Wysłany: 2006-09-01, 19:59 Jeden z trzech (Sesja Paula)
Jeden z trzech
Sesja Paul'a
To nie było najlepsza noc. Krople wody sztyletowały agresywnie powieszchnie ziemii, tworząc co kilka krokow kałuże pełne mułu, utrudniające drogę. Grzmoty padały nieopodal rozcinając płaszcz nocy swoim jasnym ostrzem. Widoczność była bardzo ograniczona. Powrót do Krolestwa dla Paula nie zaczynał się najlepiej. Elfy zapewniły mu wóz, którym teraz jechał, środek tranpsortu jednakze nie posiadał dachu, co nie było zbytnio uszczęsliwiające. Wóz wpadł po chwili w bagno i nie mógł dalej ruszyć. Woźnica zszedł z pozowu i od razu zatopił sie po kostki w wodzie. Rozdzierając nogą powierzchnie brudnej cieczy dotarł do koła i ukleknał aby spojrzeć co takiego się stało.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Otarł twarz z ciągle spływających po jego ciele kropli wody, wychylił się z wozu po stronie gdzie aktualnie był woźnica. Z grymasem nie zadowolenia na twarzy popatrzył na błoto, nie miał zamiaru wchodzić w te "gówno". Na myśl o taplaniu się w tym błocie nawiedziły go wspomnienia z ostatniej ucieczki kanałami. "Coś poważnego?" spytał się i raczej nie oczekiwał na dobre wieści. Choć nie wyglądał obecnie na takiego to jednak był zadowolny. Nareszcie wrócił do swojego królestwa, może w niedalekiej przyszłości odwiedzi Dornost ,swoje rodzinne miasto.
Zamiast odpowiedzi usłyszał świst. Świst strzały przebijajacej powietrze, a następnie wbijajacej się celnie w ciało woźnicy. Cichy jęk i osunięcie się na ziemie. Z gestego lasu wyłoniło się kilka postaci. Miały naciągnięte łuki i czarne chusty na twarzach. Jeden z nich kiwnął głową, jakby dajac znak. Z ciemności i deszczowej mgły wyłoniło się jeszcze więcej postaci.
Ta sama postać, która dała znak, rzekął coś do wspóltowarzyszy, jednakże szum jaki wywierała spadajaca woda nie pozwoliła usłyszeć słów Paulowi. Dowódca najwyraźniej takze zdawał sobie z tego sprawę gdyż krzyknał.
- Paulo?
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Paulo początkowo nie wiedział co się wydarzyło, dopiero pochwili zorintował się co się stało, szybko zeskoczył z wozu i wyciągnął sztylet.
Musiał skądś znać tę osobe, skoro ona znała jego. Próbował wypatrzyć kim są rabusie. Podszedł kilka kroków, co nie było łatwym zadaniem w takim błocie. "Tak, kim jesteś i czego chcesz !?" Wykrzyczał w stronę bandytów.
Dowódca machnął do ludzi bedącymi za jego plecami, mówiąc ponownie do nich jakieś słowa, po czym trójka z nich wyszła z lasu uzbrojona w trzy długie szable. Ostrza połyskiwały księżycowym blaskiem, zaś ściana deszczu sprawiała, że po prostu przebijali się przez pogodę. grzmto duerzył w pobliskie drzewo i wsytraszył chwilowo zmeirzająco ku Paulowi trójkę, jednakze dowódca stał za ich plecami, co sprawiło,że ponownie poczeli się zbliżać.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Czego chcecie !?" Ponowił swój okrzyk w stronę ludzi, starał się wypatrzeć ilu jest napastników. Nie podobało mu się to, że dowódca wysłał do niego ludzi zamiast samemu podejść. Czekał na odpowiedź nie zamierzał czekać jeśli jej nie usłyszał. Wyczarowuje pnącza by oplątać idących do niego ludzi. "Czego chcecie!?" cofnął się kilka kroków.
W tym samym czasie, gdy Paulo oplątał trójkę bandytów za pomocą czaru, pojawił się sunący jeździec, jego koń rozchlapywał kopytami błoto we wszystkie możliwe strony. Pędząc przeciął mieczem głowę jednego z opryszków. Widzac to banici wpadli w panikę i poczeli się wycofywać, a przynajmniej, ci którym było to dane. Po chwili konny wrócił tnąc drugiego z bandytów, tym razem po brzuchu. Kilka strzał przeleciało obok twarzy jeźdźca, jednakże żadna nawet go nie drasneła. Wódz wymienił wzrok z Paulo. Był wściekły, ale jego wyraz twarzy mówił sam za siebie "To nie był ostatni raz kiedy się spotkyamy ... " i odszed w otchłań czarnego lasu, znikajac w deszczu i ciemnościach ponizej koron drzew. Konny podjechał, tym razem już powoli do wozu, zsiadł, schodąc wylądował w dosć sporej kałuży. Podszedł bliżej. Spojrzał się, ale nic nie mówił. Twarzy widać nie było, gdyż przysłaniała ją przyłbica, ciało zas było chronione przepieknym płytowym pancerzem, nieco brudnym bo tej "szarży", jednakże żaden pancerz nie wyglądał czysto w tych warunkach pogodowych. Rycerz spojrzal na martwego woźnice i kucnał nad nim, aby sprawdzić czy żje. Po reakcji było widać jak jest: Nie żył. Konny podszedł do Paula.
- Khar, Paladyn Zakonu - przedstawił się podajac okutą żelazem ręke.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Przyglądał się uciekającym bandytom "To nie był ostatni raz kiedy się spotkyamy ... A co on jasnowidz jakiś?" nie zamierzał zaprzątać sobie głowy jakimś podrzędnym rabusiem "Ale skąd on znał moje imie?" spytał się w myślach "Zresztą nie ważne." otrząsnął się i spojrzał na człowieka. "Dzięki, gdyby nie ty pewnie nie dałbym im wszytkim rady. Jestem Paulo" Uścisnął dłoń paladyna. Pierwszy raz w żyiu, spotkał osobiście rycerza zakonu, ale pamiętał, że kiedyś czytał o nich książkę.
Gdy Rycerz zakonny wymawiał słowa, słychać było w nich potęge, jego miecza, jego boga i jego wiary.
- Miałeś szczęście przybyszu, że tędy przejeżdżałem. Zmierzam właśnie do rodzimych stron Zakonu. Wybacz, że nie mogę zostać długo, mogę tobie jednak poradzić - powiedział po czym spojrzał to na Paulo to na wóz - Widze ... -przystanął w myślach - że jesteś bez wozu. Najblizsze miasto znajduje się dwa dni drogi stąd. A teraz wybacz - zaczał "się zbierać" - Czas nagli - dodał - Żegnaj przybyszu i powodzenia w dalszej drodze - rzucił, po czym pośpiesznie wsiadł na konia i wydał rozkaz rumakowi, dość agresywnie, aby ruszył. I zniknał tak szybko jak się pojawił we mgle deszczu.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Jeszcze raz wielkie dzięki!" krzyknął w stronę odjeżdżającego paladyna, choć wątpił, że ten go usłyszał. "Hmm 2 dni drogi w taką pogodę, ja to mam szczęście" wykrzywił twarz w geście niezadowolenia. Miał już odchodzić kiedy przypomniał sobie o woźnicy, podszedł do niego i go przeszukał. "Tobie się to i tak już nie przyda. No komu w drogę..." ruszył dalej bez słowa w stronę najbliższego miasta.
Tęten kopyt ucichł. Woźnica, jak woźnica nie posiadal nic cennego po za trzema nędznymi monetami i zardzewiałym sztyletem. Paulo był cały przemoknięty. Nogami było jeszcze gorzej niż na wozie. Co jakis czas wpadał w naprawdę głębokie kałuże, czsami po kolana, co go nie lada spowolniało. Póki co widział tylko las i podmokły trakt. Deszcz nie ustępował. Powoli zbliżała się noc. Słychac było pohukiwanie sowy i wycie gniewnym zwierząt.
Karta postaci została zakutalizowana - Anatoil
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Jedynym takim miejscem w okolicy był las, pełen dzikiej zwierzyny, jednakze zdawalo się, ze Paulo nie miał wyboru. Niebo zakryyły mroczniejsze, bardziej czarne chmury. Nic nie zapowiadało na to, że miało się uspokoić, tymczasem las dłużył się przy trakcie w nieskonczonosć.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Brnął w błocie jeszcze kawałek z nadzieją w sercu, że znajdzie jakieś schronienie. W końcu dał sobie spokóji i wszedł głębiej do lasu. W takich chwilach marzył o tym, aby rozśiąść się wygodnie w fotelu przed rozpalonym kominkiem i poczytać dobrą książke. Szybko jednak dopadła go szara rzeczywistość. Nie czas teraz na rozmyślanie, starał się znaleźć jakieś suche miejsce do spania, wyczarował krzak i zjadł swoją kolacje, potem ściął kilka suchrzych gałęzi i próbował rozpalić ognisko.
W lesie padało znacznie słabiej. Gdy Paulo uczynił pierwsze kilka kroków poczuł za nastepnym, że cos gniecie. Coś skruszył swoją noga stawiajac ją. Było słychać wyraźny odgłos i był to trzask wzbudzajaćy drżenie (chociaż Paulo poczał takze dygotac z zimna). Okazało się, że mag natrafił na martwego człowieka, a to co rozdeptał to nic innego jak jego czaszka. Po chwili dało się takze odczuc bardzo nieprzyjemny zapach zgnilizny. Człowiek miał na sobie plecak wypchany po brzegi, nie posiadał żadnej zbroi ani broni.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Na początku odrzucił go zapach i zebrało mu się na wymioty na widok martwego ciała. Zdjął plecak i odszedł kilka metrów dalej w celu sprawdzenia zawartości plecaka.
Plecak był w owej chwili wybawieniem. Pochodnia, hubka i krzesiwo i patelnia. Z innych rzeczy wszystko nie nadawało sie do użytku, zostało zniszczone przez czas. Plecak takze nie pachniał zbyt orzyciągająco, był chyba nawet lekko brośniety pleśnią, rzeczy jednak, które Paulo znalazł były w idealnym stanie.
Karta postaci została zakutalizowana - Anatoil
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Wziął co się nadawało do użytku , znalazł jakieś suche miejsce do spania, wyczarował krzak i zjadł swoją kolacje, potem ściął kilka suchych gałęzi i próbował rozpalić ognisko
Kolacja nie należała do najobfitszych, jednakze w taką pogodę była dosc sycąca. Gdy z drewno uzbierały się mały stóg za pomocą hubki i krzesiwa Paulo wydobył życiodajny ogien, tak niezbędny w tym momencie. Poczuł momentalnie na swojej twarzy zar ogniska. Zrobiło się już naprawdę ciemno, tak, że nie widział prawie nic.
Karta postaci zaktualizowana - Anatoil (zużycie hubki)
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Paulo dorzucił do ognia by dotrwał on świtu. położył się obok i próbował zapaść się w krainę snów, jednak wiedział, że musi to być lekki sen by był wstanie wstać wrazie jakiegoś niebezpieczeństwa. Wyobraźnia długo jeszcze płatała mu figle, kreując w jego głowie najgorsze scenariusze lecz w końcu zmęczony zasnął.
Ostatnio zmieniony przez paulo21 2006-09-07, 17:25, w całości zmieniany 1 raz
Paulo poczuł kroplę wody na ustach skapująca z dzrew. Gdy obudził się rano było wokół bardzo wilgotno, zimno a przede wszystkim mokro. Ognisko także, po wygladzie można było stwierdzić, że zgasło juz dawno temu. Do kolan widać było niebieskawą sunaca mgłę. Wszystko było bardziej rześkie i świeże, zapewne za sprawą wczorajszej ulewy. Teraz wystarczyło wrócić na trakt.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Mag wstał, teraz żałował, że nie zna żadnych czarów z kręgu ognia. Mógłby się przynajmniej ogrzać. Chwile jeszcze stał w bezruchu, a jego ciało przeszywały drgawki. W końcu jednak doszedł do siebie. Zebrał swoje rzeczy i jeszcze zmarźnięty wrócił na trakt. Skierował się w stronę miasta, idąc przynajmniej się rozgrzeje i będzie mu cieplej. Z takim nastawieniem wyruszył w dalszą drogę do miasta.
Całodniowa podróż blonistym traktem była dla Paul';a męcząca. Z wycieńczenia nie zauważył nawet, tego, że niebo się ściemniało. Miasta widać nie było, a do człowieka już dotarło, ze musi znowu przenocować, tym razem na rozciągajacych się milami polach.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Niezbyt zadowolony mag zszedł z drogi klka mettrów na pole pozbierał troche chrustu i ułożył go w kupkę, następnie za pomocą krzesiwa starał się rozpalić ognisko. W myślach obiecał sobie, że to już ostatnia przygoda, zapewne było spowodowane tym, że nie znalazł miasta i musi spać pod gołym niebem. Zdenerwowany i obrażony na cały świat próbował zasnąć.
Jednakże samo krzesiwo bez hubki nie należało do przedmiotu, który by go zbawił w owym momencie. Nie wiadomo jakim cudem poszły jednakże iskry i ogień się zapalił w momencie, gdy Paulo stracił nadzieję, na to, że mu się owa czynnośc uda. I tak dotrwał dnia kolejnego w nie najlepszych komforcie, co zaczał powoli czuć. Według rady miał dotrzeć dziś do miasta, którego nie było jeszcze na horyzoncie.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum