TaL
Tales and Legends
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Statystyki
Rejestracja
Zaloguj
Talkulator
Talkomiks
Facebook
Polecamy
Toplisty
TaL Strona Główna
»
Sesje
»
Wyspy Zachodzącego Słońca
»
Druga szansa - Akt I
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Ikony Emocji
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="ZombieMuffin"]7 junos 1515 roku Słonecznie Cokolwiek jest na tym przeklętym statku który za nami płynął chyba przyjęło deklarację kapitana o oddaniu artefaktu bo po tych kilku dniach mgły zrobiło się słonecznie. Stan Ghassana jest tragiczny, jakby jego ciało naraz doświadczało wszystkich urazów i chorób które normalnie by przeszedł gdyby nie ten układ z tajemniczymi siłami. Rano gdy weszłam do jego kajuty cały pokój pachniał potem, krwią i śmiercią, coś co nie jest mi obce gdy jeszcze jako młoda dziewczyna dopiero co przybyłam na Wyspy Wschodzącego Słońca i musiałam spać w slumsach. Słyszałam jak targany gorączką przez sen wydawał rozkazy jakby jego świadomość odtwarzała jedną z jego wielu bitw, być może tą w której omal nie umarł? Rubin w pierścieniu zdawał się świecić bardziej niż zwykle, jakby ten Ifryt cały chciał mnie do siebie przyzwać, nie docenia mojego przywiązania do Ghassana i siły składanej przeze mnie obietnicy. Postanowiłam z Handamem zmieniać się wartami przy kapitanie, nie wybaczyłabym sobie gdyby odszedł sam, nie po wszystkim co dla mnie a w zasadzie dla nas wszystkich zrobił. Rano poszłam też po śniadanie dla kapitana, stawiając kroki zastanawiałam się co powiedzieć gdy padnie pytanie o stan kapitana… nie mogłam powiedzieć całej prawdy. Kiedy Bompur i załoga zaczęli wypytywać miałam ochotę się popłakać ale nie jest to dane osobie na moim stanowisku, przekazałam im że stan kapitana jest ciężki i robię wszystko co w mojej mocy by mu pomóc ale też nie dawałam im sztucznej nadziei. Robiłam co mogłam by podnieść ich morale mówiąc o sile jaką mamy jako załoga, po ich minach widziałam że chyba to do nich dotarło, nawet jeśli sama nie mam sił nie pozwolę się im załamać. Poinformowałam też Lazarusa o tym by przygotował swoich ludzi na nieuniknione, jedyne co mnie zastanawia to jak beztroski mimo wszystkiego co się dzieje Zefir jest. Nie wiedziałam wtedy czy to jest jego sposób na odreagowanie stresu, czy coś planuje… nie miałam czasu by się nad tym zastanowić i był to znaczący błąd. Wieczorem kiedy po swojej zmianie wróciłam do kajuty kapitana ten wydawał się mocno przygnębiony. Szybko okazało się też dlaczego – ten idiota Zefir zaczął mówić Ghassanowi o tym że zapewne Druga Szansa zostanie rozwiązana! Ma szczęście że mam ważniejsze rzeczy teraz na głowie niż zajmowanie się jego dziecinnymi zagrywkami, uspokoiłam kapitana i obiecałam mu że nie ważne co nie dopuszczę do rozwiązania załogi i dalej będziemy pływać pod banderą Drugiej Szansy. To zdawało się uspokoić Ghrassana dopiero, widząc jego stan zdecydowałam że spędzę noc w kajucie kapitańskiej, odzwyczaiłam się częściowo od spania w takich warunkach ale chce być obok jeśli by mnie potrzebował. 8 junos 1515 roku Rano jeszcze przed dzwonem przebudziły mnie promienie słońca dając mi okazję na spokojniejszą rozmowę z Ghassanem który również nie spał. Okazuje się że to że traktowałam go jak ojciec nie było jednostronne, przyznał że gdybym była facetem usynowił by mnie jeszcze przed śmiercią ale niestety prawo nawet tu nie jest łaskawe dla kobiet. Zauważył ile czasu z krwawym elfem spędzam i stwierdził że z Dimitrim wyglądam jak para zakochanych, martwi się o mnie, chce żebym uważała na to co bogowie i inni ludzie mogą o tym związku powiedzieć. Rozmowa sama w sobie nie była łatwa bo przyznał mi też że na samym początku wziął mnie na pokład bo chciał w razie czego mieć kozła ofiarnego gdyby wyprawa się nie udała. Upewniłam go, że nie mam mu tego za złe w końcu ludzie się zmieniają i z czasem jak mnie poznał, zaczął uczyć to dostrzegł moją wartość. Wychodząc po śniadanie dla kapitana wpadłam na Lazarusa, który w przeciwieństwie do Zefira rozumiał chyba co mam na swoich barkach, starał się być na mnie miły.. niemal jak nie on, chociaż muszę przyznać że postawiło go to w zupełnie nowym świetle dla mnie. Wcześniej żartowaliśmy sobie dogryzając ale teraz na swój sposób chciał mi okazać wsparcie, co jest więcej niż to co zrobił Zefir. Idąc do jadalni zastałam płacząca Jasrę, początkowo nie do końca chciała powiedzieć co się stało wiedząc chyba jak zareaguję. Zefir poprzedniej nocy gdy czuwałam przy kapitanie wymusił słownie na niej zbliżenie… nie chciał słuchać że nie ma ona ochoty i cały czas nagabywał by to z nim zrobiła jakby to było jego pieprzone prawo. Mężczyźni tacy jak on mnie brzydzą, zbyt wielu takich w portach widziałam. Starając się opanować swoje emocje z wszystkim co się działo powiedziałam jej że tylko z nim porozmawiam, choć oczami wyobraźni najchętniej widziałbym go przechodzącego przez te same tortury co ja i Jasra kiedy jeszcze pracowałyśmy jako portowe dziewki. Ciekawe ile by ta jego ładna buźka wytrzymała zanim by posypał się psychicznie jeśli to co teraz się dzieje nie jest w stanie udźwignąć. Po tym jak uspokoiłam Jasrę i ją trochę podbudowałam zaniosłam posiłek dla kapitana i Lazarusa następnie chcąc porozmawiać z Zefirem znalazłam go. Tak jak podejrzewałam, uważał że to wina Jasry, nie jego i że „on nie wiedział bo ona nie odmówiła mu ostatecznie więc najwyraźniej tego chciała”. Starałam się mu to wytłumaczyć ale nie wiem czy do niego cokolwiek dotarło, jest taki sam jak wielu innych marynarzy w porcie. Uważa, że to że każda portowa dziewka pada mu do nóg to dlatego że jest boski a nie dlatego że tak została nauczona i musi to robić by przetrwać bo jedyną alternatywą jest bezceremonialna śmierć po której ciało wyrzuca się jak niewygodnego śmiecia do zatoki. Nie rozumie w ilu z nas którzy tak pracowali ten instynkt pozostał, bo to tylko dzięki niemu w chwilach gdy przykładano nam nóż do gardła i brano siłą bez zapłaty za usługę udało się przetrwać. Nie mówiłam nigdy o tym co przeszłam w porcie, nie chciałam nawet tego wspominać bo uważam to za przeszłość do której już nigdy nie wrócę. Jasra mnie rozumie bez słów, każdą obrzydliwą niewypowiedzianą prawdę takiego życia w porcie, o ile można było to nazwać życiem a nie czystym przetrwaniem. W przeciwieństwie jednak do mnie Jasra dalej żyje mentalnie w tym koszmarze, nie jest wolna od tego i starałam się to Zefirowi uświadomić, ale wątpię by do tego dzieciaka coś dotarło. Nie raz bliska byłam by przywalić mu w jego gębę, jednak przy wszystkim co się dzieje nie dość że nie miałam na to emocjonalnie już sił to powiedziałam Jasrze że skończy się to tylko na rozmowie. Dodatkowo nie chciałam wywoływać bójek przy tym w jakim stanie jest kapitan by jego ostatnie dni były pod znakiem sporów wśród oficerów, nie wpłynęło by to też dobrze na morale załogi które i tak są kruche teraz. Na mojej warcie też nie mogło być za spokojnie – w pewnym momencie Zefir wyleciał spod pokładu jak poparzony z podpalonym lekko płaszczem. Z tego co powiedział udało mi się wywnioskować to co już wcześniej podejrzewałam że Ifryt nie chce zostać pochowany z kapitanem i skoro ja nie zareagowałam na niego to postanowił na kogoś bardziej podatnego wpłynąć. Zdawał się być też zaskoczony tym że nie jestem przyjacielsko do niego nastawiona, skupiony na czubku swojego nosa nie widzi jak jego czyny mogą wpływać na innych. Nie mam czasu by teraz się nim przejmować, muszę upewnić się że morale załogi nie upadną, utrzymać kurs, zająć kapitanem, obmyślić które towary dokładnie możemy wymienić w osadzie do której wyznaczyłam kurs i przy tym wszystkim sama nie posypać się. Ciężko mi już ukryć zmartwienie ale przynajmniej na mojej warcie udało mi się trochę podnieść znów morale mimo tego co ma nastąpić z kapitanem. 9 junos 1515 roku Deszcz, mgła i ostry wiatr ( pismo chwiejne zaplamione łzami i atramentem) Ghassan nie żyje. Odszedł gdy byłam przy nim po mojej warcie poprzedniego dnia, widziałam jak życie umyka z jego płuc i choć chciałam krzyczeć rzucić się by go reanimować wiedziałam że to nic nie da… to było coś poza moją kontrolą i coś czego też on by nie chciał. Musiałam jednak jeszcze chwilę wytrzymać, musiałam poinformować załogę o tym bo Handam był zdruzgotany, tak jak i Lazarus zresztą a Zefir po wszystkim co ostatnio miało miejsce nie wiedziałam czy mogę mu zaufać z tym obowiązkiem. Mimo nie ludzkiego bólu po stracie osoby która była dla mnie jak ojciec starałam się zachować na tyle na ile mogłam spokój na twarzy, po przekazaniu informacji podkreśliłam że dalej stanowimy jedną załogę i powinniśmy o ta jedność szczególnie teraz dbać. Noc z 8 na 9 junos spędziłam w kajucie czuwając nad ciałem kapitana, odchodząc od niego jedynie na chwilę kiedy Lazarus ze swoimi ludźmi niechcący wpłynął na skały ocierając się o nie. Szybko zorganizowałam Gvarinów i N’jau do pomocy by zapanować nad sytuacją, na szczęście uszkodzenie było powierzchowne i woda nie przelewała się do środka. Nie zamierzałam nic mówić Lazarusowi, wody Esprgii są zdradliwe, do tego biorąc pod uwagę śmierć kapitana i stan emocjonalny załogi miał prawo do popełnienia takiego błędu. Po zorganizowaniu prac powróciłam do kajuty kapitana pozwalając sobie w końcu na to by zacząć płakać, nie byłam w stanie powstrzymać nagromadzonych emocji, łzy spadały po moich policzkach niczym niewielkie wodospady. Głowę zalały wszystkie wspomnienia, jak siedziałam z nim i piłam alkohol po naukach przyznając mu się do swojego poprzedniego życia. O tym jak jestem córką zamożnego kupca która zwiała sprzed ołtarza lądując na wyspach bez niczego, o tym jak mając jedynie koszule na plecach nie znając języka musiałam zacząć sobie radzić na wyspach. Opowiadał mi o swoich licznych przygodach, o poprzednim życiu które porzucił by zostać piratem. Nie zmienił swojego nastawienia kiedy powiedziałam mu o Vasco i o tym jak go zdradziłam bo nalegał na ślub, grzech który do dziś prześladuje moje sumienie. Kochałam go na swój sposób jednak wtedy z wszystkimi doświadczeniami jakie miałam nie widziałam innej drogi z tej sytuacji i Ghassan zdawał się to rozumieć nawet jeśli nie pochwalał. Te wszystkie rozmowy z nim pozostaną teraz już tylko wspomnieniem, które mam nadzieje nigdy nie zniknie. Od wielu elfów słyszałam że przez naszą długowieczność wiele wspomnień z czasem zaczyna zanikać albo zlewać się, mam nadzieję że uda mi się uniknąć tego losu. Rankiem nastąpiło całkowite załamanie pogody tak jakby sami bogowie płakali nad śmiercią Ghassana, ze względu na pogodę zakotwiczyliśmy a ja zajęłam się ciałem kapitana by przygotować go do tej ostatniej podróży która go czeka przed oblicze jego bogów. Nie było to łatwe zadanie, potrzebowałam pomocy N’jau by umyć ciało kapitana, rigor mortis utrudniał rozebranie go i umycie. Dźwięk który towarzyszy „łamaniu” stawów nigdy nie przestanie wzbudzać we mnie niepokoju, jednak w tym wypadku to uczucie zostało zastąpione smutkiem który ogarnął niemal całe moje ciało. Znak trójzębu zniknął z jego ciała zastąpiony przez liczne rany których nabawił się w trakcie swojego życia, każda blizna to była inna historia, inna bitwa i inne zwycięstwo. Formujące się plamy opadowe również stanowiły pewien problem, na szczęście jego odświętne odzienie skutecznie je zakrywało. Nie miałam sił płakać żegnając się z nim ten ostatni raz przed pogrzebem, wydawało mi się że wszystkie łzy wylałam w nocy, teraz zostały zastąpione zmęczeniem, smutkiem i pustką. Wiem też, że nie chciałby bym takiego go zapamiętała, Ghassan był mężczyzną czynów i wolałbym bym zapamiętała go jako swojego przybranego ojca a nie ciało odziane w kosztowności. Niespecjalnie miałam ochotę na jakiekolwiek towarzystwo, śniadanie postanowiłam zjeść w kajucie kapitańskiej, zdaje mi się że chyba ktoś z załogi mi je przyniósł nawet ale nie mam pewności już. W pewnym momencie do kajuty przyszedł Zefir, chciał porozmawiać nie chciałam tego robić przy ciele kapitana więc poszłam z nim do mojej kajuty. Łóżko było w takim samym nieładzie jak je zostawiłam po ostatniej nocy z Dimitrim, nie wiem czemu poczułam niezwykle silną potrzebę by po prostu przytulić się do niego starając się chociaż na chwilę zapomnieć o tym co się dzieje w rzeczywistości dookoła nas. Z rozmyślań wybił mnie Zefir mówiąc o plotkach na temat mnie i Vasco, powiedziałam mu częściową prawdę że był moim narzeczonym który został pojmany przez imperialnych, od słowa do słowa powiedziałam mu tez o tym że tak jak Jasra byłam portową dziewką. Wydał się tym niezwykle zaskoczony, biorąc pod uwagę moją wiedzę i znajomość języków myślał że uniknęłam takiego losu. To tylko mi pokazuje jak mało wbrew pozorom o prawdziwym świecie on wie, nawet gniew za jego ostatnie słowa zastąpiła pustka, może za wiele od niego wymagam. Cała ta rozmowa była dla mnie rozmyta gdzieś między myślami. Musiałam zastanowić się teraz co dalej z Drugą Szansą, jak wesprzeć Handama w roli kapitana, jak wesprzeć załogę w tym trudnym czasie i gdzie możemy zakotwiczyć by dokładnie obejrzeć uszkodzenia jakich dokonały skały. Nadal pozostawała kwestia wymiany towarów z osadą, co się mogło by dla nich nadawać, w tym wszystkim jeszcze przeplatała się moja własna żałoba na którą miałam czas zdaje się jedynie w głowie i sercu. Popołudniem kiedy ciało było już gotowe w pełni ( upewniłam się że obiecany tym tajemniczym siłom pierścień z Ifrytem dalej jest na palcu kapitana ) Handam poprowadził ceremonię pogrzebową głosząc piękną modlitwę do żywiołów by przyjęły Ghassana. Jego ciało zostało złożone w łodzi do której każdy dał coś od siebie zgodnie ze swoją wiarą – Imperialni złożyli monety na jego oczach prosząc swoich bogów by przewoźnik dusz przyjął tą zapłatę za przeprawienie duszy kapitana, Gvarinowie składali niewielkie kamienie z runami, niektóre udało mi się rozpoznać jako symbole ich duchów, Erxeńczycy złożyli niewielki obraz jednego z naszych patronów. Wszyscy coś złożyli, w tym też ja, choć nie było to nic fizycznego, wraz z falami które zmyły ciało kapitana przyjmując w swoje objęcia ja złożyłam część siebie - tą niewinną i dziecięcą część którą znał tylko on. Coś jeszcze stało się kiedy jego ciało zabrały fale – Ifryt zaklęty w pierścieniu rozbłysł krzycząc tak że usłyszeli to wszyscy na statku. Gvarinowie z N’jau na przedzie odczytali to jako oznakę że nawet Dżiny zapłakały nad śmiercią kapitana, ja jednak wiem że to duch ognia zaklęty w pierścieniu krzyczał zapewne spotykając się z tym z czymkolwiek kapitan zawarł układ. Wszystko to zmusza mnie do myślenia jak naprawdę potężni są bogowie i czy w ogóle zależy im na naszych życiach… jaki litościwy bóg pokarał by kogoś takiego jak Dimitri w tak okrutny sposób za grzechy przodków. Niedługo po pogrzebie odnalazłam Lazarusa, siedział całkowicie załamany, nie dziwię mu się też był zżyty z kapitanem choć ich historii dokładnie nie znam. Mimo wszystkiego co działo się w mojej głowie postarałam się jakoś go wesprzeć, zarówno w kwestii śmierci kapitana jak i wypadku ze skałami. Chciałam go uświadomić że mogło się to przytrafić każdemu, miał po prostu pecha że to spotkało jego, moje słowa chyba trochę go pokrzepiły a na pewno pozwoliły trochę pozbierać się do kupy. Wieczorem w końcu jeszcze miało czekać nas spotkanie z Handamem, chciał nam coś bardzo istotnego przekazać, za nic nie mogłam spodziewać się jednak tego co nam powie. Chce zrezygnować z funkcji kapitana i oddać ją komuś z nas w zamian za nasze udziały w wyprawie. Oferta jest bardzo szczodra, może zbyt szczodra ale nie mam sił się nad tym zastanawiać, szczególnie że nagle poza mną swoją kandydaturę zgłosił Zefir. W iście jego stylu jako swój jedyny atut dla którego nadaje się na kapitana powiedział że bo jest facetem a mnie jako kobiety nikt nie posłucha. Widać jak bardzo spostrzegawczy jest w tym co się dzieje na statku i jak wygląda jego świadomość o zarządzaniu jako kapitan statkiem. Mogłam się po nim tego spodziewać, jednak to co mnie zaskoczyło w całej tej rozmowie najbardziej to słowa Lazarusa, przyznał że po tej całej wpadce z skałami rozmyślał nad tym i doszedł do wniosku że nie nadaje się na kapitana. Nie powiem mocno mi zaimponował swoją postawą, pomyślał przede wszystkim o dobru załogi i statku a nie swojej ambicji, nie wielu było by do tego zdolnych. Przez te parę dni zaczynam dostrzegać, że Lazarus nie jest takim złym facetem jak z początku myślałam, jest owszem szorstki i gburowaty ale jeśli przymknie się na to oko to można z nim porozmawiać i ma sporo do wniesienia do rozmowy. Ostatecznie zaproponowałam najuczciwsze rozwiązanie – niech załoga wybierze między mną a Zefirem kapitana, pomysł się spodobał na szczęście wszystkim, do tego z Zefirem złożyliśmy przysięgę że nie ważne kto wygra druga strona będzie go wspierać dalej jako oficer. Jedyne czego się obawiam to, że Zefir będzie starał się jakimiś sztuczkami przekupić załogę na swoją stronę mimo mojej ciężkiej pracy, szczególnie że tego samego wieczora bez wiedzy mojej, Lazarusa czy Handama powiedział Bompurowi by wyciągnął alkohol by załoganci napili się na cześć zmarłego kapitana, całe szczęście że udało mu się nad tym zapanować, tego by mi jeszcze brakowało by ogarniać pijanych załogantów. Tej nocy Dimitri mi już towarzyszył w kajucie, opowiedziałam mu o wszystkim opierając głowę na jego ramieniu. Rozmowy z nim są takie łatwe, nie ocenia mnie, wspiera i wysłuchuje, nie chce tylko mojego ciała. Powiedziałam mu o rozmowie z Handamem i o tym że załoganci będą mieli wybrać nowego kapitana co zostanie ogłoszone za kilka dni, póki co wszyscy muszą przejść żałobę. Mało subtelnie zaproponował pozbycie się konkurenta po tym wszystkim co odwalał wcześniej ale powiedziałam że Zefir jest jaki jest ale jest częścią Drugiej Szansy i nie chcę by mu się coś stało tak na prawdę ( nawet jeśli mnie nie ludzko denerwuje). Do tego chcę by uczciwie został wybrany między nami ten tytuł, choć brakuje Zefirowi doświadczenia życiowego, wiedzy, ogłady i czasem pomyślunku to jednak jest butny i umie walczyć a to też jest ważna cecha u kapitana. Na razie postanowiłam pracować jak dalej, starając się jakoś poukładać myśli po stracie Ghassana i w sposób jaki jest mi dostępny przejść tą żałobę. Nie ważne co dotrzymam obietnicy złożonej Ghassanowi… 10 junos 1515 roku Sen obok Dimitriego pozwolił mi jakoś trochę odzyskać siły mentalne po wczorajszym dniu choć dalej śmieć Ghassana ciąży mi na sercu. Pomyślałam że może jeśli Handam się zgodzi mogłabym przeczytać dziennik kapitana ale odmówił mi twierdząc że dopiero od nowo wybranego kapitana będzie zależało kto będzie mógł go przeczytać. Częściowo rozumiem jego decyzję, chociaż liczyłam że może jeśli będę mogła się tym zająć zrozumiem więcej odnośnie tego co doprowadziło do tego że Ghassan był w takim stanie. Miałam niewielka nadzieję że może moja poprzednia rozmowa z Zefirem odnośnie Jasry cokolwiek mu uświadomiła ale nie mogłam się bardziej mylić. Z chyba już normalnym dla siebie brakiem taktu, rozmawiając z Jasrą nazwał jej przeszłość cyt. „barwną i burzliwą”. Nie mam sił ani słów na jego ignorancję w tym temacie już ale nie mogłam się chyba więcej spodziewać od kogoś kto jak skończył na Huryi po ucieczce z domu głównie zajmował się zabawą i byciem rzezimieszkiem. Nie zaznał trudów jak ja czy Jasra gdzie każdy niewłaściwy gest mógł szybko zakończyć nasze życie, szczególnie w moim przypadku gdzie nie miałam ochrony alfonsa. Pomyśleć, że kiedy znalazłam się na wyspach nie byłam więcej warta niż szczur w kanalizacji… bez języka, pieniędzy, znajomości, wszystko co zdobyłam to swoją ciężką pracą. Nadal pamiętam dni gdzie chodziłam głodna bo nie stać mnie było na jedzenie po tym jak jeden z marynarzy mnie wykorzystał a potem okradł. Nie zamierzam jednak płakać nad losem dziewczyny którą wtedy byłam, sama wybrałam tą drogę i nauczyła mnie ona wiele przydatnych umiejętności których nigdy nie zdobyłabym inaczej. Z resztą jeśli przetrwałam to piekło, to przetrwam już wszystko, Jasra też powinna tak na to patrzeć. Nasza przeszłość nie jest naszą słabością a siłą, nie jesteśmy wybrakowane w żaden sposób. Niestety ona potrzebuje czasu by to zrozumieć, w końcu powiadają że czas leczy rany.. a jeśli nie czas to ja zrobię co mogę by pomóc jej to zrozumieć. Poza tym dzień minął w miare spokojnie, wyznaczyłam dalej kurs – biorąc pod uwagę jak zdradzieckie są te wody dobicie do brzegu wcześniej niż w Moledo jest kiepskim pomysłem. Trzeba by zorganizować łodzie zwiadowcze nie mając pewności wcale że będzie jak się zatrzymać na kotwicy bez problemów. Jako że póki co oficjalnie też Handam sprawuje rolę kapitana w oczach wszystkich poinformowałam go o moich wcześniejszych ustaleniach z Ghassanem co do dziennych racji Bompura i N’jau. 11 junos 1515 roku Lekka mżawka i mgła ( najprawdopodobniej jutro będzie tak samo). Zaczęłam zastanawiać się ponownie nad kwestią Moledo i handlu z tą osadą. Z wiedzy jaką posiadam wioska jest raczej samowystarczalna ale tereny dookoła niej są bagniste co sprawia że drewno z którego wykonują narzędzia musi być często wymieniane dlatego dąb erxeński którego mamy całkiem sporo mógłby być w cenie. Próbować mogłabym też z materiałami do produkcji ubrań ale wątpię by bardziej zachęcił ich niż drewno które jest w stanie wytrwać z łatwością wilgotne bagniste warunki a do tego jest twardy. Ze względu na to że dalej nie wiemy dokładnie jak wyglądają z zewnątrz uszkodzenia statku ( Handam wykorzystał swoją wiedzę szkutniczą i stwierdził że z wewnątrz nie jest statek uszkodzony na szczęście), poprosiłam go by nauczył mnie wyliczać ile powinno na statek taki jak Druga Szansa wynosić zapotrzebowanie drewna na potencjalne naprawy. Nie wiadomo kiedy po jego odejściu uda nam się znaleźć szkutnika więc muszę zacząć uczyć się takich rzeczy na wszelki wypadek, szczególnie że wątpię by Zefir to umiał ale może się mylę. Muszę też z Bompurem omówić jakie ryby najlepiej będzie załatwić by długo wytrzymały i dało się z nich coś przygotować. 12 junos 1515 roku Wiele się działo tej nocy. Kiedy już z Dimitrim spoczęliśmy w łóżku usłyszałam walenie do drzwi swojej kajuty, okazało się że Lazarus dostrzegł gdzieś z kontynentu światło przebijające się przez mgłę . Był to wygląd nadzwyczaj dla mnie dziwny bo nigdzie na mapach ani z mojej wiedzy nie słyszałam by były tu jakiekolwiek latarnie, dodatkowo nie wydaje mi się by było to miasto. Słyszałam już kiedyś o tym że pozbawieni całkiem honoru rozbójnicy czasem rozpalają ogniska udając prowizoryczne latarnie by sprowadzić niczego nie świadome statki na skały w celu zrabowania ich. Szybko zarządziłam by rozstawić czujki by obserwowały okolicę gdyby co jakaś odważniejsza zgraja rozbójników chciała przeprowadzić na nas atak, dodatkowo realnym zagrożeniem mogły być też już wraki poprzednich nieszczęśników których ten los spotkał. Posłałam jednego z załogantów by obudził Handama, który potwierdził moje wcześniejsze słowa, widziałam jak patrzy wyczekująco co zrobimy w tej sytuacji. Po szybkiej analizie warunków, nastrojów załogi, oraz własnego rachunku z sumieniem stwierdziłam że nie można tego tak zostawić jednak, jesteśmy piratami ale nawet my mamy jakiś honor i nie możemy akceptować takich barbarzyńskich praktyk. Z punktu strategicznego warunki też bardzo nam sprzyjały – lekka mgła pozwoliła by nam się przedrzeć w szalupach niepostrzeżenie pod klify gdzie następnie moglibyśmy się wspiąć i z zaskoczenia zaatakować bandytów. Powiedziałam też załodze która zostaje by rozpalić bardziej światła na Drugiej Szansie, pozwoli to skupić uwagę naszych wrogów na niej, kiedy my podzieleni na 2 grupy ruszymy szalupami. Starałam się przemieszać ludzi tak by w każdej były osoby które widzą w ciemności aby nie musieć niepotrzebnie rozpalać pochodni. Sstys i Dimitri przeprowadzili łodzie przez zdradliwe przybrzeżne wody pełne skał i wraków statków które dały się nabrać na fałszywą latarnię. Większość z nich była ewidentnie statkami handlowymi wielkością nie większymi od Drugiej Szansy, złość chyba targała wtedy wszystkimi nami na myśl takich praktyk jak i dusz nieszczęśników którzy zginęli czy to topiąc się w wodzi albo dobici przez łasych na ich dobra bandziorów. Dopłynęliśmy po przeciwnych stronach plaży z Zefirem o czym dowiedziałam się z zwiadu Dimitriego, przekazał mi też że na górze samego klifu kręci się potencjalnie 2 banitów w pewnej odległości od siebie. Klif sam w sobie jest bardziej stromy niż myślałam początkowo ale pośrodku znajdowało się łagodniejsze podejście. Korzystając z ochrony jaką dawał teren szybko pozbyliśmy się obu patrolujących banitów, wcześniej jeszcze udało mi się wyciągnąć trochę informacji z jednego z nich. Łącznie było ich dziewięciu, uzbrojeni w łuki i kusze rozbili obóz mniej więcej pół świecy na wschód, ta informacja pozwoliła nam lepiej się naszykować na to co ma nastąpić. Dzięki wiedzy zdobytej od Ghassana w strategii rozplanowałam dalsze ruchy naszych grup tak że bandyci byli całkowicie zaskoczeni naszym atakiem. Całe starcie skończyło się bez rannych po naszej stronie za to po ich przetrwał tylko jeden który nie nadawał się nawet na to by być wzięty jako potencjalny niewolnik ( choć był w nie najgorszym stanie to jego uzębienie pozostawało wiele do życzenia poza tym po co nam kolejna gęba do wykarmienia ). Został wypuszczony na bagna gdzie zapewne dokona swojego marnego żywota jak robak bez honoru którym był. Warto bym też wspomniała, że Zefir wykazał się niezwykłą odwagą ( a może głupotą nadal ciężko mi to orzec) walcząc sam z kilkoma napastnikami naraz. Jego zdolności szermiercze robią wrażenie, tego nie mogę mu odmówić że ze świecą szukać drugiego takiego co szablą by się tak posługiwał. Dzięki tej wyprawie nie tylko pozbyliśmy się kilku śmieci ale też morale załogi trochę się podniosły co było niezwykle potrzebne po ostatnich wydarzeniach, udało nam się też pozyskać sporo łupów w tym niezwykle rzadki kryształ mleczny – kamień przesiąknięty mocą żywiołów. Po rozkruszeniu go można sprowadzić na okolicę mgłę, póki co lepiej go zostawić w przypadku potencjalnych przyszłych bitw. Nie było sensu by schodzić na razie z kotwicy, po odpoczynku chyba zgodnie stwierdziliśmy, że należy się za świętować to miejmy nadzieję pierwsze z wielu zwycięstwo.[/quote]
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
TaL Strona Główna
|--TaL
| |--Ogłoszenia
| |--Informacje
| |--Postacie
| |--Świat
| | |--Opis Świata
| | |--Świat Bohaterów
|--System Gry
| |--Mechanika
| |--Rasy
| |--Profesje
| |--Magia
| |--Przedmioty
| |--Bestiariusz
|--Sesje
| |--Imperium
| | |--Civitas
| | |--Morterra
| | |--Palmagnus
| | |--Caligomones
| |--Silvania
| | |--Wielki Las
| | |--Puszcza Wiecznej Nocy
| | |--Księżycowe Lasy
| |--Góry Środka Świata
| |--Siegvaard
| |--Elidion
| |--Erxen
| |--Milirithien
| |--Carphetia
| |--Wyspy Zachodzącego Słońca
| |--Tereny Niezależne
| |--Inne Plany
| |--Pojedynki
| | |--Arena
| | |--Turniej
|--Miasto
| |--Targowisko
| |--Gildie
| |--Oferty/Umowy/Propozycje
| |--Usługi
|--Strefa dla graczy
| |--Tawerna
| |--Wspomnienia
| |--Twórczość
| |--Wasze Pomysły
|--Inne
| |--Archiwum
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group