- Długo jeszcze? - spytałem kiedyś jako nastoletni chłopak o długich kruczoczarnych włosach trzymając w wyciągniętych rękach dwa ciężkie kamienie. Stałem na głazie wystającym z tafli szafirowego jeziora więc każde wychylenie się mogło kosztować mnie kąpiel w zimnej wodzie.
- Jeszcze chwilę - powiedział leniwym głosem łysy mężczyzna leżący w cieniu jednego z pobliskich drzew. Jego twarz miała na sobie już nie jedną bliznę a jego budowa wyraźnie wskazywała na to że mężczyzna dba on o swoje ciało rozwijając swoją tężyznę mięśniową.
To był mój wuj. Człowiek któremu zawdzięczam to kim dziś jestem. To on nauczył mnie cierpliwości i wytrwałości w działaniu. To on wpoił mi cechy takie jak honor i odwaga. Nauczył mnie jaką wartość ma dane przezemnie słowo i to że ludzkie życie jest ważniejsze ponad całe bogactwo.
Uwielbiałem kiedy wieczorem, po męczących treningach polegających na wykonywaniu najróżniejszych ćwiczeń kształtujących moją siłę i zręczność, a także nauce fechtunku, siadałem wraz z moim mentorem na brzegu jeziora i przy blasku ogniska słuchałem gorliwie jego opowieści. A miał on ich wiele. Przemierzał wiele krain, walczył z licznymi stworami i pomagał wielu ludziom. Oczami wyobraźni byłem tam z nim widziałem jego przygody i uczyłem się od niego.
Kiedy zaś nocą niebo usłały liczne gwiazdy wuj pokazywał mi konstelacje. Uczył jak z tych malutkich srebrnych punkcików znaleźć północ, a także opowiadał krótkie legendy związane z ich powstaniem.
Kiedy późnym wieczorem wracaliśmy razem do domu ojciec udawał że jest na mnie zły że tak późną porom wracam do domu. W gruncie serca jednak cieszył się że mam dobry kontakt z jego najlepszym a zarazem jedynym bratem. Wiedział ze mój wuj wychowuje mnie na zaradnego człowieka i że wiedza ta może mi się w przyszłości przydać.
Duch związany magicznymi kajdanami z ziemią. Już nie żywy, jeszcze nie martwy.
Wykorzystał mnie by wreszcie odzyskać wolność. Czy jestem na niego zły za to, że użył mnie jako wytrychu aby otworzyć niewidzialną kłudkę?
Nie. Wręcz przeciwnie. Jestem mu wdzięczny. Dzięki temu obudził się we mnie duch osoby, na którą mój wuj chciał mnie ukształtować. Duch przepełniony odwagą, honorem i siłą.
Duch wojownika.
Tak więc Kazaroo gdziekolwiek teraz jesteś. Dzieki.
***
Zaraz po mojej pierwszej wielkiej przygodzie wróciłem do rodzinnej wioski. Zostałem tam powitany uściskami rodziny. Byłem szczęśliwy widząc ich ponownie. Na początku nie chcieli i uwierzyć w niezwykłą przygodę, lecz chyba w końcu ich przekonałem. Spędziłem tam kilka dni. Jednak kiedy wracałem na spoczynek i spoglądałem na leżące przy łóżku dwa miecze czułem tęsknotę. Już wtedy moje serce wiedziało, że moje życie nie skończy się po kilku dziesięciu latach pracy na polu z wnuczętami u boku. Długo musiałem się przełamywać aby oświadczyć to rodzinie. W końcu jednak się przełamałem. Skłamałbym mówiąc że przyjęli to spokojnie. Lecz wiedziałem że mój młodszy brat dużo lepiej zajmie się obowiązkami ojca kiedy ten nie będzie już w stanie pracować. W dzień mojego wyruszenia w dalszą drogę ojciec położył mi rękę na ramieniu.
- Wiedz że nie jestem przeciwny Twojej decyzji. Przypuszczałem że tak się stanie odkąd mój brat zaczął cię uczyć władania mieczem. Swoją drogą jeśli spotkasz tego starego łobuza pozdrów go odemnie - uśmiechnął się i spojrzał mi w oczy. - Pomyślnych przygód.
Objąłem go.
- Zawsze będziemy o Tobie pamiętać i wspierać cię.
***
Tak więc stoję tez na murach miasta do którego przywiodły mnie nogi czując na sobie bryzę ciągnącą od morza. U boku mam dwa wierne miecze. Nie zamienił bym takiego życia jak teraz na żadne inne.
Księżyc po raz kolejny przyświecał swoim jasny, srebrzystym blaskiem. Niebo nademną usłane było tysiącami pięknych gwiazd. Ciepły, delikatny wiatr kołysał trawy uginające się lekko tworząc na większych przestrzeniach wręcz fale podobne do tych na morzu. Wziąłem kilka patyków z niedawno nazbieranego przezemnie chrustu dorzucając je do palącego się ogniska. Małe płomyki u jego korony skakały ku figlarnie niebu. Położyłem się na trawie spoglądając wzwyż.
***
Wiele się ostatnio wydarzyło. Zbyt wiele jak dla mnie, młodego chłopca który jeszcze niedawno nie znał zbyt wiele okolic poza swymi najbliższymi. Moje pierwsze spotkanie z większym miastem nie było zaliczane do udanych.
***
Saila… elfka o długich blond włosach której nie udało mi się uratować. Zło dosięgło ją swymi czarnymi rękoma. Pamiętam jak spoglądała na mnie swymi pięknymi oczami, mając w nich cierpienie. Umierała na moich ramionach a ja nie byłem wtedy w stanie nic zrobić. Skonała, ponieważ miała wykonać swą misję którą przed śmiercią mi przekazała. Miałem odnaleźć jora w centrum miasta. Jor. Pierwszy raz miałem zobaczyć przedstawiciela tej rasy a poza opowieściami mego wuja niewiele o niej wiedziałem.
***
Dane mi było spotkać na drodze Infernusa, przedstawiciela owej rasy. Jednak nie na tym się skończyło. Gdyż wkrótce poznałem także mrocznego elfa Siriona oraz goga Kalifa. Niezwykłe towarzystwo. Już na początku miałem wątpliwości czy wyruszyć właśnie z nimi lecz chęć poznania zła przez które zginąć musiała Saila. Tak więc wyruszyliśmy. Powoli zaczynałem przywykać do ich towarzystwa. W końcu zaś… polubiłem ich.
***
Infernus – czego się od niego nauczyłem? Długich soczystych wiązanek gdy wspólnie wpadaliśmy w kłopoty? Cóż.. cześć tego pewnie na zawsze utkwi w moim umyślę lecz sądzę jednak że najważniejszymi rzeczami są zaufanie i poświęcenie. Wciąż pamiętam chwile kiedy wzajemnie próbowaliśmy sobie pomagać gdy któryś z nas lądował w dole w którym czaiła się pustynna bestia. Sirion – To dzięki niemu dowiedziałem się że nie należy oceniać innych po tym kim są i jak się zachowują ale po tym do jakich czynów są zdolni. Kalif – cóż… Tan zaś może nauczył mnie tego że niezależnie jak długo się kogoś zna to i tak wciąż może on zaskakiwać.
***
W każdym razie całą kompanią wyruszyliśmy wpierw do Haleiry następnie zaś z jorem Gah’Feletem na pustynię. W skrócie podróż można by było określić jako pełną niespodzianek. Po raz pierwszy tak wiele walczyłem. Kilka razy otarłem się o śmierć. To uświadomiło mi jak słabym i nieporadnym jeszcze jestem. Jak wiele drogi czeka mnie jeszcze zanim się stanę kimś takim jak mój wuj. Jednak z całej wyprawy wyniosłem cały bagaż doświadczeń… bandyci, gryfy, pustynne bestie, wampiry, starożytni lurtianie, Elfia Pani czy też różnego rodzaju osoby których poznałem… Tak.. niezwykła była ta cząstka mojego życia. Poza bagażem doświadczeń wyniosłem także inny bagaż… być może mniej wartościowy niż to co działo się we mnie jednak niezbędny w drodze do dalszego rozwijania się.. Bagaż złota a wraz z nim niezwykły miecz lurtian.
***
Tak. Pierwszy krok na ścieżce doskonalenia się na wojownika mam już za sobą... Wiem. Dopiero raczkuję w tej dziedzinie, lecz staram się dożyć do ideału… Kształtowanie siebie, swoich umiejętności i charakteru jest niezwykle ważne.
***
A zło pleni się w Sorii niczym zaraza. Następnym razem kiedy znów go napotkam nie pozwolę mu zabrać z tego świata ani jednej dobrej duszy. Moim mieczem zamierzam odcisnąć piętno na tyłku zła. Niech zapamięta ono me imię.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum