Krasnolud Torgin miał ostatnimi czasy bardzo dziwne przygody i sceny, które na trwałe wpisały się w historię świata Sorii. Po ostatnim wejściu do portalu i zostawieniu Tehitalera i Muada walczących z potworem z piekła Torgin znalazł się w ludzkim mieście o nazwie Esendia.
Na ścianie jakiegoś brzydkiego budynku, gdzieś w ciemnym zaułku powstała czarna plama, z której wyszedł Torgin. Był środek nocy, a Bohater był niezwykle zmęczony, co było efektem chwilowej mocy, którą ofiarował mu Amok. W zaułku tym nie było śladu żywego człowieka, ani nikogo innego. Jedynie szczury chodziły po śmietnikach, lecz gdy tylko otworzył się portal wszystkie uciekły. "Miasto Tańczących Świateł." Powiedział Amok. "To tu się kiedyś wszystko zaczęło i tu się to kiedyś skończy, jeżeli mi pomożesz Torginie." Amok mówił to głosem dość patetycznym i lekko bulgoczącym. "Potrzebna ci broń do lepszego niesienia zła, którego ja będę orędownikiem. Słuchaj mnie, a krew zdobiąca twe kroki będzie przestrogą dla wszystkich, którzy nie padną ci do stóp."
Krasnolud rozejrzał się po ciemnym załuku. Brzydkie domy i szczury.
- Miasto Tańczących Świateł - mruknął i parsknął - Taką norę to ja tylko u siebie w dupie widziałem.
Zmęczony krasnolud przetarł oczy. Nie chciało mu się nawet denerwować. W takich chwilach piłby do upadłego, by następnego dnia obudzić się z nowymi siłami. Teraz jednak demon powiedział coś co go zainteresowało. Władza... to było coś co tego krasnoluda zawsze kusiło. Zamierzał w przyszłości stać na czele swojego klanu. Niestety złożyło się inaczej...
"Broń nie jest za wszy ty jebany cweluchu... Muszę coś zarobić. Z doświadczenia wiem, że muszę znaleźć jakiegoś rozpijaczonego bogacza, zaczaić się na niego i zamordować go w jakiejś ciemnej uliczce jak ta..."
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Tu nie znajdziesz zapijaczonego bogacza, a gdybyś chciał takiego zabić musiałbyś najpierw przeprawić się przez jego ochronę, a na to nie masz siły. Idź prostą tą uliczką i skręć na jej końcu w prawo, słuchaj mnie, a zyskasz fundusze na broń do walki." Torgin był zmęczony, lecz widział koniec zaułku, gdyż biło stamtąd światło jakiejś latarni. Torgin był zmęczony, lecz był jeszcze w stanie iść. Amok mówił dość przekonująco, choć z zamiarami tego demona, jak również z jego intencjami bywało różnie w historii Bohatera. "Idź! Im szybciej mnie posłuchasz nędzna gnido, tym szybciej będziemy mogli się rozłączyć, co wyjdzie mi na dobre. I tobie też."
Torgin postanowił jak narazie słuchać demona. Wiedział, że zależy mu na czymś i będzie chciał użyć krasnoluda by to zrobił, i będzie go do tego celu prowadził. Nie zamierzał jednak ciągle słuchać demona. Miał juz pewien plan.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin wyszedł na ulicę, przy której budynki były pięknie oświetlone licznymi lampionami, a mniej więcej co kilka metrów świeciła się latarnia w której świetlne kryształy emanowały mocnym, białym światłem. Torgin zrozumiał skąd to miasto miało taką nazwę i miał takie przekonanie, że gdyby oglądał je z latającego statku powietrznego, to budziłoby wielkie wrażenie. Gust estetyczny Krasnoluda pozostawiał wiele do życznie i Torgin wiele się nie zachwycał tym co widział. Poszedł więc dalej zgodnie ze wskazówkami Amoka, który prowadził go ulica, po ulicy, zaułek, po zaułku tak jakby znał to miasto jak swą własną kieszeń. Po drodze Torgin mijał wielu ludzi, którzy nie zwracali na niego większej uwagi. Co jakiś czas przechodził obok krasnoluda, który w symbolicznym geście dawał mu krasnoludzkie pozdrowienie. Torgin szedł tak długo, że zaschło mu w gardle, a nagi krótkie zaczeły boleć. "Niech twe ograniczenia fizyczne nie będą teraz przeszkodą! Ten budynek na wprost nas..." Torgin spojrzał instynktownie i zauważył szyld jakiejś rozświetlonej karczmy. "wejdź do niego i podejdź do karczmiarza. Ruszaj!"
Torgin słysząc jak jego demoniczny przyjaciel marudzi, specjalnie zatrzymał się przed karczmą i ziewnął. Po chwili postoju wszedł do karczmy z nadzieją, że może choć trochę się zabawi. Nie liczył jednak na wiele. Samo miasto nie spodobało mu się. Za dużo świateł, był przyzwyczajony do ciemnych tuneli. Wiedział za to jedno. Takie miasta, które z pozoru wyglądają na porządne, skrywają wiele brudnych spraw i jest w nim pełno bogatych ludzi. Łatwo będzie się to obłowić i zabawić.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin wszedł do karczmy, której główna sala była dość niewielka, lecz zadbana. Było tu kilkanaście stolików przy których siedziało od dwóch do trzech osób, tylko przy jednym z nim siedział jeden człowiek. Kilka stolików było natomiast wolnych. Przy ladzie na końcu sali był karczmiarz, który nalewał piwo do kufli, a także wino do dzbanów. Na widok alkoholu Torgin dostał lekkich drgawek, gdyż długo już nie pił. "Podejdź do tego karczmiarza, powiedz mu że przysyła Cię Hurlok i musisz skorzystać z zaplecza." Amok dał kolejny rozkaz Torginowi, który z każdą chwilą był coraz bardziej zmęczony. Prócz zmęczenia towarzyszył Torginowi głód i chęć wypicia czegoś porządnego.
Torgin miał ochote zmusić kogoś by postawił mu piwo i schabowego z ziemniaczkami. Postanowił jednak zmobilizować się i pójść za poleceniami demona. Dzięki temu będzie miał nowy topór i będzie bogatszy. Wziął głęboki oddech i poszedł do lady. Popatrzył na karczmarza i uśmiechnął się do niego lekko.
- Powiem krótko. - zaczął dobitnie - Przesyła mnie Hurlok i muszę skorzystać z zaplecza, jasne?
Krasnolud miał nadzieje, że na zapleczu ktoś przywita go piwkiem.
"Hurlok?" Zająkał się karczmiarz. "Ale... cholera, spotkanie miało być jutro." Widać było na jego twarzy zdenerwowanie i niepokój. "Wejdź na zaplecze i poczekaj, ja za sekundkę przyjdę, może naleć ci czegoś, lub chcesz zjeść gulasz?" Karczmiarz był blady ze strachu. "Możesz wziąść coś do jedzenia, lecz nie pij niczego, bo obudzisz się bez kończyn." Powiedział do Torgina Amok, który mówił groźnie i bardzo stanowczo. Za plecami karczmiarza były drzwi na zaplecze, które on wskazał przed chwilą. W brzuchu Torgina odezwały się stwory, które czekały na posiłek.
Krasnolud widząc zachowanie karczmarza nabrał jeszcze większej pewności siebie. Poczuł, że jest ostrym twardzielem w tym mieście.
- My... spotykamy się wtedy kiedy mamy ochotę. - powiedział. Myśł o piwie kusiła go, jednak mógł do niego czegoś dosypać. - Owszem. Zjem gulasz, pozatym zjem schabowego i nie pogardziłbym młodą kapustką. Za picie podziękuje, nie pije na służbie. - mówił wpatrując się w oczy karczmarza. Po tym zamruczał coś pod nosem i poszedł na zaplecze.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Gdy Torgin wchodził na zaplecze karczmiarz był blady niczym świeżo malowana ściana. Samo zaplecze nie było niczym wielkim. Mała salka z wejściem do piwnicy w lewym rogu i półkami na których spoczywały gliniane talerze, kufle i dzbany. Okok tych półek było wejście do kuchni, gdzie udała się służka, wchodząca na zapelecze za Torginem. Były tu także 2 stoły, postawione jeden na drugim, a obok nich było kilka krzeseł. W kolejnym rogu stał mały stolik, na którym leżał kuferek. "Weź z tego kuferka pergamin i kałamasz z piórem." Powiedział spokojnie do Torgina Amok. Sam krasnolud musiałby stanąć na palcach, aby wyjąć coś z tego kuferka, lecz to akurat nie powinno stanowić problemu. Służka wychyliła się z kuchni: "Za chwilę podam strawę dla mości pana." rzekła te slowa i schowała się ponownie do kuchni. "Szybciej gnido!" Pośpieszył Krasnoluda Amok.
Krasnolud posłusznie otworzył kuferek i wyjął z niego pergamin, i kałamasz z piórem, po czym szybko go zamknął. Następnie usiadł na krześle i ziewnął. Zaczął delektować się zapachem dolatującym z kuchni. Nie mógł doczekać się posiłku.
- Szybciej dziewko, bo slinka mi leci na te potrawy
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin wygodnie zasiadł na krześle, lecz nie dane mu było teraz odpocząć. Jego nogi wydawały się ciężkie i potrzebowały kilku chwil na odzyskanie sił, lecz Amok zmusił Togrgina by ten wstał i zawładnął jego ręką. Dłoń Torgina z wielkim bólem chwyciła za pergamin i filkę atramentu, przez co nieprzystosowana do pisania dłoń przeżywała katusze, a wraz z nią Torgin. Ręką krasnoluda Amok pisał znaki, symbole, wyglądało to na jakieś zdania, a kaligrafia jego była perfekcyjna. Nie wyglądały to na słowa spisane ręką krasnoluda, choć Torgin nie mógł mieć pewności, w końcu niewiele razy w ciągu swego życia widział pismo. Pergamin był już zapisany, a Amok zakończył władanie dłonią Krasnoluda. Ręka strasznie go bolała, a kości i mięśnie były strasznie nadciągane. "Schowaj ten pergamin do swych tobołków." Powiedział spokojnie Amok, a w kuchni zapanowało lekkie zamieszanie, tak jakby coś pośpiesznie przekładano na talerze.
Torgin bardzo się oburzył i zdenerwował zachowaniem Amoka. Posłusznie schował pergamin, gotując się w środku, do swoich rzeczy.
"Jeszcze raz to zrobisz ty jebany cweluchu to upije się do nieprzytomności, a kaca będziesz miał tak dużego jak chuj orka po weselu, jasne?"
Krasnolud postarał się puścić w niepamięć zachowanie Amoka i uspokoić się. Wyciągnął nogi i wygodnie rozsiadł się na krześle. Spodobało mu się bycie w tym miejscu.
- Całkiem miłe miasto - mruknął do siebie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Amok nie odpowiedział, co było trochę zastanawiające. Do pokoju weszła dziewka niosąc 3 talerza na których Torgin zauważył smakowite potrawy. Na jednym talerzu był udziec jakiejś świni, dość dobrze wypieczony na wolnym ogniu. Na drugim talerzu była jakaś gęsta zupa, a trzeci talerz był z pieczywem. "Proszę panie, oto danie które zdążyliśmy przygotować." Powiedziała dziewka. Wyszła jednak szybko, idąc prosto do karczmiarza. Nim jednak Torgin zaczął jeść wróciła i rzekła: "Gdy skończysz jeść, Berry przyjdzie do ciebie." Torgin widząc pyszności na stole przypomniał sobie jaki wygłodzony chodził przez ostatnie kilka dni, może anwet tygodni. Praktycznie od dawna nie miał w ustach pożądnej strawy, a teraz ma przed sobą smakołyki, na widok których ślina ścieka mu po krasnoludzkiej brodzie.
Torgin uśmiecha się. Tęsknił do czegoś takiego. Klepnął dziewkę mocno w tyłek i zaśmiał się.
- Tego mi było trzeba! Miła z ciebie dziewczynka! - rzekł wesoło, jeśli w wypadku tego krasnoluda można mówić wesoło i zajął się jedzeniem. Jadł bardzo szybko, bo bardzo brakowało mu takich pyszności. Chciał szybko napełnić swój brzuch. Przy tym jedzeniu zapomniał o swoich niedawnych przygodach. Czuł, że teraz szczęście może wreszcie zacznie mu sprzyjać.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Służka karczemna nie był zbyt urodziwa, a na klepnięcie po tyłku zareagowała niesmakiem, choć nie odważyła się na jakiekolwiek słowa sprzeciwu. Torgin jadł i jadł, aż jego brzuch napełnił się niemalże po brzegi i Krasnolud poczuł wielką ciężkość. Zjadł wszystko co mu doniesiono i trchę ubrudził się podczas tego jedzenia, lecz jemu to nie przeszkadzało. "Marne istoty śmiertelne muszą karmić swe ciała fizyczną materią, gdy my wyższe istoty karmimy się najchętniej uczuciami. Uczucie szału i bólu rozrywającego wnętrzności, to jest dopiero karmą bogów." Mówił cichym i chrapliwym głosem Amok. Do pokoju nagle wszedł karczmarz i popatrzył na Torgina. "Ten gość jest przy czwartym stoliku. Był trochę zdziwiony gdy po niego posłałem, ale mniejsza o jego. Czeka teraz na ciebie." Karczmarz popatrzył na Torgina i przełknął głośno ślinę. "Chyba masz dokumenty dla niego i instrukcje... a tak właściwie to nie moja już rola." Był blady i przechodziły po nim dreszcze. "Zapraszam ponownie do mojej karczmy." Powiedział i wyszedł. "Idź do stolika przy ścianie i daj człowiekowi, który tam siedzi pergamin który zapisałem, po czym czekaj na jego reakcję." Powiedział do najedzonego Torgina Amok.
Torgin był odprężony. Do szczęścia brakowało mu kufelka i zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych. Wiedział jednak, że na wszystko jest czas i pora. Po tym posiłku był gotowy na zabijanie. Poklepał się po brzuchu i z lekkim uśmiechem na twarzy ruszył do głownej izby. Rzucił okiem na twarze wszystkich gości i spojrzał kto siedzi przy stole stojącym przy ścianie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Przy stoliku na który patrzył Torgin siedział jakiś człowiek z kilkoma bliznami na twarzy. Był delikatnie zarośnięty. Miał brązowe oczy i ciemne włosy, który przykrywal pod żółto-brązowym kapturem. Nie był zbyt wysoki jak na człowieka, lecz wyższy od przeciętnego Krasnoluda. Przy boku za płaszczem Torgin wypatrzył odciskające się ostrze miecza. "Podejdź do niego i wręcz mu pergamin." Powiedział Amok. "On go przeczyta, po czym zapyta cię o imię, lecz nie mów mu własnego imienia, tylko przedstaw się jako Thog. Postaraj się wzbudzić w nim szacunek jeżeli przyjdzie mu pytać o więcej rzeczy." Człowiek skinął na Torgina. "Gdy z nim porozmawiasz tam ci nastepne instrukcje."
Torgin podchodzi do stołu przy którym siedzi mężczyzna. Bez słowa siada na krześle i wyciąga pergamin, na którym niedawno pisał. Podsunął to mężczyźnie pod nos. Wyciągnął nogi jak to miał w zwyczaju i czekał na reakcję mężczyzny. Wpartuje się w niego swoimi oczami i próbuje wyśledzić każde jego zachowanie, i wszystkie emocje.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mężczyzna chwycił za pergamin, lecz dość spokojnie to uczynił. Rozwinął go i zaczął czytać, po czym zerknął na Torgina i czytał dalej. Schował po chwili pergamin i zapytał Torgina. "Czyżbyś był Yeron?" Człowiek zmrużył trochę oczy i czekał chwilę na odpowiedź do tego pytania. Wyglądał on na pewnego siebie zawadiakę, który nie raz kogoś uderzył, zaatakował, czy też nawet zabił. Nie robiło to jednak wielkiego wrażenia na Torginie, który w głębi duszy był podobny do tego człowieka. Zastanawiało go tylko to, co się u diabła tu dzieje, gdyż Amok jak zwykle nie powiedział wszystkiego, traktując Krasnoluda jak zwykłe mięso.
Torgin był całkowicie spokojny. Dalej wygodnie siedział na swoim krześle.
- Nie. Nazywam się Thog - odparł bez namysłu. Miał rzucić uwagę na temat dobrych manier, by ten przedstawił mu się pierwszy, ale zrezygnował z tego. Czuł, że ten opryszek tylko z zewnątrz wygląda na twardziela. Gdyby wywalił mu flaki, okazałoby się inaczej.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Człowiek pokiwał głową po czym wstał od stołu. "Dobra więc, nie marnujmy czasu." Powiedział szybko. "Szef chce swą kasę jak najszybciej, doprowadź więc mnie do swojego." Dodał z lekkim sadystycznym uśmiechem. W chwili gdy to powiedział w umyśle Torgina odezwał się Amok: "Zaprowadź tego człeczynę w jakiś ciemny zaułek i pozbaw go jego tchnienia. Niech umiera od wykrwawianie się, gdyż tak najwięcej dozna bólu." Amok zamilkł, a człowiek kierował swe kroki w kierunku wyjścia z karczmy, a tuż przed samymi drzwami zatrzymał się i rzekł: "Prowadź Thog."
Krasnolud gdy usłyszał o zabijaniu i wykrwawianiu uśmiechnął się lekko, również sadystycznie. Przez umysł Torgina przeszła nawet myśl, że ten cały Jebany Szmer to nawet porządny demon, choć bardzo źle, że jest absytnentem.
- Za mną, pieniążki już czekają. - rzekł krasnolud przy wyjściu z karczmy. Bardziej do siebie niż do człowieka. Wyszedł na ulice i starał sobie przypomnieć czy po drodze tutaj widział jakieś ciemne zaułki. Jeśli tak to idzie to najbliższego, jeśli nie to idzie do miejsca w którym przeszedł przez portal. Kątem oka starał się obserwować mężczyzne. Taki jak on mógł uderzyć z zaskoczenia i mieć jakieś własne plany, których Amok nie przewidział. Ręka Torgina cały czas spoczywała na drzewcu topora.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Torgin widział po drodze kilka odbić w jakieś zaułki, lecz ten który był za karczmą wyglądał na niezwykle ciemny. Torgin jako Krasnolud widział lepiej w słabym świetle czy ciemnościach niż człowiek, lecz osobnik jaki szedł z Torginem wyglądał na obeznanego z terenem i cieniem. Torgin wszedł do tego zaułku, a jego niedoszła ofiara podążała jego krokiem jakieś dwa metry za nim. "Zabij go teraz, póki nikt nie widzi tego..." Zamruczał niczym kot Amok i wydawać by się mogło, że wypowiedział to z uśmiechem na twarzy. Torgin trzymał już rękę na trzonku dwuręcznego topora, który miał, lecz wyjęcie tej broni trwałoby przynajmniej chwilę, którą przeciwnik mógłby wykorzystać na wyciągnięcie mniejszej broni i atak. Zaułek ten był ciemny i ludzki wzrok nie byłby tu tak skuteczny, lecz prawdopodobieństwo, że czlowiek poznany w karczmie odpowie skutecznie na atak było dość spore.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum