Między drzewami Wielkiego Lasu biegł Elfi chłopiec, uradowany bogactwem swej krainy poznawał dopiero cały jej ogrom i wspaniałość. Za nim zaś podążała spokojnym krokiem jego matka, piękna Elfka o złocistych falujących włosach. Oboje już powoli wracali do swego domu.
"Matko, czyż jest na świecie wspanialsze miejsce od naszego domu ?" spytał chłopiec odwracając się na pięcie.
Elfka zaśmiała się szczerze, pogładziła syna po głowie i nachyliwszy się nad nim odparła.
"Jest jeszcze wiele miejsc pięknych, niektóre z nich zapewne przewyższają urokem nasz dom. Musisz jednak wiedzieć, iż nie zawsze było tutaj tak wspaniale. Wiele lat temu, ziemia na której stoisz wyglądała zupełnie inaczej. Choćmy już, a w drodze opowiem ci tą historię."
Promienie słoneczne prześwitujące przez listowie drzew Wielkiego Lasu zbudziły ze snu Elfa leżącego spokojnie pod jednym z ów drzew. Imię jego brzmiało Kris Carvahall, był właśnie w drodze, której celu sam nie znał. Jako Druid, stonił zazwyczaj od miast, nie miał także stałego miejsca zamieszkania. Podróżował zatem po Krainach Elfów, odkrywając nowe miejsca, czasem także nowe gatunki zwierząt bądź roślin. Teraz jednak myśl jego zaprzątnął żołądek, który przebudził się razem z nim, domagając się przy okazji sowitego napełnienia.
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2006-04-30, 14:00, w całości zmieniany 2 razy
Kris jest elfem leśnym, więc dobrze orientuje się w lesie, rozglada się za czymś do pożywienia starannie przyglądając się roślinom a w swej pamięci stara się doszukac jaka to roślina oraz czy nadaje się do spożycia
_______________________________
mam na imię Kris Carvahall a nie Kris Calvahall[/center]
Już po niedługich poszukiwaniach, Kris natknął się na Magnalię, z dojrzałymi czerwonymi owocami. Dobrze znał tą roślinę, była ona bowiem powszechna w lasach Elfów. Owoce, wyglądem przypominające jagody, miały około 6 cm średnicy, były bardzo soczyste i w miarę sycące. Na krzewie Magnalii wisiało około 20 tych owoców.
Kris zrywa 15 najbardziej soczystych owoców, zjadając tyle by zaspokoic swój głód, reszte przechowywuje na póżniej, postanawia, że kiedy się pożywi ruszy na wędrówke po lesie w celu spalenia zbędnego tłuszczu
Sześć owoców wystarczyło by nasycić głodnego Elfa. Na nadmiar tłuszczu jednak nie miał co narzekać, bowiem jak każdy niemal Elf był szczupły. Ruszył jednak przed siebie Lasem, sam nie wiedząc do kąd zmierza.
Wędrował tak przez czas dość długi, słońce było już wysoko na niebie. Coś jednak zaniepokoliło Druida, przyroda wokół niego bowiem zmieniała się z każdym jego krokiem. Kolejne drzewa traciły zdrową zieloną barwę swoich liści. Kora na pniach wyglądała na nieco zgniłą. Dla Krisa był to widok wprost przerażający. Po chwili dostrzegł ciężko dyszącego dzika, leżącego pod jednym z drzew.
Powoli stawiając krok za krokiem, patrząc gdzie stopa a jednocześnie skupiając sie na dziku podchodzi do zwierzęcia i obeserwuje go. chce podejśc dostatecznie blisko aby sprawdzic co mu dolego to znaczy szuka ran a jeśli byłby wychudzony daje mu zebrane wczesniej owoce.
Dzik był tylko lekko wychudzony, jednakże to z pewnością nie mogło być przyczyną jego złego stanu. Ran takzę Kris nie wyparzył. Znalazł za to coś innego, coś co sprawiło iż na chwilę zaniemówił. Oczy dzika były całe czarne, jakby zaropiałe, na skurze zaś widniały przeróżne plamy o niezbyt zdrowym kolorze. Zwierzę dyszało ciężko, nie reagowało zupełnie na obecność Druida.
Elf nigdy jeszcze nie widział czegoś podobnego, napawało go to strachem i wielką litością dla biednego stworzenia, któremu nie bardzo wiedział jak pomóc.
Wędruje dalej głęboko zaniepokojony otaczającym go lasem, w swej pamięci stara się doszukac zdarzeń podobnych, które działy się w przeszłości a o których mogli mu opowiedziec znajomi, lecz jego głowę spowijała ciemnośc i pustka. Druid jako ten którego uważa się za strażnika lasu nie mógł w tej chwili pomóc jakoś sensownie przyrodzie. jest bardzo zaniepokojony stanem lasu toteż jego głowa kręci się jak w kukiełkowym teatrze na lewo i na prawo wyszukując innych dziwnych przypadków oraz doszukując sie przyczyn tych zdarzeń.
Po dokładniejszym przyjrzeniu sięotaczającemu go lasowi, Druid spostrzegł, iż drzewa wyglądają tym gorzej im bardziej zapuścić się na północ. Wyglądało na to, że to tak musi być źródło tego co się dzieje.
Zmierza na północ bacznie rozglądając sie i przyglądając się przyrodzie a w szczególności drzewom. Jego sęce przpepełnia smutek, a jednocześnie złośc na tego co to uczynił
Im dalej zapuszczał się Bohater, tym widok był potworniejszy. Drzewa pokryte były półpłynną korą, większość liści i owoców pospadała, tworząc gnijącą maź na ziemi. Martwe zwierzęta znajdowane od czasu do czasu, wyglądały podobnie lub jeszcze gorzej niż dzik. Niektóre miały jedynie puste oczodoły, oczy bowiem wypłynęły zamieniwszy się w czarną maź. Zgniła skóra spływała z mięśni i kości tworząc zaiste okropny widok.
Po przejściu około kilometra, Kris ujrzał czarną wieżę, wysoką na około 15 metrów, szeroka zaś na około 6. Posiadała spore okno tuż przy samym szczycie oraz drewniane drzwi wyglądające na solidne.
Podchodzi do drzwi bacznie przyglądając się wieży, w swej głowie układa plan, ...hmm spróbuje wejśc jak cżłowiek przez drzwi, gdyby jednak siła potrzebna do otworzenia drzwi nie wystarczyła spróbuje je sforsowac ciałem, jeśli mimo to drzwi będą nietknięte wejdę na drzewo i przez okno zobacze co tam w środku się dzieje... Leśny elf swoje plany przekłada na czyn
Drzwi otworzyły się bez najmniejszych problemów, co trochę zdziwiło Krisa. Wnętrze wierzy było ciemne, Elf potrzebowałby paru chwil by przystosować zacząć cokolwiek widzieć. Gdy otworzył już drzwi na ościerz, cały jego świat zamarł na ułamek sekundy. PRzez ten właśnie ułamek, zza drzwi Druid usłyszał złowieszcze...
Elf ze strachu o mało co nie dostał zawału stara się znaleźc źródło tego dzwięku, poza tym bacznie rozgląda się w wieży. Jest już prawie pewny, że tu jest punkt 0 tej całej sprawki, na wszelki wypadek dobywa swój krótki miecz
Nim jednakże Elf zdążył dobyć miecza, nabijana kolcami kula o średnicy około pół metra przeleciała z sufitu prosto w wejście, w którym to stał Kris. Odruchowy unik uchronił go od pewnej śmierci, kolce jednak pocharatały mu lewe ramie. Bohater padł na ziemię, ból przeszył jego ciało. Rany krwawiły, nie były jednak na szczęście zbyt poważne. Ruchy lewą ręką zostały skutecznie utrudnione.
Metalowa kula bujając się jeszcze lekko, zwisała w wejściu.
Elf wciąż trzymając miecz przeszukuje wszelkie zakamarki wieży, i doszukuje się przyczyny gnicia roślin i śmierci zwierząt. Jego ramie przeszywa ból, jednak ból potym co zrobiono przyrodzie jest większy i idzie dalej.
Wnętrze wieży okazało się całkiem przestronne. Nie było w nim jkednakże nic ciekawego, pomijając zastawioną przez kogoś pułapkę, z którąBohaer miał wątpliwą przyjemność się zapoznać. Po przeciwległą ścianą stał niewielki stolik z naczyniem, przypominającym urnę oraz dwoma nożami, raczej nie służącymi jako skuteczna broń. Po prawej stronie, znajdowały się schody, prowadzące na wyższe piętro, po lewej zaś, drewniane, zamknięte drzwi.
Elf przygląda sie dokładnie wszystkiemu, główkując co teraz uczynic, po chwili wytęrzenia mózgu postanawia najpierw sprawdzic co skrywa to tajemnicze naczynie podobne do urny, następnie wchodzi na piętro wyżej uważając by znowu nie wpasc w pułapke
Gdy tylko Elf otworzył urnę, jego nozdrza uderzył silny zapach padliny. W środku znajdowały się wnętrzności, jakiegoś bliżej nieokreślonego stworzenia. Kris wolał jednak się dłużej w tą sprawę nie zagłębiać. Ruszył zatem po schodach, w górę wieży. Te były kręte, jednak bardzo łągodne i szerokie, dzięki czemu wspinaczka po nich nie była specjalnie trudna. Niewielkie szpary w murze, dawały jedynie nikłe światło, przez co Druid, poruszał się raczej po omacku. Po kilkudziesięciu stopniach, dotarł do końca schodów. Tam czekały na niego kolejne drewniane drzwi, wyglądały całkiem zwyczajnie.
Elf czerpiąc z doświadczenia z poprzednimi drzwiami dobywa miecza oraz otwierając drzwi bardzo uważa, dlatego przyjmuje postawe lekko zgarbioną by w razie gdyby znowu kul miała go udeżyc lub inna pułapka miał większą szansę na unik
Drzwi otworzyły się bez najmniejszych problemów, odsłaniając słabo oświetlone pomieszczenie. W nim zaś Kris ujrza kilka regałów obłożone księgami oraz aparaturą o bliżej nieokreślonym zastosowaniu, stół zastawiony fiolkami, probówkami, zlewkami i innymi naczyniami w których znajdowały sięróżne ciecze, niektóre bulgotały, postawione nad palnikiem. Był tam także drugi stolik z kilkoma otwartymi księgami, świecą w połowie wypaloną oraz czaszką na rogu blatu. Zanim zaś siedział ktoś, kto wyglądał na Mrocznego Elfa. Skóra jego była jednak obwisła i przygniła, kości bardzo dobrze widoczne, niemal na wierchu. Jedyne co przekonywało o tym, iż Drow ten nadal żyje były oczy, które wpatrywały się z ciekawością w Druida.
"Zatem pułapka cię nie zabiła." odparł charczącym tonem, wzrok zkierował się na ranną rękę "Widzę jednak, że nie do końca zawiodła."
"Tak mroczny elfie, twa pułapka była niezbyt skuteczna" rzekł bez namysłu "dlatego musisz zapłacic za to co uczyniłeś mnie i memu domowi" tutaj wspomina wszystkie paskudztwa, które zraniły las, z nerwów coraz bardziej zaciska w dłoni miecz, a krople potu spływają z jego czoła "gadaj co zrobiłeś"??
Ostatnio zmieniony przez Kris Carvahall 2006-05-04, 06:39, w całości zmieniany 1 raz
Oczy Mrocznego Elfa nie wyrażały najmniejszego strachu, widać w nich było natomiast lekkie obłąkanie.
"Czy ty zdajes sobie sprawęnędzny Elfie jak ważne są moje badania ?! Cóż znaczy kawałek lasu w obliczu tajemnicy nieśmiertelności !" oczy lekko drżały mu w orbitach, skóra na twarzy dziwnie podrygiwała przy każdym jego słowie.
Kris byłod niego oddaony o około 5 metrów, oddzielony stołem przy którym siedział Drow.
"Nie to nie prawda, twe opętanie sprawia, że nie umiesz racjonalnie myślec,to oznacza, że jesteś głupi" zbliża się do stołu z fiolkami i bierze próbówki napełnione płynem i polewa swój miecz, następnie zmierza do drowa z klingą miecza mierzoną w gardło "zbyt głupi by wymyślec eliksir na nieśmiertelnośc, dlatego zakosztujesz smaku swojego dzieła"
Substancja z fiolki zasyczałą lekko skapując na miecz.
Drow wybuchł nieoczekiwanym śmiechem, skóra falowała i drgała na całym jego ciele. Ta reakcja Mrocznego Elfa, niezwykle rozzłościła Krisa, poczuł jak wzbiera w nim coraz większy gniew i obrzydzenie dla istoty siedzącej przed nim.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum