. Razem z nimi przyjechało również wielu orków, którzy wzmocnią oddział. Po chwili nadciągnęły, również ciągniete przez jaków, dwie balisty, które mogły ciskać dużymi kamieniami na duże odległości.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gdy Leu zobaczył co nadeszło, jego wiara w zwycięstwo się umocniła. Podszedł do balist chcąc zobaczyć, dotknąć je z bliska. Powiedział do oddziału:
- Cóż to za wspaniałe machiny oblężnicze. One nam pomogą zdobyć kolejne elfie siedziby. Nasi wrogowie nie mają szans ukryć się przed ich niszczycielską mocą...
Obejrzał się po czym podszedł do nowo przybyłego oddziału:
- Witajcie! Każda pomoc się przyda. Nie rozpakowujcie się, bo zaraz wyruszamy dalej...
Kilku nowo przybyłych orków, zasalutowało powitalnie.
- Te balisty zrujnują każdy, nawet nasycony magią mur. Szkoda jednak, że mamy ich tak niewiele. - rzekł ork, który stał przy balistach.
Zaraz zaczęto ładować łupy na wozy. Cały oddział zbierał się bardzo szybko. Shanturk zarządził szybki wymarsz na Gundunall, która była oddalona prawie o dzień drogi stąd. Trzebabyło szybko otoczyć twierdzę i rozpocząć oblężenie, nim ta zdąży przygotować się dobrze do obrony i uzupełnić zapasy z dalszych cześci kraju.
Już po pięciu minutach wozy były załadowane wszystkim tym, co orkowie złupili. Kilka wozów, załadowanych srebrem odjechało w stronę Grontuk Brand. Zostaną przeznaczone na handel z ludźmi, dzięki którym orkowie będą mogli zaopatrzyć się w broń.
Oddział już był prawie gotowy do wymarszu.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Oddział po chwili był gotowy. Wszystko co było potrzebne było uprzątniete. Shanturk zarządził wymarsz i cały oddział wyruszył szybkim marszem, niewielką drogą, zapewne została wybudowana przez elfy, po u tym gdy się tu osiedlili.
Na dawnej ziemi orków. Ojczystej ziemi.
- Będziemy szli cały dzień. Bez postojów. Musimy wykorzystać efekt zaskoczenia i szybko dojść do twierdzy. - rzekł Shanutrk, który szedł obok Leu. - Będziemy szli jak burza. Oddział Grondona, również naciera. Posłańcy, którzy przyszli razem zaopatrzeniem donieśli mi, że zdołał już spalić dwa elfie miasteczka. Elfy również postawili mu opór w reguralnej walce, tworząc zasadzkę w lesie, jednak miał przewagę i zwyciężył, choć poniósł straty. Jak narazie odnosimy same zwycięstwa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Coś za łatwo idzie. Tu zwycięstwo, tam zwycięstwo. Czyżby te miasta były bez wojsk? Jeżeli wszystko stacjonuje w głównej siedzibie to z lekka będzie ciężko.
Powiedział to do Shanturka po czym chciał dać znak do wymarszu...
- Elfy to aroganckie durnie. W ogóle niespodziewali się ataku. Poza tym, mamy tam kilku szpiegów, którzy nam trochę pomagają. Ludzie zawsze byli pazerni na zysk i po przekupieniu ich chętnie przeniknęli w ich szeregi w naszej sprawie. Dzięki temu, skutecznie zaskoczyliśmy elfów, którzy zamiast stawiac oporu wycofują się do Gundunall i jeszcze dalej do Anderdull.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Dobrze wiedzieć. Szkoda że tak późno dowiaduję się o szpiegach. Jednak lepiej to późno niż wcale... Skoro elfy się wycofują to mamy ich niemal na tacy. Wszystkie miasta podbijemy bez problemów. Straty poniesiemy jedynie w ostatecznym starciu. To będzie piękne zwycięstwo...
Orkowie maszerowali, gawędząc między sobą, w stronę Gundunall. Śnieg zaczynał straszliwie sypać i orkom warunki pogodowe zaczęły wyraźnie przeszkadzać. Choć na wyprawę wzięli ciepłe futra, robiło się coraz zimniej, a śnieg zacinał po oczach. Mróz zaczynał studzić chęci orczych wojowników.
- Dokładnie. Podbijemy twierdze Gundunall i będziemy mogli bez przeszkód palić miasteczka . Będzie z tego masa łupów, a potem zajmiemy się Anderdull. Musimy jednak posuwać się szybko, zanim elfy zbiorą swe wojska. Gdy ich armie wyruszą spod ich stolicy Lar'Dudanwall, będziemy mieli małe szanse. Myśle jednak, że do tego czasu zniszczymy Anderdull.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Shanturk milczał przez chwilę, wsłuchany jakby w bicie bębnów, w które bili orkowie jadący na jakach.
- Chciałem uderzyć szybko. Błyskawicznie prosto do Anderdull. Plan jest jednak inny. W sumie nie jestem pewien czy udałoby nam się zgnieść Anderdull tak będzie lepiej. Jak coś będzie szło nie tak, wycofamy się razem z łupami. Narazie idzie nam świetnie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orkowie maszerowali kolumną naprzód drogą. Prawie 5 tysięcy orków przemieżało właśnie tereny Księżycowego Lasu. Ziemie gdzie kiedyś znajdowała się ich ojczyzna. Był to powrót do macierzy. Nadchodził czas, by przepędzić znienawidzonego wroga ogniem i mieczem. Szamani w trakcie drogi właśnie to robili. Magią podpalali las tak, że szlak którym przeszli orkowie znaczyły łuny dymu. Za nimi posuwały się wozy z łupami i katapulty. Mieszkańcy tych terenów - elfy uchodzili na północ w stronę Gundunall i Anderdull z nadzieją, że mury zapewnią im schronienie.
Wyglądało na to, że orkowie byli nie do zatrzymania. Śnieg zaczynał padać coraz mocniej, aż przerodził się w zamieć. Robiło się zimno. Wyglądało na to, że bogowie i duchy chroniące las nie chciały przepuścić orków.
Orkowie jednak niepowstrzymanie posuwali się naprzód. Śnieg i mróz nie był w stanie ich zatrzymać, a jedynie spowolnić
Maszerowali szybko i wytrwale wiele godzin, bez przeszkód. Nie było żadnej zasadzki ani nikt nie stawiał im oporu. Czuć było panujący bojowy nastrój. Wszyscy mało rozmawiali. To nie była pora na rozmowy.
Dużo po zmroku wreszcie ujrzeli cel wędrówki. Wysokie mury twierdzy Gundunall. Twierdza leżała na wzgórzu porośniętym lasem. W sercach orków narodził się niepokoi. Czy zdołają podbić twierdze.
- To tam elfy przygotowali pierwszą linię obrony. Gdy ich tu zmiażdżymy bez problemu będziemy mogli palić las i dojść do Anderdull. Narazie otoczymy fort i spalimy las wokoło. To powinno wywołać strach w sercach obrońców. Gdy odpoczniemy, jutro rozpoczniemy oblężenie. Przygotowałem kilka niespodzianek by jeszcze bardziej zmniejszyć ich morale. Z katapult wystrzelimy głowy dzieci i kobiet, które wymordowaliśmy w Dundunall.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Haha znakomity pomysł z tymi głowami Shanturku. Oczywiście odpalę kilka sztuk.
U Leu pojawił się uśmiech na twarzy:
- Chciałbym zobaczyć ich miny gdy spadnie na nich deszcz głów innych elfów. To byłby świetny widok. Póki co trzymajmy się planu. Niech Szamani zajmą się lasem i rozpalą nam ognisko bo trochę tu zimno...
- Masz. Gorzałka jak to gorzałka rozgrzewa. Przynajmniej na chwilę.
Shanturk po chwili wydał jakieś rozkazy orkom. Kolumna rozdzieliła się i zaczęła brać wzgórze na którym znajdowała się twierdza w kleszcze. Wkrótce została okrążona. Orkowie rozbijali dookoła namioty i rozpalali ogniska. Szamani podpalali las dookoła, a dym unosił się wysoko. Pożar było widać napewno z dużej odległości. Od razu zaczynało robić się cieplej.
Leu widział jak na murach Gundunall chodzą obrońcy. Zapewne widząc to co się dzieje pod murami, strach zacznie im się wdzierać do serc.
Po chwili przy bohaterze znów znalazł się Shanturk.
- Mamy w twierdzy kilku szpiegów. Z tego co wiem skryło się tu wiele uchodźców, a także pobliskie niewielkie oddziały. Będą się bronić. Wiem jednak też, że Gundunall głownie zamieszkują ludzie i półelfy, którzy zaczęli zamieszkiwać te tereny razem z elfami, gdy elfy przepędzili nas z naszej ojczyzny...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Mam nadzieję że nikogo nie oszczędzimy. Nikt kto zadaje się z elfami nie jest naszym sojusznikiem. A szpiedzy będą nam potrzebni? Bo jak nie to ich też zjemy.
Leu wpatrzony na mury Gundall wyczuwał jak w sercach jutrzejszych obrońców rozprzestrzeniał się strach. Wydawało mu się że obrońcy patrzą dokładnie na niego...
- Nie Leu. Tym razem mam inne plany. Zastraszymy ich naszymi sposobami i atakami. Mam nadzieję, że się poddadzą w zamian za to, że pozwolimy im przeżyć. Nasi szpiedzy już na to pracują. Ludzie nie będą chcieli ginąć za te ziemie, mimo to będą zaciekle bronić własnego dupska, a my nie możemy się narażać na ciężkie straty. Mam nadzieje, że mój plan się powiedzie. Co o tym myślisz.
Z wozów wyładowywano sprzęt. Orkowie okrążyli miasto i dookoła zaczęły stawać wozy i namioty. Nad nimi zaczęto stawiać sztandary. Sztandary orków. Sztandary Grontuk Brand.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Mi się to średnio podoba. Można by gdy będą odchodzić zaatakować. Nie byliby wtedy z całym balastem w stanie się bronić. Zostawili by wszystko i zaczęli uciekać. Wtedy byśmy się wzbogacili jeszcze bardziej.
- Zobaczymy. Później się zastanowimy. - rzekł Shanturk.
Nad ogniskami piekło się elfie mięso w które byli zaopatrzeni orkowie. Było go pod dostatkiem, a jego zapach roznosił się dookoła.
Obrońcy też czuli to palone mięso.
Leu zaczał odczuwać potworny głód, gdy tylko wyczuł mięso.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum