Elf wziął głęboki oddech i rozejrzał się po okolicy. Księżycowy las był cichy i spokojny, a elf czuł się niezwykle samotny. Przyzwyczaił się już jednak do tego uczucia. Odkąd jego wuj opuścił go, większość swojego życia spędzał w samotności, szkoląc swoje talenty magiczne i zastanawiając się nad życiem. Teraz jednak czuł, że musi odnaleźć swojego wuja, tylko on może mu wskazać jaki jest sens jego egzystencji. Nie miał jednak pojęcia gdzie go może znaleźć. Dlatego postanowił wyruszyć do stolicy lasu miasta Lar'Dudanwall. Był już dzień drogi od miasta.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick szedł spokojnym i miarowym krokiem. Droga, którą już przebył wzbudzała w nim radość i podniecenie. Odkąd się urodził, jeszcze nigdy nie przebywał tak długiej węrdówki.
Podczas przechodzenia przez las, na ziemi znalazł solidny kij. Zdawał się być idealnie dopasowany do jego wzrostu. Mag dokładnie zbadał go, między swymi bladymi palcami, po czym poprawił go w dłoni i ruszył dalej. Kij służył mu jako podpora, a kto wie, czy kiedyś nie uratuje mu życia w walce.
teraz z kolei elf szedł spokojnie, spoglądając w dal. Ciągle miał nadzieję, ze gdzieś za zakrętem, zza pobliskiego drzewa wyskoczy jego wuj i wrócą razem do domu. Jednak im dalej elf zapuszczał się w nieznane dla niego krainy, które odwiedział po raz pierwszy, tym bardzeij tracił nadzieję na jego odnalezienie.
Starał się nie robić postojów zbyt często. Jednak jego kondycja nie pozwalała mu na wielodniowe marsze, toteż mag co kilka godzin przystawał na parę minut, aby wsłuchać się w szum lasu i dać nieco odetchnąć obolałym kończynom.
Właśnie zauważył porządnie wyglądający kamień. Mag przysiadł na nim, zdjął buty i począł masować stopy.
Elf nie był przyzwyczajony do długich wędrówek, toteż jego stopy były zmęczone i obolałe od ciągłej podróży. Czuł, że jego nogi wielce odprężyly się, gdy znalazł się w pozycji siedzącej. Do uszu Oricka, oprócz szumu wiatru zaczeły docierać odgłosy dzikich zwierząt, które właśnie budziły się do życia, ponieważ był poranek. Księżycowy Las, nie był jednak niebezpieczny dla srebrnych elfów, więc mag nie miał powodów by się nimi martwić.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick rozejrzał się wkoło uważnie. Niebezpieczeństwo mogło nadejśc z każdej strony. Jednak póki co, okolica zdawałą się być bezpieczna. Po kilku minutach odpoczynku mag wstał i ruszył dalej, ku Lar'Dudanwall. W poszukiwaniu odpowiedzi i wuja.
W poszukiwanu przeznaczenia.
Orick ruszył ścieżką w dalszą drogę. Miasto było jeszcze daleko od niego i zapewne elf nie zdąrzy dojść przed zapadnięciem zmroku. Musiałby naprawdę bardzo się pośpieszyć.
Wędrówka była przyjemna choć męcząca, po chwili zaczął padać niewielki śnieg. W tych stronach śnieg wyglądał bardzo ładnie, nie bez powodu las nazwano księżycowym. Płatki w tych stronach całe błyszczały, a nocą świeciły jasno jak księżyc.
Po godzinnym marszu elf napotkał przeszkodę jaką był dość duży strumień. Nie widział w okolicy żadnego mostu. Mógł spróbować podjąć ryzyko przejścia przez strumień, ale prąd był silny, a woda zapewne dostałąby się do jego żywności. Mógł również iść wzdłuż strumienia, aż znajdzie jakieś przejście.
Do strumienia przykicały dwa małe, białe króliczki i zaczęły pić z niego wodę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick obserwował króliczki z uwagą. Woda była potrzebna każdemu organizmowi. Ale czasem bywała i wrogiem.
Tak jak teraz.
Orick był magiem wody. Czuł siłę w niej drzemiącą i uśmiechnął się sam do siebie. Podszedł do strumyka i wlał w niego całą moc swej magii lodu ("Zadaję obrażenia" wodzie, zaklęciem wodny prąd [Obrażenia od lodu]), aby zamrozić część strumyka, po którym mógłby przejść.
W sumie to nie bardoz uśmiechało mu się przechodzenie po moście- gdziekolwiek by on nie był. A magię starał się wykorzystwać na każdym kroku.
Okazało się, że elf wpadł na doskonały pomysł. Woda rzeczywiście zaczęła powoli zamarzać. Przyśpieszał ten proces fakt, że temperatura coraz bardziej spadała i wkrótce strumień zamarzłby w sposób naturalny. Po chwili częśc strumienia zamarzła, a Orick mógł spokojnie przejść. Musiał jednak uważać by lód nie zapadł się pod nim.
Króliczki pokicały przestraszone tym, co działo się z wodą. Po chwili jednak wróciły i przyglądały się ciekawie. Gotowe były jednak do błyskawicznej ucieczki.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick uśmiechnął się delikatnie, spoglądając na zwierzaczki. Ostrożnym i lekkim krokiem przebył staw. Czuł chłód lodu pod stopami u uśmiechnął się błogo.
Kochał te uczucie.
Kiedy postawił nogę na drugim końcu rzeki, zniszczył lód, aby nie zakłócać równowagi natury.
Woda znowu pobiegła dawnym nurtem. A Orick rozglądnął się wkoło, poszukując dalszej ścieżki. Bez niej nie zajdzie daleko.
Lód powoli kruszył się gdy szedł po nim Orick. Wystarczyło jednak zrobić trzy długie kroki i elf był już po drugiej stronie. Elf miał problemy z odnalezieniem ścieżki. Wkońcu jednak zauważył, że kilkadziesiąt metrów dalej wśród krzewów jest niewielka ścieżka. Zapewne prowadzi to większej drogi.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Szybkim krokiem dotarł do zauważonej ścieżki. Szedł beztrosko, cicho nawet podśpiewując. Nie odważył się podnieść głosu w tym cudowntym miejscu, więc cichą melodią chwalił piękno lasu. Podróż była spokojna. W myślach próbował obliczyć, ile drogi już przebył i jak daleko mu do celu.
Jednocześnie zastanawiając się, czy wuj również kroczył tą ścieżką.
Elf szedł ścieżką porośniętą krzewami. Czuł przyjemny zapach lasu i chłodnego wiatru. Po chwili doszedł do większej drogi, która prowadziła prosto do Lar'Dudanwall. Czekało go jednak jeszcze wiele godzin marszu. Orick po chwili usłyszał ciche burczenie w swoim brzuchu. Jego żołądek na myśl o długiej drodze, domagał się przerwy i czegoś do zjedzenia.
Śnieg wciąż delikatnie padał. Wprawiało to Oricka w bardzo dobry nastrój. Księżycowy las pokryty lekkim śniegiem wyglądał cudownie, a nocą będzie wyglądał jeszcze lepiej. Orick przebywał w tych stronach całe swoje życie, jednak wciąż nie mógł wyjść z podziwu oglądając ten las.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick czując głód, przystanął na chwilęi usiadł na czymś, co zdawało się być zdatne do tego typu zabiegu. Otworzył plecak i zaczął jeść, rozkoszując się delikatnym dotykiem płatków śniegu, na jego skórze. Rozglądnął się uważnie, przygryzając gruszkę, w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Wiedział, że znajduje się już bardzo blisko swego celu... A blisko dużhych miast, są wielcy bandziorowie.
Orick usiadł na niewielkim pniu i zaczął jeść. Jego żołądek dziękował mu wielce, za ten posiłek. Podczas długich marszy z dodatkiem czarowania, organizm zużywał dużo siły. Elf musiał więc często zaopatrywać swój organizm w żywność i witaminy. Śnieg wciąż spokojnie padał, a elf rozglądał się za bandytami. Księżycowy Las był położony troche z dala od reszty krain, a srebrne elfy żyły spokojnie w pokoju. Las, był więc dość bezpieczny. Rzadko zdarzały się tu napady na szlakach, chociaż były bardzo puste. Jednak rzadko, nie oznacza wcale. Zdarzają się tu czasami różne napady i rózne popełniane są zbrodnie, najwięcej właśnie w pobliżu Lar'Dudanwall.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Elf nadal szedł traktem, wypatrując zagrożeń oraz Lar'Dudanwall.
- Niech to szlag, czemuż elfy musza mieszkać tak daleko od siebie? - Powiedział sam do siebie, kręcąc głową.
Podróżowanie traktem było nudne. Im szybciej dojdzie do miasta, tym lepiej.
Znudzony Orick szedł przed siebie. Droga ciągle wydawała mu się taka sama, a śnieg wciąż spokojnie padał. Czasami podczas marszu zauważał różne dzikie zwierzęta, które skradały się w krzakach. Widok wielkiego niedźwiedzia, nawet trochę go zmartwił, jednak zwierze było tak samo znudzone jak elf i spokojnie odwróciło się, i pokazując zad poszło w las.
Zaczynał zapadać zmrok. Na szczęście elf widział już wielkie białe miasto w oddali. Lar'Dudanwall było już blisko. Śnieg który pokrywał miasto błyszczał i Orick oglądając miasto z dala, miał wrażenie, że patrzy na wielki księżyc. Nad miastem gurowały dwie wielkie wieże. Były to wieże potężnego pałacu położonego w centrum miasta. W stronę Oricka szło kilka elfów, którzy najwyraźniej opuścili miasto i udawali się w jakąś podróż.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick uśmiechnął się na widok swych braci. Przyspieszył kroku, aby przeciąć im drogę.
- Witajcie bracia! - Przywitał ich, chyląc głowę - Dokąd zmierzacie, zmierzcha już przecież? A trakty o tej porze nie zawsze są bezpieczne.
Elfów było pięciu i poruszali się na białych, potężnych koniach. Czterech z nich było najprawdopodobniej eskortą pierwszego. Na widok Oricka zatrzymali się. Ciekawość Oricka trochę ich zaskoczyła. Powitalnie skinęli głowami.
- Witamy witamy... wiozę ważną wiadomość do Anderdull, która musi być dostarczona jeszcze przed następnym zmierzchem. - rzekł uprzejmie jeden z nich. Orick wiedział, że miasto znajduje się gdzieś przy południowej granicy lasu. - A kimże ty jesteś i co sprowadza cie w te strony?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick ukłonił się ponownie wiedząc, iż jego lud kocha dobre obyczaje i grzeczność. Odpowiedział melodyjnym - Tak zazwyczaj określali głos elfów śmiertelnicy - głosem.
- Poszukuję wuja, który być może tutaj przybył. Miasto jest wielkie, chić być może wasze bystre oczy zauważyły srebrnego elfa, niskiego i - co jest dla niego bardzo charakterystyczne - Z delikatnym zarostem? - Wiedział, że zarost to dla elfa coś bardzo dziwnego, więc miał nadzieję, ze po tym poznają jego wuja. Był on chyba jedynym elfem, którego spotkał, mającym brodę.
- Elf z brodą? - zapytał niedowierzając. Najwyraźniej go to bawiło. - Nie nie widziałem jeszcze nikogo takiego, ale raczej mało przebywam w mieście. Ciągle w biegu... Jednak jeśli twój wuj miał brodę to zapewne znajdziesz go tutaj bardzo szybko. Jak on się zwie?
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Arathiel - Odpowiedział Orick poważnie. Zauważył uśmieszki na twarzach jego rozmówców - To, że nie jest czystej krwi elfem i że ma brodę, to nie powód do żartów, przyjacielu. Każdy z nas może być innym, a uwierz mi, że swoją wiedzą i mocą dorównuje wielu elfom, a jeszcze więcej z nich przewyższa. Dlatego proszę cię, abyś nigdy więcej w mej obecności nie robił żadnej aluzji, co do jego półelfiej rasy - Rzekł Orick urażony, po czym znów wysilił się na grzeczność. - Dziękuję Ci za pomoc. Wejdę do miasta i poszukam wuja, może stali mieszkańcy będą coś wiedzieć. Tobie z kolei życzę twardych traktów i bezpiecznej podróży. Żegnaj - Orick ukłonił się lekko i ruszył dalej, w kierunku miasta.
Dlaczego elfowie byli tak dumną rasą? Dlaczego tak ich śmieszyłóo bycie półelfem? To tylko skaza, a niejedna skaza dodaje uroku kryształowi, mimo iż teoretycznie jest mniej wart.
Kopiąc nerwowo kamyk i przeklinając w duchu trudny charakter jego rasy, ruszył drogą do miasta.
Elf z, którym rozmawiał Orick tylko zmarszczył brwi, a na pożegnanie skinął ręką. Nie miał ochoty już wdawać się w żadne dyskusje, tak samo zresztą jak Orick. Rzekł coś do swoich towarzyszy i szybko ruszyli drogą na południe.
Orick stanął przed potężną, wielką, srebrną bramą. Była ona szeroko otwarta i zapraszała wszystkich podróżnych do wejścia do miasta. Choć mury otaczające Lar'Dudanwall nie były potrzebne, ponieważ nie było się przed kim bronić, to były duże i potężne. Najprawdopodobniej elfy zbudowały mury głownie po to, by pokazać jacy wspaniali z nich budowniczy. Były zbudowane z drzew rosnących w samym środku Księżycowego Lasu i nigdzie indziej w Sorii nie rosły. Dodatkowo tknięto w nie potężną magie. Zza murów bił ogromny blask miasta, blask który widać było nocą z bardzo daleka.
Orick stał teraz przed bramami jednego z najstarszych miast świata, jak nie najstarszego. Elf nigdy nie widział dużych miast, więc jego oczy widziały coś takiego po raz pierwszy w życiu.
Przy bramie stało dwóch elfów, najprawdpodobniej strażników.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick z zachwytem spoglądął na cudowne mury Lar'Dudanwall. Podziwiał istny kunszt jego braci i wyczuwał potężną moc magii, bijącą z miasta. Kiedy stanął w cieniu potężnych murów, schylił głowę, jak gdyby bojąc się spojrzeć w ich majestat. Podszedł do strażników i pozdrowił ich gestem dłoni.
- Witajcie strażnicy Srebrnego Miasta, jak zwykli mówić o Lar'Dudanwall elfowie z moich okolic. Chciałbym wejść do miasta, czy muszę wypełnić jakieś dokumenty, lub jakoś potwierdzić mą obecność? - Zapytał, dokładnie obserwując ich zbroje.
I czując się troche głupio. Nie zna obyczajów, panujących w mieście i nawet jego bogaty język i płynna dykcja nie nauczą go manierów wielkich miast. Już teraz nie wiedział, jak wejśc do miasta i co się z tym wiąże - A co dopiero, gdy przyjdzie mu rozmawiać z tutejszą ludnością lub choćby wejśc do karczmy?
Strażnicy skłonili się lekko. Byli troche znudzeni swoją pracą, więc nawet troche ucieszyli się na widok Oricka. Wkońcu to jakieś urozmaicenie.
- Witaj podróżniku. Lar'Dudanwall jest otwarte dla wszyskich naszych braci. Jedyne co musimy wiedzieć, to jak się nazywasz. - rzekł jeden z nich - Musimy wiedzieć kto aktualnie przebywa w mieście, by wrazie jakiś problemów, albo konfliktu z naszym prawem, został jak najszybciej odnaleziony.
Ze strony miasta do uszu Oricka dochodził gwar rozmów i piękne melodie, zapewne granych przez utalentowanych bardów.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Orick przez chwilę wsłuchiwał się w odgłosy miasta. Niektóre zachwycały go, inne sprawiały, że czuł się obco.
- Nazywam się Orick Raven - Odpowiedział elf z uśmiechem - Pochodze z małej wioski na północy, zwanej Athorien. Zapewnie nie znacie tej nazwy - Powiedział elf, delikatnie się uśmiechając - Coś jeszcze, czy mogę już wkroczyć do waszego cudownego miasta? - Zapytał, spoglądając na nich uważnie.
Strażnik patrzył przez chwilę na Oricka. Najprawdopodobniej chciał zapamiętać jego w twarz. Po chwili uśmiechnął się serdecznie.
- Możesz ruszać. Miłego pobytu.
Elf widział za bramą dużą zachęcającą ulice. Budynki wybudowane tutaj były bardzo duże, całe białe ozdobione srebrem. Dachy były pokryte grubymi warstwami śniegu. Blask tego wszystkigo aż bił w oczy. Elf był przyzwyczajony do spokojnego, samotnego życia. Ogromne, ozdobne budowle zaczęły przerażać jego serce. Głowna ulica prowadziła do placu położonego w centrum miasta. To tam stał olbrzymi srebrny pałac. Od ulicy odchodziło wiele mniejszych uliczek, które prowadziły do różnych miejsc. Miasto było zbudowane na kształt jakiejś figury geometrycznej, ale elf nie był w stanie zorientować się jakiej. Uliczkami przechodziło kilku przechodniów. W większości srebrnych elfów. Orick spodziewał się tłumów, ale wkońcu była już noc, a ulice o tej porze pustoszały. Jego ucho ciągle słyszało cudowną muzykę. Po chwili zauważył, że dochodziła ona z dużego budynku. Najprawdopodobniej to jakaś tawerna.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum