Wysłany: 2006-09-13, 15:25 Droga Życia (Sesja Lifaena)
Lifaen przemył twarz nad strumieniem i posmakował wody ze źródła. Z jego ojczystej krainy. Po chwili woda zaczęła przebierać barwę krwi. Lifaen znów przed oczami widzał swoją rodzinę jak i Tae, która znalazła się w niewoli i niewiadomo co się z nią dzieje. Po chwili wziął głęboki oddech i obrazy rozmyły się. Znów był nad strumieniem gdzieś w środku lasu. Elf nie wiedział co czynić. Miał jednak szczęście, że orietował się w tym lesie i napewno się nie zgubi. Nie miał żywności, ale w lesie było dużo różnych owoców, które mógł jeść. Zastanawiał się co uczynić. Mógł wrócić z powrotem do wsi, gdzie niedawno mieszkał. Jak jednak może się pokazać tam bez Tae. Mogł też udać się dalej w głąb lasu i odnaleźć jakiś innych elfów. Może oni pomogliby mu uratować Tae.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Po wypiciu pysznej wody ze strumyka i częściowemu odzyskaniu sił przez Lifaena, elf ruszył gdzieś w głąb lasu, w poszukiwaniu elfów, które nie szukają ludzi i nie sprzedają ich druidom. Może znajdzie kogoś, kto pomoże mu powstrzymać opętanych 'rodaków'...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Lifaen ruszył w kierunku, jak mu się wydawało do elfich śiedlisk w samym środku lasu. Dość długo szedł ścieżką miedzy drzewami i choć był zmęczony, zdeterminowany szedł dalej. Wciąż odczuwał ból pod brzuchem, który bardzo mu dokuczał. Słońce było na samym szczycie, jednak drzewa nie przepuszczały wiele promieni słońca, więc elf nie odczuwał jak wielki panuje upał.
Ścieżka skończyła się, a Lifaen wyszedł na dużą drogę, która przechodziła przez cały las. Był to główny szlak w lesie, przez który podróżowali kupcy, jak i inni, którzy chcieli przejść przez las. Lifaen zauważył w oddali jakiś ludzi (lub elfów ), którzy szli drogą w jego stronę.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Na wszelki wypadek elf schował się w krzakach. Nie był pewien czy to 'dobre', czy 'złe' elfy. A jeśli to ludzie, to nie musi się ich zbytnio obawiać...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Elf szybko zszedł z drogi i schował się w pobliskich krzewach. O mały włos, a wskoczyłby na dużego kolczastego jeża. Lifaen po chwili zauważył, że drogą poruszają się najwyraźniej kupcy. Dwa konie wolno ciągnęły kupiecki wóz, a po bokach dwaj mężczyźni prowadzili swoje konie za uzdy. Najprawdopodobniej zamieżali zatrzymać się na odpoczynek. Byli już coraz bliżej elfa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Elf pozostał na wszelki wypadek w krzakach. Chciał się więcej dowiedzieć o tych kupcach.
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Kupcy przechodzili już koło kryjówki Lifaena. Jeden z koni prychnął, a uderzenia kopyt były nudne i monotonne. Kupcy zmieżali w stronę królestwa ludzi. Elf słyszał nudawą rozmowę dwóch kupców prowadzących konie.
- Już wkrótce dotrzemy do jakiegoś miasta...
- Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będę mógł odpocząć z piwem w ręku.
Drugi kupiec westchnął po czym rzekł
- Trzeba będzie zająć się interesami. Mam nadzieję na duży zysk w Volghorcie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Elf wstał i ruszył w kierunku kupców.
- Wybaczcie, przyjaciele. Widzę, że zmierzacie w kierunku miasta. Jeśli nie będziecie mieli nic przeciwko temu, będę wam towarzyszył w drodze. W zamian, mogę was częściowo chwonić, lecz odniosłem poważną ranę i nie jestem tak silny jak inne elfy. Mogę iść z wami?
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Kupcy byli zaskoczeni elfem, który wyszedł z krzaków. Dwaj mężczyźni po chwili zatrzymali się gapiąc się w zaskoczeniu na elfa. Wóz zaczął również powoli zwalniać.
- Kim ty jesteś? - zapytał jeden z mężczyzn.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mam na imię Lifaen. Muszę dostać się do miasta, ale nie mam sił iść. Czy mógłbym się z wami zabrać?
Lifaen spojżał błagająco na jednego z kupców...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Po chwili wóz się zatrzymał, a drzwi w wozie się otworzyly.
- Co jest kurwa?! - rzekł poddenerwowany głos z wozu.
- Siedź tam i nie gadaj! - uciszył go kupiec, który rozmawiał z Lifaenem. - Ja jestem Tonnor. Co ci się stało? - po chwili zwrócił się do elfa. Zapewne chodziło mu o to, że Lifaen był cały brudny i głodny, i ledwie trzymał się na nogach.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Miałem pewną... niemiłą przygodę... To długa historia i poza tym wolałbym nikomu o tym nie opowiadać... Powiem wam tylko, że lepiej by było gdybyście juz nie wędrowali przez ten las... Dla ludzi przestał on być bezpieczny
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Kupiec zmarszczył brwi zastanawiając się o co elfowi chodzi.
- Co masz na myśli? - zapytał - Pojawiasz się z nikąd i gadasz od rzeczy, i jeszcze chcesz z nami podróżować.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Chcę z wami podróżować... Nie powinniści mieć nic przeciwko. Ja zapewnię wam ochronę, a Wy mi, być może, miło spędzoną drogę do miasta. Jeśli chodzi o zagrożenie to... niektóre elfy oszalały. Sprzedają ludzi swoim druidom, ktorzy swój 'towar' zabijają i składają krew w ofierze. Muszę dostać się do miasta i porozmawiać z ludźmi, ktorzy nam pomogą. Powinniśmy się z tąd jak najprędzej wynosić. Więc jak? Mogę zabrać się z Wami?
Lifaen spojżał na jednego z kupców i czekał co odpowie...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Zapadła chwilowa cisza. Zapewne kupcy zastanawiali się nad odpowiedzią. Ciszę przerwał głos w wozu.
- Ja pierdziele, jedźmy już, bo mam dość tego przeklętego lasu.
Wkońcu mężczyza odpowiedział elfowi.
- Możesz z nami wyruszyć, wkońcu nie mamy nic do stracenia. - rzekł niechętnie - Chodź za mną. - dodał prowadząc Lifaena do wozu.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Wewnątrz wozu elf dostrzegł dwóch pijanych mężczyzn. Zapewne również kupców. Byli oburzeni tym krótkim postojem.
- Ten elf prosił nas byśmy go podwieźli. Wsiadaj. - rzekł Tonnor. Mężczyźni w wozie uśmiechneli się, tak jakby chcieli zaprosić elfa do środka. Lifaen dostrzegł kilka butelek gorzałki.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Elf wsiadł do powozu... lecz trochę niechętnie, ponieważ śmierdziało w nim piwskiem...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Drzwi wozu zamknęły się, a zaraz dwaj mężczyźni ochoczo wyciągneli butelke gorzałki, chociaż byli już bardzo pijani.
- Hej elfie, masz tu bułkę na zagrychę - rzekł jeden z nich, podając Lifaenowi bułkę. Elf na widok bułki poczuł, że jest bardzo głodny i dawno nie miał nic w ustach. Jego żołądek zaczął szaleć. Po chwili mężczyzna również wręczył mu gorzałkę. - masz, pij jedz i opowiadaj o elfach, o dupach, kwiatach i wogóle o tej waszej kulturce...
Mężczyzna mówił szybko, przy czym bardzo seplenił. Elf ledwo go rozumiał.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Lifaen był bardzo głodny. Wziął szybko bułkę i zaczął jeść. Nie jadł jednak łapczywie, by nie doprowadzić się do jeszcze gorszego stanu. Co do gorzałki... nie skusił się. Nigdy w życiu nie pił i nie miał zamiaru pić napojów zawierających alkohol, za wyjątkiem piwa.
- Dziękuje... Bułka... doda mi trochę sił... lecz podziękuję... za napój... sami pijcie - powiedział elf z pełnymi ustami, mimo iż to nie przystoi na elfa...
_________________ Atra gulíä un ilian tauthr ono un atra ono waíse sköliro frá rauthr. - Niechaj dobry los i szczęście stale Ci sprzyjają i bądź chroniony od złego.
Jeden z mężczyzn z drżącymi rękoma uniósł flaszkę i wziął długi łyk. Drugi jednak zmarszczył brwi i bardzo się zmartwił.
- Nie napijesz się - rzekł poważnie, że smutkiem w głosie. Zaraz jednak wyraz jego twarzy zmienił się na bardzo otępiały i dodał sepleniąc - Alee, opowieeeeszzsz coś o elfach?
Wóźnica krzyknął coś i ponaglił konie. Wóz zaczął bardzo powoli jak poprzednio jechać do przodu. Elf poruszał się chyba szybciej na piechote.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum