Wysłany: 2006-11-12, 16:16 Odwet (Kroniki Leu - Wprowadzenie)
Ork szedł przez równiny, rozciągające się przez wiele mil. To tutaj osiedlił się silny lud orków, gdy został przepędzony z lepszych terenów pod Księżycowym Lasem, przez znienawidzonych Srebrnych Elfów. Zginęło wtedy wielu orków, każdy w swojej rodzinie ma chociaż jednego zabitego krewnego. Nienawiść wobec elfów była, więc wielka.
Leu wyruszył na północ ze swojej rodzinnej wioski. Był w drodze do jednej z najbardziej wysuniętej na północ wioski orków - Grontuk Brand. Miała tam się odbyć narada wszystkich północnych orków w sprawie walk ze Srebrnymi Elfami. Leu dzięki swojemu poległemu ojcu i dobremu wyszkoleniu do walki, należał do najwyższej rady. Oprócz niego było tylko sześciu radnych, posiadał więc znaczny wpływ, ponieważ to oni byli najwyższą władzą na północnych równinach. Był, więc tam niezbędny. Od wioski dziełiły go już tylko dwie godziny drogi.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Zapadał już zmrok. Narada miała rozpocząć się punktualnie o północy. Z wioski z dala już było widać ogniska, które rozświetlały Grontuk Brand. W wiosce było widać już tłumy orków, ale wciąż szły do niej długie pochody orków.
- Leu?! To ty?! - krzyknął jakiś ork, który przewodził jednym z pochodów, który szedł do wioski.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- To ja. Shanturk! - krzyknął ork. Leu znał to. Był to również jeden z radnych, tak samo jak on. Shantruka znał od małego, byli kiedyś przyjaciółmi.
- Witaj Leu! Dobrze cię znów widzieć. Mam nadzieję, że dziś poprzesz mój plan na naradzie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Leu rzekł: "Kupę lat bracie! Może zanim przejdziemy do planowania opowiesz mi co u Ciebie słychać. W końcu tyle czasu się nie widzieliśmy". Mówił to z uśmiechem na twarzy obejmując go za ramię.
Shanturk wyszczerzył zęby w uśmiechu i odczepił gorzałe, którą nosił przy pasku. Wziął głęboki łyk i podał go Leuowi.
- Oh bracie! Po staremu. Ciężko się żyje w tych czasach, ale nadchodzi czas zmian! Wkrótce wszystkim plemioną będzie żyło się lepiej.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Wziął głęboki łyk gorzały, po czym westchnął i powiedział: "Co chcesz powiedzieć przez to że wkrótce się zmienią losy plemion. Zdradzisz mi teraz swój plan? Czy mam poczekać do narady?" Po czym wziął kolejny łyk.
Gorzala była bardzo mocna i rozgrzewała całe ciało. Orkowej gorzałki, nie powstydziliby się nawet krasnoludzki spirytus. Leu chodź był twardym orkiem, od razu lekko zakołysało.
- Zamieżam przedstawić radzie plan... plan ataku na te przeklęte elfy! - rzekł Shanturk i splunął na ziemię.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Lekko kołysającego się Leuego dopadła czkawka. Jako że nienawidził wszystkich srebrnych elfów powiedział: "Ja się zgadzam na wszystko co dotyczy wytępienia srebrnych elfów <czka>. Jednak mam nadzieję że jest to jakiś rozsądny plan, a nie taki aby zebrać wszystkich i wysłać ich na otwartą bitwę. Nie mam zamiaru poświęcać wielu naszych braci <czka>"...
Shanturk zmarszczył brwi w zamyśleniu i charchnął.
- Przynajmniej nie bylibyśmy tchórzami kryjącymi się na równinach! Zginelibyśmy z pieśnią bojową na ustach. - rzekł - Pośpieszajmy na naradę.
Przyśpieszył kroku. Szedł równo z Leu, za nimi ciągnął pochód orków grający na bębnach, gadający i pijący.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Leu rzekł do Shanturka: "Widzisz tych co idą za nami? Oni są w stanie oddać za nas życie. Muszą nam zaufać i dlatego nie chce posyłać ich na pewną śmierć. Mam nadzieję że Twój plan nie doprowadzi do tego. W przeciwnym razie będę musiał zagłosować przeciw niemu."...
Zaczynali już zbliżać się do wioski. Przyłączyły się do nich inne pochody, które również zmieżały do tego samego miejsca. Niektórzy powitalnie wołali w stronę Leu i Shanturka.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Leu rzekł: "Shanturkusie ja Ci nic nie mogę obiecać. Spójrz jednak w stronę tych co nas witają. Oni liczą że nasze decyzje będą słuszne. Nie zawiodę ich". Po czym westchnął i skierował wzrok ku miejscu spotkania...
Po chwili przekroczyli wejście w palisadzie Grontuk Brand. Orkowie pili i weselili się. Panowała tutaj niezła zabawa.
- Narada odbędzie się za godzinę. - rzekł Shanturk - Gdy już wszyscy napiją się i najedzą.
Przy ogniskach piekło się najróżniejsze jadło. Po świńskie mięso, do ludzkiego mięsa. Zapachy były bardzo przyjemne, że Leu poczuł jak w brzuchu mu burczy. Każdy brał to co chciał za darmo.
Rozległo się jeszcze głośniejsze bicie bębnów.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Na bębnach grali orkowie, którzy byli w czymś jakby transie. Orkowie używali wielu najróżniejszych używek. Ci co grali napewno jakiejś użyli. Wściekle, ale niezwykle rytmicznie walili w bębny, a dookoła nich niektórzy tańczyli, niektórzy pili, a jeszcze niektórzy jedli. Do Grontuk Brand zawitało dzisiaj naprawdę wielu orków. Leu nigdy nie widział tylu pobratymców naraz.
- Leu! - nagle zawołali go orkowie siedzący przy dużym ognisku. - Napij się z nami!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Leu spojrzał w ich stronę, a po momencie podszedł do nich. Usiadł obok nich ale powiedział: "Wybaczcie wypijemy po naradzie. Muszę być trzeźwy na nie,j by nie zagłosować za jakimś złym pomysłem"...
- Może coś zjesz? - zapytał najbliżej siedzący ork i sięgnął po baranie udźco smarzące się nad ogniskiem. Wręczył je Leuowi. Wyglądało bardzo smakowicie. Po chwili orkowie zaczęli pić gorzałę i opowiadać sobie różne dowcipy, po których wszyscy wybuchali śmiechem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Leu przyjął udźco po czym wtopił w nie zęby. Słuchając dowcipów niemal nie udławił się chcąc się zaśmiać w trakcie połykania. "Cóż by to była za śmierć" pomyślał po czym już ostrożniej kontynuował jedzenie...
Rzeczywiście byłaby to bardzo ciekawa śmierć. Jego pijani kompani z pewnością mieli by kupę śmiechu, choć sama jego śmierć oznaczałaby tragedię dla ludu.
Brzuch orka dziękował swemu właścicielowi, że wreszcie go nakarmił. Bardzo stęsknił się za jedzeniem. Zaraz gdy się nasycił, Leu poczuł czyjąś rękę na ramieniu. Był to Shanturk.
- Zaczyna się narada. Chodź. - rzekł krótko.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Po chwili wszedł na podwyższenie. Stało tutaj siedem ozdobionych kościami krzeseł. Były to miejsca dla radnych. Wokoło podwyższenia zbierał się tłum.
Na miejscu było już trzech radnych. Boldimurch, Granthak i Grondon. Razem z Leu i Shanturkiem było już pięciu. Brakowało jeszcze tylko dwóch. Trzej radni wstali na ich widok i ruszyli by ich powitać.
Leu nie znal zbyt dobrze Boldimurcha i Grondona. Granthak pochodził jednak z jego rodzinnej wioski gdzie Leu, Shanturk i Granthak znali się od dziecka.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Witajcie - odparł Leu. Uściskał Granthaka gdyż nie widział go bardzo długo. Potem rzekł do wszystkich: "Czekamy na dwóch ostatnich i jedziemy z koksem. Mam nadzieję że dotrą trzeźwi na naradę"...
Niestety Leu czekał zawód. Dwaj pozostali radni, którzy najwyraźniej byli dobrymi przyjaciółmi, lecz Leu nie znał ich w cale, dotarli w stanie nietrzeźwym. Byli jednak młodzi i silni i twardo trzymali się na nogach. Po chwili przyszedł stary szaman Uthurc. Był bardzo wpływowym orkiem i posiadał dar jasnowidzenia, jak również władał potężną magią. Był on zwierzchnikiem radnych, ale bardzo rzadko cokowliek mówił. Jego ciało podobno zamieszkiwały różne duchy i odzywał się tylko w transie. Zdarzało się, że nie wypowiadał słowa przez całe miesiące. Zasiadł na najwiekszym krześle i milczał.
Orkowe bębny ucichły, jak również tłum. Shanturk wstał.
- Czas wreszcie uradzić co zrobi nasze plemię. - zaczął. Z tłumu doszły jakieś okrzyki, ale szybko zostały stłumione. - Nie możemy żyć jako wypędzeni na tych przeklętych równinach! Czas byśmy odzyskali honor bracia!
Shanturk dopiero zaczynał przemawiać. Wybiła północ.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum