Ciemność...
Towarzyszyła jej już od wielu lat. Była nieodłącznym elementem każdego dnia, każdej chwili jej życia od czasów wypadku. Nauczyła się jednak Garren wypełniać ją odczuciami słuchu, węchu i dotyku. Dzięki nim, mogła siłą wyobraźni oglądać to czego nie dane jej było ujrzeć.
Przenikała zwinnie między drzewami, czasem tylko zachaczając o wystające liście, bądź gałęzie krzaków. Poprzednią wioskę opuściła kilka dni temu, zmierzając na północ. Pewien czas temu przestała czuć ciepło słońca na skórze, zaczynała także słyszeć jak do życia budzą się nocne stworzenia leśne. W oddali usłyszała głos sowy.
Była już całkiem zmęczona niemal całodzienną podróżą, żołądek także dawał już o sobie znać. Jak na zawołanie, węch podpowiedział jej, iż kilka metrów od niej, musi znajdować się krzak z jagodami. Znała ten zapach doskonale, już niejednokrotnie owe jagody zaspokajały jej głód i pragnienie.[/center]
Kierując się węchem po kilku chwilach dotarła więc bez przeszkód do krzewu. Przykucnęła i zwinnymi palcami wyszukała wśród gałęzi okrągłe owoce krzewu. Zebrała parę z nich i zjadła. Wraz z słodyczą w jej ustach poczuła również przypływ energii i spokoju rozpływający się po jej ciele. Przyklęknęła na trawie przy krzewie i zaczęła zajadać się słodkimi owocami.
Zdołała zebrać 20 owoców, wszystkie okazały się dojrzałe i jak najbardziej zdatne do jedzenia. Zazwyczaj wystarczało jej zaledwie 10 jagód, by zaspokoić głód.
Nim dokończyła ósmy owoc, do jej uszu dotarł szelest. Coś przeszło po ściółce kilkanaście kroków od Garren.
Nie wiedziła cóż to było. Byćmoże jakieś leśne zwierzę, byćmoże coś innego...
W dziewczynie natychmiast obudziła się czujnosć. Ukryła jagody pod krzewem i wstała, nasłuchując i wytężając węch. Na wszelki wypadek przyjęła pozycję i położyła dłoń na rękojeści miecza dwuręcznego, spoczywajacego w pochwie.
Słyszała jedynie odgłosy nocy. Stworzenia leśne prześlizgujące się pomiędzy drzewami, to jednak nie był ten dźwięk...
Nie była w stanie wyczuć niczyjej obecności, przynajmniej niczego większego od królika czy sowy.
"Garren..."
Dreszcze przebiegły po całym ciele wojowniczki.
Usłyszała ten głos tak, jakby ktoś wyszeptał jej go prosto do prawego ucha. Głos był szeleszczący, i ledwo słyszalny.
Zrobiła natychmiastowy zwrot w prawo, przy okazji wyciągając miecz. Ostrze jednak tylko przeszyło ze świstem powietrze. Ze strachem cofnęła się o parę kroków.
K-kim jesteś? Czego chcesz? Skąd znasz me imię? -zapytała drżacym głosem dziewczyna, dosyć donośnym głosem.
Cisza zapadła ponownie, tym razem przerywana przez głośne bicie serca Bohaterki.
"Garren...." usłyszała ponownie tuż przy swym prawym uchu.
"Zaśnij..."
Wojowniczka poczuła jak senność ogarnia ją z szybkością błyskawicy. Nim zdołała się przeciwstawić, czy też wykonać jakikolwiek ruch.
Stała na leśnej ściółce, było ciemno, jednak ostatnie promienie słońca nadal oświetlały czubki drzew.
Garren to widziała, nie czuła czy słyszała...widziała...
Garren rozglądała się z przerażeniem wokół siebie, po raz pierwszy od wielu wielu lat, móc zobaczyć to co nie było jej dane oglądać od czasu pożaru stajni. Dotknęła delikatnie swoich oczu. Zupełnie nie wiedziała, czy ma się cieszyć czy bać.
Obróciła się...było to jednak dziwne, nienaturalne. Obrót był jakby opuźniony.
Ujrzała leżącą na ziemi kobietę. W pierwszej chwili zastanawiała się któż to może być, jednak już po chwili dotarło do niej co widzi. To była ona.
Garren siedziała przed nią oparta o drzewo. Miała zamknięte oczy, wyglądała na pogrążoną we śnie lub transie.
Gdy Bohaterka spróbowała dotknąć oczu...
Ręce...to nie tylko nie były jej dłonie, to nawet nie był ludzkie dłonie. Ujrzała cień, cień który ruszał się tam, gdzie chciała by ruszyła się jej ręka. Nie był to jednak cień spoczywający na ziemi. Ten unosił się w powietrzu niczym mgła. Nie była w stanie wyczuć swojej twarzy nie mówiąc już o oczach.
"Nie lękaj się Garren..." usłyszała ponownie, tym razem jednak, brzmiało to tak, jakby sama to wypowiadałą, głos jednak z pewnością nie należał do niej.
"To czego doświadczasz jest tymczasowym złączeniem jaźni. To właśnie dzięki temu możesz widzieć, dzięki temu jesteś w stanie po cześci odzyskać to co utraciłaś lata temu. Czyż nie tego pragniesz ?"
- Złączenie jaźni? Ja... Jak to się stało? Do kogóż należy ten głos, który słyszę? -zapytała roztrzęsionym głosem. Oczywiście, cieszyła się że znów może widzieć, ale... Świadomość, że nie jest sobą, a jedynie swoim cieniem była przerażająca. W jej umyśle kotłowały się dwie myśli: jedna z nich gorąca chciała powrócić do ciała, nawet kosztem ponownego doświadczenia wszechobecnej ciemności, a druga jeszcze dłużej pozostać w swej niematerialnej formie i rozkoszować się widokiem promieni wieczornego słońca prześwitujących na ściółkę.
"Znaczy to jedynie tyle, iż to ciało w którym się teraz znajdujesz, należy do mnie. To zaś co chce ci Garren zaproponować pozwoli Ci wnikać do tego ciała, gdy tylko będziesz miała ochotę." odparł głos, który był tak naprawdę głosem ciała, w którym Bohaterka się znajdowała. Zrobił pauzę, czekając na ewentualne pytania, bądź reakcje.
W głowie wojowniczki zaroiło się od pytań. Gdy po chwili uspokoiła się i uważnie rozważyła to, co chce zaproponować jej głos, jest chyba całkiem korzystną ofertą. Chyba...
- Co chcesz w zamian? -zapytała, przyglądając się swemu ciału.
"Połączenia droga Garren, połączenia. Tylko dzięki siłom życiowym istoty żywej mogę uwolnić się od pętających mnie więzów. Zamieszkam w Twym ciele razem z Tobą, będę obserwatorem niczym Ty teraz. W każdej chwili będziesz mogła wejść w moje ciało i opuścić swoje. Pamiętaj jednak, że nie masz kontroli nad tym ciałem."
Bohaterka zauważyła, iż się przemieszcza, zbliża do swego ciała i sięga mglistą ręką do swej nieprzytomnej twarzy, smagając ją lekko po policzku.
"Czy zgodzisz się wyrwać mnie z więzów i rozpocząć nowe życie w zjednoczeniu, które niesie dla Ciebie jakże jawne korzyści ?" spytał głos
"Wspaniale" odparł głos, Garren zaś poczuła jakby odpływała, traciła przytomność.
Ogarnęła ją ciemność...tak dobrze jej znana.
Usłyszała szelest drzew na wietrze. Poczuła lekki ból głowy. Powróciła do swego dawnego ciała...
"Niestety nie jest to aż takie proste jakby się mogło zdawać. Związałaś się słowem Garren, liczę więc, że go dotrzymasz. Musisz pomóc mi się uwolnić, wyrwać z okowów ziemi."
"Wyrwać się z okowów ziemi..." powtórzyła w myślach. "Co to może znaczyć?" wstała i otrzepała z ziemi, rozmyślając co począć dalej.
- Jakieś wskazówki? -zapytała współlokatora swego ciała.
"Naturalnie" głos tym razem Garren usłyszała przed sobą, o jakiś metr.
"Podążaj za mną, wszystko wyjaśnię po drodze."
Usłyszała jak ów głos się powoli oddala.
Poruszał się całkowicie bezszelestnie, co niespecjalnie dziwiło teraz Bohaterkę, zważywszy na to, iż ciało nieznajomego składało się z mgły.
Choć nie słyszała odgłosów poruszania się głosu, wyczuwała jego obecność. Przez pewien czas posłusznie podążała za mgiełką, ostrożnie stawiając stopy i oczekując wyjaśnień od tej dziwnej istoty.
"Zacznijmy od początku... Zwę się Zarthul. Kilkaset lat temu trafiłem w te okolice o własnych siłach, wtedy byłem w pełni sprawny, w pełni sił. Wtedy to, los zetknął mnie z pewnym Paladynem... Imię jego, nie zapomnę nigdy, brzmiało Herlos. Potężny był to osobnik, jeden z najwyższych przedstawicieli Bractwa. Wyczułem w nim jednak pewne wątpliwości, pewną niepewność. Zaszedł daleko w służbie swemu Bogu, dalej niż ktokolwiek jego pokroju byłby w stanie. Miał niezwykły talent. Jednak moc oferowana przez Aesira była ograniczona, niewystarczająca dla niego. To ja zapoznałem go ze stroną świata, której nie znał. Z magią, której w Zakonie nigdy nie pokazywano. Wiele go nauczyłem, wiele pokazałem. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że przerastał mnie mocą, nie sądziłem jednak, że jako Paladyn, tak niecnie to wykorzysta..." przerwał na chwilę, co nieco skołowało Garren. Po chwili jednak kontynuował.
" Zbytnio ufałem jego dobrotliwej duszy. Odwrócił się od swego Boga, stał się jednym z Upadłych. Pewnego dnia, gdy stwierdził, iż stałem się mu zbędny, zwabił mnie do podziemnej świątyni. Tam związał mnie z pewnym przedmiotem, amuletem. Na straży zaś ustawił Demona, by pilnował wejścia do świątyni. Wiele lat musiałem zbierać siły, by wydostać się z tamtąd, wiele także czasu szukałem kogoś, kto pomoże mi wyrwać się na dobre. Tracę jednak siły, muszę wrócić do amuletu, z którym zostałem związany."
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2006-10-11, 17:15, w całości zmieniany 1 raz
-Zaraz zaraz, chcesz mi dać do zrozumienia, że to JA mam Ci pomóc powrócić do amuletu a wcześniej wykołować Demona, który go strzeże?- zapytała z niedowierzaniem Garren, po czym zaśmiała się gorzko -Ale co ja tu poradzę? Jestem tylko nędzną przedstawicielką mojej rasy... I do tego nie widzę...
Usłyszała szeleszczący śmiech.
"Czyżbyś nie zdawała sobie sprawy ze swego potencjału ? Jesteś zdolną wojowniczką, bycie ślepą zaś dotąd nie powstrzymywało Cię przed doskonaleniem sztuki walki. Nie zapomianaj także, iż jeśli tylko mi pomorzesz, będziesz mogła ponownie widzieć otaczający Cię świat. Czyć nie tego pragniesz ? Dodatkowo będe Ci zawsze służył pomocą i dobrą radą." wydawał się w swych słowach przekonujący, godny zaufania.
"Ślepota zaś, mogę cię zapewnić nie będzie dla Ciebie przeszkodą. Wejście do świątyni znajduje się pod ziemią, spowite jest zaś mrokiem, nieprzeniknionym nawet przez oczy drowów."
Uśmiechnęła się lekko pod nosem, słysząc o rzekomym potencjale który w niej drzemie i o tym że jest zdolną wojowniczką.
Po słowach Zarthula westchnęła ciężko i spytała:
- Rozumiem, że czeka nas daleka wędrówka?
"Nieszczególnie, już prawie jesteśmy na miejscu. Niestety nie mogłem oddalić się od amuletu na dostateczną odległość, miałem dużo szczęścia, że w okolicy przechodził ktoś taki jak ty, droga Garren."
Śpiewy ptaków nieco przycichły, dobiegały bardziej z oddali, jak gdyby nie śmiały przylatywać w te okolice.
"Stworzenie, z którym przyjdzie ci się zmierzyć, nie należy do istot żywych. By go przywołać Herlos posłużył się nowo poznaną przez siebie magią. Muszę jednak przyznać, że przerósł me najśmielsze oczekiwania. Przywołany nieumarły, choćby nie wiem jak potężny, zazwyczaj rozsypuje się, bądź znika po pewnym czasie. Ten jednak i po kilkuset latach nadal stoi na straży świątyni, niezrażony, niezłomny i bezmózgi. Jest to szkieletowy strażnik stworzony tylko do jednego celu, bronić wejścia. Mierzy 3 metry, posługuje się ogromnym mieczem, a ciemnośc ani trochę nie mąci jego ruchów. "
- Nieźle. -mruknęła pod nosem i zapytała głośno- Jakie są szanse, że ów strażnik sam się rozsypie akurat gdy dotrzemy do świątyni?
Nastała chwila może trochę niezręcznego milczenia.
- No dobra... Mniemam że wiesz, w jaki sposób pokonać tego nieumarłego?
"Jeśli masz na myśli jakiś specjalny plan, to nie" odparł, Garren stwierdziła, że jego głos jest stanowczo zbyt wesoły, zważywszy na okoliczności.
"Jeśli tylko zdołasz go powalić, zadać wystarczająco duże obrażenia, ten powinien się rozpaść, jak na nieumarłego sługę przystało. Wystarczy również, odseparować jego głowę od reszty ciała. Nie twierdzę, że jest to proste, jednak z moją pomocą powinno ci się udać."
Głos brzmiał teraz nieco inaczej, towarzyszyło mu echo...
"Uważaj na stopień Garren" rzekł "Jestesmy u wejścia do podziemi, strażnik czeka na dole"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum