Wysłany: 2006-04-23, 16:34 Czas Zemsty cz.1 (Kroniki Mor Gasha - Wprowadzenie)
Mor Gash zbudził się. Otworzył oczy. Lezał w swojej trumnie, w krypcie na terenie nekropolii. Przebywał tu już wiele lat, ciągle studiując magię śmierci, przemieniając się w Licza i badając zagadkę życia, i śmierci na ciałach pochowanych w Nekropolii. Dawno jednak nie widział nikogo, był sam i nikt nie przychodził do tej zapomnianej nekropolii. Teraz jednak obudziły go kroki na powierzchni. Mor Gash był bardzo czujny, a pozatym był przyzwyczajony do tego, że w krypcie panuje kompletna cisza. Słyszał wyraźnie, że ktoś był na górze i najprawdopodobniej był to jakiś człowiek. Jak on śmie przerywać jego spoczynek? Mor Gash poczuł gniew i dziwną rządze krwii.
Ostatnio zmieniony przez Kojot 2006-07-14, 09:09, w całości zmieniany 1 raz
-Kto ośmiela się przerywać mój spokój??- spytał gniewnie Licz.
Mor Gash zaczął wychodzić z trumny, z zamiarem pozbycia się intruza.
-Szybko cię niezabije- powiedział -Będziesz cierpiał, a potem służył po wsze czasy jako jedna z moich sług, od 150 lat żadna żywa istota nie odważyła się tutaj zajrzeć.
Stanął rozejrzał się po krypcie i skinął na jednego ze swoich szkieletów:
-Szkoda mojej fatygi zabij go i przyprowadź tu...
Tak, rzeczywiście licz miał na usługach dwóch szkieletów, których zawsze wskrzeszał przed snem. Pilnowali oni jego spoczynku. Ruszyli, więc na górę. Zaraz było słychać głośny okrzyk i szczęk żelaza...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Zdziwił się, że jego sługi jeszcze niewracają, Mor Gash miał już zbyt potęzną moc, żeby szkielety mogły wyrwać się z pod jego władzy. "Żeby coś był dobrze zrobione trzeba samemu się tym zająć" pomyślał i ruszył do góry.
Gdy Mor Gash dotarł na górę, walka się już skończyła. Jego szkielety leżały rozwalone na wiele kości na podłodze. Przed Mor Gashem stał młody paladyn. Trzymał w ręku długi miecz i tarczę. Był zdyszany po walce i miał ranę na lewym ręku. Zapewne zadał ją jeden ze szkieletów.
- Przyszedłem zakończyć twóją egzystencję w imię Aesira. Nekropolia nie może być dłużej bezczeszczona, jak również książki które leżą w tym grobowcu nie mogą się marnować ty przeklęty umarlaku! - zwrócił się do Mor Gasha i był gotowy do walki.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-mm... Paladyn. Dawno już nikt z was tu niezaglądał, myślałem już, że sie nauczyliście omijać to miejsce - zaśmiał się głośno i pogardliwie licz- Moje szkielety sprawiły ci troche problemu, a ty chcesz się mierzyć ze mną?? Widze, że życie już ci się znudziło.
Powiedział Mor Gash po czym rzucił szybko, przywołanie szkieletów mając nadzieje, że z większą grupą przeciwników paladyn sobie nie poradzi...
Mor Gash zaczyna przywoływać szkielety. Przywoływanie ich zajmuje chwilę czasu. Paladyn jest trochę zdezorientowany tym co robi licz. Jest to jeszcze młody paladyn i mało doświadczony. Zastanawia się chwilę, po czym wydaje okrzyk:
- W imię Aesira! - i rusza na licza z uniesionym mieczem. Jest gotów zginąć.
"hmm... Czy on nie wiem, że licza nie da się zabić?!"-myśli licz-"Jeszcze chwila i będą moje szkielety, a wtedy bede miec zwłoki paladyna na usługach". Mor Gash już się zaczął cieszyć z nowej zdobyczy...
Mor Gashowi udaje się przywołać trzy szkielety. Dwoje z nich posiadało stare zardzewiałe miecze, a jeden z nich topór. Paladyn chciał ciąć mieczem licza, lecz wyczarowany szkielet zasłonił Mor Gasha własnym ciałem. Nie wyrządziło to jednak szkieletowi żadnej szkody.
Szkielety próbują zabić rannego już z poprzedniej walki paladyna, lecz niestety żaden nie trafia. Paladyn jednak jest zdezorientowany i zaczyna się cofać w tył. Nie jest w stanie walczyć z trzema naraz.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mor Gash zaśmiał się ponownie - Widzisz, zrobiłeś wielki błąd przychodząc tutaj, ale powiedz mi dokładnie, kto ciebie tu przysłał i czego szukałeś. Powód jakiś musiał być...
Nieumarły zdziwił się bardzo, gdyż nie chciał tych słów mówić, zupełnie jakby los jego słowami pokierował...
- Nie poddam się! Za Aesira! - krzyknął paladyn i ku zaskoczeniu Mor Gasha, paladyn mocno tnie jednego szkieleta. Pod wpływem cięcia, szkielet aż odlatuje kilka metrów i wali w ścianę. Rusza przez chwilę szaleńczo szczęką i po chwili zaczyna znów wstawać.
Drugi szkielet atakuje paladyna i tnie go toporem po ramieniu i plecach. Paladyn syczy z bólu, ale jego wiara w Aesira, sprawia, że nie zwraca uwagi na ból.
Trzeci szkielet trafia mieczem w tarczę Paladyna.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-To się staje nudne i bardzo mnie irytuje. Mógłbyś wymyślić coś nowego. Kończcie wkońcu z nim - krzyknął Mor Gash. "ehh... Ci paladyni, zadufane w sobie, nic nie znaczące robactwo."
Szkielet ponownie trafia toporem. Tym razem topór prawie odcina lewą rękę paladyna, który krzyknął z bólu i wypuścił tarczę. Krew z ręki sika dookoła.
Szkielet z mieczem nie trafia, a drugi ma problemy ze wstaniem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mor Gash niestety nie trafia pięścią paladyna. Natomiast dwa szkielety postanawiają skończyć z nim. Jeden zatapia swój miecz w jego brzuchu. Paladyn upadłby, lecz podparł się na wbitym mieczu. Drugi szkielet natomiast odcina mu krótkim cięciem topora głowę, która odlatuje i ląduje pod nogami Mor Gasha. Paladyn najwyraźniej umarł, ale szkielety ciągle się nad nim znęcały.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Ściągnijcie z niego zbroję, zabierzcie miecz i tarcze. Przydadzą się... - rozkazał Mor Gash orzywieńcom- Ja pójde dalej studiować księgi, jak się uwiniecie przynieście wszystko do krypty...
Licz ruszył do wejścia w podziemia.
Szkielety wkońcu skończyły swoją sadystyczną zabawę i zaczęli rozbierać paladyna, i dokładnie go przeszukiwać. Zaglądali nawet do środka jego ciała. Mor Gash natomiast ruszył na dół do najgłębszych pomieszczeń krypty, gdzie znajdowało się wiele ksiąg. Wsród tej kolekcji znajdowały się nawet takie księgi, że pozazdrościliby ich najwięksi magowie. Licz spojrzał na ogromne półki, ze starymi księgami.
Licz natrafił na księgę, której nie czytał. Nosiła dość ciekawy tytuł "Apokalipsa". Była napisana przez maga Keondorena. Szkielety wróciły z góry do licza, przynosząc trochę rozwalone uzbrojenie paladyna, oraz jakieś dwa listy.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Podaj mi te wiadomości. - rozkazał natychmiast Mor Gash.
Gdy szkielet podał mu listy złamał pieczęcie i zaczął czytać. W miare czytania zaczął się coraz bardziej dziwić:
-hmm... Ciekawe, bardzo ciekawe...
Rzeczywiście było to ciekawe. Pierwszy list był najwyraźniej od ukochanej paladyna, a paladyni muszą utrzymywać celibat. List był dość krótki.
Mój ukochany!
Wybacz mi, to wszystko przeze mnie. To ja sprawiłam, że zszedłes z drogi światłości i to ja powinnam błagać o wybaczenie nie ty. Bardzo się o Ciebie martwię i modlę do Aesira. Mam nadzieje, że wrócisz cały i zdrowy... Jeśli coś Ci się stanie nigdy sobie nie wybaczę. Proszę, wróć.
W związku ze złamaniem ślubów przez Ciebie, a także innymi poważnymi wykroczeniami wobec Bractwa Miecza, nasza rada orzekła, że powinieneś zostać wyrzucony z bractwa i skazany na wygnanie. Jednak twój szczery akt skruchy trafił radzie do serca. Postanowiliśmy dać Ci szansę zadośćuczynienia. W ramach pokuty musisz udać się na przeklęte ziemie umarłych do opuszczonej nekropolii. Jak nam wiadomo, ukrywają się potężne czarne siły, które pustoszą tamtejsze groby. Ważną sprawą jest wiedza, która znajduje się w kryptach. Duża biblioteka z ogromną ilością książek, jak również stary grobowiec potężnego maga. Twoim zadaniem jest oczyszczenie nekropolii ze zła i znalezienie dziennika tego potężnego maga. Tylko wtedy odkupisz swe grzechy.
Thentir De Othentur
Najaśniejszy paladyn Bractwa Miecza
Oprócz listu w kopercie była również mapa, która prowadziła do nekropolii Mor Gasha. Mor Gash zdał sobie sprawę, że dziennik o którym była mowa, to ta sama książka, która pozwoliła mu zamienić go w licza. Paladyni najprawdopodobniej nie popuszczą i wkrótce więcej zawędruje na jego nekropolie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
-Czeka mnie mała wyprawa-powiedział Mor Gash- Wszak najlepszą obroną jest atak...
Lich zaczął szykować się do opuszczenia krypty. Przywołał szkielety, wykorzystując w tym celu całą swoją wiedze magiczną, żeby sługi były jak najpotężniejsze.
-Każdego kto się tu pojawi zabić!-rozkazał i postawił ich na straży swoich cennych zbiorów.
Przed opuszczeniem "domu" zabrał jednak księgę, po którą przyszedł tu paladyn.
Licz przywołując szkielety nagle poczuł dziwną bariere magiczną, jakby jakieś nieznane siły wchłonęły całą magiczną energie świata. Nagle zdawało mu się, że w oddali gdzieś w górze słyszy grzmoty. Jego duch widział spadające gwiazdy. Coś dziwnego dzieje się w świecie. W jego głowie zaczęły się rozchodzić głosy różnych magów, którzy również nie mogą nic zrobić. Zdawało mu się, że zatrzęsła sie ziemia. Jakieś nieznane siły pojawiły się gdzieś daleko w Sorii, lecz nie dotyczyło to Mor Gasha, choć przeszkadzało mu to zjawisko. Licz zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie czarować. Był bardzo zmęczony próbami przywołania szkieletów. Odległa siła wyssała całkowicie jego magiczne moce. Przez to coś dziwnego był całkowicie bezbronny i nie był w stanie obstawić krypty.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum