Istnieje wiele lasów pośród krain Sorii. Wielki Las w jej centru o drzewach, których pnie bywają szersze niż niejeden pałac. Puszcza Wiecznej Nocy, gdzie korony gigantycznych drzew blokują dostęp promieniom słonecznym. Na dalekiej północy są także pokryte śniegiem Księżycowe Lasy.
Nasza opowieść zacznie się jednak w mniej spektakularnym miejscu. W jednym z większych lasów ludzkiego królestwa, na południe od Broln. Niedawno przybył do niego pewien łowca ze wschodu. Jego imię brzmiało Anhur, od pewnego czasu szukał swej prawdziwej tożsamości...
Dopiero zaczynał poznawać ten las, nie wiedział jeszcze co może czaić się w jego głębinach. Nie czuł jednak strachu, co najwyżej ekscytację.
Głód zaczynał dawać o sobie znać, nic nie jadł od rana, słońce zaś, już leniwie opadało, chowając się za koronami i pniami drzew.
Uważnie rozgląda się dookoła. "Ciekawe jakie tajemnice kryje ten las. Ehh, mam tylko nadzieję , że wkrótce znajdę coś do jedzenia. Muszę w końcu coś zjeść". Zastanawia się chwilę, poklepuje się po kieszeniach w poszukiwaniu zapodzianych kęsów, po czym bacznie szuka śladu obecności potencjalnej ofiary... chociażby jagódki.
Długo szukać nie musiał, bowiem już po kilku minutach wypatrzył między drzewami krzak z jagodami. Znał te czerwonawe owoce, spotykał je czasem w lasach na wschodzie. Nie należały do najsmaczniejszych, były jednak z pewnością jadalne.
Nie widząc nic innego do jedzenia podszedł do krzaka "zawsze to lepsze niż nic" westchnął zrywając jagody. Powoli zaspokajając głód szedł naprzód bacznie nasłuchując, czy w pobliżu nie ma jakiegoś zwierza. "Muszę coś upolować, aby znowu nie iść spać głodnym, te owoce nie napełnią mi żołądka."
Wbrew pozorom owoce były całkiem sycące, szczególnie gdy zerwało się ich cały krzak. Nasyciwszy, przynajmniej wstępnie głód, Anhur ruszył przed siebie.
Nim przeszedł sto kroków, usłyszał jakieś dzwięki, dochodzące z prawej strony, z południa.
Ledwo je słyszał, wydawało się jednak, że są to odgłosy rozmowy.
Stanął zaskoczony. Nie spodziewał się ujrzeć ludzi jeszcze przez co najmniej parę dni. "Ciekawe kim oni są i czego tutaj szukają". Zaczął skradać się w stronę, z której najprawdopodobniej usłyszał odgłos. Uważając, by nie nastąpić na jakąś zagubioną gałązkę, wyjął łuk i założył na cięciwę strzałę. Starał się nie robić hałasu i iść tak aby krzaki dawały kamuflaż. Z rozmów, jakie prowadzili, chciał się dowiedzieć kim są i co tu robią.
Anhur nie widział jeszcze kim sa nieznajomi, gdyżchowając się w krzakach, trudno było mu dojrzeć chociażby ich zarysy. Zdołał już jednak dosłyszeć ich rozmowę. Była ona cicha, nieco głośniejsza od szeptu.
"No dobra, ale skąd mamy pewność, że on w ogóle jest w tych okolicach."
"Czyżbyś nie ufał słowom Vilien ?"
"Phi, gdyby była taka nieomylna, dorwalibyśmy go już kilka lat temu."
"Lepiej uważaj na słowa, bo skończysz tak jak Thir."
Drugi głos prychnął
"Przeklęty dziedzic Alaira"
"Ciekawe kogo szukają?" zapytał sam siebie, lecz po chwili przypomniał sobie ostatnie słowa matki. "Co? Czy to możliwe? Czyżby szukali właśnie mnie? Ale kim są Vilien i Thir? Tak czy siak mają złe zamiary względem tego dziedzica... mnie? Ehhh... za dużo tych pytań, czas poszukać odpowiedzi, hehe." Poszukał miejsca skąd będzie mógł ich lepiej obserwować jednocześnie być nadal ukryty. Znalazłszy takie miejsce udał się tam, ciągle słuchając o czym mówią. "Być może się mylę... Być może..."
Jednak gdy tylko Anhur się ruszył, usłyszał pod stopami dźwięk pękających gałęzi.
Wszystko umilkło, nieznajomi nie wskazywali niczym na swoją obecność. Anhur poczuł jak zimny pot spływa mu po skroni. Słychaćbyło jedynie odgłosy leśnego ptactwa.
Po usłyszeniu jak gałązka pęka stanął. "Cholera" skarcił się w duchu. "Mam nadzieję, że nic nie usłyszeli." Zaczął nerwowo rozglądać się za nieznajomymi. Postanowił poczekać na dalszy rozwój sytuacji, gotowy w każdej chwili wystrzelić strzałę.
Anhur czekał. Nigdzie nie dostrzegał, ani nie słyszał owych osobników. Mineło kilka sekund...
Nagle łowca ujrzał przemykający między krzakami cień. Było to po jego lewej stronie, w odległości około 3 metrów.
Była to z pewnościąjakaś istota humanoidalna, prawdopodobnie jeden z nieznajomych.
"No no robi się ciekawie." Przeszukuje teren w poszukiwaniu nieznajomych i lepszej kryjówki. "Ciekawe na ile ich stać. Szkoda, że nie ma przy mnie mojego Anira." Przypomniał sobie o dawnym przyjacielu, wilku. Kiedyś znalazł ciężko rannego wilczka, wziął go do domu i wychował, pomimo sprzeciwu matki. Nauczył Anira wiele rzeczy, lecz kiedy towarzysz dorósł za namową matki musiał wypuścić, ale też wiedział, że jego prawdziwym domem jest las. "szkoda" westchnął. "Ale jestem sam. A oni nie wiedzą z kim mają do czynienia" uśmiechnął się przygotowując na wszelki wypadek jeszcze nóż.
Niewiele można było wypatrzyćz krzaków, Anhur zauważył jedynie, że po jego prawej stronie, robią się gęściejsze. Jednak bezszelestne poruszanie sięw nich, byłoby raczej trudne.
Nagle Anhur usłyszał za sobą niemrawy szmer. Gdy się obejrzał, ujrzał opadającą w dół pałkę. Zmierzała prosto w jego głowę.
Szybko odskoczył, odrzucił już nie potrzebny łuk i wyciągnął jednocześnie bardzo potrzebny nóż. "Zaskoczył mnie ten ..."rzucił w myślach. "Następnym razem tak się nie dam... następnym razem..."
Pałka uderzyła głucho w ziemię, nie trafiłaby prawdopodobnie nawet gdyby Anhur się nie ruszył.
Łowca zwinnie wyciągnął broń, jego przeciwnik był teraz w pozycji dla siebie niezbyt korzystnej.
Wściekły wzrok zerkał z ukosa na bohatera. Nagle, ku zdziwieniu Anhura, wzrok ten skierowałsięgdzieś ponad niego.
Niestety atak nie okazał się do końca pomyślny. Nóż jedynie przejechał po policzku napastnika.
Ten wykonał uderzenie pałką od dołu. Trafił bohatera w podbródek nieco go zamraczając. Po sekundzie Anhur poczuł uderzenie w głowę od tyłu. Obraz począł się rozmazywać, dzwięki zaś zniekształcać.
"Mamy go !" usłyszał jeszcze, po czym stracił przytomność.
Pierwszym co poczuł był ból głowy oraz szczęki. Otworzył oczy, obraz powoli nabierał ostrości.
Znajdował się w niewielkim pomieszczeniu...celi. Okratowane okno po prawej, podobne do niego lecz znacznie większe drzwi po lewej. Podłoga wyścielona sianem w miejscu gdzie siedział. Ręce z tyłu skute miał kajdanami. Przez małe okno, znajdujące się około 2 metrów nad ziemią wpadało nikłe światło księżyca.
Niestety jedynym co znalazł bohater była kość długości około 10 cm, zapewne po jakimś jadle.
Po kilku minutach od rozpoczęcia przeszukiwań, usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, następnie zaś kroki. Dochodziły z prawej strony korytarza za okratowanymi drzwiami.
Kośc nawet nie mieściła się w zamku kajdanów, nie było zatem mowy o otwarciu ich za jej pomocą.
Ktoś powoli zbliżał się do celi. Były to przynajmniej dwie osoby. Po chwili Anhur je ujrzał.
Dwójka mężczyzn o podobnym wzroście i posturze. Mężczyzna po lewej miał krótkie blond włosy, drugi zaś nieco dłuższe i kruczo czarne. Ten drugi miał także niewielką ranę ne policzku. Tak to właśnie on zaatakował Anhura w lesie.
"Oh, zatem panicz się już ocknął." zażartował blondyn szczerząc szyderczo zęby
"Ach wybacz, gdzie nasze maniery" odparł ponownie blondyn nadal szyderczo się szczerząc
"Ja jestem Lier, a to jest Breld." mężczyzna po prawej skrzywił się
"Ty zaś masz niezwykłe szczęście gościć na dworze Vilien i Herlosa"
Podeszli do drzwi. Breld otworzył je kluczem wyjętym z kieszeni.
Lier zamaszystym gestem wsazał stronę, z której przyszli.
"Zapraszam z nami" każde słowo mężczyzny ociekało sarkazmem.
Breld natomiast jedynie w mielczeniu przyglądał się nienawistnym wzrokiem Anhurowi. Widać było jednak cien radości na jego twarzy.
Mężczyźni najwyraźniej nie zauważyli chowanej przez bohatera kości. Szli po obu jego stronach w milczeniu. Przeszli przez okute drzwi, by następnie udać się schodami w górę.
Tym sposobem dotarli do sporego holu oświetlonego przez dwa świeczniki. Po prawej stornie znajdowały się duże dębowe zaryglowane drzwi, na wprost schody prowadzące na wyższe piętro, po lewej zaś kolejny korytarz.
W jego stronę włąśnie kierowali Anhura mężczyźni.
"Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak długo Cię szukaliśmy. Gdyby nie powrót pana Herlosa, zapewne jeszcze sporo czasu by no tam zajęło" odparł radośnie Lier.
Breld zerknął na niego karcąco.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum