Wysłany: 2005-11-12, 22:44 Droga przez Cierpienie (Kroniki Robijena - Wprowadzenie)
Wiele lat temu...
Ther'lan, niewielka wioska na pograniczu Puszczy. Mroczne Elfy zebrały się na rynku na corocznych święcie uczczenia Kwiatu Kalaag, największego skarbu miasta, dokladnie strzeżonego i bronionego. Ten ogromny rósłw środku wioski i to dzięki niemu ta przetrwała tyle lat, mimo swojego położenia. Większość mist i wiosek Mrocznych Elfów znajduje się na drzewach lub w jaskiniach. Dzięki temu nie musiały obawiać się ataków dzikich stworzeń zamieszkujących Puszczę. Ther'lan było inne. Wioska ta znajdowała się na ziemi, nie miała praktycznie żadnej obrony. Wystarczył jej zapach, gaz wydzielany przez Kwiat Kalaag. Odstraszał on wszelkie stworzenia poza Mrocznymi Elfami, którym nie przeszkadzał w najmniejszym stopniu. Była to zaiste niezwykła roślina, właśnie niej wioska zawdzięczała przetrwanie.
Na rynku w tłumie był także mały chłopiec o imieniu Robijen. Miałon zaledwie 6 lat i przybył tu razem z rodzicami. Wszyscy odśpiewywali właśnie pieśń dziękczynną. Chłopiec znał słowa jednak słąbo szło mu śpiewanie. Najwyraźniej nie miał do tego talentu, a może był jeszcze za młody. Panowała ogólna wesołość i zadowolenie.
Wtedy to się stało.
Grad strzał spadł niczym deszcz na rynku wioski. Następnie posypały się różne zaklęcia. Mroczne elfy wpadły w panikę. Wszyscy zaczęli uciekać, większość jednak padała od strzał i zaklęć.
"Szybko, musimy uciekać" krzyknęła matka Robijena ciągnąc go za ręke. Ojciec pociągnąłza drugą.
Wiek: 39 Dołączył: 18 Paź 2005 Posty: 35 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-12, 22:50
Maly robijen nie wiedzac co sie dzieje podarzal z placzem z matka. Lecz podczas przedzierania sie przez tlum spanikowanych elfow chlopiec stracil uchwyt matki i pozostal sam na srodku placu. Jego instynkt podpowiadal mu ze trzeba sie gdzies schowac i tak tez zrobil. Niedaleko niego znajdowala sie mala drewniana taczka do przewozu kwiatow tego dnia chlopiec nie wiele myslac przewrocil ja i schowal sie w powstalej pod nia wnece.
Robijen przesiedział pod taczką bardzo długo. Dochodziły go dźwięki z zewnątrz, krzyki, odgłosy czarów, świst strzał, płacz... Po pewnym czasię wszystko ustało, zapadła całkowita cisza. Robijen był przerażony i roztrzęsiony. Nie wiedział co się stało, co się dzieje. Pare godzin przesiedział pod taczką, sam.
Wiek: 39 Dołączył: 18 Paź 2005 Posty: 35 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-12, 23:10
Gdy tak siedzial byl tak przerazony ze nawet nie byl w stanei plakac zdawal sobie sprawe ze jesli wyda z siebie jakis dzwiek moze zginac. Gdy juz dlugo nie bylo slychac odglosow walki postanowil wyjsc z ukrycia. Wszedzie bylw ciala elfow gdy to zobaczyl zaczol uciekac nie zastanawial sie gdie biegnie bieg przed siebie w glab puszczy.
_________________ You who live is difficulty and are tired! Entrust Yours souls to me!
Widok był okropny. Ciała mrocznych elfów leżały wszędzie, zarówno mężczyźni jak i kobiety oraz dzieci. Kwiat Kalaag zniknął, został wyrwany razem z korzeniami. Domy były zniszczone, jednak nie podpalone. Było cicho i spokojnie.
Robijen biegł, bieg przed siebie nie wiedząc gdzie zmierza, wiedział tylko, że nie chce być tutaj. Był już blisko wyhścia z wioski gdy za ramię złapała go ręka.
"Nie biegnij tam, tam czeka cię tylko śmierć" powiedział przyjazny i spokojny głos. Był to mroczny elf w kolorowym stroju i dużej kolorowej czapce.
"Choć ze mną, dam ci coś do picia i jedzenia."
"Nie płacz mały, wejdz lepiej do środka, napij się najedz. Pytania zostaw na później" odpowiedział i uśmiechnął się szczerze do chłopca. Pokazał ręką wejście do niewielkiego namiotu.
W namiocie siedziało kilka mrocznych elfów, większość ubrana conajmniej dziwnie. Na krześle z brzegu siedział mężczyzna z łukiem, obok niego kobieta w skąpym stroju ostrząca mały sztylet, na środku dwie osoby z jakimś dzikim zwierzęciem, które najwyraźniej próbowali nauczyć jakiejś sztuczki. Były jeszcze 2 kobiety i 4 mężczyźni nie charakteryzujący się niczym szczególnym.
Mroczny elf w kolorowej czapce zaprowadził Robijena do stolika na którym leżało sporo jedzenia a także różne trunki. Nalał mu wody i położyłna talerzu trochę mięsa.
"A teraz jedz" odrzekł spokojnie, głaszcząc chłopca po głowie.
"Pozwól, że odpowiem tylko na ostatnie z twoich pytań. Otóż jesteśmy wędrowną grupą cyrkową. Hmm tak można to tak nazwać. Wędrujemy od wioski do wioski i pokazujemy naszym braciom niezwykłe rzeczy." odpowiedział. Widząc zainteresowanie w oczach chłopca dodał jeszcze.
"Na przykład widzisz tego tam Gerthana ?" tu wskazał na mrocznego elfa z łukiem.
"Gerthan pokaż naszemu gościowi co umiesz.
Drow wstał, nałożył strzałę na cięciwę i skinąłna jednego z pozostałych mrocznych elfów.
Ten rzucił w powietrze jabłko.
Gerthan błyskawicznie oddał strzał przebijając jabłko w samym środku i przybijając je do oparcia krzesła, na którym siedział jeden z cyrkowców. Ten zareagował dość gwałtownie, wywracając się rzem z krzesłem do tyłu. Wszyscy wybuchneli śmiechem.
Po posiłku cyrkowcy położyli chłopca na jedno z posłań w namiocie. Następnego dnia razem z Robijenem ruszyli do następnej wioski. Stali się dla niego jak rodzina, a on dla nich niczym syn. Mały mroczny elf najbardziej z całej trupy lubił Gerthana, imponował mu i stał się wzorem, który chciał kiedyś doścignąć. Dlatego rozpocząłtreningi z łukiem. Cyrkowy łucznik okazał się dobrym nauczycielem i Robijen szybko łapał o co w tym chodzi. Z czasem stał się brdzo dobry.
Lata mijały, chłopiec stał się mężczyzną. Opuścił swoją przybraną rodzinę, brał udział w wielu turniejach łuczniczych na których szło mu całkiem dobrze. Niestety, sprawiło to, że mroczny elf zbytnio rozradowany swoimi sukcesami zaczął pić i uczęszczać w różne podejrzane miejsca. Przestał ćwiczyć, wiele czasu spędzałw karczmach i gospodach. Jego umiejętności drastycznie spadły, nie wiedząc kiedy stał się zaledwie przeciętnym łucznikiem i pijakiem.
"Wstawaj chłopcze, muszę zamykać." odrzekł karczmarz szarpiąc śpiącego Robijena za ramię. Gdy ten otworzył oczy, zdał sobie sprawę jak bardzo mu niedobrze i jak bardzo boli go głowa.
Wiek: 39 Dołączył: 18 Paź 2005 Posty: 35 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-14, 22:34
"Znow ostro popilem" pomyslal Robijen prubujac ustac o wlasnych silach glowa go bardzo bolala ale po przejsciu kilku krokow w strone drzwi bylo coraz lepiej. Zastanawial sie gdzie jest i co tutaj robi?? ale to nie przerazalo go najbardziej. Najgorsze bylo pytanie ile dzisiaj przepil i czy przezyje kolejny dzien.
"Trzeba sie wziac w garsc i przestac tak chlac do jasnej cholery bo sie staczam powinienem zaczac myslec glowa a nie nawykami" Mowil sobie w myslach i postanowil zmianic swoje zycie.
Kierowal sie caly czas do drzwi gdy pomyslal ze moze jeszcze kufel wypije ale tym razem nie alkoholu tylko wody by troche zabic kaca. Jak pomyslal tak zrobil zaczol sie kierowac do baru by zamowic sobie wode.
"Hej hej chłopcze do wyjścia to nie w tą stronę" powiedział karczmarz, ton jego głosu wskazywał na zniecierpliwienie, jednak był życzliwy.
Robijen nie pamiętał zbyt wiele, kojarzył nieliczne fakty z dnia poprzedniego. Nie musiał jednak nic pamiętać, dzień w dzień było to samo. Upijał się razem ze znajomymi. Karczmarz już go dobrze znał i wiedział o co chodzi.
"Ech dobra dostaniesz szklanke wody ale potem szybko wyjdziesz. Ja także zasługuje na odpoczynek." powiedział karczmarz podając napój Robijenowi.
Wiek: 39 Dołączył: 18 Paź 2005 Posty: 35 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2005-11-15, 21:02
Robijen potrzedl do lady chwycil szklanke i zaczol pic duszkiem wiedzial ze nie nalezy naduzywac goscinnosci karczmarza. "Dziekuje za zyczliwosc" powiedzial i skierowal sie do drzwi
_________________ You who live is difficulty and are tired! Entrust Yours souls to me!
Gdy tylko wyszedł, karczmarz wyszedł za nim i zamknął drzwi.
"Jesteś jednym z moich najlepszych klientów ale dobrze ci radzę. Weź się w garść."
skierował się schodami w dół, wokół drzewa.
Karczma znajdowała się na jednym z drzew wioski Heral. Tutj Robijen osiedlił się, kupił niewielki domek i żył przez ostatnie kilka miesięcy. Wioska nie była duża jednak miała włąsną karczmę, a to dotychczas Mrocznemu Elfowi wystarczało.
Nie pamiętał swojej drogi do domu,nie pamiętał też jak kładł się do łóżka.
Po dłuższym śnie obudził się na wpół przykryty narzutą. Bolała go głowa, lecz czuł się w miarę wyspany. Nie był w stanie określić ile spał, gdyż nie wiedziałnawet kiedy się położył.
Czuł duże pragnienie i głód.
W pokoju znalazł bukłak z wodą. Niewiele ale jednak trochę zostało.
Pokój był niesłychanie zaśmiecony. Robijen nigdy w nim nie sprzątał i tak mało czasu w nim spędzał. Nie miał już praktycznie żadnych zapasów, po wypiciu resztki wody z bukłaka doszedł do wniosku, że przydałoby się je uzupełnić.
Tak też uczynił. Trochę aczkolwiek niewiele monet mu jeszcze zostało (14 ZM).
Gdy tylko wyszedł z domu dopadł go jakiś Mroczny Elf.
"Robijen ! Dzisiaj też idziemy do karczmy prawda? " spytał z szerokim uśmiechem. Po chwili dotarło do strzelca, iż był to jeden z jego karczmowych towarzyszy.
Mroczny Elf spojrzał na Robijena z wyrzutem, zamruczał coś pod nosem i także odszedł.
Robijen ruszył przed siebie nie wiedząc nawet dokąd zmierza. Przystanął dopiero gdy droga doprowadziła go na rynek miasta, gdzie główne miejsce zajmował ogromny szyld.
"Zawody Łucznicze, Pokaż Na Co Cię Stać ! Główna Nagroda Wspaniały Łuk i 250 ZM !
Zapisy ----->"
Obok szyldu za niewielkim stolikiem siedziały dwie atrakcyjne Mroczne Elfki, zaś przed stolikiem ustawiła się niewielka kolejka.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum