TaL
Tales and Legends
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Statystyki
Rejestracja
Zaloguj
Talkulator
Talkomiks
Facebook
Polecamy
Toplisty
TaL Strona Główna
»
Sesje
»
Wyspy Zachodzącego Słońca
»
Druga szansa - Akt I
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Ikony Emocji
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="ZombieMuffin"]1 junos 1515 roku Słonecznie Nowy rok przywitaliśmy wśród pustynnych brzegów Erg gdzie słońce nieznośnie daje o sobie znać, mimo że już prawie 2 miesiące tu spędziliśmy to nadal nie mogę do niego przywyknąć. Pomyśleć że kiedyś, gdy rozciągało się tu jeszcze państwo Dżinów były to żyzne i zielone tereny i dopiero wniebowstąpienie Astariona zmieniło całkowicie klimat zmieniając to miejsce w jałowa pustynię zmuszając ludzi do ucieczki w stronę 2 rzek by mieć jakieś szanse przetrwać. Nie było mi jednak za długo dane rozmyślać na ten temat bo nasz kapitan Ghassan wezwał zarówno mnie jak i 2 pozostałych młodszych oficerów do swojej kajuty by ustalić dalsze kroki. Jego kajutę znałam już aż za dobrze biorąc pod uwagę że lubiłam z starym kapitanem spędzać czas na rozmowach, to samo przechylone lustro, dębowe biurko i obraz postaci spowitej w dymie podczas ewidentnej bitwy na wodach. Nawet te same kielichy co rok temu przywitały nas by zwilżyć gardła mając nadzieję że następny rok będzie równie obfity w łupy co ten. Jednak jest coś co było nowe w tym wszystkim, stan zdrowia Ghassana zdaje się coraz bardziej podupadać – osłabiony zmysł smaku, omamy słuchowe i wzrokowe, podkrążone oczy z braku snu. Tradycyjnie gdy go już sama odwiedziła powiedział mi tą samą śpiewkę „nie martw się, mi i tak nie można pomóc a mam plan”. To gadanie wcale mnie nie uspokaja a jedynie sprawia że bardziej się martwię, nic jednak póki co nie mogę poradzić na to nie zmuszę go siłą by dał mi się zbadać obecnie. Zmieniając temat uzgodniłam z nim że będziemy płynąć trasą która jest przy wybrzeżu, jest mimo wszystko bezpieczniejsza niż pełne morze gdzie mogą czyhać na nas różne bestie morskie, większość marynarzy i piratów myśli o nich jak o karczemnych bajkach jednak zdołałam się w swoim życiu nauczyć że w każdej potrafi być ziarno prawdy którego lepiej nie lekceważyć. Nawet podczas apelu ( o którym ani Zefir ani Lazarus nie raczyli mnie poinformować, przez co z Dimitrim się spóźniliśmy ) kapitan zdawał się oderwany od rzeczywistości, oglądał się za siebie w pustkę zdenerwowany jakby jaki upiór za nim stał, jak to on jednak odzyskał animusz mówiąc o tym że dzisiejszego wieczora należy świętować początek nowego roku więc zakotwiczymy przy brzegu i wyciągniemy rum. 2 junos 1515 roku Słonecznie niemal bezwietrznie. Muszę pamiętać następnym razem że moja głowa nie jest jednak tak mocna jakbym chciała, dawno takiego kaca nie miałam jednak udało mi się z strzępków wspomnień i relacji Dimitriego coś poskładać. Okazało się że po pijaku Zefir skakał niczym łania przez ognisko ( do którego wcześniej zwymiotował), Handam chciał się z kimś bić a mi się to udzieliło i gdyby nie to że Dimitri mnie odciągnął to chciałam nagadać Lazarusowi za to że na kogoś krzyczał… może dobrze zrobił. Po pijaku biedaka ( choć według wielu załogantów szczęściarza pewnie) wciągnęłam do swojego łoża nie pozwalając mu odejść. Ciężko mi powiedzieć czy to był efekt zapachu jaki wokół niego się rozprzestrzenia, czy też faktu że faktycznie bardzo go lubię, nie jest jak niemal wszyscy faceci których znam. Leżąc nago w łożu skąpani w słońcu opowiedział mi o tym co się stało gdy sam wraz z kapitanem i Sstysem wyruszyli z statku podczas jednego z naszych postoi, mieli z jaszczurem doprowadzić go do jakiś zasypanych piaskami ruin. Co ciekawe ponoć nie była to pierwsza taka wyprawa ich, co zaskakujące jednak w tym wypadku Ghassan powiedział że mają poczekać przy wejściu a on sam ruszy dalej. Z opowieści krwawego elfa wychodzi na to że niemal dobę tam spędzili, a gdy kapitan w końcu wyłonił się z ciemności pachniał siarką i popiołem, szczęśliwy był ponoć tak że mógłby skakać mamrocząc coś o tym że w końcu będzie wolny. W ramach podziękowania za pomoc jaką mu udzielili kapitan podarował im sztylet który jest ponoć zdolny do zabicia samych bogów. Gdy teraz o tym myślę bardziej zdaje mi się, że zapach mógł byś powiązany z pierścieniem którego widziałam u kapitana – złoty z wygrawerowanymi dziwnymi znakami na obręczy i motywami płomienia z prawionym pięknym rubinem w którym przez chwilę zdawało mi się że widziałam tańczący płomyk. Postanowiłam w późniejszym terminie się nad tym bardziej zastanowić bo skacowani musieliśmy stawić się u Handama, biednemu Zefirowi oberwało się za moje harce z Dimitrim, jedyne co mogłam zrobić by jakoś mu to wynagrodzić to postanowiłam wziąć pierwszą wachtę. Ucieszyło mnie kiedy przy porannym zebraniu w kajucie kapitana zobaczyłam że Ghassan ma się lepiej, nie trwało to jednak zbyt długo. Tak jak moja warta mimo tego przeklętego słońca przebiegła bez problemowo, tak na warcie Zefira ten dostrzegł kościany statek o czarnych jak noc żaglach. Słyszałam nie raz wśród marynarzy o tym jak zły jest to omen, nie dziwiła mnie wcale reakcja Zefira na niego, jeszcze bardziej zmartwiła mnie jednak reakcja kapitana. Słysząc o przeklętym okręcie wybiegł zdenerwowany a może bardziej spanikowany wręcz na pokład, w swoim obłędzie zaczął śmieć by umilknąć jakby coś usłyszał po czym odejść rzucając jedynie „bądź przeklęty” w stronę niewidzialnego dla nas rozmówcy. Nie widząc wyjścia zaczęłam bardziej naciskać na kapitana w jego kajucie, powiedziałam mu o tym co widziałam i w związku z jego zachowaniem i o pierścieniu, jak zawsze powiedział mi bym się tym nie martwiła, nie chciał mówić o swojej przeszłości i starał mnie jakoś pocieszyć. Tyle dobrego, że pozwolił podać sobie coś na uspokojenie. 3 junos 1515 roku Pada deszcz i wieje słaby wiatr. Jakby mi było mało zmartwień z kapitanem to Jasra zaczęła mi mówić, że martwi ją to czy Dimitri jakiegoś uroku na mnie nie rzucił. Starałam się ją przekonać, że nie, Dimitri jest po prostu świetnym facetem z którym lubię spędzać czas, czemu tylko ja zdaje się postrzegać w nim coś więcej niż ta nieuczciwa klątwa która na nim ciąży? Starałam się poukładać to wszystko trochę w swojej głowie pomagając w kuchni Bompurowi, krasnolud jak zawsze był zdziwiony czemu jako oficer chcę pomagać ale praca pozwala mi poukładać myśli dodatkowo lubię go. Jest czasem nieokrzesany ale dogryzając sobie z nim chociaż na chwilę mogę zrelaksować się, szczególnie że na mojej warcie działo się wiele niepokojących rzeczy. Najpierw widziałam jak kapitan z nieobecnym wzrokiem wyszedł na pokład patrząc na morze znów zaczął coś mamrotać o niespłaconym długu i że zostanie on spłacony niedługo. Zaniepokoiło to zarówno mnie jak i załogantów, szybko udało mi się zorganizować paru chłopaków i zaprowadziliśmy Ghasanna do jego kajuty, podałam mu krople uspokajające jednak dalej uparcie nie chciał powiedzieć co się dzieje. Mogłam jedynie zgadywać od starczej demencji, poprzez szaleństwo a może działanie jednej z tych morskich przeklętych legend. Póki co wolałam się skupić na faktach i swojej wiedzy medycznej, nie myśleć o tym o czym nie mam przesadnie wielkiej wiedzy. Powiedziałam mu, że przyjdę wieczorem wbrew jego protestom by zobaczyć jak się czuje i czy nie trzeba podać mu czegoś by ułatwić sen. Zefir mnie uprzedził, nie wiem czemu ale postanowił napić się z kapitanem w efekcie upijając się, jak zawsze Ghassan chciał bym zignorowała to co się wcześniej na pokładzie stało. W trakcie tego spotkania z nim jednak zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy 1. alkohol zdaje się na niego nie działać tak jak powinien, mimo że widziałam że z butelki sporo ubyło to kapitan zdawał się w ogóle jakby nie pił. Ta ilość powaliła by Zefira, ba zapewne Lazarusa też, kapitan jednak dopiero jak zwróciłam na to uwagę zdał się przypomnieć sobie że powinien udawać wciętego. To samo tyczy się potrzeb cielesnych, nie wydaje mi się by to była sprawka jedynie tego, że jest trochę jak przybrany ojciec dla mnie, po trzech latach mimo wszystko chciałby spędzić noc ze mną albo Jasrą, chociaż w tej kwestii może trochę to nad interpretuje już i mogłabym zrzucić to również na jego wiek. 2. Jego pierścień przy dotyku jest nienaturalnie ciepły. Co prawda nic innego się dziwnego nie działo, sama nawet nie wiem czego się spodziewałam tak naprawdę ale biorąc pod uwagę wcześniejszy punkt i ten przeklęty statek upiorów to wszystko mogło się stać. 3. Zefir chociaż jest świetnym wojownikiem jest dzieciakiem dalej, może jak dorośnie to będzie miał zadatki kiedyś na dobrego kapitana ale obecnie jego brak odpowiedzialności jest dla mnie przerażający. Skuł się tak, że trzeba było ściągać go z lin w które się zaplątał, po co tam wlazł nie wiem. Wiem jednak, że gdyby wypadł miałabym kolejny kłopot na głowie, zastanawiam się czy dobrze zrobiłam mówiąc mu o tym że zwiałam z Erxen sprzed ołtarza. Niby wiele lat minęło od tego wydarzenia ale co jeśli moja rodzina dalej mnie poszukuje? Dodatkowo Dimitri powiedział mi że kapitan po coś potrzebuje jego krwi, tylko po co? Widział też jak Ghassan trzyma się za ramię jakby doskwierała mu jakaś stara rana? Może znów jakoś został ranny i wdało się w nie zakażenie, to by mogło tłumaczyć skąd te majaki, ale nie wydaje się by miał gorączkę…. Nie byłby w stanie jej tak dobrze ukryć. 4 junos 1515 roku Dzień zaczął się z pozoru zwyczajnie – odświeżyłam się a następnie odwiedziny u Zefira i sprawdzenie jak się trzyma po swoim wybryku, dostał krople na żołądek oraz kaca co powinno go postawić na nogi. Dopiero kiedy postanowiłam odwiedzić kapitana cała iluzja że ten dzień jak i następne będą normalne legła jak domek z kart. Słyszałam zza jego drzwi jak śpiewa cicho jakąś szantę, po chwili ją rozpoznałam – była to „bandera na maszt”, mimo pukania nie słyszałam odpowiedzi, zaniepokojona ostatnimi wydarzeniami postanowiłam pieprzyć jakiekolwiek zasady i po prostu weszłam do jego kajuty. Ghassan zupełnie początkowo nie zdawał się świadom tego że jestem w pomieszczeniu, jakby zupełnie był w swoim świecie skupiony na tej szancie trzymał się za ramię dokładnie tak jak to Dimitri wcześniej opisał. Długo mi zajęło przekonanie go by w końcu pokazał tą ranę, tradycyjnie starał się mówić że to nic takiego i że przesadzam ale nawet stary kapitan dał za wygraną kiedy zobaczył że nie odpuszczę a moje zmartwienie jedynie rośnie z każdym dniem. Nie wiem czy to co ujrzałam mnie bardziej przeraziło czy zmartwiło, na jego bladej skórze widniało dziwne znamię w kształcie trójzębu poprzecinanego falami które nie było ani raną ani wypalonym znakiem jak to czasem mieli w zwyczaju łowcy niewolników albo imperialni. Najbardziej niepokojące były jednak czarne żyły odchodzące od tego znamienia (?) jakby toczyły starą zleżałą krew pulsując boleśnie. Może nie mam wiedzy medycznej poziomu uczonych na Hurii jednak nawet ja wiem że to nie jest normalna rana, kapitan oczywiście zapierał się ze to nic ale mając już dosyć bycia zbywaną przygotowałam tak czy tak papkę z ziół która miałam nadzieję choć trochę pomoże nim uda mi się wymyślić jak mu pomóc. Powiedziałam mu też o plotkach jakie rozchodzą się wśród załogi, że pobiera krew od Dimitriego, przyznał mi się że robi to by badać jej magiczne właściwości, zastanawia mnie czy ma to jakiś związek z tym dziwnym znamieniem. Nie tylko ja się martwię stanem kapitana, Handam nasz Bosman również jest zaniepokojony, szczególnie że powiedział mi o tym co Zefir dokładnie widział. Tak jak słyszałam z opowieści statek który widział to kościany statek o żaglach z włosów czarnych jak nos, pełen wzdętych utopców którzy po wieczność mają na nim służyć, potwierdził to co już wcześniej wiedziałam że jest to zwiastun nieszczęść. Nie powiedziałam Handamowi o znamieniu które widziałam u kapitana, w końcu obiecałam mu że zachowam to dla siebie. Intuicja podpowiada mi że obie kwestie – znamię i upiorny statek są ze sobą powiązane ale logika jeszcze nie chce tego do siebie dopuszczać. Poszłam do Zefira by mu zaoferować pomoc w postaci kropli uspokajających, nie dziwne że był mocno zdenerwowany po tym co widział, na szczęście przyjął je co chociaż jemu zapewni spokojny sen. Zapierał się że chce porozmawiać z Ghassanem o tym co widział ale krople zaczęły działać więc stwierdził, że ruszy rano.. może to i dobrze trochę do tego czasu ochłonie. Ja za to wieczorem udałam się do kajuty kapitańskiej z lekarstwami, które niestety okazało się że nie wiele pomagają, tyle co krople w większych dawkach jeszcze trochę wytłumiają u niego ten ból, a może mówi to po to bym się nie martwiła bardziej? Chwilę z nim porozmawiałam, przyznałam się mu że widziałam coś dziwnego w tym pierścieniu który ma, może w końcu do tego starego głupca jakoś dotarłam bo przyznał mi się że w pierścieniu został zaklęty Ifryt ( duch ognia) i ten magiczny artefakt ma pomóc w spłacie tego długu o którym ciągle mówi. Po tej rozmowie gdy wróciłam do swojej kajuty nie chciałam zostawać sama, nie z tym mętlikiem w głowie, ruszyłam po Dimitriego chcąc chociaż na chwilę zapomnieć o kłopotach jakie są przed nami, o komplikacjach i o niemocy jaką czuję mimo że tak zapieram się, że jestem w stanie jakoś Ghrassanowi pomóc. Jeśli mam mieć jakiekolwiek szanse by to zrobić muszę najpierw dowiedzieć się co to za symbol na jego ramieniu. 5 junos 1515 roku Kapitan coraz częściej jest nieobecny i nuci tą samą szantę, ciężko mi orzec nadal czy to efekt tego znamienia, wieku a może wszystko naraz. W każdym razie nie mogę pozwolić by załoga zwątpiła bardziej w to że kapitan nadaje się na swoje stanowisko, póki co po kryjomu przejmę część jego obowiązków – dla dobra Ghassana i dla dobra Drugiej Szansy. W końcu uczyłam się od niego i Handama więc na tym statku nic nie jest mi obce, nauki pobrane jeszcze gdy żyłam jako córka kupca też powinny mi pomóc. Szybko mi przyszło przetestować swoje umiejętności, dobrze że postanowiłam podpytać Bompura o stan naszych zapasów bo okazało się że mamy ich na góra 19 dni a przed nami około jeszcze 38-48 dni podróży. Logiczne jest dla mnie, że ze względu na swoją odmienna fizjonomię zarówno Bompur jak i N’jau muszą spożywać 2 racje a nie jedną, zdaje się jednak że było to logiczne tylko dla mnie bo po rozmowie z krasnoludem dowiedziałam się że Ghrassan nie wziął tego pod uwagę jednak a Bompur nie wiedząc co zrobić wydawał te racje dla nuba i siebie po cichu. Uznałam że nie ma co oficjalnie tego rozgłaszać, faktycznie załoga może podejść do tego różnie, powiedziałam naszemu krasnoludzkiemu kucharzowi by się tym nie martwił i sama to załatwię. Dla zasady poinformowałam Ghrassana o tym że powinni dostawać te przydziały nie mówiąc o tym że już sami sobie je przydzielali, w końcu nie robili tego z łakomstwa a chęci przetrwania jakoś na wodach. Zgodził się ze mną by od teraz dyskretnie dostawali przydział dostosowany do siebie, wieść ta ucieszyła krasnoluda który widać że nie czuł się dobrze z tym co robił. Wraz z Ghassanem ( w zasadzie ja wyznaczyłam a on jedynie potwierdził) wyznaczyłam też nowy kurs na niewielką osadę rybacką gdzie potencjalnie moglibyśmy uzupełnić zapasy. Musiałam zrugać też trochę Lazarusa bo śmiał się z Zefira a sam wyszedł chwiejnie od kapitana, postanowiłam że jeśli do wieczora nie wydobrzeje przejmę jego wachtę, na całe szczęście nie było to potrzebne. Zefir też chciał ze mną porozmawiać o tym co się dzieje z kapitanem, wie o ifrycie w rubinie, nie wiele niestety mogłam mu powiedzieć związana obietnicą, częściowo też się martwiłam czy nie będzie chciał tego wykorzystać jakoś na swoją korzyść, jest bardzo ambitny i porywczy w końcu. Na domiar złego przez te wszystkie durne plotki jeden z Erxeńczyków pobił Dimitriego, nie zamierzałam tego tak zostawić, mam wystarczająco dużo na głowie już w kwestii kapitana i jak mu pomóc, jeśli w ogóle się da mu pomóc, ukrywania jego prawdziwego stanu i załatwiania wszystkiego na statku. Handam był zdziwiony że chcę z powodu pobicia „przeklętego” zwoływać apel ale w ostrych słowach powiedziałam że Dimitri jest członkiem załogi i takie same prawa tyczą się wszystkich, gdyby ktokolwiek inny był pobity sam by pewnie interweniował a skoro nie dostrzega powinności by teraz to zrobić to ja to zamierzam dokonać. Chyba moje słowa do niego dotarły bo zrobił to o co go prosiłam, jednak nie chciałam by to on za mnie karał sprawcę. Niech załoga nie zapomina że jestem oficerem, nawet jeśli nie mam tyle siły co Lazarus czy zefir mam wiedzę która pozwoli mi na równie dotkliwe kary które zostaną długo zapamiętane. Na apelu w jasnych słowach powiedziałam co myślę o bijatykach wśród załogi zaznaczając że sam Ghassan wybrał Dimitriego by z nami pływał , sprzeciwianie się temu by była na Drugiej Szansie to sprzeciwianie się woli kapitana. Dotarło to niemal do wszystkich poza oczywiście moimi trepami, wiara w Astariona wypaczyła im ich mózgi i ten który pobił Dimitriego wręcz wydawał się z tego dumny. Miał pecha a może szczęście że nie miałam sił mentalnych na wymyślenie bardziej finezyjnej kary o której kiedyś czytałam w księgach tortur, jakże wszyscy byli zaskoczeni gdy kazałam mu wykonać dwie z pozoru proste pozy. To czego nie wiedzieli że obie obciążały niezwykle stawy i czas jaki podałam do wykonania ich był w zasadzie dla człowieka niewykonalny bez niemal niezwykle wielkiego bólu, gorszego niż baty. Cała kara dla załoganta skończyła się tym że 2 innych musiało ściągać go z pokładu bo ten nie mógł się ruszyć nawet, jeśli się nie mylę przez dwa dni będzie całkiem wyłączony z służby bo będzie tak obolały niezdolny by się nawet ruszyć do jedzenia. Zdaje się że metody choć niekonwencjonalne podziałały i załoga przypomniała sobie o tym że potrafię wyegzekwować zasady równie twardą ręką co reszta oficerów. Po wszystkim poszłam do erxeńczyków mówiąc żeby karmili tego co leży i dawali mu pić, zapowiedziałam też że będę przychodzić sprawdzać jego stan by upewnić się że nie ma komplikacji – nie jestem w końcu potworem. 6 junos 1515roku Dalej mgła Kapitan coraz częściej odczuwa ból w tym dziwnym znamieniu a mgła zdaje się nas nie opuszczać, co gorsza wydawało mi się że widziałam jakiś cień płynący za Drugą Szansą. W końcu po długich namowach udało mi się przekonać Ghassana do tego bym mogła powiedzieć Zefirowi i Lazarusowi o tym jak poważny jest jego stan, łudziłam się że może będę mogła podzielić część obowiązków też na nich jednak rozmowa z Zefirem szybko mnie wyprowadziła z tej fantazji, oboje są jak dzieciaki. Kiedy tylko byliśmy sami z Zefirem powiedziałam mu o tym cieniu i o tym że nie powinniśmy martwić się tym upiornym statkiem to zrobił wielki cyrk bo nie został wtajemniczony w plan kapitana na pozbycie się tego złego omenu. Sytuacja jest nerwowa dla nas wszystkich, rozumiem to ale powinien zachować zimną krew a może ja po prostu za surowo go oceniam bo przez zmęczenie i zmartwienie o stan kapitana nie jestem w stanie z siebie wiele wykrzesać emocji? Rano i wieczorem siedzę w kajucie kapitana starając się mu jakoś pomóc, nie ominęłam żadnej swojej warty, pilnuje by wszelkie konflikty były rozwiązane, obliczam by kurs był utrzymywany zgodnie z tym co Ghassan założył ale też jestem tylko jedną elfką, jednak za bardzo mi zależy na kapitanie i załodze by pozwolić sobie się posypać. W końcu udało mi się też znaleźć chwilę by zastanowić nad tym symbolem który widziałam u kapitana, z jednej strony przypomina mi ten znany u imperialnych boga mórz albo u gvarinów Zariny – ducha wody ale jeszcze nigdy nie widziałam by był przecięty. Wiedząc że mogę zaufać Jasrze na osobności spytałam ją o znaczenie tego symbolu nie mówiąc że go widziałam u kapitana, dobrze zrobiłam bo jej reakcja była mieszaniną strachu i zmartwienia. Okazuje się że jest on wypaczonym symbolem religijnym, osoby z tym znakiem przynoszą ponoć nieszczęście. Udało mi się ją przekonać że nikt na statku nie jest nim obarczony ani nigdzie na statku go nie ma wyrytego, czy po takich wieściach będę w stanie mu pomóc w jakikolwiek sposób… może magosi w porcie by coś wiedzieli, muszę tylko upewnić się że uda mi się utrzymać go przy życiu i coś wymyślić z tym pieprzonym statkiem przeklętych. Jeszcze przed wartą odwiedziłam erxeńczyków sprawdzając jak się ma ten którego ukarałam, znów zaczęli swoje że zrobił to bo się martwili o mnie, że zadaję się z przeklętym i żebym sama się przeklęta nie stała. Zarzucali że Dimitri rzucił na mnie jakiś urok i dlatego tylko się z nim zadaję, nie mam nawet sił by ich głupota mnie złościła już, pochwyciłam w dłonie medalion Astariona który pożyczyłam od jednego z nich i na samego boga przysięgłam że nie jestem zauroczona. Mam nadzieję że to zamknie ich gęby raz na zawsze, nie obchodzi mnie co o mnie gadają nie mam sił się tym przejmować z tym co mam na głowie ale nie pozwolę by odbiło się to na Dimitrim. ( dalsza część pisana ewidentnie trzęsącą się ręką a papier zdaje się splamiony łzami ) Nie mogę już nic więcej zrobić dla Ghassana. Na mojej warcie widziałam jak wyszedł na pokład, znów nieobecny, pogrążony w swoim świecie nienaturalnych istnień, na chwilę wydawało się że wyrwał się z tego kiedy przystanął przy barierce o którą się oparł. Wszystko dalej działo się tak szybko, przez to że byłam obok usłyszałam jak powiedział że oddaje pierścień za swoją śmierć. Zdążyłam jedynie spojrzeć w tą samą stronę co on kiedy moich uszu dobiegł chrapliwy śmiech, jakby wydobywający się z płuc osoby która zaraz będzie nieboszczykiem. Dostrzegłam też ten cholerny cień co za nami podąża, mimo tego jak zaniepokojona tym byłam nie miałam czasu się skupiać na sobie bo kapitan kaszlną tą samą dziwną przypominającą starą krew czarną powluczyną z ust nim upadł na deski pokładu. Szybko przenieśliśmy go do kajuty na łoże gdzie w końcu dowiedziałam się całej pieprzonej prawdy. 5 lat temu Ghassan popełnił błąd chcąc żyć wiecznie, zawarł układ z czymś że w zamian za pierścień z Ifrytem to coś pozwoli mu w spokoju spocząć w końcu. Kazał bym przyrzekła że zostanie pochowany z pierścieniem jeśli ma w spokoju odejść, nie mogłam inaczej zrobić niż się zgodzić. Kiedy zbadałam jego stan z przerażeniem odkryłam że zostały mu może 2 maksymalnie 3 dni życia, nie chcę w to wierzyć ale niestety ta niemoc stała się moją rzeczywistością, jedyne co mi pozostało to zaoferować mu spokojną tranzycję w świat jego bogów ale odmówił. Częściowo samolubnie cieszę się że nie wybrał tej drogi bo nie wiem czy byłabym w stanie to dla niego zrobić, na samą myśl moja ręka się trzęsie a łzy lecą strumieniem z podkrążonych oczu. Okazało się że krew Dimitriego pomagała mu początkowo stłumić efekty klątwy dlatego ją pobierał, coś tak czułam że coś więcej w tym musiało być. Niestety jako pokładowy medyk ja musiałam przekazać wieści Handamowi o tym ile dni zostało kapitanowi. Wydawał się tak samo jak nie bardziej zniszczony tą wieścią jak ja, nie chcąc by szacunek wobec Ghassana był w jakikolwiek sposób naruszony podałam najbliższą prawdopodobną możliwość – zakażenie od starej krwi w ranie które rozprzestrzeniło się na całe ciało. Bosman obiecał doprowadzić nas bezpiecznie do portu, jednak to co dalej stanie się z Drugą Szansa stoi pod wielkim znakiem zapytania… czy bez Ghassana w ogóle istnieje Druga Szansa?[/quote]
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
TaL Strona Główna
|--TaL
| |--Ogłoszenia
| |--Informacje
| |--Postacie
| |--Świat
| | |--Opis Świata
| | |--Świat Bohaterów
|--System Gry
| |--Mechanika
| |--Rasy
| |--Profesje
| |--Magia
| |--Przedmioty
| |--Bestiariusz
|--Sesje
| |--Imperium
| | |--Civitas
| | |--Morterra
| | |--Palmagnus
| | |--Caligomones
| |--Silvania
| | |--Wielki Las
| | |--Puszcza Wiecznej Nocy
| | |--Księżycowe Lasy
| |--Góry Środka Świata
| |--Siegvaard
| |--Elidion
| |--Erxen
| |--Milirithien
| |--Carphetia
| |--Wyspy Zachodzącego Słońca
| |--Tereny Niezależne
| |--Inne Plany
| |--Pojedynki
| | |--Arena
| | |--Turniej
|--Miasto
| |--Targowisko
| |--Gildie
| |--Oferty/Umowy/Propozycje
| |--Usługi
|--Strefa dla graczy
| |--Tawerna
| |--Wspomnienia
| |--Twórczość
| |--Wasze Pomysły
|--Inne
| |--Archiwum
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group