Wysłany: 2006-04-24, 18:15 Skażony Las (Kroniki Turgona - wprowadzenie)
Turgon był ukryty w koronach drzew wraz z trzema elfami z jego oddziału, którym teraz dowodził. Wypatrzył wroga. Czterech krasnoludów szło sobie spokojnie drogą przez las... przez teren elfów. Miał wyraźny rozkaz, że ma zabić wszystkich krasnoludów którzy przekroczą granicę w tym rejonie.
Turgon już od połowy roku służył w elfiej armii. Zaciągnął się w samej stolicy elfiego kraju. Dobrze posługiwał się łukiem, więc dość szybko awansował. Pod jego komendą mogło znajdować się, aż dziesięciu elfów, a rozkazy wydawał mu sam głownodowodzący elfiej armii Azalon, który odpowiadał już bezpośrednio przez królem. Teraz miał wyraźny rozkaz by pilnować granic na wschodzie z krasnoludami i wybić każdy patrol krasnoludów, który przekroczy granicę.
Ci czterej się odważyli i nie spodziewają się, że ktoś ich obserwuje.
Trzech kompanów Turgona czekało tylko na jego znak by strzelić.
Turgon zaczął przyglądać się trzem krasnoludom aby znaleźć jakiś słaby punkt w ich zbroi.Wyglądali na takich którzy na pewno nie poddadzą się jeśli się ich nie zmusi.Turgon szepnął do swoich ludzi:
"Poczekajcie aż podejdą na tyle blisko że nie zdążą zawrócić.Najpierw celujcie pomiędzy nich i każcie im się poddać. Jeśli będą chcieli stawiać opór trzech zastrzelcie i jednego zrańcie. Postawimy go przed dowódcą .Będzie musiał wyśpiewać wszystkie ich plany".
Po czym założył strzałe strzałę na cięciwe i wycelował w najbliższego krasnala.
Elfy posłuchały się Turgona i czekały cierpliwie. Krasnoludy nie były specjalnie uzbrojone. Dwuręczne topory, zbroje skórzane i hełmy na głowach. Zaczęli podchodzić coraz bliżej i już mijali drzewa na których znajdował się Turgon wraz z resztą elfów. Adrenalina zaczęła wzrastać. Teraz był ten moment.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon wycelował idealnie. Strzała przebiła jednego z czterech krasnoludów na wylot. Upadł on na ziemię. Ściskał pięści z bólu i nie był w stanie nic zrobic. Wokoło niego robiła się duża kałuża krwii. Darł się jak zarzynana świnia.
Ostrzegło to pozostałych trzech krasnoludów. Zaczęli uciekać w stronę drzew naprzeciwko. Chcięli się tam skryć. Jednak kompani Turgona również świetnie strzelali. Strzała sięgnęła kolejnego krasnoluda i wbiła się mu w łopatkę. Nie dość głęboko, ale krasnolud napewno czuł potworny ból. Biegł jednak dalej.
Dwóch innych kompanów Turgona niestety nie trafiło. Jedna przeleciała jednemu krasnoludowi tuż koło ucha, a druga wbiła się w drzewo.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon krzyknął do jednego ze swoich towarzyszy :"Zwiąż tego rannego krasnala w razie potrzeby zabij go" po czym zwrócił się do swoich towarzyszy:"Za mną ,strzały na cięciwe ,uważajcie mogli się schować."i pobiegł za uciekającymi krasnalami . Za ślad obrali plamy krwi jednego z uciekających krasnali.
Elfy zręcznie zbiegły z drzew. Turgon wraz z dwoma elfami ruszył naprzód.
Krasnolud widząc, że chcą go związać chciał walczyć. Wstał na chwile, lecz zaraz potem upadł i został związany. Potem elf pobiegł za resztą kompanii.
Turgon wraz z drużyną był napewno o wiele szybszy, lecz nagle zdali sobie sprawę, że wpadli w pułapkę. Zeszli z drzew i teraz krasnoludy mogli walczyć. Zza drzew wyszło trzech tych samych krasnoludów z toporami i ruszyli na elfy. Jeden z nich był ranny w rękę i ciężko mu było trzymać topór.
Turgon wiedział, że teraz może być ciężko.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon rzucił krótki rozkaz w jeżyku elfów do swoich towarzyszy:"strzały na łuki celować w szyje.Czekajcie na rozkaz."po czym powiedział do krasnali :"Kim jesteście i po co tu przybywacie."
- Milcz ścierwo! - krzyknął po czym podniósł topór w górę i ruszył na Turgona.
Pozostali również ruszyli, ale na innych elfów.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon widząc że jemu i jego towarzyszom grozi niebezpieczeństwo krzyknął:"Ognia" a następnie w języku elfów"po strzale wycofajcie się i na bezpiecznej odległosći od nich wejdźcie na drzewo".
Głos Turgona został słumiony przez walkę. Krasnolud zamachnął się na Turgona, który błyskawicznie uniknął ciosu. Krasnolud trafił w drzewo, a jego topór wbił się w nie.
Pozostali również nie trafili, choć jeden z kompanów Turgona został trochę zadrapany ostrzem.
Po uniknięciu ciosu Turgon wystrzelił w krasnoluda (bo wcześniej nie zdąrzył), który próbował wyciągnąć swój topór z drzewa. Ponownie idealnie trafia krasnoluda, mocno niedaleko serca. (Dwa razy pod rząd miałeś krytyka, na początku i teraz o_O, a krasnolud zadał ci krytyczne pudło jesteś niezły farciarz ). Krasnolud zacharczał i wypluł krew. Strzałe miał wbitą bardzo głęboko, ale nie zamierzał się poddawać. Dalej siłował się z toporem.
Elf, który nie został trafiony wycelował w krasnoluda rannego w ramie i niestety nie trafił. Pozostałym nie udało się wystrzelić, bo byli zajęci unikaniem ciosów. Powoli wszyscy szli do tyłu, ale wycofywanie było wolne, a wchodzenie na drzewo mogłoby być niebezpieczne.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon wydał rozkaz do swoich towarzyszy w języku elfów:"Wyjąć miecze , czekać na okazję a wtedy ciąć ich.Najlepiej wbijajcie miecze w okolice serca ."Następnie Turgon założył kolejną sztrzałę na łuk i wycelował w krasnala który jak opętany próbował wyjąć topór z drzewa i nie namyślając się długo strzelił.
Strzała trafiła krasnoluda w płuca. Krasnolud zaczął kasłać krwią, a krew tryskała z niego na wszystkie strony. Wściekły nie zamierzał sie poddać. Biegł na Turgona w szale i najwyraźniej chciał go poprostu pobić.
Dwaj krasnoludy ponownie ruszyli do ataku na elfy, lecz znów żadnemu z nie udało się trafić. Elfy natomiast szybko dobyli krótkich mieczy i próbowali skontratakować. Obaj również cieli tylko powietrze, a jeden nawet stracił równowagę i prawie się przewrócił. Zbyt mocno wyprowadził cios.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon widząc oszalałego przeciwnika uskoczył w bok i naciągnął nową strzałe na cięciwe bynajmniej nie zamierzał zostac pobity.Odczekał chwilę i puścił strzałę w twarz krasnala.
Turgon strzela, lecz z wrażenia zamiast w krasnoluda, trafia w ziemię. Z ledwością unika pięści krasnoluda.
Elf z tyłu również nie trafia swoją strzałą.
Również walka dwóch elfów z dwoma krasnoludami można powiedzieć stoi w miejscu. Nikt nikogo nie trafia.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
"zabij go " krzyknął Turgon do elfa który mu pomagał."Ja pomogę pozostałym".Po czym Turgon przygotował kolejną strzałę i wymierzył w jednego z dwóch walczących z elfami krasnali.
Krasnolud znów rzucił się na Turgona, lecz nie trafił. Wtedy strzała od elfa z tyłu trafiła go w rękę. Strzał był bardzo słaby, ale to wystarczyło. Krasnolud był już cały zakrwawiony i zmęczony. Upadł i zaciskał zęby z bólu. Próbował jednak jeszcze wstać.
Turgon natomiast zamiast jakiegoś krasnoluda, trafia w drzewo.
Żadnemu krasnoludowi nie udało się trafić elfa. Na ich nieszczęście, jeden z elfów zatapia swój miecz pod sercem krasnoluda. Krew bryzgnęła, a krasnolud zaczął krzyczeć i zataczać się.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon krzyknął do elfa któy mu pomógł:"Zwiąż tego krasnala.Gdyby próbował się bronić ogłusz go a w najgorszym przypadku dobij".Następnie Turgon założył kolejną strzałę na cięciwe i wycelował w krasnala który jak do tej pory nie odniósł żadnych poważniejszych obrażeń.Tym razem Turgon celował w korpus .Chwilę później dało się słyszeć świst strzały kiedy Turgon wypuścił ją w krasnala.
Ostatnio zmieniony przez Turgon 2006-04-30, 10:40, w całości zmieniany 1 raz
Elf niestety nie posiadał drugiej liny. Zamiast tego wycelował w krasnoluda, któremu wbito miecz pod serce. Strzała trafiła w brzuch. Krasnolud wydał z siebie krótki okrzyk i upadł na kolano. To wystarczyło drugiemu elfowi. Wbił mu miecz w głowę.
Turgon swoją strzałą również trafia w innego krasnoluda. Trafiła ona w prawy bok krasnoluda i choć rana nie była głęboka to spowodowała duże krwawienie. Elf walczący z nim próbował go ciąć, ale krasnolud uniknął ciosu. Sam próbował skontrować, lecz również nie trafił.
Krasnolud, który niedawno walczył na pięści krwawił jak świnia. Można nawet powiedzieć, że on już poprostu konał. Nie wydawał z siebie dźwięków, tylko się trząsł.
"Poddaj się krasnoludzie twoja walka jest bezcelowa "powiedział Turgon po czym przygotował łuk do strzału "Jeśli nie złożysz broni będziemy zmuszeni cię zabić".Turgon naciągnął cięciwe i wymierzył w korpus krasnala jednak czekał co on zrobi.
Krasnolud nie zamierzał się poddać. Wielką ujmą na honorze krasnoluda jest trafienie w ręce elfów. Wolał umrzeć. Zakakując Turgona i reszte elfów rzucił się naprzód z uniesionym toporem na najbliższego elfa i tnie go przez bok. Z elfa bryzga krew i elf upada. Szybko robi się wokół niego kałuża krwii, a on krzyczy z bólu.
Zaraz potem Turgon strzela. Strzała wbija się głęboko w udo krasnoluda, ale krasnolud nie zwraca na nią uwagi w szale.
Zaraz dobiega do krasnoluda drugi elf z mieczem. Próbuje poderżnąć przeciwnikowi gardło, lecz miał pecha. Za bardzo się zamachnął i miecz wyleciał mu z ręki.
Elf stojący z tylu strzela, lecz strzała nie trafia.
Krasnolud, który leżał na ziemi skonał. Wykrwawił się.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Turgon powiedział do krasnoluda"Zapłacisz mi za to"po czym poniósł miecz upuszczony przez rannego elfa i skoczył ku krasnoludowi z okrzykiem "Za króla!!!!!"
Turgon rusza na krasnoluda, lecz zwinny choć ranny krasnolud, zdołał uniknąć ciosu. Uśmiechnął się sadystycznie i próbował odciąć Turgonowi głowę, lecz Turgon z łatwością uniknął ciosu.
Ranny elf mocno krwawi i drży, a drugi elf pozbawiony miecza sięgnął poprostu po jakiś kamień z ziemi.
Elf stojący z tyłu wypuścił strzałę, ale o minimetr minęła krasnoluda.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Tugron zręcznie wbija swój miecz w krasnoluda, który nie był w stanie uniknąć kolejnego ciosu. Miecz zatopił się głęboko w serce, krew bryzgała na wszystkie strony i dostała się nawet do oczu Turgona, przez co nic nie widział. Krasnolud wydał z siebie długi, przeciągły krzyk, po czym natychmiastowo padł jak bela i już więcej się nie poruszył.
Również kompan Turgona, który niedawno padł przestał się ruszać. Sam Turgon za to zdał sobie sprawę, że jest strasznie zmęczony i ledwo stał na nogach.
- Myślę, że trzeba go pochować... - powiedział elf o imieniu Adris wskazując na wykrwawione ciało elfa.
_________________ "Hej mała! Mam coś długiego, sztywnego, twardego, sięgającego do ziemi, co możesz se dotknąc i popieścić... No nie rumień się tak! Mówiłem rzecz jasna o moim toporze!"
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum