Ogromny ból przeminął, nastała ciemność...
Ona jednak się przerzedzała. Drow stanął nagi w ogromnej komnacie przypominającej nieco świątynie. Poznawał symbole Olothii oraz jej podobizny na ścianach. Piękna kobieta o zabójczym spojrzeniu. W pomieszczeniu stały ławki, na których musiały siadać osoby znacznie od Dracona większe. Okna miast szyb miały potłuczone witraże, nie wdzierało się jednak przez nie światło. Była za nimi czysta ciemność. Podłogę zdobiły ślady krwi lub raczej całe jej zaschnięte kałuże.
Na końcu sali stał ogromny tron, wielkością przypominający dwupiętrowe domostwo.
Był pusty i zniszczony...
Dracon oprzytomniał.. szybko zakrył swoje wdzięki ze wstydu.. i zawstydzony szybko zaczął się rozglądać za jakim kolwiek odzieniem.
(*W myślach ciągle czuł ból rozrywającego go wiru.. i myśl.. przecież ja nie żyje?!)
Niestety w pomieszczeniu nie było nic w co mógłby się odziać nagi drow. Dracon nie umiał określić swego aktualnego położenia, nie widział czy żyje, czy też nie. Stał, mógł się poruszać w zwykły sposób, coś jednak było nie tak. Nie czuł ni ciepła ni zimna, nie czuł żadnego zapachu, bólu czy choćby ruchu powietrza.
Pomieszczenie było jakieś...dziwne. Nie widział sklepienia, ginęło w mroku ponad nim.
Panowała tu całkowita cisza.
Dracon z niepokojem podeszedł do zniszczonego tronu na koncu komnaty.. i zaczoł mu sie przyklądać z zaciekawieniem.. (*Dziwiło go strasznie że nie czuje ani ciepła ani zimna).. nastepnie rozglądał sie po komnacie uważnie wypatrując jakiś drzwi..
Dziesięciometrowy tron wykonany był z niezwykle czarnego minerału, miał jednak wygodne skórzane obicia. Obecnie były jednak poszarpane i podarte, oparcie zaś ułamane w rogu.
Właściciel siedziska musiał być ogromny.
Drzwi w pomieszczeniu były tylko jedne. Dokładnie na przeciwko tronu, w kierunku z którego przyszedł Dracon. Wyglądały na ogromne, zapewne nawet skacząc, drow nie zdołałby sięgnąć masywnej klamki.
Nagle gdzieś ponad sobą bohater usłyszał dźwięk, jakby coś sunęło po ścianie bądź suficie. Niestety nic nie ujrzał w mroku powyżej.
Dracon bardzo zaniepokojony.. zaczoł wytężać wszystkie zmysly i krążyć po olbrzymiej komnacie.. w między czasie oglądał sie za jakąś liną. (serce biło mu bardzo szybko a z czoła zaczeły spływać kropelki potu)
Niestety jedynym co ujrzały jego bystre oczy był gruz i szczątki bliżej nieokreślonych kreatur.
Dźwięk nagle ustał, akustyka pomieszczenia nie pozwalała określić skąd dochodził.
Nagle, od strony tronu, z ciemności ponad nim wystrzeliła w kierunku bohatera czarna macka. Przywodziła na myśl małe wiry, które to jeszcze nia tak dawno temu próbowały go trafić w komnacie licza.
Macka pędziła w kierunku drowa z zastraszającą prędkością.
Dracon, gdy ją tylko spostrzegł jak najszybciej potrafił odskoczył w bok próbójąc uniknąć jej ataku (* w myślach przypominała mu się smierć, nie chciał doznać podobnego bólu kolejny raz)
Dracon uskoczył szybko na bok, macka jednak okazała się niezwykle zwrotna i zwinna.
Skręciła w ułamku sekundy owijając się wokół piersi bohatera. Poczuł szarpnięcie. Po chwili leciał już ze sporą prędkością w górę, ciągnięty przez mackę w mrok sklepienia.
Uścisk był silny, drow nie czuł jednak bólu.
Pomimo wysiłków Dracona, czarna macka nie rozluźniała uchwytu, w pewnym momencie wręcz go wzmocniła, powodując w ciele drowa coś na kształt bólu. Nie było to jednak to, było to uczucie, jakby imitujące ból.
Po chwili bohater zniknął w ciemności sklepienia. Początkowo nie widział absolutnie nic. Nagle ciemność nieco się przerzedziła, wtedy bohater zatęsknił za nią.
Znajdował się około metra od...ciężko było określić to co widzi. Wyglądało niczym pulsująca i mutująca masa czarnego tworzywa. Co chwila zmieniała kształt, to właśnie z niej wychodziła owa macka. Bohater nie widział całej istoty, domyślał się jednak, że była ogromna.
Nagle naprzeciw trzymanego w macce ciała Dracona, czarna masa poczęła formować jakiś kształt.
Bohater ze zgrozą ujrzał głowę nieco więksżą od niego. Dziesiątki oczu bez źrenic czy powiek, falujące, ociekające czarną mazią zęby i jęzor, który okazał się bazą dla trzymającej bohatera macki. Głowa falowała, jakby trudno jej było utrzymać stały kształt.
Oczy wydawały się przypatrywać drowowi, istota jednak nic więcej nie robiła.
Dracon przestraszony spoglądał na postać.. serce biło mu jak młot, ręce zaciskały się, próbował coś powiedzieć, lecz coś go blokowało, był przerażony jak jeszcze nigdy w życiu, lecz zdobył się na odwagę i wyjąkał :
-kk-kkim jjee-sstes? .. cc-ccz-czego chcesz.. *
Po czym przymrużył oczy jakby obawiał się że zaraz zrobi z nim coś to mroczne stworzenie
W odpowiedzi usłyszał głęboki pomruk przemieszany z bulgotem. Głowa przekrzywiła się lekko na bok.
"Czyżby dziecię Olothii chciało stanąć przed jej tronem ?" głos ten nie dobiegał z żadnego konkretnego miejsca, po prostu pojawiał się w umyśle drowa.
"Nie trudź się, twa bogini nie żyje"
Drow spojrzał z olbrzymim zdziwieniem w oczach.. i powiedział bardzo zmieszany:
-Dziecię Olothii?.. nie przyszłem do mojej pani.. nie wiem gdzie jestem.. i co tu robie.. zginołem lecz niczym ci nie zawiniłem prosze o uwolnienie, nasza pani.. nieżyje?.. jak to czy bogini może umrzec?..
(Dracon był strasznie zamieszany i przestraszony lecz starał się to tłumić przygryzał dolną wargę a po czole spływały mu stróżki potu)
Ostatnio zmieniony przez Dracon 2007-01-11, 22:10, w całości zmieniany 1 raz
"Tak wiele niepotrzebnych słów" usłyszał bohater, zaraz potem poczuł silny ból, lub raczej jego odpowiednik w tym świecie. Istota zwiększyła uścisk.
"Olothia była słaba, dzierżyła miano bogini, gdyż nas nie było."
Kolejne części czarnej masy poczęły przekształcać się w kończyny. Po chwili powstało dwanaście odnóży, część o długich pazurach, część o mackowatych wypustkach.
Dracon nagle umilkł tak strasznie się bał tego co moze sie stać. Spoglądał na istote czuł jakby.. coś.. coś co go w pewien sposób ranioło... Dracon nie próbował się szarpać wiedział ze istota jest zbyt silna dla niego i tak sie nie wyswobodzi..
"Wasza rasa nie cechuje się słabością, choć często ją wykazuje. Traktujecie ją jednak jako coś paskudnego, jako wadę, którą trzeba wypleniać. Słabi powinni zginąć."
Uścisk zelżał, przynosząc ulgę bohaterowi.
"Czy twoja śmierć wynikła z okazania słabości elfie ?"
Głos wydawał się odbijać po pomieszczeniu, mimo że powstawał bezpośrednio w umyśle bohatera.
Na twarzy istoty pojawiły się kolejne dwa ślepia, jedno z nich zmieniło się zaś w mackę.
Drow opuścił głowe w dół i powiedział.. :
-Tak.. presjia wywarta walką z tamtym Liczem.. zmusiła mnie do tego.. byłem pewien.. ze i tak skończy się to śmiercią w ten czy inny sposób.. wolałem zginąć niż zostać narzędziem do czarnej magii licza*
(Draconowi zrobiło się strasznie głupio.. wiedział że to "coś" jednak go nie zostawi w spokoju..)
Istota syknęła.
"Zatem poddałeś się, mając nadzieję że śmierć jest łatwym rozwiązaniem ? Otóż nie jest..."
Ramiona wystrzeliły w stronę Dracona.
Ostre pazury wbiły się w jego ciało w przeróżnych miejscach. Imitacja bólu wybuchła z niesamowitą siłą, przypominało to bohaterowi krótkie chwile spędzone w wirze przywołania. Mimowolnie krzyknął.
Dracon przdłużał krzyk gardło zaczeło go palić żywym ogniem a z oczu pociekły łzy
(*czuł ogromną nienawiść do tej istoty chciał ją zniszczyc.. jak najszybciej zakończyć te męki ).. wtedy mimowli krzyknął :
- Dość!!
"Gniew...tak to jest kolejny aspekt waszego jestestwa."
Ostrza w ciele bohatera poczęły się przekręcać wywołując kolejną falę bólu.
"Jest to pomocna emocja, czasem jednak prowadzi do bezsensownych czynów. Jest jednak mi miła, w przeciwieństwie do słabości."
Macki poczęły oplatać ciało bohatera.
Dracon nie odezwał sie już ani słowem patrzył na macki które owijał się wokół jego ciała*
(Zaciskając zęby starał sie poskormić wszystkie uczucia i uspokoić mysli .. wyczyścić umysł) i powiedział spokojnym lekko ochrypniętym głosem:
- Gniew nie zawsze prowadzi do zguby..
* po czym zamknął usta i spogladał dośc spokojnie na postać , macki które go oplątywały bardzo go uciskały a w głębi duszy był przestraszony lecz nie okazywał strachu
"Gniew jest przydatny jeśli pojawia się we właściwym momencie. W niewłaściwym momencie jest nawet lepszy, wprowadza...c h a o s" ostatnie słowo brzmiało jakby istota delektowała się każdą jego literą.
Macki ku przerażeniu Dracona poczęły wsuwać się do ran bohatera. Świdrowały w ich wnętrzu przywołująć ból, przy którym chwile w wirze wydawały się ukojeniem. Dracon nie był w stanie zachować spokoju, ból był zbyt straszliwy.
Dracon nie mógł wytrzymać z bólu zawył z całych sił ... zaciskał zęby i patrzył nadal na ciemną postać i powiedział :
- Skoro to jest niewłaściwy moment.. to wole c h a o s
Dracon starał się to powiedzieć jak najbardziej podobnie do głosu "czegoś" po czym dodał swoim ochrypniętym głosem który coraz bardziej przeradzał się w rozpacz:
- Lecz.. do tej pory nie wiem czemu się tu znalazłem i nie wiem kim jesteś .. lecz chyba tego nie musze wiedzieć..
"Mmmm"
Ból nieco zelżał
"Akurat to kim jestem wiedzieć musisz. Vhidenor"
Z gardła Dracona wyrwał się kolejny niekontrolowany krzyk.
"Tak, ból nie jest wam miły, zrobicie wszystko byleby go unikać. Czy gdybyś wiedział jak straszliwa i bolesna śmierć cię czeka nadal wybrałbyś samobójstwo ?"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum