"Ogień wypalił mi duszę, lecz walczyłem nadal. Do ostatniej kropli krwi. Umarłem"
- Baltak, Demon - Strażnik Bram Zaświatów
Na czarnej, wypalonej ziemi leży demon ze zniszczonymi skrzydlami. Niebo zasłonięte jest nocnymi czmurami siarki, a na ziemi szaleją piskowe zawieje. Demon budzi się z utraty przytomności i widzi nad sobą postać w czarnym całunie, demon nie jest w stanie określić okreslić rasy, płci, ani jakiejkolwiek informacji o tajemniczym osobniku. Omdlały stwór nie jest w stanie przypomnieć sobie kim jest, ani co tu robi, jego przeszłośc jest zasłonięta całunem zapomnienia. Podnosi on wzrok ku tajemniczej postaci, która stoi na skalnym pagórku.
"Przegrałeś Bentleyu, jest mi wstyd..." Bentley? Czyżby to było jego imię, zastanawia się demon. "Nie próbuj mnie nawet odszukać, bo następnym razem nie będę taki litościwy" Postać przerywa mowę i otwiera ciemny poral, przez który szybko przechodzi.
Demon odzyskuje siły, powoli wstaje.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-04, 08:43
"-Co sie stalo?gdzie ja jestem i kto to jest do wszystkich diablow?(...)"W tym momencie nasz bohater spostrzegl,ze znajduje sie w krolestwie demonow.Sprobowal sie podniesc w celu dogonienia postaci w calunie lecz jego nogi jeszcze odmawialy mu posluszenstwa,jednak w jakis sposob udalo mu sie usiasc.
"-Za..."W tym momencie przypomnial sobie zdanie tajemniczej postaci
"Nie próbuj mnie nawet odszukać, bo następnym razem nie będę taki litościwy" Te slowa zaprzataly glowe Bentleya i spowodowaly,ze demon opamietal sie w pore pozwalajac postaci zniknac w portalu...Nasz bohater powoli probowal dojsc do siebie ogladajac swoje rany.
-"Moje skrzydla,moje piekne skrzydla" wyrwalo mu sie w pewnym momencie "-Moja duma,teraz sa tylko...kawalkiem opierzonych kosci"I takie wlasnie byly,polamane,przerzedzone i wypalone zywym ogniem,biale skrzydla Bentleya staly sie kruczo czarne a gdzie niegdzie byla osadzona sadza...Nie przeszkadzala mu pocieta twarz,nie zastanawial sie juz dlaczego tu jest,wszyskie jego mysli byly skierowane na fakcie,ze juz nigdy nie wzbije sie w powietrze
-Za co??!!-zaplakal gorzko czekajac na rozwoj wydarzen
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Urażona duma pozostawionego na pustkowu Demona została rozdrapana przez słowa dziwnego wędrowca. Miejsce gdzie znajduje sie teraz Bentley to jedno wielkie pobojowisko, bez kszty życia. Osmolone kamienie i skały wyglądają jakby były wyplute przez otchłań morderczej natury, której jedynym celem jest niszczenie samej siebie. Demon odzyskuje siły, lecz nadal nie jest w stanie zmusić organizm do większego wysiłku. Tajemnicza postać zniknęła bez śladu, teraz pozostaje w myslach Demona, który nie wie kim była ów istota, ani co on tu robi i kim jest.
Księżyc przebija się promieniami przez geste chmury, lecz widać tylko jego zarys. Gwiazdy nie sa widoczne w odmęcie purpurowych chmur.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-04, 15:54
Bentley pozbierawszy sie po "stracie" skrzydel stwierdzil,ze jeszcze odpocznie
"-Nie no swietnie,jesetem sam gdzies po srodku niczego,ciemno tu jak w d**ie i dodatku ani zywej duszy"Pomyslal,jednak mimo wszystko trzymal reke na rekojesci swojego miecza
-Halo,jest tu kto??!!
"-Nie dziwne,ze ten ktos wybral takie odludzie na pojedynek...co to w ogole za postac" te pytania niestety narazie pozostaja bez odpowiedzi.Bentley usiadl i wysluchiwal odzewu na swoje wolania
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Usłyszał tylko echo i szum wiatru przemierzającego te spalone pustkowia. Był już pewien tego, że jest sam, całkowiecie sam. Myśl, że jest sam nie przeszkadzała mu bardzo, nie bardziej niż zmęczenie jaki go znużyło o tak później godzinie. Była już późna noc, a widocznośc prawie całkowiecie zerowa.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-04, 17:18
Bentley postanowil sie zdrzemnac,jednak pomimo tego,ze byl sam,dobyl swego miecza od tak na wszelki wypadek...podlozyl swoj plaszcz pod glowe,miecz caly czas trzymany oburacz lezal na klatce piersowej.W taki wlasnie sposob demon udal sie na spoczynek
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Spokój i cisza opanowały ciało i umysł Demona. Ciemność jego snu została przerwana jakimiś dziwnymi odgłosami. Bentlet budzi się dość wolno i zauważa, że promienie światła przebijają się przez gęste chmury. Widoczność jest dość dobra. Dziwne odgłosy dobiegają ze wschodu, lecz Bentley jeszcze nie widzi tego co powoduje ów hałas.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-04, 17:33
Bentley podniosl sie,zalozyl swoj czarny plaszcz,skrzetnie zakrywajac skrzydla (a raczej to co z nich zostalo) oraz twarz i ostroznie udal sie w strone z ktorej bylo sychac halas
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Bentley zbliża się do dziwnego źródła hałasu. Zbliża się, aż tu nagle zdaje sobie sprawę ze słyszanej rozmowy. Dwa Demony rozmawiają ze sobą, lecz ich słowa są zbyt cicha, aby możnaby je było zrozumieć. Nie są oni uzbrojeni w jakąś specjalną broń a ich ubrania wskazują na dość duże ilości pieniędzy w ich sakiewkach. Najwyraxniej czegoś lub kogoś szukają.
- Gdzie on jest? Czuję, że dobrze trafiliśmy więc dlaczego go nie widzę?
- Czujesz go... wiem o tym, bo ja go czuje. Gdzieś się ukrył, a Terhitaler twierdził, że nie będzie problemów z odnaleziem go i będzie współpracował.
Zapada krótka cisza, którą przerywa demon z medaionem w kształcie pentagramu
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-09, 08:22
Bentley nie kazal czekac dlugo demonom,przezornie chwycil za rekojesc miecza i wysunol sie z mroku
"-O to jestem."Rzekl Bentley rozposcierajac swoje czarne skrzydla(a raczej to co z nich zostalo)
"-Jednak pytaniem dla mnie jest kim Wy jestescie i co to za Terhitaler,z ktorym mam rzekomo wspolpracowac?"
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Demony rozweseliły się na twarzach, co mogłoby się wydawać bardzo złowieszcze i w takie właśnie się wydawało. Jeden z demonów zrobił dwa kroki w kierunku Bentleya, a spalona ziemia spod jego stóp rozsypywała się pozostawiając ślady butów, które zakrywały nabrzmiałe nogi. Demon szedł stanowczym krokiem i zaczął przyśpieszać swój marsz, lecz Bentley był przygotowany na jego wszelkie ruchy i nie obawaił się ataku ze strony Demona, który był mu dziwnie znajomy.
"Znów się spotykamy... hrrr.... Zabiłeś go mój dawny przyjacielu?"
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-10, 14:18
Bentley mial przeczucie,ze skas zna tego demona jednak postanowil byc ostrozny.Szybkim ruchem wyciagnol swoj miecz kierujac ostrze w okolice gardla zblizajacej sie postaci.
"-Stoj tam gdzie stoisz!"-Rzekl tonem nie znoszacym sprzeciwu."-Jesli Ci zycie mile Ty i Twoj kompan wytlumaczcie mi kto i po co Was tu przyslal oraz skad Cie niby znam i kogo rzekomo zabilem?"-W tym momencie oczy Bentleya zaczely sie robic krwisto czerwone,demon najwyrazniej byl rozdrazniony tym obrotem spraw"-Gadaj nim strace cierpliwosc"
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
"Hehehe... porywczy jak zawsze" Powiedzieł śmiejąc się cicho demon, który miał ostrze blisko swego gardła. "Nie pamiętasz nas Bentleyu? Jestem Zorr, a to jest mój uczeń Kreer. " Demon uczynił krok wstecz i skinął głową na Kreera. Kreer odszedł na kilka kroków od rozmawiających demonów i złożył ręce w dziwnym geście.
"Czyżbyś utracił pamięć drogi przyjacielu?" Zapytał stanowczo Zorr.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-14, 14:11
"-Jakbys zgadl,w glowie mam mentlik,nic nie pamietam po za chwila kiedy sie tu znalazlem a nade mna stal..."Tu przerwal swoja opowiesc."Nie próbuj mnie nawet odszukać, bo następnym razem nie będę taki litościwy"To zdanie nie dawalo spokoju Bentleyowi...Demon zaslonil reka twarz na ktorej widnial obraz niepewnosci...Niepewnosci czy moze zaufac tej dwojce,ba,nawet niepewnosc o sens slow tajemniczej postaci"Jaki byl jego cel skoro pozostawil mnie przy zyciu z pamiecia cala we strzepach"...Jednak demon nie mogl zawracac glowy ta ostatnia mysla,mial inne sprawy na glowie.
"-Sluchaj Zorr,nie wiem skad Cie znam i czy moge Ci zaufac...moze jak mi sie cos przypomni to zmienie swoj stosunek do Ciebie a narazie(tu zmienil ton na stanowczy)Ty i Kreer uwazajcie na swoje czyny bo bede Wam patrzyl na rece(patrzac ironicznie na gesty Krerra)"
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Zorr natychmiast zmienił uśmiech na swej twarzy na delikatną złość, która rozeszła się ndłym echem po całej krainie.
"heh! nikt nie prosi cię o to, abyś nam ufał. Mamy po prostu zadanie doprowadzić ciebie do Rafatar całego i zdrowego. pójdziesz z nami polubownie czy chcesz błądzić po tych pustkowiach?" Zorr zamilkł, a jego towarzysz przestał wykonywać dziwne gesty dłońmi.
"Rafatar, Rafatar..." Bentley znał skądś tą nazwę, lecz nie był jej pewnien. W jego głowie narastał ból który prawie zrodził łzy w jego oczach, lecz w końcu Demon przypomniał sobie. Rafatar to miasto gdzie był kiedyś. Pamiętał tylko jedną rzecz związaną z tym miastem. Karczmę "Tauros Opu"... jego umysł nadal krzyczał z bólu.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-15, 20:49
Bentley staral sie ukryc bol jednak nie wytrzymal,oparl sie na mieczu a druga reka zakryl twarz,na ktorej malowal sie grymas cierpienia...
"-Dobrze...ppojdziemy ddo Rafatar...ale dajcie mi chwile na dojscie do siebie"mowienie sprawialo mu najwyrazniej trudnosc"- jedyne co z tamtad pamietam to "Tauros Opu"Demon dalej staral sie cokolwiek przypomniec
"-Wybaczcie moje postepowanie,nie chcialem by tak wyszlo...to wszystko jest niczym dziecinna ukladanka...z ta roznica,ze nic do siebie nie pasuje"
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Kreer zdziwił się bardzo stanem Bentleya, lecz nie na tyle, aby wykonać jakikolwiek ruch który mógłby mu pomóc.
Zorr uczynił zdecydowany krok w stronę wojownika i wyciągnął rękę myślać, że Demon za chwilę straci równowagę. Demon w każdej sekundzie dochodzi do siebie, powoli odzyskując siły.
Po minucie Bentley był w znów w sile i mógł wykonać jakieś szybsze ruchy.
"Wszystko w porządku?" Zapytał z lekkim zdenerwowaniem Zorr "Mam nadzieje, że możesz już iść".
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-15, 21:22
"-Dzieki Zorr,powiniennem poradzic sobie"Powiedzial troche niepewnie."-Nie ma co czekac,prowadzcie do Rafatar"."Moze tam znajde odpowiedzi na nurtujace mnie pytania?"Pomyslal i tak oto skierowal swoje kroki w kierunku wskazywanym przez jego "kompanow"
"-Kreer,jesli to nie sprawi problemu powiedz w jakim celu tam sie udajemy i skad w ogole sie znamy.Czeka nas wspolna wyprawa a janie lubie maszerowac w ciszy,po za tym mozesz mi pomoc w odbudowywaniu mojej postrzepionej pamieci"Skierowal te slowa z pewna aczkolwiek lekko umiarkowana zyczliwoscia
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
"A więc chodź" powiedział krótko Zorr i ruszył przodem kierując się na wschód. W porannym świetle jego cień wydawał się niezykle majestatyczny. Była jakaś tajemnicza aura w jego cieniu, która budziła lekki niepokój. Oddalił się on na kilka metrów.
Kreer także zrobił krok ku wschodowi i kontynuował rozmowę.
"Nie wiem o Tobie wiele. Twoja pamięć ucierpiała podczas walki z nim? Ta niezykłe.." Zakończył rozmowę i uczynił kolejny krok, który przerwał słowami "Zorr wie więcej". Szedł on dalej za Zorrem. Bentley spojrzał z ciekawości na jego cień, lecz ten wydawał się zwykły i przeciętny, a w porównaniu z cieniem Zorra wręcz nieznaczący.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-17, 10:45
Demon postanowil posluchac rady Kreera,przyspieszyl kroku tak by isc doslownie obok Zorra..."Powiedz mi w jakim celu udajemy sie do Rafatar,z cczego ode mnie oczekuje Terhitaler?"Rzekl wyraznie zaciekawiony Bentley"-Uzytecznym by bylo rowniez gdybys odswiezyl moja pamiec"Nasz bohater jeszcze raz spojrzal na cien swojego przewodnika,jednak postanowil wstrzymac sie z pytaniem o dziwna aure
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Zorr przez chwilę miczał, starając układać swe myśli w słowa, a ze słów tworzyć zdania, które zadowolą rozmówcę.
"Terhitaler... nie wiem czego chce od ciebie Mroczny, ale napewno nie wzywałby ciebie bez powodu. Kreer wykonuje tą pracę dla pieniędzy, ja mam natomiast troche... nieważne." Urwał Zorr, starając się przemilczeć jakieś informacje. Rafatar jak pewnie pamiętasz to miasto Przeklętych Legend. Mamy się w nim spotkać z Terhitalerem." Zorr rzucił wzrokiem na Kreera po czym dodał "Nie wszystko jest takie jakim się wydaje mój były przyjacielu. Będziemy na miejscu przed zmrokiem, a po drodze zrobimy sobie dwa odpoczynki." Demon zamilkł na chwilę czekając na to, czy usłyszy jeszcze jakies pytania, czy będzie mógł już tylko myśleć o odpoczynku.
Wiek: 40 Dołączył: 30 Paź 2005 Posty: 43 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-17, 18:52
Bentley przyjol te slowa z lekkim zdziwieniem..."-co masz przez to na mysli?Akurat to ze wszystko jest nie tak jak powinno to juz wiem.Jestem posrodku nigdziesiowa,prowadzicie mnie do kogos jak mi sie zdaje w ogole nie znam i w dodatku nie moge sobie nic przypomniec"Rozpoczol wyciaganie wnioskow "-I co to za dziwna aura bije z Twojego cienia??"Rzekl najwyrazniej podirytowany tym rozwojem sytuacji
_________________ "Dla jednych skurwiel dla innych dobry chłopak"
Zaprawdę powiadam Wam.Nie ma takiej bandy jak ci...
ci
Zorr spojrzał na Bentleya ze strachem gdy ten wspomniał o jego cieniu. "Nie mówmy o tym!" Odrzekł stanowczo i zamilkł. Kreer jakoś dziwnie zainteresował się rozmową Demonów i próbował coś powiedzieć, ale w jego sercu zabrakło odwagi i słowa jego nie trafiły do uszu Bentleya i Zorra.
Demony przeszły kilka kroków w milczeniu. Cisza została przerwana przez Tejemniczocieniowego Demona "Oszczędzajmu siły na marsz, rozmowa i tak nie pomoże". Skończył równie szybko co zaczął Zorr i szedł dalej.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum