TaL
Tales and Legends
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Statystyki
Rejestracja
Zaloguj
Talkulator
Talkomiks
Facebook
Polecamy
Toplisty
TaL Strona Główna
»
Sesje
»
Wyspy Zachodzącego Słońca
»
Druga szansa - Akt I
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Ikony Emocji
µ
Ω
Π
φ
Δ
Θ
Λ
Σ
Φ
Ψ
α
β
χ
τ
γ
δ
ε
ζ
η
ψ
θ
λ
ξ
ρ
σ
ω
κ
Γ
♣
♥
ø
§
©
®
•
™
°
«
»
≤
≥
³
²
½
¼
¾
±
÷
×
√
∞
∫
≈
≠
≡
≈
←
→
↑
↓
↔
€
£
¥
¢
ƒ
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańczowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
[quote="Farewell"][center][b]Listy Qahira do domu, spisane w języku ojczystym (khemurskim)[/b][/center] 2 dzień roku 1515. Ojcze, dawno nie miałem okazji napisać. A jest o czym! Już trzy lata płyniemy na wspaniałym statku u kapitana Ghassana el-Bari, wielkiego męża i mistrza w swoim fachu. I nie płynę jako byle jaki marynarz, tylko jako młodszy bosman! Ha! Tak, takiego tytułu się dorobiłem. Piastuję bardzo ważną pozycję, dowodzę załogą i jestem bitny jak mało kto! Niezliczone śmierci z mojej ręki miały miejsce na wodach Morza Imperialnego, a sam wyszedłem bez szwanku. Ta nasza gorąca, południowa krew i błogosławieństwo Nariry chronią mnie przed niebezpieczeństwem. A jakie łupy mamy! Złoto, sukna, skóry z odległych krain. Naprawdę tyle tego jest, że aż trudno uwierzyć. Nawet pan nasz Ismaeel nigdy nie widział na oczy nawet ułamka takich bogactw. I wszystko to nasze! I moje, mam swoją część, i bogactwa te przyniosę ze sobą do domu! Ha, kupię wam atłasy i wielbłądy, własnych niewolników, nie będziecie musieli palcem kiwnąć! Tylko poczekajcie, aż dopłynę, a póki co ślę ten list, niech dotrze bezpiecznie! Qahir 4 dzień roku 1515. Wiele się nie dzieje na morzu. Płyniemy i tyle. Pogoda piękna, deszczowa. Może i u was deszczyk akurat pada? To zawsze błogie u nas, w Yamal, ale na morzu więcej z tego szkody niż pożytku. Z nudów pić poszedłem. Bompur krasnoludzki bimber wyciągnął, zdradzieckie to cholerstwo jest jak setka żmij w piasku zagrzebanych. [lekko chaotycznym, krzywym pismem napisane] Upiorny statek… jak z opowieści. Z kości i włosów zrobiony, martwa załoga złożona z utopców… Wszyscy mówią, że się przewidziałem. Ale widziałem już ten statek poprzednio. Czy ja wariuję? Czy ten krasnoludzki bimber mnie aż tak omamił? Nawet w to chciałem wierzyć, ale kapitan zareagował dziwnie, jak to usłyszał. Normalnie by mi kazał spierdalać, a teraz kazał siedzieć cicho i nie rozpowiadać. Może ja i kapitan zwariowaliśmy? Ja dotknąłem jego pierścienia, czy to przez to? To magiczny pierścień, na pewno, a w środku jakiś Infryt siedzi, zły z niewoli, ciskający klątwy? Nie wiem, co o tym myśleć, ojcze. Ale spisuję to. Może ten list do ciebie dotrze. A jeśli ktoś znajdzie ten list, a mnie nie znajdzie, to proszę, poproś gospodarza “Snu Podróżnika” w Huriy, by nadał ten list do mego ojca, Wassima z Yamal. 7 dzień roku 1515. Piszę to rano, zaraz po przebudzeniu, by nie zapomnieć. Sen miałem. Kolejny. Dżiny do mnie mówią we śnie. Infryty, bym powiedział. Infryt jest zamknięty w pierścieniu kapitana i mówi do mnie. Wszyscy wiedzą, że dżiny mają wielką moc, a nie wypełniać ich woli to głupota. Widziałem we śnie swoją przyszłość. Wielki statek, lojalna załoga na każde zawołanie, tony łupów. Honory, fanfary, bogactwo i sława. Moja bandera - smagane wiatrem złote słońce na czarnym tle trzepocze energicznie na maszcie. W takiej chwale wracam do rodzinnych stron. Ha! Potęga dżinów jest bezgraniczna. Wystarczy wsłuchać się w ich głos. To jest ich przewaga nad innymi tak zwanymi bogami. Czy ten Asterion, czy ta rodzina z Ojcem u krasnoludów… oni są tylko słowami. A dżiny są czynami. Wymagają i nagradzają. A miejsce infryta nie jest na dnie morza. 8 dzień roku 1515. Wieczór. [chwiejne, słabe pismo] Zmarł kapitan Ghassan el-Bari, legenda morza Imperialnego. Zmarł, ale odchodzi spełniony. Jego śmierć uderzyła nas wszystkich. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Nie wiem, co powiedzieć więcej. 9 dzień roku 1515. Kapitan Ghassan el-Bari miał piękny pogrzeb. Oddaliśmy go morzu, a niebo pięknie i zgodnie padało, mimo że deszcz w tych okolicach to rzadkość. A wczoraj jeszcze dzień był wyjątkowo spokojny... Widać, że Dżiny nad nim rozpaczają równie co my. I że z otwartymi rękami przyjmą go do Wrót Żywiołów. Duch w pierścieniu wariował, gdy oddaliśmy go tym zjawom. Wszyscy na statku rozpaczają. Maeve chyba najbardziej. Ale nie dziwię się temu. Kobiece emocje biorą górę. Ona uciekając od swego ojca, przyjęła Ghassana jaka swojego nowego, przybranego. Dziwna to historia z nią. W ogóle dziwna ona jest. Skąpana w tajemnicy. Mówiła, że miała wspólną przeszłość z Jasrą. I że z jednego ślubu uciekła, a drugiego narzeczonego utraciła. Nic dziwnego, że chodzi cały czas jak struta. Może kiedyś była radosna? Teraz jest z nią źle… Ale czas leczy rany. Maeve tylko potrzebuje powodu, by być szczęśliwa. Jasra też jest skomplikowana. Tylko my, mężczyźni, jesteśmy otwarci i mówimy o sobie. Kobiety duszą swoją przeszłość głęboko. A emocje należy wyrażać regularnie, tak jak regularnie należy się wypróżniać. Inaczej tylko można sobie zaszkodzić… [Nieco późniejszy dopisek, lekko innym pismem, pewniejszym] Coś się kończy, coś się zaczyna? Nie przywidywałem takiego obrotu spraw. Czy sny okazały się prawdą? Czy to tylko ułuda? Druga Szansa… Piękna nazwa. Tylko czy ja temu podołam… 10 dzień roku 1515. Chciałem coś napisać, ale właściwie to nie wiem, co mam tu zawrzeć. Może to już z przyzwyczajenia? Coraz częściej piszę, coraz więcej się dzieje, ale dziś - jakby znów powrót do normalności. Do nudy. Do meandrowania przez wody imperialne. Do wioski mamy wpłynąć za parę dni. Espagria wygląda malowniczo, różnorodnie, przynajmniej patrząc ze statku. Podobno to tereny odległe od centrum Imperium i nieco zapomniane, więc nie spodziewam się, by żyło się tam tak ciekawie, jak ciekawą mają linię brzegową… [Nieco poźniejszy dopisek] Teraz mi się przypomniało, że na Wyspach Zachodzącego Słońca, gdzie tych wysp jest dużo, a większość z nich niezbadana, znajduje się mnóstwo ruin po dawnych cywilizacjach. A jak ruiny, to przecież też i skarby, każdy to wie. Może to dobry moment, by po powrocie do Huriy, odpoczynku tam, przegrupowaniu i inne takie, wybrać się do jednego z takich miejsc? Wypytać należy kogoś, kto wie coś więcej. W karczmach nie ma co pytać, tam każdy jak tylko ma taką informację, to zachowa ją dla siebie, albo zapędzi w pułapkę, albo już dawno splądrowane. Ale ktoś z wyższych sfer? Oni operują na wyższych płaszczyznach, ta cała inteligencja. Oni sporo mówią, sporo wiedzą, ale też boją się wszystkiego. Szukają stymulacji, pochlebstwa, ale nie niebezpieczeństwa, ryzyka, wyjścia poza ich ciepłe mieszkanka, kożuszki. Wystarczy się wkręcić. 12 dzień roku 1515. Dawno nic nie pisałem, bo działy się rzeczy! A jak rzeczy się dzieją, to nie ma kiedy pisać. A jak nic się nie dzieje, to pisze się aż za nadto. Może to dlatego te wszystkie tęgie głowy takie opasłe tomy piszą, a w środku same nudy? A moje notatki krótkie i treściwe, acz trochę się ich już zebrało. Ha! Ciągle przepełnia mnie radość i sukces i spełnienie. Rozbiliśmy bandytów, chujów jakich mało, sprowadzających fałszywym światłem statki na skały, by je potem złupić. Tacy na życie nie zasługują, strasznie to niehonorowe. Jacy bogowie by przyjęli takich w swoje objęcia? 13 dzień roku 1515. W końcu nie dokończyłem wczorajszych myśli, Jasra nieco mnie rozkojarzyła… Nie mówię, że to coś złego! Wręcz odwrotnie, przywitała mnie odpowiednio, jak zwycięzcę. No ale napisać chciałem i tak, bo jest co. Ci rozbici bandyci to łachmyty, nie wiem, czy uważać ich za godnego przeciwnika… ale też czy ktoś naprawdę mógłby być przeciwnikiem, który byłby godny stanąć ze mną w szranki? No taki pewny to ja nie jestem. Zakradliśmy się do nich, zabiłem jednego po cichu, po mistrzowsku, że nawet nie wiedział, co się stało. Jak tam sobie myślę, to faktycznie, dobrze że Maeve jest taka oczytana, wiedziała coś o tych terenach, jakby tam już kiedyś była. Może i kiedyś była? W końcu z Erxen do Wysp Zachodzącego Słońca tutaj po drodze. Dziwna to elfka… No i narzeka strasznie. Jak dotarliśmy do obozu tych bandytów, to wbiliśmy się w nich, to znaczy ja się wbiłem, sam starłem się z czterema na raz. Jaka to była walka! Zaczarowałem ich, powaliłem jednego po drugim, samemu bez trudu unikając wszystkiego, co na mnie rzucali. Wyczyn godny pochwały samych dżinów! Ci bogowie imperialni czy erxeńscy to tchórze nad tchórze, a nasze dżiny to doceniają bitnych i odważnych. 14 dzień roku 1515 (a właściwie wieczór). Dopłynęliśmy do wioski. Zwie się Moledo. Czy to coś znaczy? Trudno stwierdzić, oni tam w języku espagrijskim mówią. Bo to Espagria. Część Imperium, ale odległa, jak pryszcz na dupie giganta. Ale ryby mieli, i to wystarczająco, by nas zaopatrzyć. Drogo sobie liczyli. Maeve stara się być miła dla ludzi, momentami nawet za miła. Mogła się targować… acz wtedy nie naciskałem i puściłem to mimochodem. Wszak i tak z tej wyprawy licznych łupów mieć nie będę. Za to stanowisko wyższe. Czy tak osiąga się chwałę? Nie złotem, a statusem? Złoto jest twarde i silne, a stanowiska i chwały ulotne. Ale i złoto można stracić szybko, statek może zatonąć, a dobre słowo pozostanie na językach zarówno gminu, jak i tych bardziej wpływowych. Więc kluczem do sukcesu będzie nie samo stanowisko, a posłuch za tym idący? Maeve kapitanem… Niesamowite. W Jaf'Ardzie takie stwierdzenie by skutkowało natychmiastowym śmiechem i drwiną, ale tutaj, wśród nas, piratów, i wśród społeczeństw Wysp Zachodzącego Słońca, o dziwo jest to możliwe. Kobieta na takim stanowisku… Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Wszak kobiety nie są i nigdy nie będą na równi mężczyznom, to wiadomo. To sama prawda. Ale mimo to, Maeve pokazała, na co ją stać, trudem osiągając to, co dla kobiety jest blisko niemożliwego, by tylko dorównać mężczyźnie. A nawet przekroczyła ten pułap. Więc skoro tak się stara, pracą, wiedzą i doświadczeniem życiowym, by się wykazać, to może będzie dobrą kandydatką? Zna się na rzeczach, ma gadane, jedynie walką posłuchu nie zyska, chyba że dowodząc z tylnego rzędu. Czy służenie kobiecie jest mniej honorowe niż mężczyźnie? W Jaf'Ardzie bez dwóch zdań, to by była wręcz kpina. Ale tutaj… To zupełnie inny świat i chyba należy się z tym oswoić po tych ponad trzech latach. Biorąc wszystkie za i przeciw, to wychodzi ona na plus, czyż nie? Obym nie był w błędzie… Wszak mimo wszystko z kobietami to nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza jak te comiesięczne humory im się trafią. 15 dzień roku 1515. Dziś wszyscy się dowiedzieli. Kapitan Handam al-Pirani oficjalnie przekazał dowództwo Maeve. Wszyscy dobrze zareagowali - mam nadzieję, że faktycznie tak czuli, a nie, że pod przymusem tak zareagowali. Trudno stwierdzić, co im wszystkim po głowach chodzi… Zaraz potem odpłynęliśmy. Pożegnaliśmy tę wioskę Moledo, cokolwiek by ta nazwa nie znaczyła. Zapadająca w pamięć na tyle, na ile taka wioska na odbycie świata w pamięć potrafi zapaść. Czyli nieszczególnie. Najciekawsze wydarzenie to z tym Abdulem, co się w nocy na brzegu zagubił. Prawie się utopił na bagnach, mało brakowało! Ale znalazłem go i wyciągnąłem. Aż dziwię się, że spity tak daleko zaszedł, a jednak. Niektórzy rozumu na statek ze sobą nie zabrali. [nieco późniejszy dopisek] Pisałem już trochę o Jasrze, napiszę jeszcze jedną rzecz. Wracamy już do portu macierzystego na Huriy, a to sprzyja myśleniem o przyszłości, o tym mieście, o rzeczach jakie będzie się robić… Maeve zadeklarowała się, że wykupi Jasrę z niewoli. Ja uważam, że tak łatwo nie będzie, że taki mężczyzna jak Pasza (zresztą swoją drogą bardzo rozczarowujący przydomek) będzie chciał po prostu przyjąć za nią pieniądze i zapomnieć o sprawie. Widzę tutaj wielką dumę w nim, mimo że go nie poznałem. Ale czy poznawać trzeba kogoś, kto włada jednym z trzech największych gangów w mieście? Tacy ludzie słodkimi słówkami i miłymi gestami majątków nie zbijają. Jak nic zażąda jakiejś trudnej do wyobrażenia sumy pieniędzy, albo i całej Drugiej Szansy, by wykupić Tygrysooką. A jak nie, to wtedy skrzyczy swoich siepaczy, by siłą ją uprowadzić. Nie wiem, jak się z tym czuję. Dla nas to sytuacja bez wyjścia, czyż nie? Jasry przecież nie oddamy, szkoda mi jej. Byłoby to niehonorowe, tak płaszczyć się i oddać mu kogoś, kto służył z nami ramię w ramię przez trzy lata. Czy w takim razie czeka nas walka? Podstęp? Może Maeve ma plan, bo ma też w mieście znajomości, a jak nie, to czuję, że konfrontacja z kimś takim to coś, do czego stworzyły mnie dżiny. Czyż nie tak tworzy się legendy? Ha, akurat jak pisałem, to Maeve mnie nawiedziła. Faktycznie ma plany, ale muszą się, jak to się mówi, wykrystalizować. No ciekawy jestem, co jej po głowie chodzi. To o czym ja pisałem? A, właśnie. Jeśli miałaby być konfrontacja, to 16 dzień roku 1515. No i nie dokończyłem myśli wczoraj. Jasra przyszła, cała spita. Dawno nie widziałem jej w takim stanie. Piła sobie jak niby nic z Bompurem, nawet mnie nie zaprosili! Cóż, widać, że są ze sobą zżyci po tych trzech latach. Dziwna jest Jasra, najpierw radosna, a potem smutna, a potem pijana. Strasznie dużo w niej emocji. No ale to kobieta, zapominam, jak one funkcjonują, spędziwszy trzy lata z prawie samymi marynarzami. Z jednej strony szkoda mi jej, a z drugiej… gdy pomyślę o tych wszystkich pannach, które pozostawiłem na wyspie… [późniejszy dopisek] Nie wiem, jak zebrać myśli i przelać je na papier. Okazało się, że Druga Szansa to nawet nie nasz statek, a statek Baharata "Szczerby". To znaczy nasz, ale wzięty na procent, kurwa jego mać. Trzy tysiące dinarów miałby nas kosztować. Niezły prezent pożegnalny nam Ghassan zostawił, nie ma co. A Handam ma wziąć ze sobą cztery z pięciu części łupów, zamiast tego "oddając" nam statek. Nie wiem, kurwa, gdzie w tym sens, gdzie logika, dlaczego Maeve w swej grzeczności i upartości nie chce renegocjować umowy z Handamem, skoro nie oddaje nam statku, a statku z długiem, że za taką kwotę to i nowy statek można byłoby nabyć. Dzięki, kapitanie Ghassanie. To zemsta za moje myśli o pierścieniu? Przecież ci go zostawiłem, a wszystko, co mogłem zrobić, pozostało w samych myślach. Handam najlepiej na tym wychodzi, a my zostajemy z niczym. Bez łupów, z jakąś marną resztą do przekazania załodze, z długiem i niepewnością, co tam na tej Huriy się wydarzy. Maeve podobno zna tego "Szczerbę"… swoją drogą beznadziejny przydomek, nie kojarzy się z niczym pozytywnym. Jak szczerba w zębach może się dobrze kojarzyć? Kto miałby taką osobę respektować, która daje sobie taki przydomek wybrać? No, Maeve ma plan, jak zawsze. Ciekawe, jak tym razem jej się uda? Teraz to nie rozmawia z załogantami, a z bandziorem, który dba o swoich, tak jak my dbamy o swoich. Nawet jeśli mają wspólną przeszłość, to co z tego, gdy mówimy o takim majątku? Którego spłatę odwlekamy trzy lata? Chciałbym to zobaczyć. A jak się nie uda i wszystko chuj strzeli, to pożyczę sztylet od S'Tyssa i pokażę, że sprawy można też załatwiać inaczej… 17 dzień roku 1515. Dziś nic ciekawego i wiem, że tak samo będzie przez następne dwa tygodnie. Wieloryba znaleźliśmy martwego. 19 dzień roku 1515. Długi to był dzień… wczorajszy, rzecz jasna. Teraz piszę z rana, przemyślałem to i owo. Statek opuszczony odkryliśmy. Kupiecki, płynący do Erxen. Zniszczony od węża morskiego. Paskudny był to widok, te wszystkie rozkładające się ciała… Był też jeden dogorywający, który miał szczęście, że na nas trafił. Wieźli przyprawy, ale nie udało się ich zabrać. Kapitan stwierdziła, że ryzyko jest zbyt duże, i może miała rację, a może nie. Ja myślę, że nie. Ale słuchać się trzeba, by marynarze nie poczuli nagle, że mają prawo się buntować. Trochę złota i srebra za to pozyskaliśmy z tego statku. Próbowałem sobie wyobrazić tego węża morskiego, czy raczej walkę z nim. Cóż to by było za wydarzenie! Z jaką opowieścią byśmy wrócili na Wyspy! Skorpiony dawno nie były wykorzystywane, a i mój rapier zgłodniał, a mógłby ugodzić bestię i pozbawić ją życia. Ale cóż, ryzyko nie jest czymś, co Maeve lubi, a towar, który wozimy, trochę ogranicza naszą <s>manewrowność</s> manewrowość. Mimo że jesteśmy pośrodku niczego, to zaskakująco sporo się dzieje ostatnio. Nie narzekam. 21 dzień roku 1515. Wczorajszy dzień też był długi. Napotkaliśmy w końcu na tego skurwysyna, węża morskiego. Monstrum paskudne, szybkie i niebezpieczne. A tak przynajmniej o nim mówili, bo byliśmy na niego przygotowani, o tak. Nasz statek uzbrojony jest w skorpiony, mordercze narzędzia przy konfrontacji z innymi statkami, a także, jak się okazało, z takimi potworzyskami. Ale pociski leciały, przecinały niebo, Sam strzelałem, bo chociaż gotowy byłem z moim ostrzem na bezpośrednią konfrontację, to nigdy do tego nie doszło. Powaliliśmy bestię, nim ta zdążyła do nas dopłynąć. Ha! Taka jest potęga Drugiej Szansy! Potwór, który jeszcze niedawno zdewastował i zatopił tak duży statek handlowy, wybił całą załogę, teraz sam leży martwy, głowę jego zachowaliśmy jako trofeum a łuski, twarde jak stal, pozyskaliśmy. Wszyscy najedli się strachu, gdy zobaczyli węża morskiego, ale ja wiedziałem, że z błogosławieństwem maridów i dżinów czeka nas zwycięstwo. To są prawdziwi bogowie! A nie Asterion! Nie jakiś tam Ojciec czy jak mu tam. Ani nie ten imperialny bożek, tak nieistotny, że już zdołałem zapomnieć, jak się w ogóle nazywa. 22 dzień roku 1515. Przez te ceremonie, co je mamy wyprawiać, to ciągle zastanawiam się nad naszą wiarą. Dżiny, co nie ulega wątpliwościom, władają nami, ziemią, morzem, po którym płyniemy, a także całą resztą. W Yamal to sprawa była prosta, wszyscy wierzyli w dżiny, nikt nie ośmielił się kwestionować ich potęgi. No, może ewentualnie jaszczuroludzie, ale kto by się przejmował ich prostymi umysłami i wiarą w wielkie latające jaszczurki, czy w co oni tam sobie wierzą. W Yamal sprawa była prosta, ale tutaj, na Huriy, jest tyle rozmaitych ras, a wraz z nimi tyle rozmaitych wierzeń… Niesamowite, w co niektórzy potrafią wierzyć. Krasnoludy wierzą w jakiegoś Ojca, jego synów i córki. Tam do jakichś sal biesiadnych zmarli są zabierani, gdzie bawią się i ucztują. Ha, jakie to typowe dla krasnoludów! Istoty, które na co dzień jedzą i piją za czterech, po śmierci mogą robić to dalej. Kto by się spodziewał, że ta ich "wiara" na tym by miała polegać? Zero zaskoczenia, proste i zrozumiałe, każdy krasnolud to pojmie. A wiara dżinów… tu sprawa jest skomplikowana, tak jak i istoty boskie są skomplikowane. Tego nie da się skrócić do zwykłego: "czyń dobrze, a po śmierci będziesz jadł i ruchał". Ha, brzmi to interesująco, ale z drugiej strony… Gdzie w tym chwała, by żyć i żreć? Człowiek stworzony jest do wyższych celów. A krasnolud? Tutaj już trudno mi stwierdzić. [późniejszy dopisek] Piękna to była ceremonia. Handam al-Pirani, kiedyś pierwszy bosman, potem kapitan, a teraz… w sumie nie wiem, jak określić jego funkcję. No, funkcja się zmieniła, ale szacunek załogi pozostał. Mój niezbyt, ale to już pisałem, dlaczego. Jego obszerna wiedza, też wynikająca z wieku, jest tutaj wielkim atutem i stanowi on istotną przeciwwagę dla tych wszystkich innych wierzeń pozostałej części załogi. No, i on poprowadził tę ceremonię dla dżinów, złożył w ofierze krew węża morskiego, piękne słowa wypowiedział, naprawdę piękne. I czułem, że dżiny się nam w tym momencie przyglądały, słuchały nas, może nawet zaakceptowały nasze modły i ofiarę. Tak myślę. Wierzę, że dalej doskonale wiedzą, że Druga Szansa, chociaż jest mozaiką różnych ras i wierzeń, to w pierwszej kolejności, przed wszystkim innym, stawia zawsze duchy żywiołów. 24 dzień roku 1515. Niedługo dopłyniemy do Huriy. Imperialni na pokładzie odprawiali te swoje modły do ich bożka "Ulisso". Ech, nie mogłem tego oglądać na moje oczy, jeszcze bym im coś powiedział o tej ich pustej "wierze"… A szkoda, bo wieczorne słońce było miłe i kojące, a teraz muszę kończyć notatki pod pokładem, jak szczur jakiś. Maeve musi w końcu zrozumieć, że wśród bogów nie ma czegoś takiego jak kompromis. My jako Druga Szansa powinniśmy stanowczo opowiedzieć się po którejś ze stron, czy może raczej: po jedynej słusznej, po stronie Żywiołów. Bo trzeciej szansy mieć nie będziemy… [później, wieczorem] Handam al-Pirani to żmija zdradziecka, kutas krzywy i pizda, nie marynarz. Wycwanił się jak nikt inny. Oddał nam Drugą Szansę, której nie posiadał, a sam zgarnął majątek i będzie teraz grzać dupę na Jaf'Ardzie! Kurwa jego mać. Widzę, że pisałem już o nim kilka dni temu, a to i tak zbyt rzadko, jak o nim piszę, bo cały świat powinien wiedzieć, jaki to parszywiec i kundel zapchlony. Na co dzień miły, każdy go lubi, ale jak już wyszło, że statek zastawiony, to ani nie pomyślał, by z szacunku do nas, swoich morskich kamratów, renegocjować tę umowę, która okazała się wielce nieuczciwa. Pluję na niego i jego przodków. 25 dzień roku 1515. A dziś "celebrowaliśmy" Handama i koniec jego służby. No, weteran wśród piratów sam nas skroił jak bezbronne dziecko. W rzeczy samej widać tu jego doświadczenie i kunszt partacza! By własnych braci broni tak w dupę wyruchać, to już trzeba umieć. Oczywiście nie wypiłem jego zdrowia. Splunąłbym zamiast tego, ale wiadomo, że nie jest to coś, co powinno się robić, przynajmniej nie przy załodze. Jeśli Maeve nie chce z nim renegocjować, to może przynajmniej do innych rzeczy będzie jeszcze przydatny… Ale chuj mu na lico i tak, nawet jeśli tylko tutaj, na piśmie. Jutro dopływamy do Huriy. List ten wyślę czym prędzej, byś miał tu spisany niezbity dowód, że syn twój wielkie rzeczy osiągnął i osiągnie jeszcze więcej. Wszystko, co napisałem, jest prawdą, w co pewnie nie uwierzysz, bo wiem, że trudno pojąć ogrom świata, gdy całe życie siedzi się w jednej wiosce na krańcu świata. Ale wszystko to jest prawdą. A to dopiero początek.[/quote]
Opcje
HTML:
TAK
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz HTML w tym poście
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Skocz do:
Wybierz forum
TaL Strona Główna
|--TaL
| |--Ogłoszenia
| |--Informacje
| |--Postacie
| |--Świat
| | |--Opis Świata
| | |--Świat Bohaterów
|--System Gry
| |--Mechanika
| |--Rasy
| |--Profesje
| |--Magia
| |--Przedmioty
| |--Bestiariusz
|--Sesje
| |--Imperium
| | |--Civitas
| | |--Morterra
| | |--Palmagnus
| | |--Caligomones
| |--Silvania
| | |--Wielki Las
| | |--Puszcza Wiecznej Nocy
| | |--Księżycowe Lasy
| |--Góry Środka Świata
| |--Siegvaard
| |--Elidion
| |--Erxen
| |--Milirithien
| |--Carphetia
| |--Wyspy Zachodzącego Słońca
| |--Tereny Niezależne
| |--Inne Plany
| |--Pojedynki
| | |--Arena
| | |--Turniej
|--Miasto
| |--Targowisko
| |--Gildie
| |--Oferty/Umowy/Propozycje
| |--Usługi
|--Strefa dla graczy
| |--Tawerna
| |--Wspomnienia
| |--Twórczość
| |--Wasze Pomysły
|--Inne
| |--Archiwum
Powered by
phpBB
modified by
Przemo
© 2003 phpBB Group