Epoka 2
Południe Kreacji
Przytoczona tu praca zbiorowa nieznanego autorstwa, spisana została w języku staroelfickim i znaleziona przez krasnoludzkie klany z Gór Środka Świata w ruinach nieznanego, podziemnego miasta. Zbierała ponoć wiadomości zarówno z dzieł Lurtiańskich jak i ze źródeł, o których nikt nie powinien jawnie wspominać.
Po zakończeniu Drugiej Wojny, chaos i istoty mroku zapanowały nad planem materialnym. Wieczna pycha, dążenie do władzy, potęgi i mocy, tak naturalne dla istot z Otchłani nie pozwoliły jednak światu na odpoczynek. Przez wiele lat, być może wieków czy nawet mileniów na powierzchni powtórnie stygnącej planety panował kompletny chaos, który choć wojną nazwać go nie można było, wiązał się z nieustannym bojem i walkami.
To właśnie podczas tego czasu chaosu, na jaw wyszły pewne aspekty rzeczywistości i powiązania planów, z których sprawę dotąd zdawać mógł sobie jedynie sam Eu.
Otwarcie Otchłani okazało się czasowe. Choć diabły, wspólnymi siłami zdołały złączyć oba plany, uwalniając czający się od mileniów mrok, połączenie to okazało się niestabilne. Prawa rządzące światem, przezwyciężyły moc nawet najpotężniejszych istot odcinając plan materialny od Otchłani na zawsze. Miało to jednak swoje plusy dla istot mroku, bytów astralnych i innych bytów, które swoim jestestwem powiązały się z Otchłanią i do niej należały.
Po zerwaniu połączenia bowiem, śmierć na planie materialnym przestała być finalna.
Pradawne, potężne istoty, nie posiadały bowiem duszy, w takiej formie jak obecnie żyjące rasy rozumne. Ich jestestwo, ich esencja życiowa, wzorzec ich bytu związany był z planem, który był dla nich prawowitym domem. Niebianie, diabły, demony, byty astralne, posiadały własne plany, własne części Otchłani bądź kompletnie od niej oderwane wymiary. Jeśli osoba takiej istoty, znalazła się poza zespolonym z jej wzorcem planem, śmierć jedynie odsyłała ją z powrotem 'do domu', niczym licza do swego filakterium. Jeśli jednak istota ta została zabita na swym planie, także jej wzorzec ulegał zniszczeniu.
Podczas otwarcia Otchłani, jak i Pierwszej Wojny, gdy plany jeszcze były złączone, każda śmierć była finalna. Każda wiązała się ze zniszczeniem wzorca danej istoty, można by rzec, że ze zniszczeniem jej duszy.
Gdy prawa świata ponownie odcięły plan materialny od Otchłani, świat powoli zaczął oczyszczać się z chaosu. Każda zabita istota, powracała bowiem do zamkniętego planu dla niej przynależnego.
Fakt ten zaczęły wykorzystywać niektóre jednostki, potężne istoty, które rosnąc w siłę i moc, zaczęły wzrastać do rangi bogów. Zaczęły przejmować władzę nad materialnym planem, budując ład pośród chaosu. Ambicja i potęga zebrana w wielu różnych jednostkach rzadko kiedy idzie jednak w parze z ładem i spokojem.
Nastało nieuniknione. Wybuchła Trzecia Globalna Wojna, w której tysiące bogów zaczęło boje o wpływy i władzę nad materialnym planem, który jako jedyny umożliwiał prawdziwą kreację. Większość z potężnych bytów, zdając sobie sprawę z nowo odkrytej natury świata, zdołała wyrwać swój wzorzec z matczynego dla siebie planu i związać go z nowym, wykreowanym w zupełności przez siebie. Ów sprytny manewr, miał zapewnić im powrót do walki nawet w przypadku śmierci na planie materialnym.
Zawiść i chęć eliminacji konkurencji, zagnała jednak bogów również na plany wykreowane przez ich przeciwników. Tak to bogowie ginęli jeden po drugim, zabijani w ich własnych planach.
Wielu jednak po przegraniu walk na planie materialnym, uciekło do swych wymiarów, gdzie przed długie wieki i milenia pozostali przy życiu. Czy inni bogowie nie mogli ich znaleźć, czy też po prostu nie zaprzątali sobie nimi głowy, trudno stwierdzić. Owa udana ucieczka miała jednak znaczący wpływ na dalsze losy świata.
Wojna zakończyła się dopiero, gdy na powierzchni planety, pozostała jedynie garstka najpotężniejszych z bogów o wspólnej wizji oraz liczne byty i istoty, które podzielały ową wizję, służyły im, bądź w wojnie pozostały kompletnie obojętne.
Owa garstka najpotężniejszych, w dzisiejszych czasach znana jest jako Starzy Bogowie. To oni bowiem wykreowali świat w takiej formie, jaką dziś można ujrzeć na własne oczy.
Większość z nich po wojnie, bądź nawet przed nią, powiązana była z pewnym konkretnym wzorcem, który definiował ich jestestwo. Przykładowo z wodą, ogniem, ciemnością, chaosem, światłem, danymi elementami fauny i flory, które zaistniały, bądź zaistnieć dopiero miały. Być może to właśnie stanowiło o ich sile i pozwoliło zwycięsko przetrwać wojnę.
Już po jej zakończeniu, planeta zmieniła się nieco, nawet bez udziału mocy kreatorskich zwycięskich bogów. W wyniku spierających się wielkich mocy, przelewanych litrów życiodajnej krwi i wszechobecnego ujarzmiania chaosu, jałowa skała, która zdążyła już ostygnąć po Wojnie Drugiej, zaczęła sama z siebie wytwarzać życie. Pojawiły się oceany, rzeki, jeziora, zmiany klimatyczne i atmosferyczne, pierwsze rośliny i małe żyjątka, które w przeciągu następnych wieków i mileniów miały przybrać nową, ukształtowaną przez samozwańczych kreatorów formę.
Bóg zwany Ulisso znajdując swe miejsce pośród wód świata, zaczął kreować ich odmęty jak i zachowania wedle swego zamysłu i potrzeb, które nadane zostały jego wzorcowi już od początków jestestwa. Eleyna, która związała się z panem wód, wniknęła między florę i faunę świata, kreując i czuwając nad ich ewolucją.
Brat Ulisso, Therramer skupił się na dalszym kształtowaniu samej istoty planety. Skały, magmy, wulkany, wszystko to było jego warsztatem. Zdarzyło mu się wybijać potężny wulkan z dna oceanu, by z jego pomocą tworzyć i szlifować nową wyspę.
To właśnie z jego pomocą, Lunn, zdołała wyrwać z planety ogromny fragment, który wynieśli i razem ukształtowali na niebiosach. Tak powstał księżyc, który po dziś dzień krąży leniwie wokół planety, czyniąc noc jaśniejszą i piękniejszą.
Nikt nie wie gdzie znajduje się krater, którym ta para bóstw oszpeciła planetę, przesłanki głoszą jednak, iż znajduje się gdzieś w głębinach Wszechmorza, domem zaś jest najstraszliwszym morskim potworom, które pamiętają jeszcze czasy legendarnej Wojny Płaczu.
Wielu było bogów jak i potężnych istot, które miały większe, bądź mniejsze role w kreacji planety. Zadziwiającym było jednak, jak istoty, które wykreowane bądź wychowane pośród otchłani, wśród mroku i chaosu, zdołały utworzyć coś tak wspaniałego. Co więcej, zdołały przeżyć całe milenia w spokoju, niemal sielance. Łączyły się w pary i z miłością płodziły potomstwo. Coś, co pośród Otchłani, wiecznego boju, zarzynania własnych dzieci, rodziców i rodzeństwa było nie do pomyślenia.
Nie wszyscy jednak bogowie, podzielali poglądy i wizje głównych kreatorów. Niektórzy powracający po długich wiekach z Ucieczki, nabrali pewności siebie. Wśród nich znaleźć można było siódemkę demonicznych bóstw jak i wiele pomniejszych bądź większych potęg. Powracali, przyglądając się nieraz z podziwem, czasem z zazdrością, częściej z nienawiścią na powoli kreowane dzieło. Minęło jednakże jeszcze wiele czasu, nim ich obecność dała o sobie znać w większy sposób. Z początku jedynie obserwowali, knując własne plany.
Z czasem, jeden z bogów z początku mało znaczący, zaczął rosnąć w moc i nabierać znaczenia pośród panteonu.
Imię jego brzmiało Lurt. Przez długie milenia obserwował działania pozostałych, czasem pomagając przy kreacji, czasem wyrażając własne poglądy, ogólnie trzymając się jednak na uboczu. Wiedział dobrze, iż jego rola w kreacji kiedyś nadejdzie, nie wiedział jednak w jakim aspekcie będzie mógł zabłysnąć. Rósł zatem w siłę, eksperymentował, wchodził mocami kreatorskimi w różne, dotychczas niezbadane dziedziny. Tworzenie istot, nawet rozumnych było dotychczas znane. Bogowie czasem w przypływie mocy kreatorskich i inspiracji czynili sobie pomocników, istoty im podobne, których wzorce związane były z wzorcem samych bogów, w ich własnym planie. Istoty te były niezależne, posiadały wolną wolę, brakowało im jednak czegoś, czego Lurt nie potrafił wytłumaczyć.
Moc Lurta wzrastała, wzbudzając czasem niepokój innych bogów. Nikt bowiem nie wiedział, na co ów byt zamierza ją spożytkować. Tak jak i nie wiedział tego sam Lurt.
Na wszystko jednak, niczym za sprawą pierwotnego zamysłu Eu, miała przyjść pora.
Pewnego poranka, w przypływie mocy kreatorskich i inspiracji, przysiadł Lurt na zboczu gór, spoglądając na wspaniałą dolinę zasiedloną kwiatami i roślinnością Eleyny, przecinaną wodami rzeki Ulissa. Spoglądał na ptactwo Aviusa uganiające się za owadzimi dziećmi Skorga. Wtedy zdał sobie sprawę czego brakuje na tym, wydawać by się mogło idealnym świecie. Brakowało tu kogoś, kto mógłby owe wspaniałe dzieło podziwiać. Wszystko to wydawało się, niczym przygotowane pod kogoś. Pod istoty inne niż te, które przyczyniły się do procesu kreacji. Pod istoty, które miast czerpać dumę z tego dzieła, podziwiałyby je jako coś, co zostało przygotowane specjalnie dla nich przez byty wyższe, byty które należało czcić i wychwalać.
Wtedy to Lurt stworzył pierwszą z rozumnych ras. Nie jednostkowe sługi i samotnicze byty, a rasę. Zaczątek cywilizacji. Lurtian.
Istoty te piękniejsze były od elfów, mądrzejsze od serpensów, zaś w magii i mocy wykraczały znacznie poza zdolności jakiejkolwiek z cywilizacji występujących po nich. Byli to pierwsi i prawowici mieszkańcy planu materialnego. Pierwsze istoty, posiadające duszę.
To właśnie dusza była najdziwniejszym z aspektów dzieci Lurta. Nie była powiązana z jego własnym planem, z jego własnym wzorcem. Była wolna. Wzorzec każdego z Lurtian nie był powiązany z planem, był związany tylko i wyłącznie z duszą.
Plan materialny nie był w stanie utrzymywać w sobie duszy i odtwarzać dla niej materii. Tym różnił się od wszystkich pozostałych. Tylko w nim istniała prawdziwa materia, którą można było kształtować i która po kreacji pozostawała w stabilnej formie. Dlatego też dusza martwych Lurtian nie mogła pozostać na ich matczynym planie. Ulecieć mogła jednak do dowolnego planu, gdzie została przyjęta.
Świat poznał nowy, dotąd niepoznany aspekt swej natury. Moc płynącą z czci istot słabszych. Moc płynącą z modłów, z czci i ofiar, które istoty z duszą, składały danemu bogowi. W zamian, bóg ten, mógł zapewnić duszy miejsce w swoim planie, w swoim królestwie.
Nawet dusze istot, które nie były goszczone w żadnym planie, nie zasłużyły na miejsce u żadnego z bogów, miały gdzie ulecieć. Był bowiem plan, który nie należał do nikogo. Otchłań. Tam jednak nikt świadomie trafić by nie chciał.
Dodatkowym atutem wolnej duszy był fakt, że powtórna śmierć, w planie do którego została dopuszczona, nie wiązała się ze śmiercią finalną, a jedynie z odbudową astralnego ciała na nowo w tym samym planie. Z początku zdawało się, że dzieci Lurta pod pewnym względem przerosły wszystkie inne istoty, nawet pierwsze byty światłości i mroku. Zdawało się, że dzięki wolnej duszy, zyskały prawdziwą nieśmiertelność.
Z czasem jednak, pewien demoniczny bóg odkrył, iż dusze da się zniszczyć i wykorzystać, wymierzając największego policzka kreacji Lurta.
Stworzenie pierwszych Lurtian zakończyło Drugą Epokę w Drugiej Erze świata. Zapoczątkowało też nową Epokę - Zmierzch Starego Świata.