Krople deszczu zdobiły drogę po której musiał stąpać Taleth. Z każdym krokiem, który zbliżał Maga do Królestwa Ludzi, czuł Bohater jak droga staje się coraz to bardziej grząska i mniej pomocna w podróży. Kilka dni na deszczu, głód i towarzyszące Talethowi od kilku nocy sny nie pomagały mu w dostaniu się do Królestwa swych ojców. Przez trzy ostatnie noce Taletha prześladowały wizje, które z początku dość nieznaczące przekształciły się w niekończący się koszmar, który z każdym przebytym kilometrem i każdą nocą stawał się coraz bardziej nieznośny. Pierwsza wizja przedstawiała samego Bohatera, który stąpał po górskich szczytach w poszukiwaniu jakichś miejsc. Sen ten przypominał Magowi o jego przygodzie z Torginem i Kainem, w której to podczas drzemki przemówił do niego kobiecy głos, po którym Bohater był świadkiem walki. Druga wizja przedstawiła miasto, które legło w gruzach i walkę dwóch potworów, które rozszarpywały dawno zmarłych znajomych i bliskich Taletha, wtedy to Bohater pierwszy raz od niepamiętnych czasów obudził się zalany potem, który szybko jednak ostudził padający deszcz. Wczorajsza wizja była jednak najgorsza ze wszystkich i powtarzając się wielokrotnie podczas nocy nie pozwoliła Magowi Kręgu Ognia zasnąć. Najgorszym było jednak to, iż po tym jak się sam Bohater przebudził nie był za ządne skarby przypomieć sobie, co takiego wyśnił.
Po długim wycięczającym marszu Bohater wkroczył na ziemię Królestwa Ludzi i dzień ten był pierwszy od wielu dni w których świeciło przez chwilę słońce. Może uśmiechneło się szczęście do Bohatera, gdyż na traku, który przemieżał dojrzał karczmę, której dach i kamienne mury zapraszały do środka, zwłaszcza teraz gdy się już ściemniało.
Bohater przemierza szlak prowadzący na południowy zachód, a jakieś dwieście metrów przed nim znajduje się karczma w której wnętrzu widać jakieś źródła światła. Równina jest zalana wodą, która miejscami stworzyła małe jeziora. Po niebie z wolna przemieszczają się z północy na południe chmury, które na tle zachodzącego słońca wyglądają bardzo ładnie.
Widok przyjaznych murów napełnił Maga dobrym humorem. Wizja odpoczynku w karczmie, suchej karczmie, wydawała mu się bardzo przyjemna. Taleth nie zastanawiał się więc długo, ruszył drogą mokrą od nieustannych, nieprzyjemnych deszczy w stronę źródła światła, zaniepokojony jedynie tym, iż zbliża się kolejna noc, w której może się nie wyspać. Przestał o tym myśleć po tym, jak zaburczało mu w brzuchu. Zmienił wtedy swój tok myślenia i zaczął sobie wyobrażać swoją kolację.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Kilka chwil później Taleth dotarł do samych drzwi karczmy z której do jego nosa dochodziły bardzo przyjemne zapachy pieczeni i zdjętego z ognia mięsa. Zaburczało mu w brzuchu, lecz odgłos ten był zagłuszony przez hałas panujący w przybytku. W środku karczmy musiało być kilku, może kilkunastu podróżników, którzy podobnie jak Mag wybrali sobie właśnie to miejsce, aby odpocząć, posilić się i może wyspać. Karczma może nie była zbyt duża, lecz miała na pewno swą własną piwnicę i piętro na którym świeciły się wspomniane wcześniej źródła światła, prawdopodobnie zwykłe świece.
Drewniane drzwi do karczmy były zamknięte na patent, lecz mniej więcej na wysokości torsu człowieka była zawieszona koładka w kształcie głowy byka. Kątem oka Bohater spostrzegł szyld nad drzwiami na którym był narysowany byk szarżujący z rogami, a pod szyldem był lekko starty napis: "Pod rozsierdziałym Bykiem".
Taleth bez wahania zastukał trzy razy koładką, uśmiechając się sam do siebie. "Kto wymyśla nazwy tych lokali?" pomyślał sobie oczekując na kogoś, kto otworzy mu drzwi. Mag postanowił dziś nie hulać, wystarczyła mu dziś jedynie łózko i porządna kolacja, których to smak już prawie zapomniał.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Dwie chwile po tym jak Taleth zastukał kołatką, usłyszał głos z sali: "Fiona, ktoś przyszedł!" Po czym drzwi zostały uchylone na szerokość dwudziestu centymetrów. Za drzwiami stała dość niska i pulchna kobieta o blond włosach z rudawymi pasemkami. Twarz miała lekko zaczerwienioną, choć było ją ledwo widać na pierwszy rzut oka, gdyż w większości była zasłonięta przez włosy i krzaczaste brwi. Kobieta odgarneła włosy i przeleciała wzrokiem po Talethie. "Zmęczony wędrowiec szuka odpoczynku, czy obierzyświat szuka zwady?" Zapytała. "Jak to pierwsze, to proszę wejść." powiedziała z uśmiechem otwierając na ościerz drzwi.
Za drzwiami była główna sala karczmy, z tego co przez nie zauważył Bohater. Przy czterech okrągłych stolikach siedziało mniej więcej razem jakieś dwanaście osób. Kilka kobiet, głównie mężczyźni. Wśród gości można było jednak dostrzec jednego elfa i gawędzącego z nim jora. Drewniana podłoga, ceglane ściany i kominek gdzieś w rogu sali. Wyglądało na to, że karczma jest bardzo przytulna, a przynajmniej bardziej niż lekki ziąb dworu. "Na co czekasz, wejdź." Zawtórzyła kobieta w drzwiach.
Talethowi nie trzeba było powtarzać po raz trzeci, zresztą spodobało mu się tutaj. Przytulne miejsce, będzie mógł spokojnie zaspokoić swoje potrzeby. Mag rozejrzał się za dwoma miejscami - jedno, w którym mógł spokojnie usiąść nie narażając się nikomu i drugim, gdzie mógł złożyc zamówienie. Marzyła mu się porządna kolacja, zatem rozejrzawszy się i dotarłszy do karczmarza, zapytał:
- Jaką strawę możesz dziś polecić strudzonemu wędrowcowi?
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Taleth spostrzegł, że dwa stoliki są wolne. Jeden był blisko kominka, a drugi bliżej stołu za którym stały dwie młode kobiety. Goście karczmy w pierwszej chwili pobierznie przyjrzeli się nowemu przybyszowi, lecz szybko ich wzroki powędrowały na rozmówców, talerze i kufle. Gdy Taleth zadał pytanie puszysta kobieta z uśmiechem chwyciła się prawą ręką za lewy kciuk: "Mamy baranie udźcce," - chwyciła palec wskazujący "gulasz barani," - środkowy "ziemiaki w sosie" - następny palec "kapuste i..." chwyciła ostatni palec "i to chyba wszystko." Pokiwała lekko głową: "A więc co podać mości panu?" Zapytała kierując się do dużego stołu, za którym były drzwi na zaplecze.
Po krótkiej chwili kobieta usłyszała odpowiedź: "Niech będą ziemniaki w sosie" po czym Mag obrócił się na pięcie i skierował swój krok ku stolikowi niedaleko kominka. Usiadłszy oczekiwał na swój posiłek. Postanowił omówić sprawę noclegu po jedzeniu, chociażby z tego powodu, że nie lubi rozmawiać o pustym brzuchu.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Kobieta pokiwała głową i skineła na jedną z kobiet za dużym stołem, gdzie niebawem poszła. Taleth zasiadł wygodnie na wybranym przez siebie miejscu i czekał na posiłek. Czekał o na niego mniej więcej 10 minut, choć czas ten minął niebywale szybko. Bohater był zmęczony i głodny, co prawda, lecz wygodne krzesło rekompensowało ostatni dzień drogi. Młoda kobieta podeszła do stolika Bohatera i postawiła na nim talerz z ziemiakami polanymi brązowym, dość tłustym sosem. Ziemiaki wyglądały na lekko podgrzane, lecz sos był gorący. "Coś do tego?" zapytała spoglądając na Bohatera swymi dużymi, błękitnymi oczyma. "Za potrawkę 3 złote monety." Powiedziała przypomniwszy to sobie, kiwając przy tym lekko głową.
Do drzwi karczmy ktoś zapukał, co zwróciło uwagę Bohatera i większości zgromadzonych tu gości. Gruba kobieta zawołana z imienia "Fiona", przez jakiegoś gościa podeszła do drzwi i uchyliła je po czym nie mówiąc nic otworzyła je szeroko wpuszając do środa nowych gości. Mówiła coś do nich, lecz Bohater tego nie usłyszał. Lada chwila do ostatniego wolnego stolika, tego przy stole karczmiarki, podeszła mała dziewczynka o złotych warkoczach i wysoki mężczyzna w zbroi. Drzwi zostały za nimi zamknięte, a pulchna kobieta podeszła do ich stolika. Dziewczyna wyglądała na 11 - 14 lat, a mężczyzna w pełnopłytowej zbroi mógł mieć co najwyżej 28 - 30 lat. Miał on na plecach tarczkę ze smokiem i plecak, a przy pasie długi miecz i sztylet. "O nowi goście..." Zamruczała kobieta, która podała Bohaterowi potrawę.
Mag odpowiedział kobiecie: "Poprosiłbym jeszcze o coś do picia, jeśli można" po czym wyjął sakiewkę z pieniędzmi, wyjął na razie trzy monety i dopytał: "ile będzie razem kosztowało?". Przy okazji spróbował wytężyć słuch, aby usłyszeć rozmowę nowych przybyszów. Nie sądził, iż obije mu się o uszy coś ciekawego, lecz zawsze mógł spróbować. Pytający wzrok nadal spoczywał na na twarzy kobiety, powoli zniżając się do potrawy, którą zaraz miał skonsumować.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
"To może piwo, chyba byłoby najlepsze do tego, choć mogę się nie znać. To w sumie będzie pięć monet." Powiedziała kobieta podnosząc wzrok ku drewnianemu sufitowi i licząc na palcach. "Tak, pięć monet." Powtórzyła. Taleth pomimo tego iż chciał usłyszeć to o czym rozmawiali nowi goście, to nie był w stamnie, gdyż odłosy reszty gości czyniło to zadanie niemożliwym. Trzeba tu wspomnieć, iż Bohater siedział od stołu nowych, nadwyraz ciekawych gości, jakieś sześć metrów. Mag jadnak zauważył, że na razie robili oni zamówienie o Fiony, pulchnej kobiety. Dziewczynka przez chwilę popatrzyła na Taletha, lecz gdy jej wzrok spotkał się ze wzrokiem Maga, ta odwróciła wzrok. Była ubrana w kremowo-białą sukienkę z jakiegoś dobrego materiału. Na to miała zarzucony zielony płaszcz, który teraz był zawieszony na krześle, a na jej nogach były zielone buty podróżne. Patrzyła ona ciekawsko po sali, lecz gdy mężczyzna w zbroi popatrzył na nią i coś powiedział ta szybko zwróciła wzrok ku swym dlonią, które trzymała na stole.
Taleth zatem dołożył dwie monety i położył całą kwotę na stół. Podziękował i zaczął się rozkoszować smakiem potrawy, a potem popijając ją podanym piwem. Zadowolony z posiłku odniósł talerze, a znajdując się przy stole karczmarza zapytał: "Czy są jeszcze wolne pokoje? Potrzeba mi chwili odpoczynku przed dalszą podróżą". Nie zwracał już większej uwagi na nowych przybyszów.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Talethowi doniesiono lekkie, złociste piwo z małą pianą, które w smaku może nie było złe, ale zawartość alkoholu w tym trunku była znikoma, tak że upicie się takimi dziesięcioma byłoby czymś niezwykłym. Tak oto Bohater spożył wieczerzę i odniósł swój talerz. Tak się składało, że właścicielem tej karczmy nie był karczmiarz, lecz karczmiarka - pulchna kobieta zwana przez gości tego przybytku Fioną. "Mamy oczywiście." Powiedziała "Co cię interesujue panucku? Mamy pokoje zwykłe i pokoje z meblami."
Człowiek w płytowej zbroi wstał od stołu i podszedł do stołu karczemnego. Był wyższy od Taletha, widać było na pierwszy rzut oka. "Miłościwa pani raczy polecić pokój z dwoma łożami." Powiedział nie zwracając uwagi najmniejszej na Maga. Bohater zauważył, że człowiek ten miał jaśniejszą, prawie nieoploną skórę na brodzie, co świadczyło o tym, że musiał nosić w przeszłosci jakąś brodę, chociażby krótką. Spojrzał on teraz brązowymi oczyma na Taletha i mróżąc oczy zapytał: "Taleth jak mniemam." Bohater był lakko zaszokowany znajomością swego imienia, przez rycerza, ale nie na tyle aby nie odpowiedzieć.
"S..Słucham?" rozległo się niepewne słowo Maga. Nie miał pojęcia, skąd ten człowiek mógł znać jego imię. Rzucił jeszcze, póki pamiętał, do Fiony: "Zwykły pokój, w którym się wyśpię". Przejrzał wzrokiem postać raz jeszcze próbując sobie przypomnieć, czy nigdy wcześniej owej postaci nie widział. "Czego chcesz?" Zadał pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy. Jego wzrok powędrował zaraz ku oczom rycerza.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
"6 złotych monet będzie za pokój. Będzie gotowy za pół godziny, pasuje?" Zapytał Taletha Fiona. "A dla pana dobry pokój za 10 złotych monet, będzie gotowy za czterdzieści minut." Człowiek skinął głową i wręczył Fionie 10 złotych monet, po czym kontynuował rozmowę z Talethem. "Zapewne nie wiesz kim jestem, ale to nie ma teraz większego znaczenia. Spotkałeś kiedyś Torgina z tego co wiem." Rycerz instynktownie pogładził się po brodzie, lecz szybko tego zaniechał, gdy przypomniał sobie, że jest ona ogolona. "Cóż za barbarzyństwo z mej strony panie, mam na imię Hektor i jestem... rycerzen nazwijmy to tak. Dosiądziesz się do mego stołu?"
Taleth wyjął z sakiewki 6 złotych monet i podał właścicielce lokalu z uśmiechem. Rycerzowi zaś odpowiedział: "Zgadza się, znam Torgina. Chętnie dosiądę się" i ruszył w stronę stolika Hektora. Mag miał zamiar szybko dopytać się, skąd on o wszystkim wie, jednak maniery kazały mu wysłuchać, co ma do wysłuchania nieznajomy.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Bohater usiadł przy stole, obok Hektora, naprzeciw małej dziewczynki. "Chciałbym ci panie przedstawić Balie, młodą damę która jest pod mą opieką." Mała dziewczynka wstała z miejsca i grzecznie się ukłoniła. "Tak się składa, że zmierzamy w miejsce gdzie, jak plotki głoszą, przebywa podły krasnolud o imieniu Torgin. Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że zależy nam na bezpieczeństwie. Potrafię obronić siebie i moją podopieczną, lecz słuchy głoszą, że Torgin ten to zajadła sztuka. Czy zechcesz powiedzieć nam coś więcej na jego temat?"
Taleth sam nie wiedział, co im odpowiedzieć. Sam niewiele o nim wiedział. Zaczął: " Tak jest, do najmilszych to on nie należy. Chciwy i uparty jak wielu krasnoludów. Toporem też umie machać. Wiele dziwnych rzeczy działo się, kiedy z nim podróżowałem." tu przystanął na chwilę i skończył opowieść o Torginie słowami: "Na miejscu szarego człowieka omijałbym go szerokim łukiem". Mag zapytał: " Skąd w ogóle wiecie, że z nim podróżowałem? I dlaczegóż to wybieracie się w takie miejsce, skoro jest to niebezpieczne?" Bohaterowi rozmawiało się dobrze, dawno nie miał do kogo otworzyć ust, a do tego nie dręczyło go ani pragnienie, ani głód.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Mała dziewczynka chciała coś powiedzieć, lecz popatrzyła na Hektora, po czym jej wzrok zleciał do stołu. "Nie winnym ci odpowiadać na wszysystkie te pytania, lecz skoro ma to coś rozjasnić to rzeczę, że wieści o Torginie dość szybko się rozchodzą, a cel naszej podróży niech pozostanie znany tylko nam." Hektor popatrzył na Taletha. "Wiesz jak wygląda Torgin, prawda?" Zapytał kiwając głową, wiedział jaka jest odpowiedź. "Czy nie zechciałbyś przypadkiem wyruszyć z nami do Miasta Tańczących Świateł?" W pytaniu tym było coś, że Taleth wyczuwał przygodę.
Mag chętnie zgodziłby się na towarzystwo, lecz coś mu tu nie pasowało. Musiał przecież wystrzagać się elfów, a Miasto Tańczących Świateł wydawało mu się idealną nazwą dla elfiego miasta. Zapytał dla upewninia się: "Wybacz mą ignorancję, a może zmęczenie, ale czy mógłbyś powiedzieć mi, w którą stronę byłoby nam zmierzać i na czyich terenach znajduje się wymienione przez ciebie miasto?". Nie wspominał na razie o innych szczegółach, najważniejszym dla niego na razie jest stopień ryzyka.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
"No tak, wybacz mi panie mą nieuwagę, zapewne nie pochodzisz z tych okolic, może nawet tego królestwa. Miasto Tańczących Świateł, zwane Esendią, znajduje się dwa dni drogi na południowy zachód od tego przybytku." W rzeczy samej Taleth coś w życiu słyszał o tym mieście, lecz wszelkie informacje to pochodziły głównie z plotek i nie były rzeczowe. "Miasto to leży na ziemiach królestwa ludzi, rządzonego przez Rogara Zwyciężcę, choć jego tron może być lada dzień wspomnieniem." Rycerz siedział przy stole z gracją i dumą, która tak obca była innym gością tej karczmy. "Mamy dwa wierzchowce, do rana będą wypoczęte. Lady Balie może jechać ze mną, a ty panie dosiądziesz klacz na której ów młoda dama jechała do dnia dzisiejszego." Dziewczyna podniosła głowę, ale szybko ją opuściła. "Czy masz może panie jakieś pytania?"
Taleth zastanowil się chwilę. Po krótkim namyśle odpowiedział: "Propozycja wydaje mi się nader ciekawa, chętnie będę wam towarzyszył w podróży. Odpocznijmy zatem i rano wyruszajmy w drogę." Mag wyprostował swoje nogi i pożegnał się, życząc dobrej nocy. Poszedł do swojego pokoju z nadzieją, że porządnie się przed drogą wyśpi. Przypomniał sobie o ostatnich nocach, rozmyślał, czy przypadkiem było to, że ostatnio właśnie śnił o wędrówkach z Wampirem i Krasnoludem. Wkrótce jednak przestał sobie tym zaprzątać głowę.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Hektor pożegnał Taletha, a Fiona zaprowadziła Bohatera do jego pokoju. Schodami poszli na górę, a pulchana gospodyni otworzyła drzwi z czerwonym kwadratem namalowanym gdzieś na wysokości swej głowy. "Oto mości izba." Powiedziała wręczając Talethowi klucz do pokoju. Izba wyglądała niezbyt dobrze, lecz za taką cenę nie należało grymasić. Jedno łóżko z boku i małe okno z którego widać było drogę którą przybył tu Bohater. "Jeżeli to wszystko, to racz panie nie zniszczyć czego. Panicz w zbroi prosił o to, by mógł sam pana przebudzić, jakby co będzie w pokoju z zielonym kwadratem na drzwiach." Mówiła odchodząc Fiona.
"Oczywiście" mruknął znużony już lekko Mag i rzucił jeszcze okiem za okno przed położeniem się spać. Po chwilu ułożył się na prawym boku i usiłował zasnąć, co nie przychodzi mu trudno, szczególnie jak jest zmęczony. Na próżno były przemyślenia na temat celu drogi Hektora, dlatego po prostu o niczym już nie myślał.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Drzwi do pokoju się zamknęły, a za oknem było już ciemno. Taleth położył się na łóżku, zmęczony po całym dniu drogi. Po mineło kilka minut i Bohater zasnął...
"Zbudź się, zbudź..." Usłyszał Bohater delikatny głos, nieznanej osoby "Już czas..." Głos się nagle urwał. Taleth otworzył oczy, gdy poczuł jak jego łóżko zostało przewrócone. Spadł na podłogę pokoju w którym zasnął, co odczuł na swym lewym boku. "hehehe..." Zaśmiał się głośno jakiś stwór, który przewrócił łóżko Bohatera. Ten nie zdążył się mu przyjrzeć, lecz czuł, że to nie jest jakaś bajkowa poczwarka.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum