Nad miastem unosił się zapach krwi, trafiając prosto do nozdrzy bohatera unoszącego się nad miastem. Słyszał jęki i krzyki mordowanych rannych. Jego dawnych bliskich i przyjaciół. Czuł ich cierpenie, jak ginęli w niewyobrażalnej panice i bólu. Ginęli z rąk dwóch bestii, które pochodziły wprost z najczarniejszych wyobrażeń maga. Miasto było trawione przez ogień. Znikało z powierzchni ziemi. Potwory rozpoczęły walkę.
Taleth zbudził się zlany potem. Koszmary nie śniły mu się od jakiegoś czasu, jednak znów najwyraźniej powracały. Czuł się bardzo dziwnie i trzęsły mu się ręce. Leżał na łóżku w swym pokoju w jednej z najbogatszych gospód w mieście. Jego nowi "znajomi" opłacali jego pobyt tutaj w nagrodę za pomoc dla Baile. Nie dowiedział się już więcej nic o tej sprawie. Teril nie chciał odpowiadać i nie kontaktował się z magiem. Sam Taleth powrócił już do zdrowia, wciąż jednak nie opuszczał miasta.
Był poranek. Promienie słońca wpadały przez okno. Zapowiadała się słoneczna pogoda.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Czy to się nigdy nie skończy?" pomyślał Mag wstając z łóżka. Od czasu ostatniej walki w ogóle nie myślał o koszmarach. Wyjrzał przez okno i rzucił okiem na to, co za nim się znajdowało. Po chwili zabrał swoje rzeczy i postanowił wyjść, gdyż nie będzie tutaj spędzał wieczności. Jeszcze nie miał żadnych planów, na razie ma zamiar tylko rozejrzeć się po mieście.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Z okna rozciągał się widok na główny plac miasta. Mieszkańcy zaczęli budzić się ze snu i podążali do pracy. Jakiś młody dzieciak rozpowiadał jakieś wieści z dalekich zakątków kraju i roznosił gazety dla tych, którzy potrafili czytać. Kupcy rozstawiali się na placu.
Mag zebrał swoje rzeczy w kilka minut. Poczuł, że jest głodny, tym bardziej, że z dołu dolatywał wspaniały zapach potraw. Karczma podawała najlepsze jedzenie w mieście.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Hmm.. może jak mi zafundowali noc w tej gospodzie, to śniadanie też będzie darmowe.." miał nadzieję Mag schodząc do jadalni. Chciał dowiedzieć się, co też działo się w mieście, a tawerna to najlepsze miejsce na posłuchanie plotek. Bohater zatem był dobrej myśli, i kiedy zszedł po ostatnim schodku do niej prowadzącym rozejrzał się za wolnym stolikiem i miejscem, w którym można zakupić jadło.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Taleth znalazł się w głownej izbie. Choć był poranek była już pełna ludzi. Burzliwie dyskutowali przy stołach. Było to głownie rycerstwo i ludzie, którzy byli jednymi z najbogatszych w mieście. Piwo było chyba tutaj bardzo dobre, bo każdy z gości pił je z dużych kufli. Zapach kurczaków, ziemiaków, bigosów i schabowych doprowadzał nozdrza, i żołądek maga do szału. Gospoda posiadała również bardzo dobrą obsługę. Dziewki służebne były niezwykłej urody, zapewne po to by umilać oczy dyskutująch panów. Było ich również wiele, tak by żaden z gości nie czekał zbyt długo. W sali można było również zauważyć strażników, którzy mieli pilnować porzadku. Niestety zamiast tego pili piwo. Spostrzegawczy mag domyślił się, że strażnicy będą pić do wieczora, po to by później wylądować gdzieś w rynsztoku.
Za ladą jak zwykle - stał gruby, uśmiechnięty i łysy karczmarz. Taki stereotyp. Najwyraźniej się sprawdzał.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mag uśmiechnął się sam do siebie. Nawet najlepsza karczma w mieście nie odstaje od standardów. Postanowił nie pić z rana, zamówić tylko sycący posiłek. Ostatnio bywał w mniej stereotypowych karczmach, toteż miło mu było powrócić do starej odmiany karczmarza w postaci łysego wesołka. Podszedł do owego pana i zapytał: "Mój nocleg został opłacony przez niejakiego Terila Morlena. Chciałbym dowiedzieć się, czy ów pan opłacił moje dzisiejsze śniadanie, czy będę musiał nasycic się za własne złoto? Również chciałbym dowiedzieć się, co dziś polecacie z rana".
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Karczmarz uśmiechnął się szeroko od ucha do ucha. Jego uśmiech wyglądał jak rogalik, albo jak księżyc. Jak kto woli.
- Ahh... - zaczął pełnym emocji głosem. - Tak tak pan Morlen opłacił wszystko. Był dozgonnie panu wdzięczny. Cóż ja mogę polecić? Wszystko! Niech pan tylko wczuje się w ten zapach.
Zapach rzeczywiście był kuszący. Wydawał się wręcz magiczny. Cała karczma miała dziwną atmosferę. Zapach potraw, dobre piwo, dziewczyny, to była rzeczywiście porządna gospoda. Z prawdziwego zdarzenia.
Tym bardziej, że właśnie do izby wszedł bard i zaczął grać jakąś cichą nastrojową piosenkę.
- Szczególnie mogę panu polecić duużego i soczystego schabowego! - mówił głosem pełnym emocji. Karczmarz był wyraźnie dumny z potraw. - Ziemniaczki i młoda kapustka będą doskonałe by go uzupełnić. W dodatku dobre wino, albo świeże mleko. Do wyboru do koloru! Taki posiłek powinen nasycić pana energią na cały dzień!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Ma pan całkowitą rację. Poproszę zatem to, co pan poleca, a do picia niech będzie świeże mleko" odparł z mniejszym entuzjazmem Mag, jednak radość powoli zaczęła go rozpierać. Nareszcie porządnie coś zje, nie musząc wcinać żadnych korzonków roślin. W oczekiwaniu na potrawę rozejrzał się, czy są wolne stoliki. Wsłuchiwał się również w piosenkę ministrela, dawno nie słyszał żadnych melodii, będzie to kolejna miła odmiana w jego życiu, które ostatnio przechodzi znaczne przewroty.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Izba była duża i miała wiele stolików i miejsc. Gospoda choć była prawie pełna, to mag znalazł sobie miejsce. Usiadł przy stoliku czekając na posiłek.
Nie czekał długo
Juz po trzech minutach przyszła dziewka służebna, zgrabna i powabna jak reszta obsługi. Mag zauważył, że karczma nasyca prawie wszystkie zmysły człowieka. Smak, wzrok, zapach i słuch. Bard grał delikatnie i bardzo przyjemnie wpływał na uszy.
Przed nosem maga znalazł się posiłek.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mag cieszył się ze swego luksusu. Spojrzał na swój posiłek i zabrał się za jedzenie. Kosztował powoli, nie spiesząc się, aby przypadkiem się nie zadławić, ani nie pokaleczyć sobie rąk sztućcami. Nie narażał się na niebezpieczeństwo które niewątpliwie przy jedzeniu występowało, przez cały czas trzymał pod ręką szklankę mleka, aby w razie czego mógł popić jadło. Rozejrzał się jeszcze raz po gościach, być może znajdzie kogoś o uzdolnieniach magicznych, który zna trochę ten świat i mógłby służyć mu radą. W najbliższym czasie miał zamiar zostać nekromantą, lecz o swoich planach jeszcze nikomu nie mówił.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Mimo, że mag bardzo starał się i jadł ostrożnie, to wktórce gdy poczuł smak potraw, jego żołądek zatrząsł się, a podniebienie poczuło ogromną rozkosz. Talethowi wydawało się, że jeszcze nigdy nie jadł tak smakowitego posiłku. Zapewne dlatego, że mag dawno nie jadł dobrze, a samo jedzenie było rzeczywiście dobre. Niestety rozpływając się tak w smakach kapustki i dobrego mięsa przez przypadek, poprostu ugryzł się w język. Krew trysnęła z jego języka i wywołała u niego potworny ból, aż miał ochotę ryknąc na calą izbę. Ból był niczym mocne uderzenie w jądra. Szybko jednak zaczął się uspokajać, a mag wiedział już, że przez długi czas nie będzie mógł jeść niczego gorącego, bo inaczej będzie cierpiał.
W izbie znajdowało się tylko dwóch mędrców, którzy siedzieli przy jednym stoliku i toczyło jakąś dyskusje. Wyglądali oni na jakiś magów. Być może na sali był jeszcze jakiś mag, ale nie odróżniał się wyglądem.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Mag zaklął sam do siebie, bo w tej karczmie nie wypadało raczej kląć na głos. Ze względu na znaczne pogorszenie humoru Herosa nie podszedł on, aby porozmawiać z kimkolwiek w tawernie, tylko szybko łyknął mleka, aby złagodzić ból języka. Coś czuł, że jeszcze wiele przygód go czeka dzisiejszego dnia. Taleth dokończył jedzenie i podszedł do lady barmana, aby oddać talerz. Zapytał przy okazji: "Mógłbyś mi może powiedzieć, co działo się tu ciekawego ostatnimi dniami? Tak się składa, że nie jestem na czasie z nowościami". Nie rozwodził się za bardzo aby nie przemęczać swojego języka.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Taleth musiał trochę poczekać, nim mógł porozmawiać z karczmarzem, ponieważ przed nim jakiś rycerz coś zamawiał.
- W mieście? W sumie nic... chociaż ostatnio w mieście dzieją się różne dziwne zdarzenia. Wszystko zapewne z winy tego całego krasnoluda Torgina. Za jego głowę wyznaczyli sporą sumkę. Podobno chodzi, wałęsa się po mieście, prostytutki morduje, karczmy demoluje, ludzi morduje i nikt do tej pory nie może pozbawić tego jego łba, bo teraz gdzieś zniknął. Najprawdopodobniej uciekł z miasta. Ot, kolejny zwykły hultaj, burak jeden co burzy porządek w mieście.- teraz mówił trochę spokojniej, niż podczas pierwszej rozmowy. - A takto, to wśród porządnych ludzi nie dzieje się nic ciekawego. Choć tak duże miasto jak Esendia, zapewne kryje w sobie wiele spraw...
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
- Torgin był tutaj? - zdziwił się Mag. Sprawa zaczęła go mocno ciekawić. Być może wypyta tutaj kogoś innego o tego krasnoluda, kogoś, kto jest bardziej elokwentny. Taleth podziękował za dane mu informacje i powolnym krokiem udał się ku wyjściu z pomieszczenia. Łyk świeżego powietrza na pewno mu nie zaszkodzi...
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Taleth po chwili znalazł się na zewnątrz i promienie słońca oświetliły jego twarz. Od razu zdał sobie sprawę, że szykuje się bardzo gorący dzień. Powietrze było trochę duszne od parującej ziemi. Przydałaby się jakaś burza z deszczem.
Mag znalazł się na głównym placu, który widział przez okno swojego pokoju. Było tutaj mnóstwo ludzi, przychodzili tu poplotkować, albo pohandlować.
Młody chłopak, który rozgłaszał jakieś wieści rozgłaszał je dalej. Niestety skończyły mu się gazety.
- Słuchajcie słuchajcie! Nareszcie dość problemów z Roeen! Król podpisał porozumienie z panującym tam Uderngothem, którego król mianował hrabią i ogłosił jego zwierzchnikiem w tamtej prowincji! Razem mają zaprowadzić porządek w tamtym regionie!
Młody człowiek ogłaszał, jakby kogoś to najwięcej obchodziło. Jednak jakoś musiał zarabiać pieniądze.
Nagle na środku placu rozgorzało jakieś zamieszanie. Coś tam się działo. Tłum masowo podąrzał na środek by gapić się na to zajście. Taleth przez tłum ludzi nie widział nic, a słyszał tylko głosy tłumu pełne niedowierzania. Gdyby podszedł bliżej z pewnością zobaczyłby całe zajście.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Taleth próbował przecisnąć się przez tłumy gapiów z nadzieją, iż zoabczy, co tam zaszło. Miał nadzieję, że to coś więcej, niż zwykła bójka. Co jak co, ale wtedy ludzie nie wydawaliby takich odgłosów. Kompletnie nie obchodziło go jakieś Rooen, a skoro dzieciakowi skończyły się gazety, to nie poświęcił mu nawet cienia uwagi. Wciskał się w tłum wcale nie licząc, że poczują do niego respekt i go przepuszczą.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Taleth przeciskał się przez tłum, który z niechęcią go przepuszczał. W końcu udało mu się dopchać tak by widzieć co się dzieje.
Tłum zebrał się w około dwóch mężczyzn, którzy wyglądali trochę dziwnie. Mieli bardzo ubogie szaty, a ich oczy wyglądały strasznie otępiało. Jeden z nich posiadał brodę długą, aż do samej ziemi. Był to zdecydowanie stary człowiek. Wspierał się na swoim kiju. Drugi był młody, ale miał te same opętańcze oczy. Z tłumu wystąpił jakiś ślepy mężczyzna.
- Bracia! - rzekł donośnie młody. - Oto my chcemy wskazać wam prawdę! Przysyła nas jedyny bóg, który szuka was zbłąkane owieczki! Jest on miłościwy i każdego z was, chce poprowadzić do zbawienia! Wysłuchajcie go i zobaczcie na swe oczy! Oto nasz bóg mowi przeze mnie i chce wam pokazać prawdę!
Ludzie patrzyli się na niego z niedowierzaniem i trochę jak na szaleńca.
- Oto pokaże wam, że bóg jest wszechpoteżny! Niewidoma owieczko! Podejdź tutaj. - rzekł młody i pomógł ślepcowi podejść do starego. Stary dotknął wtedy głowy ślepego i rzekł.
- Wstań i otwórz oczy!
Nagle na oczach tłumu niewidomy mężczyzna wstał i otworzył oczy. Niedawny ślepy zdziwionym wzorkiem popatrzył po tłumie, a potem na swego uzdrowiciela.
- Oto synu bóg otworzył ci oczy! Zostań teraz z nami i pójdź z nami i krocz ścieżką prawdy! - fanatycznie przemówił młody. Ślepy wciąż wstał i nie wiedział co się dzieje.
Tłum zakrzyknął z podziwu. Patrzył i niedowierzał temu, ale całe to widowisko zdecydowanie wpływało na ludzi.
Taleth wiedział jako mag, że ślepoty nie da się tak od razu uleczyć nawet bardzo silną magią. Potrzeba do tego wiele czasu pracy i rytuałów. Jeżeli zrobił go ten stary, musiał dysponować bardzo silną magią. Jeśli Taleth szukał niedawno potężnego maga, to mógł być nim właśnie ten człowiek. Chyba, że to wszystko to jedno wielkie kłamstwo.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Kto to jest? Szaleniec czy prorok? Jak on dysponuję taką silną magią?" pytał sam siebie Mag. Postanowił podejść do starca i zapytać go o parę spraw. Po chwili puknął się w głowę. Przecież ten "ślepy" wcale nie musiał naprawdę być niewidomy i wszystko to mogło okazać się oszustwem. Mimo tego, starzec go zaintrygował, toteż w miarę możliwości podszedł do niego i zapytał: "Kim jest twój bóg? Czyż nie słyszałeś, że bogowie odeszli już w niepamięć?"
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Mag jeszcze bardziej przecisnął się przez tłum i gdy zapadła cisza, zadał swoje pytanie.
Starzec milczał. Odpowiedzi udzielił młody.
- Fałszywi bogowie i bożkowie odeszli w niepamięć! To prawda, najprawdziwa, bo dlaczego mamy czcić figurki i pagórki! - rzekł. - Istnieje jednak jeden prawdziwy! Który stworzył to wszystko! Ktory włada niepodzielnie nad tymi wszystkimi górami, bożkami i nad wszystkim co znajduje się na tym świecie!
Młody zamilk po chwili i w fanatycznym geście wyciągnął rękę w stronę maga, jakby chciał go przeszyć jakąś energią. Po chwili westchnął głośno i znów zaczął wygłaszać fanatyczną mowę.
- Na dowód jego istnienia powiem ci magu! Wiem, że ciąża nad tobą wielkie problemy! I nawiedzają cię nocą koszmary!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Wielu może o tym wiedzieć, musisz mnie przekonać w inny sposób" powiedział oschle Mag. "Być może znasz sposób na pozbycie się tych koszmarów... chociaż mam inny pomysł" zamyślił się Taleth: "Czy będziesz w stanie uzdrowić osobę wybraną przeze mnie spośród tłumu?" zapytał i rozejrzał się po gapiach. Szukał ludzi, których los pokarał i było to widać poprzez odcięcie na przykąłd jednej z kończyn. "Tutaj nie dałoby się tak łatwo oszukać"myślał i uśmiechnął się sam do siebie Bohater.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Młody człowiek znów odetchnął głośno po czym znów rozpoczął fanatyczną mowę.
- Niedowiarku! Czy nie dość zobaczyłeś? Chcesz wystawiać go na próbę! Stwórca może wszystko! Uzdrowi was wszystkich jeśli udacie się z nami do świątyni, gdzie będziecie mogli poznać go lepiej! Jako poparcie dla tych słów, możesz magu wybrać dowolną osobę, a dar jaki zesłał pan na tego człowieka. - tutaj wskazał starca. - Pozwoli mu ujrzeć każdą chorobę, czy fizyczną, czy psychiczną i całkowicie ją zlikwidować!
Taleth rozglądał się długo. W końcu zauważył, że po placu chodził kulawy człowiek. Miał zabandażowane nogi i zledwością chodzil przy pomocy dwóch kul. Chciał przecisnąć się przez tłum, lecz w swojej chorobie, nie był w stanie tego zrobić. Oprócz tego magowi rzucił się w oczy człowiek, który miał całą siną rękę. Zapewne był chory, ale zniknął gdzieś w tłumie.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"Dobrze więc, zobaczymy, czy uda ci się wyleczyć tego oto człowieka" Bohater wskazał palcem na kulawego. Swoją drogą ciekaw był, że ci fanatycy są tak pewni siebie. Pomógł dojść biedakowi do starca o długiej brodzie i oddalił się na krok. Czekał na reakcję uzdrowiciela. Jeszcze raz dokładnie przyjrzał się mu. Nie wiedział jeszcze, czy może mu wierzyć, ale z pewnością zrobi to, jeśli kulawy zostanie uzdrowiony.
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Kulawy zaskoczony poszedł do starca prowadzony przez Taletha. Ten położył rękę na jego głowie, tak jak ostatnio na ślepcu. Tym razem trzymał ją jednak o wiele dłużej, po czym dotknął jego nóg kosturem.
- Odrzuć kule śmiertelniku! -rzekł głośno i bardzo powoli.
W tym samym momencie kulawy mężczyzna rzeczywiście puścił kulę i stał na własnych chwilach.
- Chodź! - dodał starzec, po czym niedawny kulawy zaczął chodzić. Początkowo powoli i lekko utykał, po chwili jednak rozchodził się i zaczął zaskoczony chodzić normalnie.
- Jestem zdrowy! Jestem zdrowy! - nagle zaczął krzyczeć, a z jego oczu pociekły łzy. - Ja chodze! Ja znów chodzę!
Odgłosy wielkiego zdumienia przeszły przez tłum.
- Widzieliście już dość! Teraz pójdźcie z nami do naszej świątyni! Tam nasz stwórca dotknie waszych serc i odrzucicie grzech w którym żyjecie, a wasze problemy znikną niczym krople rosy!
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"To jest nie do uwierzenia! Żaden zwykł człowiek nie może posiadać tkaich zdolności!" zdziwił się Bohater, jednak nie dzielił się tą informacją z innymi. Jedynie wytrzeszczył oczy na starca. Zaintrygowało go do tego stopnia, iż postanowił pójść do świątyni i sprawdzić, co tu się święci. Nadal nie mógł uwierzyć w to, co zauważył, a tym bardziej w kolejnego boga, który jest ponad wszystkich innych, i nie odszedł jak inni...
_________________ Nie wszyscy nekromanci są źli z natury.
Taleth
Starzec podniósł się i szedł razem z młodym fanatykiem. Opuścił oni krąg, w jakim byli otoczeni przez ludzi. Za nimi zaczął podążać mag, razem z wieloma ludźmi, którzy byli na placu. Połowa jednak postanowiła nie iść i została. Obok Taletha szedł niedawny kulawy, od którego możnabyło wyczuć ogromne szczęście.
Cały ten dziwny pochód szedł ulicami Esendi, masta świateł. Słońce zgodnie z przypuszczeniami maga, zaczeło strasznie piec.
Pochód opuścił dzielnicę, w której mieszkali zamożni ludzie, by nagle znaleźć się w o wiele biedniejszej dzielnicy. Nowy kult, najprawdopodobniej miał swą siedzibę gdzieś tutaj. Pochód szedł prawie w zupełnym milczeniu. Ludzie zupełnie nie wiedzieli co powiedzieć.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum