TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 
Znalezionych wyników: 1496
TaL Strona Główna
Autor Wiadomość
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-10-29, 18:25   Temat: Preludium do katastrofy
Na uprzejmości elfa ork jedynie skinął głową, z nieco zakłopotaną miną, o ile Farewell był w stanie to ocenić. Potem Rak-duh odwrócił się do bohatera plecami i zaczął iść. Nie oglądał się za siebie, ale kiedy Farewell zaczął za nim podążać, widocznie przyśpieszył kroku, jakby wiedział, że elf jest tuż za nim i nie musi już na niego czekać.

Podczas gdy Rak-duh prowadził Farewella wgłąb obozu, czerwień zachodu zaczynała gasnąć już na horyzoncie. Dzięki temu bohater zauważył przed sobą wyraźną łunę. Zanim jeszcze dostrzegł źródło światła, do jego uszu doszedł gwar. Elf nie mógł co prawda usłyszeć poszczególnych słów, rozpoznawał jednak wśród hałasu dziki śmiech, prosty rytm śpiewanych-ryczanych pieśni i ogólne okrzyki. Wtem, gdy bohater skręcił za orkiem na główniejszą alejkę obozu, ujrzał na jej końcu ognisko ogromnych rozmiarów, strzelające płomieniami w niebo na dobre cztery metry. Gdy podszedł jeszcze bliżej zobaczył plac, na którym znajdowała się uczta, na którą został zaproszony.

Ognisko było na środku okręgu o promieniu dobrych dwustu metrów. W odległości od ognia, pozwalającej na swobodne oddychanie, porozmieszczane były mniejsze paleniska, nad którymi rozstawione były ruszty. Dookoła porozstawiane były stoły, a w zasadzie długie drewniane ławy, w układzie który zdawał się nie mieć żadnego porządku. Jeden stół, widocznie postawiony na reprezentatywnym miejscu, w znacznym oddaleniu od pozostałych, obsadzony był przez charakterystycznie odzianych szamanów, oraz jedną, nie pasującą do pozostałych drobną postać.

Gdyby ktoś o to zapytał Farewella, oceniłby ilość zebranych wokół rusztów, stołów i głównego ognia orków na parę tysięcy. Jedli, śpiewali, żartowali, siłowali się, a gdzieniegdzie prali się po mordach, w rytualnych pojedynkach.

Rak-duh, gdy udało mu się zwrócić na siebie uwagę elfa, wskazał mu dłonią stół, przy którym zasiadali szamani, po czym oddalił się w kierunku jednego ze stołów, krzycząc ile sił w płucach "Łachudry, zaczęliście się prać beze mnie!"
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-10-29, 18:04   Temat: Dziedzictwo Magii
Rozmówca widocznie zadowolony był odpowiedzią Ervina, bowiem pokiwał tylko nerwowo głową, i powrócił do swojego milczenia.

Mężczyzna wyglądał jak typowy chłop. Duże dłonie miał widocznie pokryte stwardniałą skórą i śladami po zaschniętych pęcherzach od ciężkiej pracy. Był żylasty i niezbyt postawny, jednak spod skóry widocznie wystawały mu również mięśnie. W przeciwieństwie do tłuszczu, którego zdawało się na nim nie być ani uncji. Ogólnie Ervin oceniłby, że jest sprawny i nawykły do fizycznej pracy, ale na skraju niedożywienia.

Do wyglądu typowego wieśniaka pasowało również ubranie człowieka, krzywo przycięte włosy, skóra pociemniała od słońca. Nie mógł być najbiedniejszym z chłopów w swojej wsi, miał wszak na nogach buty bez dziur, ale z pewnością daleko mu było do sołtysa.
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-10-04, 22:40   Temat: Szczur w złotej klatce
Cóż, mrugnięcie okiem, choć zauważone, było mało rozsądnym znakiem rozpoznawczym. W końcu każdy głupi mógłby tego spróbować. Symbol harfy zaś... cholera jasna, zbyt łatwy do podrobienia! Nic to, na razie musiał uznać, że są to właśnie agenci Cichej Pieśni. Odzywkę drowa puścił mimo uszu. Być może powinien, dla przykładu, pogrozić mu trochę, albo wręcz nie poprzestawać na groźbie. Tak, zdecydowanie, gdy padły takie słowa najlepszą przykrywką dla tajniaków byłoby, gdyby ich pozabijał. Wtedy nikt by się nie domyślił, że są po jednej stronie. Ale nie miał teraz czasu na głupoty, a jeśli jeszcze kiedyś spotkają się w luźniejszych warunkach... wtedy mogliby sobie wyjaśnić co-nieco. Teraz tylko Kaeril obdarzył go pogardliwym uśmiechem i pożegnał się w parodii ukłonu.

Po tym Kaeril podszedł do Teona, który najwidoczniej musiał coś zauważyć. Nie rozluźniał się jednak, cały czas, jeśli nie obserwował, to nasłuchiwał co dzieje się wokół niego. Miał wrażenie, że otaczają go sami wrogowie, mimo tych sojuszników, którzy według Teona byli gdzieś pośród tych wszystkich kupców. Dlatego, gdy bohater doszedł już do Mistrza Broni, stanął do niego bokiem, tak by widzieć całą salę.

- Wróciłeś już z pogoni? - zapytał cicho.
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-10-04, 22:26   Temat: Preludium do katastrofy
Po wyjściu z namiotu Farewell ujrzał pojedynczego orka, stojącego z założonymi rękami i widocznie trzęsącego się w niemym śmiechu. Ubrany był jedynie w przepaskę na biodra i skórzane mokasyny, a przy jego pasie wisiał poszczerbiony topór. Na ramionach i jednej łopatce miał jakieś tatuaże, jednak nie przedstawiały niczego, co Farewell by rozpoznał. Spoglądał gdzieś w przeciwną elfowi stronę. Gdy bohater wyjrzał za niego, zobaczył tylko kolejną zielonoskórą bestię, pędzącą na złamanie karku.

Gdy usłyszał Farewella, ork przestał się śmiać i rozejrzał się ostrożnie dookoła, z ręką na trzonku jego broni. Gdy zauważył elfa widocznie się rozluźnił.

- A cóż to za zwyczaj, śpiewem pytać o drogę? - zdziwił się. Faktycznie, znajomość języka elf posiadł, ale z pewnością nie mógł chwalić się posiadaniem orczej krtani, ani nawet nie zastanawiał się nad pozbyciem akcentu. - Pewnie wasz ped... tfu! elfi zwyczaj, co? Jestem Rak-duh z klanu Płonąca Pięść. Będę przewodził wyprawie do krasnoludzkiej twierdzy - ostatnie słowa wypowiedział ork z dumą. Po chwili jednak mina mu zrzedła. - Jestem tu, żeby zaprowadzić cię na ucztę.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-10-04, 22:04   Temat: Dziedzictwo Magii
Joen z początku wyglądał, jakby w ogóle nie usłyszał Ervina. Siedział tak wciąż, nie bardzo obecny umysłem. Wtem wóz wjechał na większą nierówność terenu, która wstrząsnęła całym pojazdem. Nasuwało to złe myśli na temat władz gminy, ale również zdało się zbudzić nieco mężczyznę. Jego wzrok zogniskował się na nieprzytomnym Siegvaardczyku i nie opuścił go już. Ervin myślał już, że człowiek ponownie zawisł w niebycie umysłowym, jedynie wzrokiem znajdując stały punkt, gdy Joen w końcu przemówił.

- Co mu się stało?

W jego głosie brzmiała ciekawość, ale i smutek. Tak, jakby nie usłyszał słów Ervina i mówił o Fredrichu, jakby miał niedługo ich opuścić.

A w międzyczasie wozy poruszały się sprawnym tempem, nastało południe. Gdzieś w oddali, przed nimi i nieco na północ, majaczyły góry.
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-10-03, 20:08   Temat: Szczur w złotej klatce
Plan, odnośnie przynajmniej pierwszej pary, trafił trochę szlag. Nic to, pomyślał Kaeril. Agenci, czy nie, musiał zgrywać dalej głupka. Upośledzonego społecznie drowa, który chodzi zagadywać nieznajomych. Bo kto tak robi? Chyba tylko samobójcy... albo mordercy, tyle że tego rzadszego w Puszczy typu. Ten popularniejszy typ miał w końcu prostą nazwę - drow.

Ta dwójka bardziej nasuwała mu na myśl najemników. Ledwo dwójka, ale może właśnie wracali w rodzinne strony po zakończeniu kontraktu? Jeśli wracali z daleka, musieli być nieustraszeni... Szlaki, szlakami, ale w dużej odległości od miasta nawet największy twardziel zmiękłby widząc cień przesuwający się po listowiu. Kto to nie słyszał opowieści o całych karawanach porywanych przez pojedynczego Vidraya, albo zbrojnej bandzie pożartej przez Nocnego Piechura?

Drow prawie wzdrygnął się na myśl o tych drapieżnikach. Czemu on jeszcze nie spierdolił z tej Puszczy? A, tak, Dom Cichej Pieśni...

Bohater stał tak, by mimo zaglądania do przegródki, nie tracić z oczu wyjść pozostałych z nich.

- A! - zakrzyknął Kaeril. - A więc nie kupcy. Skąd wracacie? Imperium może? Przynosicie jakieś wieści? Podróżowałem tam kiedyś... Parszywe miejsce.

Kaeril omiótł wzrokiem całą przegródkę. Szukał rzuconych na ławę plecaków, sakw, czegokolwiek, gdzie mogłaby znaleźć się broń, która mogłaby zaszkodzić Phoe szybciej, niż ktokolwiek mógłby zareagować. Wiedząc również, że w karczmie ma być ktoś z Pieśni, czekał również na ewentualny znak, którego pozostali goście by nie zauważyli, a który mógłby jednoznacznie znieść z drowów podejrzenia. Być może jakiś herb, odsłonięty na krótką chwilę spod płaszcza? Jednak, gdyby którykolwiek z drowów zaczął sięgać pod płaszcz, Kaeril dałby znać gestem, żeby robił to bardzo, bardzo powoli. Jeśli zaś drow by nie posłuchał, bądź od razu wykonywał gwałtowne ruchy... cóż, miecz przy gardle winien dać pewne rzeczy do zrozumienia.
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-10-03, 19:40   Temat: Preludium do katastrofy
Farewell, medytując, nie był całkiem świadom upływu czasu. Długo nie miał chwili, by po prostu się zatrzymać i przysiąść. Jasne, podróżując ze Swoim spał przecież, odpoczywał. Ale było to pod gołym niebem, na krótkie chwile i zawsze pod okiem tego człowieka. Teraz elf miał w końcu kawałek swego kąta, jakkolwiek krótko był jego.

Nikt nie przeszkadzał mu w medytacji. Gdy uznał, iż jego zdrowie psychiczne wróciło do normy, wypełniony ponownie energią, wstał (na tyle, na ile wstać mógł w niskim namiocie) i przywrócił się do jako-takiego porządku. Ze sztyletem ponownie przy pasie czekał, aż ktoś przyjdzie znów poprowadzić go za rączkę. Czy też raczej, zapędzić na jego miejsce, jak farmer bydło?

Ale nikt nie przychodził. Chwile mijały, światło dzienne powoli przestawało przebijać się przez cienkie ściany namiotu. Odgłosy z zewnątrz, wszystkich tych orków, zajmujących się bogowie wiedzą czym, zaczęły ustawać. Wciąż od czasu do czasu bohater słyszał gniewne warknięcia, głośne rozmowy, czy głuche tupnięcia biegnącego orka.

- Rzuć to Fangr! Uczta już się zaczyna! Zaraz zapłoną ogniska! - usłyszał w pewnym momencie Farewell.

- Wódz urwie mi łeb jak tego nie doniosę - warknął drugi głos.

- Urwie ci więcej, jak duchy przodków obrażą się na wasz klan za twoją nieobecność - odwarknął ten pierwszy. - Szamani kazali wszystkim być. Już!

- Kurww... - usłyszał tylko elf, gdyż drugi z orków odbiegł z zasięgu słuchu bohatera, nim skończył zdanie.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-10-03, 19:25   Temat: Dziedzictwo Magii
Mężczyzna widocznie był wciąż roztrzęsiony, jednak nie próbował się wyrwać Cinowi. Widocznie, odzyskawszy przytomność, nie odzyskał jeszcze jasności umysłu i myślał wciąż o ucieczce. Teraz jednak, gdy chwilę poleżał przytrzymywany przez młodego łotrzyka, uspokoił się i Cin uznał za stosowne wypuścić go. Nieznajomy usiadł w głębi wozu opierając się o burtę i z podciągniętymi kolanami. Gdy Ervin usiadł na wozie, nie zareagował. Młodzieniec zaś, widząc, że jest ktoś, kto może zająć się gościem, zeskoczył z wozu i wrócił na swoje miejsce na koźle obok Glargha.

Gdy Ervin odezwał się do nieznajomego, ten widocznie się wzdrygnął, jakby wyciągnięty z głębokiej myśli zapomniał, że nie jest na wozie sam. Przez chwilę patrzył tępo na wyciągniętą rękę pół-elfa, po czym uścisnął ją krótko.

- Joen.

Swoją rękę szybko zabrał, i podobnie jak drugą, trzymał blisko siebie. Patrzył przed siebie, trochę nieprzytomnie, ale Ervin zauważył, że nieprzytomny wciąż Fredrich często przyciąga jego wzrok. Do typowego obrazu osoby, która przeżyła traumatyczne zdarzenia, brakowało mu tylko, by kiwał się i mamrotał coś pod nosem. Kto wie, może jeszcze na to przyjdzie czas?
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-09-30, 23:05   Temat: Szczur w złotej klatce
Kaeril wzruszył ramionami nad słowami Phoe. Drow potrzebował jakiejkolwiek wymówki, by móc przepytać kupców o ich towary, być może wyłapać jakieś nieścisłości, lub po prostu później porównać to z czymkolwiek mógłby znaleźć Teon. Nic go nie interesowało, że Phoe nie pojęła znaczenia jego słów, czy miała je gdzieś. On musiał zrobić co mógł, z jego ograniczonymi umiejętnościami w tym zakresie.

Teon jednak zdawał się nie wracać, w stajni musiało być więc wszystko w porządku. Cóż, liczyć na to, że w taki prosty sposób wysypie się trenowany szpieg czy zabójca było naiwne.

Gdy tylko Kaeril najadł się dość, by nie czuć głosu, ale by nie zwymiotować w trakcie ewentualnej walki, wstał od stolika i rozpoczął swe "przesłuchiwania". Podszedł do pierwszej z brzegu pary, skinął głową na przywitanie (po cóż zrażać ich od razu do siebie?) i zapytał "czymże handlujecie?"
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-09-30, 22:57   Temat: Preludium do katastrofy
Gdy Farewell wyszedł z namiotu, czekał na niego ork, którego wcześniej nie było przed wejściem. Wyglądał jednak podobnie do tych pozostałych, szczególnie co do ubioru i ekwipunku. Członek więc tej samej straży szamanów.

Ork zaprowadził go do jego namiotu. Szli około połowy godziny. Mijali przy okazji mały plac otoczony niewielkiej wielkości kuźniami, oraz parę innych rzemieślniczych bud: garbarzy, kaletników, wytwórców strzał i łuków. Cały obóz szykował się jakby do długotrwałej wojny, wytwarzając zapasy broni, skórzni i innego ekwipunku.

W końcu strażnik wskazał mu jeden z namiotów, skinął głową, i zawrócił skąd przyszedł. Namiot składał się ze skór rozpiętych na czterech kijach wbitych w ziemię. Był kwadratowy, niewielki, sięgał Farewellowi do ramion, aczkolwiek wyglądało na to, że elf mógłby się w nim położyć z wyprostowanymi nogami. Wewnątrz znajdowało się legowisko wyłożone słomą i pojedyncza pochodnia. Miejsca obok legowiska było wystarczająco, by położyć obok niego plecak bohatera i móc wyjść na zewnątrz bez potykania się o niego.
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-09-30, 21:58   Temat: Szczur w złotej klatce
Kaeril nie spodziewał się niczego innego, niż suto zastawiony stół. Phoe była daleka od bycia ascetyczną, do tego uważała, że wszystko się jej należy. Czemu miałaby jeść jak plebs?

- Dobrze wiesz, pani, że nigdy nie spiskowałbym za twoimi plecami - powiedział Kaeril głośno, nieznacznie tylko zmuszając się do powagi. - Zastanawialiśmy się jednakże, czy nie zechciałabyś, pani, może jakiegoś - tutaj Kaeril usiadł, żeby zamaskować tym ruchem swoje rozbawienie - prezentu? Z pewnością mógłbym rozpytać śniadających tu kupców, czymże handlują. Może jakiś tani drobiazg spodobałby się?

Kaeril nie mówił zbyt cicho, miał nadzieję zaobserwować jakąkolwiek reakcję ze strony kupców. Siadał w końcu, tak jak wcześniej, by widzieć całą salę. Starał się przy tym nie wyglądać zbyt oczywiście... Zastanawiał się tylko, jak pogodzić pałaszowanie tylu przysmaków, z obserwowaniem sali. Cóż, uczyć się trzeba całe życie.

Gdyby tylko jeszcze miał jakiekolwiek szanse w takiej zabawie ze szkolonymi szpiegami i zabójcami, ha!

Drow zabrał się więc do jedzenia, próbując jednocześnie obserwować wszystkich kupców, w razie gdyby miał zauważyć cokolwiek podejrzanego.
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-09-30, 21:47   Temat: Preludium do katastrofy
Starszy ze spokojem przyglądał się Farewellowi, który rozpoczął rzucanie zaklęcia. Uniósł otwartą dłoń, jakby rozkaz do zatrzymania się, ale wtedy patrzył gdzieś za plecy Farewella, więc elf nie przejmował się tym. Widocznie ktoś przyszedł prosić o audiencję, unosząc zasłonę wejścia bardzo cicho, aby nie przeszkadzać szamanowi. Bohater kształtował więc magię dalej, nieśpiesznie, wspomagając się tak, jak tylko potrafił.

Zaklęcie zadziałało z łatwością. Farewell mógł wręcz z zażenowaniem stwierdzić, że całe starania były niepotrzebne. Kieł odpowiedział, jakby jakaś zaklęta w nim inteligencja dawno nie miała się do kogo odezwać. A była bardzo gadatliwa. Z tym, że kieł nie miał Farewellowi zbyt dużo do powiedzenia. Farewell zobaczył z góry, jak jakiś anioł stróż rzeczy nieożywionych, jak kieł leży na biurku, raz przysypany, raz odkryty. Wtem cały jego świat zatrząsł się, zawirował i... Przez bardzo krótką chwilę zobaczył, jak on sam trzyma go w ręce.

Gdy bohater doszedł do siebie, co nie trwało zbytnio długo, zobaczył, że Starszy spogląda na niego z drapieżnym uśmiechem. Szybko jednak zreflektował się, że z takimi kłami każdy uśmiech musiał wyglądać drapieżnie, zaś ork był wręcz nieco... smutny.

- Widzisz, będziesz musiał nauczyć się czegoś innego, niż typowe podejście czarownika. Zaklęcia są wspaniałe, choć groźne, ale nawet najpotężniejszy mag nie opracuje zaklęć na każdą okazję. Czar, którego użyłeś, sięga wstecz zaledwie półtora dnia, być może dwa. Wydarzenia, które musisz odczytać, sięgają lat. Twierdza, którą przyjdzie ci odwiedzić stoi pusta od prawie dekady. Tego, przede wszystkim, uczyć cię będzie Zimny Dech. Oczywiście, w jakim innej dziedzinie zechce cię, instruować, zależy od niego. Idź teraz, Farewellu Eärfallas. Jeden z moich strażników zaprowadzi cię do twego namiotu. Tam możesz zostawić swe rzeczy i przygotować się na ucztę. Ostatnią w Nart-rull, dopóki zagrożenie nie zostanie zniszczone. A jeśli nie chcesz być bohaterem, życzę ci, byś w zdrowiu i spokoju zakończył swą misję.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-09-30, 21:15   Temat: Dziedzictwo Magii
Glargh niemal od razu ruszył z pomocą Emettowi, i nie minęły cztery chwile nim nieznajomy znalazł się na wozie obok Siegvaardczyka.

Obóz był już praktycznie zebrany, wszyscy gotowi do drogi. Zaraz po przeniesieniu mężczyzny na wóz, Emett wskoczył na konia Fredricha i pogalopował kawałek naprzód, sprawdzić, czy droga jest wolna. Reszta drużyny również obsadziła wozy, nie licząc Fendalla, który to z kolei pojechał obejrzeć kawałek drogi powrotnej. Po co? Być może tylko dlatego, że miał chwilę wolnego czasu, w końcu nie było żadnego rozsądnego powodu, by spodziewać się pościgu.

Minęły cztery godziny podróży, nim Ervin usłyszał krzyk budzącego się człowieka. Jechał wtedy na koźle obok Korinina, wóz zaś prowadzony przez krasnoluda jechał z tyłu. Dlatego bohater widział świetnie, jak człowiek, w panice spadł niemal z wozu, gdy próbował uciekać z pojazdu. Powstrzymał go tylko Cin, który pojawił się przy nim znikąd i wciągnął z powrotem na wóz, bez problemu unieruchamiając wycieńczonego człowieka.

- Sprawdzisz, co z nim? - zapytał krasnolud. - Najlepiej dowiedz się, przed czym tak uciekał. Tylko ostrożnie, nie wiadomo jak z jego psychiką... Źle coś powiesz, to może mu odbić. A jeśli to jednak banda czarnych orków zeszła z gór, albo obudził się jakiś zasrany smok? Lepiej wiedzieć o tym wcześniej.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-09-27, 21:12   Temat: Dziedzictwo Magii
Po usłyszeniu propozycji Ervina, Emett spojrzał na bohatera z oburzeniem, nie ukrywając i nieco złości.

- Przypominam sobie jak ktoś, całkiem niedawno, podobnie przybył ledwo żywy do naszego obozu - stwierdził, odwracając się z powrotem do nieprzytomnego mężczyzny. - Z tego co sobie przypominam, obudził się bez więzów... pomimo listów gończych i mało przyjaźnie nastawionego, ostrego przyjaciela.

Fendall uśmiechnął się do Ervina i przytaknął Emettowi. Pozostali kompani nie zaszczycili pomysłu Ervina nawet komentarzem.

Ervin rzucił okiem nad las, ale nie widział tam nic większego niż całkiem zwyczajne ptaki. Wśród drzew zdawał się panować spokój.

- Facet nie jest ranny - oznajmił Emett. - Ale jest ewidentnie wycieńczony, tutaj... - brodacz złapał człowieka za łydkę, i ten zawył z bólu, nie otwierając oczu - aha, i tam też... nawet nieprzytomnego złapały skurcze. Nie wygląda na mało sprawnego fizycznie, raczej nawykły do całego dnia pracy... musiał tak biec co najmniej pół dnia, jak nie więcej.

- Hm! - chrząknął krasnolud. - Cokolwiek go pogoniło, jest kawał drogi stąd.

- O ile nie błądził - wtrącił się Fendall. - Powinniśmy mieć na to nadzieję, przybiegł z grubsza z kierunku, w którym się udajemy.

- Ha, nadzieję! - machnął ręką Glargh. - Dawać ich tu! Nie ma tu nic, czego bym się bał! - Tu z namaszczeniem pogłaskał rękojeść swej broni.

- Dobra, dobra - powiedział na to wszystko Emett i obszedł nieprzytomnego od strony ramion. - Chodź któryś, przeniesiemy go na wóz obok Fredricha.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-09-20, 14:08   Temat: Dziedzictwo Magii
Wszyscy gotowi byli na przybycie niespodziewanego gościa. Odgłosy biegu były coraz bliżej...

Na polanę wypadł mężczyzna, człowiek. W poszarpanych ubraniach, które w całości ciężko byłoby nie nazwać łachmanami. Cały zlany potem, z trudem łapał oddech. Widoczną skórę znaczyły mu niezliczone zadrapania, od gałęzi, od jeżyn. Nie było za to na nim widać poważniejszych ran. Żadnych śladów pazurów, ugryzień, ani też ran zadanych bronią ostrą. Gdy człowiek, patrząc lekko nieprzytomnie, ujrzał drużynę na polanie, przestąpił jeszcze parę kroków i zatrzymał się. Zakrzyknął słabym głosem "Uratowany!" i... zemdlał.

Korinin z Glarghiem nie przestali zbliżać się do niego powoli, ale uwagę mieli skupioną na linii drzew, broń gotową. Wciąż nie było widać, cóż miało gonić nieszczęśnika, i czy nie jest to zwykła pułapka. Fendall zaś powoli zaczął kierować konia w stronę przybysza.

Wtem Emett wyłonił się z lasu, a zaraz po nim Cin, pięć metrów na lewo od niego. Młodzik wzruszył tylko ramionami, Emett zaś podbiegł do nieprzytomnego.

- Nie udaje - oznajmił, a Glargh i Korinin rozluźnili się widocznie. - Ale w lesie nic nie ma. A biegł jakby goniło go stado wilków...
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-09-20, 12:44   Temat: Szczur w złotej klatce
- Ty nie pasujesz w tej układance - odparł szczerze Kaeril. - Nauka szermierki, atak na Konsorcjum, tutaj są zadania godne mistrza broni. Ale to?

Bohater pokręcił głową. Co tu dużo mówić, rozgrywki polityczne wielkich domów wciąż pozostawały dla niego tajemnicą. Nic to, trzeba działać.

- Kurwa mać, chronić ją... Wystarczy jeden cwaniak z zatrutą strzałką i po córuni. Zrobię co mogę.

Ośmiu innych gości tawerny, wszyscy wygodnie niewyróżniający się... Równie dobrze wszyscy mogli być podstawionymi żołnierzami, albo być tymi, na kogo wyglądają. Zbyt wiele osób nie mogło wiedzieć o ich wczesno-porannej eskapadzie, ale przecież minęło dość czasu, by sprawny jeździec dotarł tutaj. Tylko czy mógł zgadnąć, że zatrzymają się akurat tutaj? Cholera jasna, gdyby na przykład wiedział, czy nie jest to ulubiona karczma Phoe... Ilość wierzchowców mogła mu coś powiedzieć. Ot, tak być może przydatna informacja. Kupców rzadko stać było na to, by jeździć wierzchem, a ci nie wyglądali na najzamożniejszych. Wozy więc, powinny być wozy i zwierzęta pociągowe, a nie wierzchowce...

Kaeril powinien jednak wrócić już do Phoe, skoro miał jej tak pilnować. Równie dobrze mógł się zresztą mylić. Postanowił więc podzielić się tym spostrzeżeniem z Teonem.

- W sali jest ośmiu średniej klasy kupców - zaczął, mówiąc cicho, i pilnując by nikt nie podsłuchał. - Żadnego nie powinno być stać na wierzchowca. Siedzą parami, więc powinna być co najmniej czwórka wozów na towary. Każdy dodatkowy koń jest podejrzany... w szczególności jeżeli ma świeżo nasypane jedzenia czy nalane wody, bo byłby to świeżo przybyły konny. O tej porze nie powinno być takich podróżnych. Oprócz tego i tak dobrze wiedzieć, ilu jest gości. Jeśli ty to sprawdzisz, nikt nie nabierze podejrzeń - po prostu poszedłeś po swojego konia. Zrób to, proszę, i przekaż mi w dyskretny sposób, jeśli moje przeczucia mają uzasadnienie.

Jeśli Teon nie zareagował negatywnie, oraz nie miał już Kaerilowi nic więcej do powiedzenia, bohater ukłonił się lekko i powrócił do stolika.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-09-20, 11:51   Temat: Dziedzictwo Magii
Emett na samym początku rozkopał ognisko, wzbijając nieco pyłu w powietrze. Gdy popiół opadł, Ervin zauważył, że z ogniska nie biją już żadne płomienie, lecz ciepło pozostało niemal takie same. Zniknęło natomiast światło i po chwili, gdy już oczy bohatera przyzwyczaiły się do ciemności, w nikłym świetle księżyca Ervin mógł dostrzec poszczególne drzewa na granicy polany. Emett przez cały czas, gdy pół-elf z nim siedział, nie spuścił wzroku z krawędzi polany. Na życzenie spokojnej nocy skinął tylko lekko głową.

Noc przebiegła spokojnie. Ervina obudzono jakieś dwie godziny przed świtem, by przejął obowiązki wartownicze, ale jego kolej również przebiegła bez zakłóceń. Gdy tylko ptaki zaczęły śpiewać, a pierwsze promienie słońca oświetliły polanę, reszta drużyny stanęła na nogi i rozpoczęły się przygotowania do śniadania. Emett w rekordowym czasie wytargał z lasu zająca, nim jeszcze obóz został zwinięty. Zając jednak przeznaczony był na kolację, gdyż należało ruszać. A więc reszta racji żywnościowych z dnia poprzedniego, trochę wody i wszyscy byli gotowi do ruszenia.

Wtem z lasu dobiegł ich jakiś hałas. Brzmiało to jakby jakiś spory zwierz, na przykład sarna czy dzik, biegł na oślep przez gęstwinę. Wkrótce jednak do tych odgłosów dołączył inny dźwięk:

- Pomoooocy! Ratujcie!

Głos zdecydowanie należał do mężczyzny. Krzyk nie był zbyt głośny, zważając na to jak blisko zdawały się łamać gałęzie i szeleścić krzaki. Zdawało się, że ktokolwiek tam biegnie, nie może być dalej niż dziesięć metrów od krawędzi lasu.

Natychmiast po usłyszeniu krzyku, Emett porzucił łuk, w którym zdążył już zdjąć cięciwę, i z krótkim nożem w dłoni ruszył w stronę lasu. Szedł bardziej okrężną drogą, niż gdyby miał kierować się bezpośrednio do źródła dźwięków. Glargh i Korinin zaś sięgnęli po swoje większe oręża, kierując się w linii prostej do wołającego, choć powoli. Srebrny elf, który siedział już na koniu, czekał na rozwój wydarzeń, wprowadzając już konia w powolny ruch. Cina nagle Ervin nie mógł nigdzie dostrzec.
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-09-20, 11:25   Temat: Preludium do katastrofy
Słysząc pytania bohatera, ork zmarszczył brwi zdziwieniu, po czym uśmiechnął się szeroko i wyszczerzył kły, gdy doszedł już do swego wniosku.

- Ha! Rozumiem już twe zdumienie - rzekł, widocznie powstrzymując się od śmiechu. - Wybacz, ale to fascynujące elfie. Przeżyłeś być może więcej zim ode mnie, pewnie magię studiowałeś na uniwersytecie, a nie w lepiance, a muszę ci tłumaczyć tak proste rzeczy.

Ork podniósł się z dywanu i podszedł do mniejszego z biurek i począł szukać czegoś wśród nieładu.

- Właśnie dlatego ważne jest, żeś spotkał się już z nieprzyjacielem. Nie dlatego, że nic o nim nie wiemy, ale dlatego że nikt z nas, z Nart-rull, nie był tak blisko niego. - Ork odwrócił się do Farewella, trzymając w dłoni dziesięciocentymetrowej długości kieł, mogący równie dobrze pochodzić od dzika, jak i od orka. - Nawet jako mag, nie szaman czy druid, powinieneś wiedzieć, że magia jest wszędzie. Nie wiem, jaka jest panująca teoria na elfich uniwersytetach, ale fakt jest taki, że tak jak zaklęciami można wpłynąć na materię i ducha, tak duch i materia wpływają na tę energię magiczną, z której możemy czerpać, i kształtują ją wokół siebie. Ziemia jest mało zmienna, ogień zbyt prymitywny, powietrze ulotne... ale natura wywiera swój wpływ tak, jak my żyjemy swe życie. I to jej wpływy można najłatwiej odczytać. A czyż orkowie, elfy i demony nie są częścią natury? To wszystko są tylko formy materii, zważ. Zmiany, które można wyczuć są bardzo subtelne i zauważyć je, a co dopiero poprawnie rozpoznać... szybciej myśliwy znajdzie ślady zwierza w ściółce, niż największy mistrz biernie odczytując odcisk w tkaninie magii... od tego wszak są zaklęcia, nieprawdaż? Gatunki myślące jednak zostawiają po sobie więcej, istnieją przecież w magii formy ducha. Tutaj... tutaj wykład stałby się znacznie mniej prosty. Być może w księgach wielkich bibliotek znajdują się rozległe badania na ten temat. Być może nikt tego nie zbadał. My, szamani, wiemy, że w miejscach doniosłych zdarzeń, wielkich katastrof i potężnych emocji pozostają ślady. Niekiedy te ślady są nikłe. Czasem na tyle potężne, że umysł wyczulonego adepta potrafi przeżyć zdarzenia dawne. Jeżeli zaś ślad zostawił ktoś, kogo wpływ na otaczającą go energię poznałeś, jesteś w stanie to rozpoznać.

Starszy wyciągnął do elfa dłoń z kłem.

- W tej krasnoludzkiej twierdzy zdarzył się jakiś kataklizm. Niemal z dnia na dzień cały klan przestał istnieć. To musiało zostawić po sobie wyraźny ślad. W tej chwili tylko ty jesteś w stanie ocenić, czy był tam Nieprzyjaciel. Ale widzę, że by to uczynić musisz wpierw nauczyć się czytać te ślady. Ten kieł wiąże się z pewnymi silnymi emocjami. Gdy rozpoznasz te emocje i do kogo mógłby należeć, powinieneś być gotów. Zimny Dech w drodze do twierdzy będzie cię uczył.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-08-24, 15:40   Temat: Dziedzictwo Magii
- Ty to widzisz, i dlatego dobrze, że tobie przypadło Ostrze - stwierdził krasnolud, nim Ervin zaczął mówić o Quelinie. - Inny, mniejszy człowiek mógłby być zbyt zaślepiony żądzą władzy, by spostrzec cóż z nim się dzieje. Ba, na tym polega zwykle błąd większości z tych upitych władzą. Nie widzą, że są niewolnikami tego, co sprawia, że czują się potężni.

Gdy Korinin zobaczył, że Ervin wpatruje się w pusty kufel, wyciągnął po niego dłoń, by nabrać pół-elfowi więcej złocistego płynu z beczki.

Słuchając propozycji odpowiedzi na wątpliwości Fendalla wszyscy mieli skupione miny. Nawet Glargh wyglądał, jakby starał się wymyślić swoją wersję.

- Możliwe jest, że Quelin nie sprostał Twierdzy - stwierdził Korinin. - Byłem tam i wiem co mówię. Zaskoczony, nawet najpotężniejszy mag padnie ofiarą pułapki. A jakkolwiek by się starać, nie da się przygotować na wszystko.

- Być może niektóre przeszkody pokonać można tylko we dwoje? - zaproponował Cin. - Niektóre wejścia do gildii... khem... no, miejsc, są czasem tak zabezpieczone. Być może znajomość telekinezy by pomogła, ale Quelin miał być przede wszystkim nekromantą, prawda?

- Najbardziej prawdopodobne, że w Twierdzy nie ma pełnej wiedzy odnośnie uzyskania Ostrza - zadecydował Fendall. - Ale nie to jest ci potrzebne, prawda, Ervinie? Quelin mógł zwyczajnie podążyć dalej, szukając dalszych wskazówek... Mroczny elf, który... sprezentował ci tę broń, mógł mieć na poszukiwania wieki, Quelin zaś jest tylko człowiekiem.

- Albo, jak nasz gość już napomknął, tam po prostu nic nie ma - warknął pół-ork. - Albo to, albo tamto. Co za, kurwa, różnica. Dotrzemy, zobaczymy czy wejdziemy. Przeżyjemy wejście, to zobaczymy czy coś jest. Coś będzie? Dobrze. Nie? To nie będzie się ta twierdza różnić od tysiąca innych legendarnych miejsc. Jak mnie wkurwia takie gdybanie.

Na słowa Glargha wszyscy z kompanii zaśmiali się szczerze. Sam pół-ork tylko wstał, podszedł do beczki, uzupełnił sobie kufel i jednym haustem wypił do dna. Po wszystkim oznajmił, że idzie spać, życzy dobrej nocy, i odszedł w stronę jednego z wozów.

- To co - mruknął krasnolud. - Emett chcesz wziąć pierwszą wartę?
  Temat: Szczur w złotej klatce
Khazarid

Odpowiedzi: 52
Wyświetleń: 24178

PostForum: Puszcza Wiecznej Nocy   Wysłany: 2017-08-24, 15:17   Temat: Szczur w złotej klatce
Po usłyszeniu reakcji Phoe, bohater znów musiał powstrzymywać się od śmiechu. Ciekawym było, któż kim gardzi bardziej? Drowka przynajmniej nie musiała tego bardzo ukrywać. Ale co mogło kryć się, gdzieś tam, poza wszelkimi warstwami knucia, intryg i oszustw? Tego mógłby nie dowiedzieć się przez kolejne sto lat.

O ile tyle przeżyje.

Kaeril przysłuchiwał się wymianie zdań z uniesionymi brwiami. Dowiedział się przede wszystkim najważniejszego - byli na tropie Beriona i Busajny. Ale teraz już wiedział, co nie pasowało mu w tej całej eskapadzie. To nie to, że on, Kaeril, został zabrany do tropienia, na którym się nie zna kompletnie. Nie to, że pomimo żadnej umiejętności został zmuszony do konnego pościgu. Również nie to, że córka matrony wielkiego rodu postanowiła pozostawić sobie jego - wciąż współpracującego z Pieśnią pod niemal przymusem - jako ochroniarza. Nawet nie nagła zmiana tempa pościgu i spokojne śniadanko w karczmie.

Teon. Teon Mroczna Stal.

Kaeril przypomniał sobie nagle dzień, w którym pierwszy raz spotkał mistrza broni. Jednego z ostatnich prawdziwych mistrzów broni - to były słowa Phoe. W tamtym dniu Teon uciszył córkę matrony jednym gestem dłoni. Dom Cichej Pieśni musiał *prosić*, żeby Mroczna Stal *rozważył* przyjęcie Kaerila na swego ucznia. A teraz?

Teraz to On zamilkł od jednego gestu Phoe, zupełnie jakby już była matroną. Został zabrany na pościg za upośledzonym magiem, złodziejaszkiem i kupczykiem - też słowa Phoe! Okrutne upokorzenie. A teraz? Teraz, gdy już wiadomo, że przeciwnik nie ma większych szans, został posłany za nim jak zwykły żołnierz.

- Co tu się, kurwa, dzieje? - Kaeril dał wyraz swym myślom, gdy już znalazł się sam na sam z Teonem. Nie było to konkretne pytanie, i z pewnością mistrz broni nie miał jak wiedzieć, co kryje się w głowie Kaerila. Ale kto wie, czego mógłby się w ten sposób dowiedzieć bohater? A na sprecyzowanie pytania wciąż był czas.
  Temat: Preludium do katastrofy
Khazarid

Odpowiedzi: 75
Wyświetleń: 31768

PostForum: Księżycowe Lasy   Wysłany: 2017-08-22, 21:05   Temat: Preludium do katastrofy
Na słowa bohatera ork pokręcił powoli głową, a na jego twarzy odbił się cień smutku.

- To nie tak - zaprzeczył. - Wszystko widzisz nie tak. Ale po to cię tu zaprosiłem, byś jak najprędzej mógł skierować swe myśli we właściwy sposób jak najprędzej, jeszcze przed tak trywialnymi rzeczami jak ciepła strawa i spokojny sen.

Zielonoskóry wstał, wyciągając się dobre dwie głowy ponad Farewella. Teraz, gdy się wyprostował, można było zaobserwować u szamana oznaki bardzo podeszłego wieku, którego zupełnie nie widać było po jego ruchach i posturze. Na szerokiej klatce piersiowej jego zielona skóra była mocno zmarszczona i wisząca. Ręce, choć wciąż potężne, zakończone były poskręcanymi przez wiek dłońmi. Uruk podszedł do stołu na którym leżała mapa.

- Główne zagrożenia, które na nas mogą czychać, to inteligentni mieszkańcy tych gór - zaczął ork, gestem omiatając mapę. - Jesteśmy tutaj obcy, można powiedzieć w gościnie u naszych szarych krewnych, i najbliższe plemiona uznają naszą obecność. Te cholerne brodate karły z pewnością widzą to inaczej... i górskie, i podziemne, aczkolwiek żadnym z górskich klanów nie będziemy musieli się prawdopodobnie przejmować. Tak więc jeśli chodzi o zorganizowaną walkę, przede wszystkim należy liczyć się z siłami tego klanu podziemnych krasnoludów, z którym już się starliśmy. Inne stworzenia które zamieszkują te góry... tutaj nic nie da się przewidzieć. Obecność krasnali i naszych krewniaków pozwala stwierdzić, że z większych bestii można spodziewać się najwyżej samotników. Gobliny, koboldy, gnolle... zawsze mogą przybyć na ten płaskowyż, przegnane ze swej siedziby przez inne plemię.

Ork odwrócił się od mapy, spoglądając z powrotem na bohatera i szczerząc kły w drapieżnym uśmiechu.

- A mówię ci to wszystko, ponieważ czeka cię przygoda w tym niełatwym terenie. Co zaś się dotyczy tego, czemu to akurat ciebie czeka ta podróż... Cóż, przykro mi. Nie jest tak, że zostałeś do tego wybrany. Nie jesteś specjalny, lepszy niż z pewnością potężniejsi od ciebie twoi krewniacy, czy szamani. Tak, jak to się mówi, samo wyszło. Zrządzeniem losu znalazłeś się blisko wydarzeń. Miałeś już styczność z wrogiem, a przede wszystkim z samym Wędrowcem, więc znasz zagrożenie przed którym stoimy lepiej niż niejeden ze zgromadzonych tu szamanów. Jesteś też synem naszego przyjaciela. Znalazłoby się zapewne jeszcze parę powodów i wydarzeń, które skierowały cię tutaj. Ostateczny cel jest zaś prosty, i znasz go już dobrze. Powstrzymać tę kreaturę przed zniszczeniem obu naszych ras, a kto wie, może i całego znanego nam świata. Dzięki temu, że uwolniłeś swojego ojca, a wraz z nim nieco wiedzy o wrogu, teraz potrafimy też wyznaczyć pierwsze pewne kroki na drodze do tego celu.

Tu ork wyciągnął wysuszoną i zgrabiałą starczą dłoń ku mapie, długim paznokciem wbijając się tuż pod jednym ze znaczników.

- Oto jeden z nich. Dawna krasnoludzka twierdza, która pewnego dnia wymarła niespodziewanie. Nie zdołałem jeszcze poznać wszelkich szczegółów, ale wszystko wskazuje na to, że to tutaj, przed paroma laty, pierwszy raz pojawił się nasz wróg, smakując odzyskanej wolności. Udasz się tam, wraz z Gornakiem i grupą doborowych wojowników, którzy strzec was będą na szlaku. Być może uda się wam rozwikłać choć część tajemnicy Wędrowca.

Po tych słowach ork powrócił na swój dywan i ułożył dłonie pomiędzy swymi kolanami.

- Jeśli masz jakieś pytania, zadaj je w tej chwili. Później mogę nie mieć dla ciebie więcej czasu.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2017-08-22, 19:52   Temat: Dziedzictwo Magii
Na twarzach słuchających odbijały się różne emocje. Na obliczu Fendalla widoczny był smutek. Glargh zaś zdawał się ożywiać głównie, gdy Ervin wyjawiał kolejne właściwości broni. Na twarzy młodego Cina - wręcz przeciwnie - na ich wspomnienie odmalowywał się lekki przestrach. Emett z twarzą bez wyrazu wpatrywał się co i rusz w inną połać, praktycznie niewidocznego już, lasu. Korinin zaś drugi już raz uzupełniał swój kufel. Oczekując oceny, bohater nie mógł w pełni odczytać myśli swoich towarzyszy. Te parę sekund, które upłynęły odkąd zamilkł, aż do momentu, gdy odezwał się pierwszy z rozmówców, wydały mu się miesiącami.

- Nigdy... - powtórzył cicho srebrny elf. - Miejmy nadzieję, że i w przyszłości się to nie wydarzy. - Po czym po chwili dodał - ach, na jakimż to świecie żyjemy, że zabijanie innych staje się oczywistością...

- Cała w tobie nadzieja - dodał krasnolud. - Wielu nie przejmowałoby się moralnością tak jak ty. Większość ludzi... i krasnoludów zapewne też, dałoby się ponieść tej... euforii. Ba, znam niejednego, który nie posiadając takiego oręża czerpie perwersyjną przyjemność z czyjegoś cierpienia. Również w tak ponoć cywilizowanym kraju jak Imperium! Katów, oficerów straży, żołnierzy... ba, nawet dziedziców. Gdyby ten miecz wpadł w niepowołane ręce, kto wie, co mogłoby się stać? Jedną to legendarną wojnę rozpoczął watażka, który przypadkiem zdobył ten czy inny artefakt?

Krasnolud pokręcił głową i wziął głęboki łyk piwa.

- O samym Ostrzu być może więcej będzie wiedział Fredrich - wtrącił się Emett, nie odrywając oczu od lasu. - W końcu on jest magiem. W księdze jest jedynie wspomnienie o tym, iż Dathirr wiele lat poświęcił tej broni, jednak żadnej wzmianki o tym, czy ostatecznie ją posiadł.

- Tak, tak - ożywił się krasnolud, wolną ręką gładząc siwą brodę. - Z pewnością jednak będą w twierdzy jakieś zachowane zapiski! Być może nie na zwykłym papierze, jakiekolwiek zwykłe księgi posiadał Dathirr z pewnością obróciły się już w pył. Ale czarnoksiężnik takiej klasy z pewnością najcenniejsze informacje zabezpieczał magią. Możliwe, że takie przedmioty przyniosą nam największy zysk z całej twierdzy, o tak!

- Jest tylko jeden problem - rzekł elf, a na jego twarzy smutek ustąpił skupieniu. - Skoro twierdzą interesował się przed laty Quelin, a jednak nie wszedł w posiadanie Ostrza, to...

Tu elf urwał i dał chwilę namysłu wszystkim zgromadzonym.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2016-06-20, 22:35   Temat: Dziedzictwo Magii
Następne słowa krasnoluda zaskoczyły Ervina.

- Wiemy też już, że nie umiesz go całkiem kontrolować - stwierdził Korinin. Na pytające spojrzenia części kompanów wzruszył tylko ramionami i dodał - no, chyba, że kapitana straży zabiłeś z pełną świadomością? Wątpię, żaden to dla ciebie zysk, prawda?

- Ja mam inne pytanie - wtrącił się elf. - Mówisz, że Ostrze wybiera ciebie... co masz przez to na myśli? Że jest myślące? Posiada inteligencję? Komunikuje się jakoś z tobą? Może... mieć nad tobą władzę?

Ciemność pogłębiała się coraz bardziej. Nie było już widać pojedynczych drzew otaczających polanę. Jedynie ciemną masę lasu, przytłaczającą zewsząd. Z kolei ognisko, w kontraście, zdawało się być jeszcze jaśniejszym punktem. Chłód zaczął wiać Ervinowi po plecach... przecież, gdy docierał do Broln wokół szlaku panowała zima, prawda? Tutaj, dalej na południe, widocznie jeszcze nie przyszły śniegi. Ale teraz, w nocy, Ervin poczuł nadchodzące mrozy. Ale czy to tylko pogoda wywołała u bohatera gęsią skórkę? Czy ten dreszcz, który przebiegł mu po plecach, to tylko chłodny wiatr?

Czy może mieć nad tobą władzę?

Bezpośrednią? Ervin nigdy nie dostał bezpośredniego rozkazu, ba, nigdy nie usłyszał jasnego, zrozumiałego przekazu. A jednak musiał opuścić Broln z powodu działań Ostrza. Głód miecza nie pozwolił mu pozostawić przy życiu biednej, upokorzonej i zgwałconej przez niego złodziejki. Ale czy to mogły być faktyczne, inteligentne zamiary? A! ciekawe co myślał o tym Ervin.
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2016-06-11, 19:32   Temat: Dziedzictwo Magii
- Owszem, miałeś bardzo dużo szczęścia - stwierdził Cin, a Ervin jakoś nie miał żadnych wątpliwości, że doświadczony życiem młodzieniec wie co mówi. - Zupełnie jakby... ktoś nad tobą czuwał.

Po tych słowach łotrzyk uśmiechnął się do Ervina i zeskoczył z wozu, aby powrócić na swoje miejsce obok krasnoluda.

Do końca dnia nie wydarzyło się nic ciekawego. Dojechali do tego samego miejsca, w którym nocowali poprzednio. Kompania szybko uwinęła się z rozpaleniem ogniska, oporządzeniem zwierząt i sporządzeniem kolacji. Siegvaardczyk wciąż leżał nieprzytomny na wozie, choć teraz bardziej przypominał już odpoczywającego, śpiącego człowieka, niż kogoś pozbawionego świadomości siłą. Nie obudził się jednak, gdy elf karmił go na siłę cienką polewką z kolacji, ani gdy z Emettem zmieniali mu opatrunki. Obaj wyglądali jednak na spokojnych i pewnych wyniku leczenia. Choć, być może tak doświadczeni, stracili już niejednego kompana i wiedzieli, że zamartwianie się nikomu nie pomoże?

W końcu, gdy zmierzch już na dobre zapadł, Emett wyruszył pieszo na obchód okolicy. Łowca stwierdził, że obawia się, że część zbrojnych z niedawnej utarczki może czuć urazę do kompanii i pod osłoną nocy powrócić po zemstę. Jedynie pół-ork uznał to za niepotrzebną fatygę, "a poza tym, niech spróbują" dodał poklepując po rękojeści swej broni. Ten sam moment, kiedy nikt nie miał już żadnych obowiązków, wszyscy mieli pełne brzuchy, a Fredrich nie wymagał opieki, reszta kompanii uznała za najlepszy, by Ervin wypowiedział to, co leżało mu na sercu.

Siedzieli wokół ogniska, w kręgu jedynego światła w promieniu mil. Ogień płonął wysoko, a drzewa czekało jeszcze dużo. Zapach ugotowanego mięsa już dawno gdzieś się rozwiał. W pewnym momencie krasnolud rozejrzał się po swoich kompanach, a każdy z nich skinął mu głową. Korinin wstał więc i poszedł w kierunku wozów, by za chwilę wrócić z małą beczułką, z już wbitym kranikiem, na ramieniu i dłonią pełną uchwytów drewnianych kufli. Beczułkę posadził na granicy kręgu światła, jak najdalej od ciepła ogniska, na pieńku, który wcześniej służył Glarghowi do rąbania drwa. Krasnolud nalał każdemu po kuflu.

- Niestety, będzie nieco ciepłe - rzekł, podając Ervinowi jego kufel, po czym powrócił z własnym na swoje siedzisko. Pociągnął łyk piwa, otarł pianę z brody i spojrzał się znacząco na bohatera, po czym spytał bez dalszych wstępów - No? Miałeś nam coś do powiedzenia?
  Temat: Dziedzictwo Magii
Khazarid

Odpowiedzi: 158
Wyświetleń: 82210

PostForum: Civitas   Wysłany: 2016-06-08, 22:07   Temat: Dziedzictwo Magii
Sądząc po słońcu i porze dnia, poszukiwacz przygód mógł ocenić ich kierunek na ogólnie wschodni, być może południowo-wschodni. Generalnie, na razie wracali skąd przybyli.

Na pytające spojrzenie bohatera, młody łotrzyk mrugnął tylko i uśmiechnął się zawadiacko. Ervin nie mylił się jednak znacznie w swoich podejrzeniach. Gdy wyciągnął rękę, na jego dłoni wylądowało parę złotych monet.

- Twoja działka za pomoc w ochronie kupców.

Gdyby Ervin chciał przeliczyć pieniądze teraz, doliczyłby się dziesięciu złotych monet. Nie była to może wielka fortuna, ale zdecydowanie dobre pieniądze jak na dzień pracy.

Cin, słysząc pytania, rozsiadł się obok pół-elfa, widocznie ciesząc się perspektywą rozmowy z tajemniczym posiadaczem demonicznego ostrza. Dzieci...

- Fredrich wróci do zdrowia w podróży. Trakt jest dość równy, zawieszenie wozów krasnoludzkiej roboty. Wyboje wcale mu nie przeszkodzą - tu uśmiech spełzł z jego twarzy, i zaczął mówić mniej wesołym tonem. - Gdyby jednak mu się pogorszyło... zatrzymamy się na jakiś czas - znów się uśmiechnął - w końcu ruiny nigdzie nie uciekną, prawda? Oczywiście, nie będziemy jechać bez przerwy. Gdyby wyhodować woły, które nigdy się nie męczą, o, to byłby biznes. Zatrzymamy się przed zmrokiem, ruszymy skoro świt... i tak pewnie jeszcze ze trzy, cztery dni. Będziemy przecinać szlak Broln-Lasy elfów. Kto wie, może czeka nas jeszcze jakaś przygoda ze strażą, ha?
 
Strona 1 z 60
Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group