To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
TaL
Tales and Legends

Erxen - Szmaragdem i złotem

Farewell - 2012-07-22, 23:31
Temat postu: Szmaragdem i złotem
„To, co jest martwe, nie może umrzeć, lecz odradza się, twardsze i silniejsze."


Szmaragdem i złotem
Kroniki Koleusa




Dzień kończył się. Koleus nie wiedział nawet, kiedy minęło te kilkanaście godzin od świtu do zmierzchu. A pamięć ma dobrą. Gorzej z nerwami, które ostatnimi czasy zdane były na lawinę wydarzeń, każde z nich odbijając się niekorzystnie na elfie. To dostał w twarz pięścią, to mieczem w bok, to obuchem w bark. Tona kamieni zawaliła się kilka metrów przed nim, żelazna kula wpatrywała się w niego złowieszczo, a ukryte pod mgiełką iluzji kolce wysączały życie z nieuważnych podróżników. Jeden dzień, a przyniósł zastrzyków adrenaliny na kilka dobrych tygodni. A to dopiero był początek i on o tym wiedział doskonale.

Zabił wszak syna niezwykle potężnego człowieka. Na dodatek ograbił ciało z kosztowności i uciekł, zostawiając za sobą kolejne dwie ofiary. Tylko głupiec mógłby przypuścić, że to już był koniec. Biegł przez całą noc. Nie miał pojęcia, ile godzin minęło od świtu, jednak dla niego była to nieskończoność. Klepsydra zatrzymała się, a on pędził dalej, obciążony w większości skradzionym ekwipunkiem. Biegł. Robił postój. Potem znowu biegł. I znowu łapał oddech, zgięty w pół i wyzuty z wszelkich sił. Niemniej dawał z siebie wszystko, aż wreszcie poczuł się bezpiecznie. Odrobinę. W południe zrobił postój. Był skrajnie wyczerpany i głodny. W mgnieniu oka pochłonął całą rację żywnościową, która w normalnych warunkach powinna wystarczyć na cały dzień. Najbliższą wioskę odnalazł po godzinie. Mieszkali tam głównie ludzie, choć dało się zauważyć u co poniektórych wyraźne, elfie rysy. W mieścinie tej odnalazł kowala, zamówił coś u krawca, odpoczął. Tarczy z zielono-żółtą szachownicą i dziwnym, pierzastym stworzeniem na niej nie udało mu się przehandlować. Najwidoczniej znak ten był na tyle rozpoznawalny, że znał go nawet zwykły klepacz blachy na kołtuńskiej wsi. Żadnej karczmy czy noclegu nie odnalazł, także ruszył w dalszą drogę, jeszcze bardziej uciekając od miejsca wydarzeń.

Dzień kończył się. Koleus nie wiedział nawet, kiedy minęło te kilkanaście godzin od świtu do zmierzchu. A pamięć ma dobrą.

Symfonia dźwięków grającego brzucha dała znać, że głód powrócił. Obciążone plecy błagały o chwilę wytchnienia, a zdrętwiała od trzymania tarczy o charakterystycznym znaku ręka straciła już czucie pod wagą ciężkiego, stalowego wyposażenia.

Stał na wzgórzu, wśród drobnych, karłowatych krzaków i nieśmiało wychodzących z ziemi polnych kwiatów. Cała okolica w zasięgu wzroku była jednak wypełniona gęstym listowiem drzew, może prócz paru miejsc, które tworzyły pajęczynę dróg i szlaków. Przed sobą miał majestatyczny, krwawy zachód słońca. A zaraz przed nim, jakieś pół kilometra od elfa była mała wioska, obwarowana ostrokołem. Liczyła sobie może z dwadzieścia ściśniętych wewnątrz drewnianego kręgu domostw. Po prawej, w zasięgu wzroku, płynęła rzeka. Czy to była ta sama, wzdłuż której szedł wyszedłszy z jaskiń Gór Środka Świata – tego nie mógł wiedzieć nikt.

Iskander - 2012-07-23, 21:27

Koleus miał dobrą pamięć. Pamiętał bardzo dobrze słowa osób które zabijał, od których się uczył. Pamiętał wydarzenia z dzieciństwa i te niedawne. Pamiętał twarze i miejsca. Zazwyczaj pamiętał wszystko.
Nie dziś.
Dziś jego głowę prześladowała świadomość, wiedza o tym, jak bardzo ma przesrane. Zapewne już pościg dawno go szuka, a list gończy krąży po wioskach.
Zjebane grube psy na wysokich, złotych stołkach. Zawsze z nimi są problemy- z tego co pamiętał z opowieści. Kręcą, oszukują, nie dotrzymują słowa. Ich życiowym celem jest pieniądz i jego pomnażanie, lub zwariowane cele. Koleus je lubił, ale nie były mu do szczęścia potrzebne. Raczej do przeżycia. Nie można im było wierzyć, a elf to zrobił. Zaufał grubasowi z dobrej rodziny i skończyło się to obławą. Obławą na niego! Pierwszą a już takiej skali.
„Morderca” brzmiało w jego głowie. To nie sumienie, to obawa. Widzieli go, poznali dokładnie. Wiedzą kim jest, jak się nazywa i jak wygląda. To tylko kwestia czasu by cała ta kraina miała jego dokładny opis.
Zawsze zabijał, nigdy z takim skutkiem. Tyle trupów, taka uciecha a taki kac - strach przed złapaniem, strach przed karą.
Bał się?
Od kilku dni wciąż go te uczucie nie opuszcza. Bał się śmierci? Nie. Chyba. Kary? Nie. Chyba. Cierpienia? Nie. Chyba.
Nie chciał tego wiedzieć. Nie chciał się przekonać czego się bał. Chciał się pozbyć tego uczucia i pościgu. Choć jakimś cudem na jego oznaki jeszcze nie natrafił.
Zdjął swój ekwipunek. Nie kupił szmaty na tarcze- główny znak rozpoznawczy. Odwinął materiał z miecza i spróbował zakryć nim malunki. To z pewnością zwróci dużo mniejszą uwagę od szachownicy. Tak zawiązać by zakryć malowidła, oto był jego najbliższy cel. Gdy mu się to uda przymocuje miecz do lewego boku, sprawdzając czy miecz dobrze leży w pochwie, tarcze i ekwipunek na plecy, zarzuci kaptur głęboko na głowę, i wyglądając na prawdziwego wojownika ruszy do wioski.
Polubił walkę mieczem i tarczą. Była taką odskocznią, przyjemną rozrywką. Chwilą relaksu. Wybiciem z rutyny.
Musiał znaleźć coś do jedzenia i picia. Odpocząć. Poświęcić się długiej medytacji i wyspać się. Potrzebował odpoczynku i energii do kierowania kolcami.
Mimo, że umiał się posługiwać mieczem i tarczą, wciąż jego ukochaną bronią były pięści i wyrastające z nich kolce. Te, które niosą śmierć.
Ta wciąż krąży wokół niego jak wierny pies.

Farewell - 2012-08-13, 22:18

Sytuacja sprzed dni nie wydostała się ze zmęczonego wizjami umysłu Koleusa. Myślami widział już wypytujących o niego strażników, czarodziei inkantujących lokalizujące go czary czy ostre, drewniane pale w każdej pobliskiej wiosce, czekające na każdego krwawego elfa, który niespodziewanie zawita. A może w rzeczywistości jest zupełnie inaczej? Grupa poszukująca szlachcica i jego strażnika nie odnalazła tajemnego wejścia utopionego w wodzie jeziora, a kolejna dwójka zamordowanych już w domostwie pozostawiła po sobie tylko służącego, który nie zapamiętał twarzy Koleusa, spowitej płaszczem nocy?

Cokolwiek by się nie działo, wiadome było jedno. Trzeba się było mieć na baczności. Zgrywać swoje, wywalczać wszystko, co należy. Bał się? Nie. Chyba.

Plecak padł na ziemię, czy raczej na gęstwinę trawy, która ją pokrywała. Sięgnął po materiał na miecz, jednak od razu się zreflektował. Tarcza była zbyt duża, by dało się ją zakryć w całości. A tak trzeba było zrobić, bo malunek rozpościerał się po całej zewnętrznej stronie dużych rozmiarów tarczy. Wysoka była na ponad metr i gdyby nie kształt trójkąta o zwężonych ramionach, można ją było pomylić ze zwykłym pawężem, o porównywalnym jednak ciężarze. Może jedna trzecia całości dałaby się zasłonić, nie licząc nawet dodatkowego materiału, który by, związany, trzymał całą instalację w kupie. Koleus musiał zaniechać swojego pomysłu. Bardzo rozpoznawalną tarczę pochwycił w lewą rękę i ruszył w dół skarpy.

Nie była ona aż tak stroma, by dało się wywrócić po niefortunnym ułożeniu nogi. Szło się dobrze, a zachodzące słońce na wprost dostarczało przyjemnych widoków. Zajęło mu to kwadrans, aż zatopił się w gęstwinie lasu. Szedł tak chwilkę, aż ujrzał dwa obiekty. Pierwszym była wioska, rzut kamieniem stąd. Schowana za licznymi gałęziami i krzakami i całkiem... głośna. Już stamtąd słychać było liczne dźwięki rozmów, które chyba z powodu odległości nie mogły zostać przez Koleusa zidentyfikowane.

Drugim obiektem był mały, drewniany budynek kilka metrów obok elfa. Liczył może metr na metr, o wysokości do dwóch metrów. Czuły słuch Krwawego wyłapał, że i stamtąd dochodzą nieznane mu dziwne, szeleszczące hałasy. Od dziwnej, drewnianej budowli szła udeptana ścieżka prosto do szerokiej bramy grodu, wciąż otwartej.

Iskander - 2012-08-19, 08:06

Koleus tylko westchnął widząc, że materiał z miecza jest za mały. Założył wszystko i ruszył dalej. A dalsza droga nie biegła już w jedną stronę, mógł iść prosto do miasta- bardzo kusząca opcja, lubił cywilizowane miejsca. Coś jednak go zatrzymało, a w głowie pojawiły się wątpliwości. Nie chciał się przekonać czy służący pamiętał jego twarz czy nie. Niewiele jest krwawych elfów, a chyba każdy w wiosce go widział a przynajmniej o nim słyszał. Zabicie ważnej osobistości, nawet jeśli to taka mała wioska, pewno nie jest błahostką.
Elf był po prostu ostrożny. Zazwyczaj nie zabijał nikogo wartego uwagi szerszej liczby osób. Dlatego nigdy nie był ścigany. Czy to się zmieniło? Wolał się tego dyskretnie dowiedzieć. Perspektywa lochu nie była przyjemna.
Skierował swoje kroki ku drugiej ścieżce w stronę dziwnego budynku. Z pewnością słuch go nie myli i nie jest on pusty. Dlatego spróbuje się dowiedzieć co słychać tu i tam.

Farewell - 2012-08-21, 23:20

W Erxen mało jest krwawych elfów. A przynajmniej mało Koleus ich spotkał do tej pory. Właściwie był tylko jeden - on sam. Jednakże przez ostatnie kilka dni naliczył może trzydzieści osób, z których wszystkie były ludźmi, leśnymi elfami albo mieszańcami. Najwięcej wskazywało na to ostatnie. Najgorzej było chyba z porozumieniem się: może jeden mieszkaniec na całą wioskę operował imperialnym. Cała reszta zaś bełkotała czymś, co trudno było uznać za jakikolwiek znajomy język. Chociaż momentami przeplatały się znane Koleusowi słowa. Multikulturowość ludzi dawała się i na tym polu zauważać.

Ścieżka była tylko jedna: mocno udeptana, używana, łącząca wioskę z malutkim drewnianym budyneczkiem i rozszczepiając się dalej, mniej więcej w połowie odległości obu obiektów. Elf podszedł bliżej, na odległość kilku metrów. I wtedy zauważył...

Drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. Młodszy od Koleusa osobnik wyszedł z małej, stojącej w odosobnieniu komórki, trzymając się za spodnie i mocując ze sznurem przewijającym je. Patrzył się w dół i z naturalnych powodów nie mógł zaobserwować, że ktoś znajdował się w krzakach kilka metrów od niego. Mężczyzna dopiero po chwili uporał się ze spodniami i zauważył go. Wzrok obu postaci spotkał się.

Kątem oka Koleus wychwycił dziwny wystrój wnętrza tego mierzącego niecały metr kwadratowy pomieszczenia. W połowie głębokości podłoga gwałtownie podnosi się do góry, na wysokość około jednego metra. W takim uformowanym "bloku" wycięte było okrągłe koło, a wokół leżały sterty liści. Zapach potwierdził, że przeznaczenie tej instalacji mogło być tylko jedno.

Półelf popatrzył na Koleusa ze strachem wymalowanym na twarzy. Zastygł w bezruchu, oglądając się powoli w stronę wioski.

Iskander - 2012-11-27, 23:09

Elf westchnął. Stała przed nim zwyczajna osoba. Nie wyglądała na groźną, choć pozory mogą mylić. Tego akurat Koleus był pewien.
-Witaj- rzekł by wyjść jakoś z tej kłopotliwej sytuacji. -Coś nie tak? Jestem trochę zmęczony podróżą, znajdę w tym miejscu nocleg?- musiało nie brzmieć to zwyczajnie biorąc pod uwagę okoliczności z miejscem pobytu na czele.
Właściwie cały ten zabieg miał na celu sprawdzenie czy krwawego elfa nie czekają w tym miejscu jakieś kłopoty. Być może nic się nie dowie lecz lepsze to od całkowitej ignorancji.
Miał ochotę go zabić. wyładować nieco napięcie w jakim przebiegły mu ostatnie dni, jednak musiał trzymać pokusy w ryzach, gdyż na obecny czas jego kłopoty z prawem czy dokładniej opisując sprawiedliwością, były wystarczająco problematyczne.
Czas zacząć udawać, że nic się nie stało. Czas zacząć zachowywać się normalnie, tak zwyczajnie. Nie czas też na prawdziwą naturę krwawego Koleusa. Na pewno nie czas na strach przed pościgiem.
Przyszedł czas na ochłonięcie, otrząśnięcie się z ostatnich dni. Czas ruszyć dalej by obawy nie dogoniły teraźniejszości trzeba podążać wprzód nie patrząc ciągle w tył.
Atak z zaskoczenia w plecy też nie należy do przyjemnych, dlatego lepiej być zorientowany, co właśnie próbował zrealizować.

Farewell - 2012-11-29, 19:25

[...]Koleus: Dyplomacja: k20(2) + Cha.7 = 9 // ST = 20
Porażka


Już po pierwszych słowach Koleusa młody chłopak zrobił krok do tyłu, cały czas trzymając wzrok na rozmówcy. Zatrząsł się po usłyszeniu kolejnych zdań, które zamiast zabrzmieć przyjaźnie, osiągnęły wprost przeciwny efekt. Elf odpowiedział coś bardzo cicho, czego Koleus zrozumieć nie mógł. Nie z tego powodu, że nie był w stanie usłyszeć - jego wyczulony słuch pozwalał mu słyszeć bardzo dobrze. Problemem był... język. Inny, odmienny, bardziej świszczący, niezrozumiały.

Wkroczył na drogę prowadzącą do wioski. Wciąż miał ją za plecami, jednak coraz częściej oglądał się za nią spojrzeniem pełnym lęku, przerażenia. Powiedział coś jeszcze, tym razem głośniej, bardziej stanowczo.

[...]Koleus: Inteligencja: k20(5) + In.11 = 16

Elf mu groził? Tak przynajmniej odebrał to Krwawy. Rozmówca wystawił głowę do przodu, coś zaczął gadać, a jego ręce raz po raz wskazywały to wojownika, to wioskę. Trudno było to dokładnie zinterpretować, jednak opcja groźby wydawała się Koleusowi najbardziej prawdopodobna.

Iskander - 2012-11-29, 23:26

Półelf mu groził!?
To jego wyobraźnia mu podsuwała takie rozwiązanie? Czy jego żądza mordu górowała nad rozsądkiem i to ona sprawiała że jego ręce zacisnęły się w pięści a twarz spochmurniała.
Na pewno nie wyglądał w tym momencie na miłego. Oczy które widziały tyle bólu i śmierci wwierciły się w osobę machającą rękami.
"Stop!" krzyknęło coś w jego głowie "nie denerwuj się! Dość trupów na tę krainę. Wstrzymaj się" czuł jak pulsuje mu krew, jak nerwy napływają do jego ciała. Jak adrenalina powoli docierała do jego napinających się mięśni. Ciało wołało - bij, zabij!
Powoli zaczerpnął powietrza próbując się uspokoić. Na razie ma dość problemów by od razu wpaść w kolejne.
Podniósł ręce pokazując, że ma puste. Chciał w ten sposób przekazać osobie, że nie ma złych intencji.
Powoli, by go nie wystraszyć pokazał na siebie, potem na wioskę a na koniec złożył ręce i podparł głowę udając że się kładzie na nich. Chciał w ten sposób pokazać, że szuka miejsca na nocleg.
Gotował się w środku jednak całą siłą woli starał się nie wybuchnąć. Nie miał dobrego humoru ostatnio.

Farewell - 2012-11-30, 13:56

[...]Koleus: Dyplomacja: k20(6) + Cha.7 = 13

Koleus: Postrzeganie emocji: Ukryty


Koleus podniósł obie ręce do góry. Pokazał, że nic w nich nie trzyma, że był nastawiony pokojowo. Po chwili wskazał palcem na samego siebie, a następnie na wioskę. Połączył wewnętrzne strony dłoni, wystawił je na wysokość głowy, a następnie ową głowę na nich położył.

Chłopak był młodszy niż Koleus. Jego twarz była pospolita, zwykła, ludzka, jednak wzbogacona gdzieniegdzie łagodnymi elfimi rysami, czy spiczastymi uszami. Był to mieszaniec, bez dwóch zdań. Na komunikat czerwonego elfa zareagował po chwili, jakby musiał się wpierw zastanowić, co autor miał na myśli. Odwrócił się bokiem tak, że teraz z jednej strony miał stojącą za palisadą wioskę, a z drugiej - samego Krwawego. Wystawił jedną, bliższą, rozwartą rękę w stronę rozmówcy. Zgiął palce kilka razy, uderzając nimi o dłoń. Głowę odchylił kilkakrotnie na bok, by następnie po prostu udać się bardzo powoli w kierunku wioski, cały czas mając na oku Koleusa.

Iskander - 2012-12-01, 15:57

Koleus oddychał spokojnie. Starał się tym jakoś uspokoić nerwy. Cały ten gest półelfa sprawił, że jego gniew znów chciał wydostać się na zewnątrz.
Ale mu się nie udało.
Ruszył powoli, stawiając równie wolno krok za krokiem, w tym samym kierunku co chłopak idący przed nim. Strach, który czaił się w zakamarkach jego umysłu został całkowicie zasłonięty gniewem. Opuścił głowę Koleusa, przynajmniej na chwilę.
Było to bliższe dla bohatera uczucie. Czuł się teraz lepiej, a na pewno normalnie.

Farewell - 2012-12-05, 21:10

Chłopak szedł powoli w kierunku wioski. Koleus czuł jednak, że młodociany przewodnik był niezwykle spięty. Szedł sztywno, na nieugiętych nogach, gracją bardziej przypominając wielgachnego orka, aniżeli drobnego elfa, czy chociażby przeciętnego człowieka. Może i się bał, tego Koleus nie był całkowicie pewien. Wszystko jednak mogło wskazywać na to, co było całkowicie sprzeczne z tym, co chłopaczyna prezentował sobą jeszcze przed chwilą: spokojny oddech, pewne ruchy i gesty, których nie bał się wykonać w kierunku krwawego elfa.

Szli. Półelf rozglądał się nerwowo na boki, kiedy do drewnianej bramy dzieliło ich może piętnaście metrów. Koleus zauważył, że owa brama, utworzona z podobnych jak cała palisada wioski, ociosanych belek była podniesiona do góry i umocowana linami tak, że wisiała nad wchodzącymi i wychodzącymi, gotowa do natychmiastowego opuszczenia. Z boku stała jedna niewysoka wieżyczka obserwacyjna, której celem musiało być chyba patrolowanie wioski aniżeli terenów poza nią, ze względu na to, że wszystko wokół, nie licząc samej drogi, pokryte było gęstymi i zielonymi drzewami czy krzewami, uniemożliwiające dalszą widoczność. W tejże wieży stał dorosły mężczyzna, który obecnie odwrócony był plecami od ścieżki. Wpatrywał się w centrum, gdzie rozłożone było nieczynne palenisko, otoczone paroma domkami i domami, wszystkie na modłę ludzką. Żaden z nich się nie wyróżniał, jak to miało miejsce w nieszczęsnej miejscowości, w której Koleus musiał ratować się ucieczką.

Gdy chłopak minął podniesioną bramę, krzyknął coś raz i drugi, krótko, donośnie. Spojrzał kątem oka na Krwawego, stojącego dziesięć metrów za nim i nakazując mu gestem zginającej się dłoni, ażeby podążył za nim, by wszedł do środka. Osoba na wieżyczce wychwyciła okrzyk chłopca i skupiła swoją uwagę to na nim, to na nowym gościu, który zawitał u ich bram.

Wokół ogniska stała może czwórka ludzi, dwójka kobiet i mężczyzn, każdy z nich wpatrywał się w stronę wejścia. Obserwowali go nieobecnym wzrokiem, zachowując równie nienaturalną postawę, jak chłopak, który dalej nakłaniał Koleusa, aby ten wszedł do środka.

Iskander - 2012-12-12, 22:41

Koleus powędrował za chłopcem. Strach który do niedawna ogarnął jego świadomość, gdzieś wyparował. Głos, który ktoś mógłby nazwać rozsądkiem, szeptał mu "coś tu nie gra". Jednak Elf był spokojny, czuł się świetnie. Kontakt z żywymi istotami poprawił mu humor. Ich krew na podłodze byłaby jak mleko z miodem, jednak Koleus wyczerpał na razie limit zabijania.
Choć nigdy nic nie wiadomo, w samoobronie bohater nigdy nie uderzał inaczej tylko tak by zabić. To częściej podczas ataku powstrzymywał kolce od morderczych zapędów.
Wszedł spokojnym krokiem, pełen skupienia. Nowe miejsce, sporo osób. Musiał mieć się na baczności, to nie tak, że słuchał rozsądku, po prostu pozostał czujny w głębi duszy licząc na bijatykę.
Ale życie było dla niego cenniejsze, dlatego nie pragnął jej całym sobą. Szedł we wskazanym kierunku czekając na dalsze wydarzenia.

Farewell - 2012-12-16, 21:55

Elf przestał się bać. Szedł w spokoju za chłopcem prowadzącym go przez wioskowe wrota. Mógł się bać, miał do tego prawo, czy nawet uzasadnione obawy. Nie przejmował się nimi. Przekroczył bramę, która wisiała tuż nad jego głową. Prowokująco, z liną, która wędrowała aż do wieżyczki strażniczej, gdzie stał pilnie obserwujący go człeczyna.

Koleus przeszedł przez bramę. Chłopiec w tym czasie zdążył podbiec do jednego z mężczyzn. Złapał go za rękaw, pociągnął kilka razy i wskazał na nowego, niecodziennego gościa. Starszy zareagował gwałtownie, odpychając chłopca na bok, jakby za siebie, samemu zaś wykrzykując coś, co spowodowało, że nagle zewsząd przybiegła grupka ludzi, głównie mężczyzn, powtarzając słowa wypowiedziane przez tego pierwszego.

Corup'Soule.

Zabrzmiało kilkakrotnie w powietrzu, wypowiadane przez najpierw paru, a potem kilkunastu ludzi. Koleus zauważył, jak domyślnie mała grupa mieszkańców przy ognisku stale powiększa się. Ale nie to było najbardziej niepokojące. Każdy z nich dzierżył w dłoniach zaimprowizowaną broń - widły, kosy osadzone na sztorc, długie, drewniane kije obite żelazem. Kobiety zaś trzymały w dłoniach duże wiklinowe kosze wypełnione kamieniami. Ci uzbrojeni zbliżali się powoli do niego, tworząc nieprzebity, zamknięty półokrąg, mając go samego w centrum. Dystans skurczył się do dwudziestu metrów. Nim elf zdążył zareagować, drewniana brama dopełniająca ostrokół opadła z gruchotem na ziemię, odcinając wyjście z wioski.

Mężczyzn było piętnastu. Kobiet, które z daleka trzymały sporych rozmiarów ociosane kamienie mogło być z dziesięć. Koleus nie miał prawa wiedzieć, co się przed chwilą stało, dlaczego nagle cała wioska obróciła się przeciwko niemu. Wiedział tylko, że na chwilę obecną znalazł się w bardzo, ale to bardzo niekomfortowej sytuacji.

Corup'Soule!

To słowo, jak mantra, powtarzało się co chwila, za każdym razem wypowiadane przez inną osobę. Takim samym szorstkim tonem, czy nawet wrogim.

Iskander - 2012-12-17, 22:25

W takiej sytuacji Koleus się jeszcze nie znalazł. Gdy walczył, miał przed sobą najwięcej kilku przeciwników, ale kilkunastu? Co z tego, że nie mieli oni dobrej broni, ani nie wyglądali na wojowników. Tylko głupiec rzuciłby się na stado uzbrojonych osób.
Chociaż z drugiej strony zabiłby trzech, czterech, może by im się odechciało walki. Coś jednak mówiło Koleusowi, że to mogłoby ich tylko rozzłościć.
Zrzucił błyskawicznie cały ekwipunek jaki posiadał. Podniósł ręce do góry by pokazać, że nie ma broni, jakże często to się udawało. Ciernie mają sporo plusów.
-Czekacie kurwa!- krzyczał -czekajcie!- używał obu języków, które znał -Nic wam nie zrobiłem!- Nie spuszczał z tonu by wszyscy słyszeli -Nic wam nie zrobiłem!- mógł krzyczeć kilkakrotnie bo znał więcej niż jeden język.
-Cokolwiek to jest to nie ja!-
Jeśli go zaatakują nie będzie mieć wyjścia. Zabije tylu ilu zdoła. Nie zatłuczą go na śmierć jak psa. Rozszarpie tylu ile tylko mu się uda.
Na razie miał czyste ręce, lecz gdy tylko ktoś go zaatakuje, jego skórę na dłoniach rozetną kolce. I na pewno na jego skórze nie zakończą.

Farewell - 2012-12-20, 14:48

Grupa ludzi zwężała krąg. Koleus poczuł, jak wystawione w jego stronę prowizoryczne bronie zbliżają się na niebezpieczną odległość, a jego własny oddech, do tej pory spokojny i miarowy, teraz przyspieszył. Wiedział, że pojedynczo zjadłby ich na przysłowiowe śniadanie. Że czterech, może nawet i więcej dałby radę zabić, nim sam sczeźnie przebity jakimiś widłami na wylot. Nie miał zamiaru podjąć walki, póki nie będzie miał innej możliwości.

Plecak padł na ziemię. Szybko, gwałtownie. Chłopi nie byli przygotowani na taki nagły manewr, zaciskając mocniej dłonie na drzewcach broni i podchodząc kolejny krok w stronę intruza. Elf podniósł ręce do góry w uniwersalnym, zrozumiałym geście. Nie trzymał nic w dłoniach, był nieuzbrojony, niegroźny.

- Corup'Soule! - wykrzyknął jeden z mężczyzn, dokładnie naprzeciwko Koleusa. Po chwili dodał coś jeszcze, na co zawtórowała mu cała reszta.

- Nic wam nie zrobiłem! - wykrzyknął Krwawy. Kilkakrotnie, w dwóch językach, jakie były mu znajome.

Nie pomogło. Tłum zbliżał się coraz bardziej. Kobiety z tyłu trzymały już uniesione do góry sporych rozmiarów ociosane kamienie, gotowe do rzutu. Wojownik poczuł ciepły oddech kilkunastu mężczyzn, oraz zimno żelaza, któremu brakowało pół metra do elfa.

Corup'Soule!

Cokolwiek to znaczyło, nie mogło być niczym pozytywnym. W oczach chłopów widać było jednocześnie strach i żądzę mordu. Kilkanaście wideł naprzeciwko niego odskoczyło nieco do tyłu, by nabrać impetu do uderzenia. Zamach i...

Głośny, niski krzyk mężczyzny zabrzmiał gdzieś za plecami mężczyzn, za kobietami. Ci pierwsi cofnęli delikatnie broń, nadal jednak nie spuszczając przybysza z oczu. Spomiędzy domków wyszedł masywny, wysoki mężczyzna, człowiek lub mieszaniec, trudno było dostrzec. Młody, będący przed trzydziestą, ubrany w czarne skóry, na głowie mający tej samej barwy skórzany kaptur zasłaniający uszy. Przy boku nosił małą buławę o jasnym metalu koloru srebra. Swoją aparycją kompletnie nie pasował do tego miejsca, czy do ludzi, którzy go okalali. Podszedł bliżej, przebywając drogę utorowaną mu przez innych mężczyzn. Ci nie opuścili broni, a całą swoją uwagę skupili na wysokim mężczyźnie. Tak, był to pełnej krwi człowiek, z naturalnymi, rasowymi rysami. Niemniej wygląd miał lepszy niż doskonały. Perfekcyjnie przystrzyżona broda, kruczoczarne, długawe włosy wystające mu spod nakrycia głowy oraz głębokie oczy musiały wzbudzać zachwyty u płci przeciwnej, nawet jeśli chodziło o elfki.

Wystawał ponad resztę o niemal całą głowę, również i na Koleusa patrząc z góry. Powiedział coś w języku, którego elf nie był w stanie zrozumieć. Zreflektował się i zadał pytanie w imperialnym, wciąż używając niskiego, stanowczego głosu, zachowując jednak neutralność tonu.

- Czego tu szukasz, elfie?

Iskander - 2013-02-04, 22:34

-Na pewno nie zwady- odparł szybko elf. Co prawda nie była to prawda, jednak jego mordecze zapędy musiały siedzieć w ryzach. Nie mógł zginąć od ręki kilku wieśniaków. To byłoby przykre po tylu walkach.
-Jeżeli przeszkadzam to sobie pójdę- Dodał nie wiedząc zupełnie jak zareagować. Gdyby nadal się do niego zbliżali podniesie ręce jeszcze wyżej pokazując pokojowe zamiary. -Nie zrobicie krzywdy bezbronnemu. prawda?-
To nie była do końca prawda. Jeżeli ktoś go zaatakuje Iskander rozpęta tu piekło, to sobie obiecał.

Farewell - 2013-02-05, 16:46

Wielkolud oparł masywne dłonie na biodrach, wzrokiem wwiercając się w przybysza. Jego ciało przechyliło się nieznacznie do przodu, a usta poruszyły się chwilę po odpowiedzi skonfundowanego Koleusa.

- Zgubiłeś się? - mruknął niskim, władczym głosem. Zaraz potem zamilkł, przyglądając się niecodziennemu przybyszowi.

Zmęczona, zbrudzona twarz, przyspieszony oddech, włos w nieładzie. Wszystkie te aspekty spowodowane parudniową podróżą przez nieznany, niebezpieczny las, wraz z gorącym oddechem na plecach wszystkich, którzy chcieli go złapać były widoczne dla każdego, kto chciałby przyjrzeć się choć przez chwilę.

- Nie jesteś stąd, elfie. Nie znasz tego miejsca. Nie jesteś obeznany z warunkami, jakie tu panują. Zresztą, jesteś czerwonym. Ostatniego takiego widziałem w stolicy, w dzielnicy nędzy.

Podniósł lewą rękę w górę. Otwartą dłonią na wysokości głowy "odmachał" wszystkim stojącym wokół niego, na co ci niechętnie, ale jednak zaczęli chować broń, a kobiety stojące z tyłu poczęły zrzucać ociosane kamienie z powrotem do kosza.

- Na bezbronnego mi nie wyglądasz - kontynuował dalej, kiwając głową na tarczę zwieszoną na ręce elfa. - Zresztą, nawet bez tego macie te swoje kolce.

Opuścił dłoń, ponownie opierając ją o biodro.

- Uratowałem ci życie, elfie. A teraz powiedz mi, po cholerę tutaj przyszedłeś? Do jakiejś zapomnianej wioski, z dala od cywilizacji?

Iskander - 2013-02-05, 19:27

Elfu odrobinkę ulżyło. Sensem jego życia była walka, zaglądanie w oczy śmierci, lecz rzucanie się jej na pożarcie nie należało do zwyczajów Koleusa. Na tę chwilę nie wyglądało to tak dramatycznie. Miał szczęście, raz kolejny.
Popatrzył niepewnie po wszystkich szukając potencjalnego zagrożenia, gdy już się upewnił odpowiedział wybawicielowi. - Dziękuję.- co odpowiedzieć więcej? Co powinien rzec w tej chwili? Raczej nie to, że ucieka bo boi się pościgu, gdyż zabił starszego poprzedniej wioski, i ograbił jakiegoś bogatego lorda.
Wielkolud nie wyglądał na zwykłego obywatela wsi. Jego wiedza, rozmiary, instynkt elfa podpowiadał mu, aby z nim uważał. Z tego co dało się zauważyć to on miał tutaj najwięcej do powiedzenia, prawdopodobnie. W końcu bohater musiał mu coś odpowiedzieć.
-Podróżując, troszkę źle trafiłem. Mogę mieć małe kłopoty więc nie chciałbym nałapać więcej- zagranie niewinnego i pokrzywdzonego wychodziło zazwyczaj najgorzej krwawemu. Dlatego postanowił umieścić w tym nieco prawdy, może zabrzmi wiarygodniej.

Farewell - 2013-02-05, 21:16

Grupka ludzi rozeszła się. Nie na daleki dystans, jednak na wystarczający, by Kolues poczuł się swobodnie. Spuszczone w dół prowizoryczne bronie i miny pełne pogardy wciąż jednak przypominały, że jeden nieostrożny ruch, a cała wieś rzuciłaby się na niego i zaszlachtowała niczym zwierza. Brama za jego plecami była zamknięta i nic nie wskazywało na to, by miała zostać podniesiona. Trwała noc. A klasycznym zwyczajem wszelkich bram było to, że otwarte były jedynie od świtu do zmroku, bez wyjątków.

- A więc zgubiłeś się - westchnął wielkolud, co raczej przypominało niski pomruk dzikiego niedźwiedzia, aniżeli zwykły, ludzki odgłos. - Pytanie tylko, czegoś ty tu szukał, żeś się zgubił. Szlak jest daleko na południe, a suponuję, że i nie urodziłeś się W Erxen. I ze względu na swoisty akcent, jak również jeśli chodzi o to, że nie rozumiesz tutejszej mowy.

Prawą rękę położył na uchwycie zwieszonej u boku buławy. Przejechał po niej delikatnie, czule, jak po główce maleńkiego dziecka.

- Teraz już nie wydostaniesz się na zewnątrz, musiałbyś poczekać do jutrzenki. Chodź za mną, coś poradzimy. Twoja godność?

Pochopne udzielenie odpowiedzi na ostatnie pytanie mogło przynieść Koleusowi dość szybkie, nieprzyjemne rezultaty. Z drugiej zaś strony czy podczas jego przygód na nowych ziemiach ktoś zdołał zapamiętać jego imię, kogo ten nie zdołał uśmiercić?

Wielkolud obrócił się i poszedł przed siebie, lekkim ruchem olbrzymiej dłoni zachęcając elfa do ruszenia za nim, co kontrastowało z siłą i impetem jego tytanicznych kroków, pod którymi aż ziemia zaczęła się trząść.

Iskander - 2013-02-05, 23:31

Ledwo uniknął śmierci. Bo nawet w swoim głęboko zakorzenionym egoizmie i poczuciu własnych umiejętności wiedział, że nie miałby szans z tyloma przeciwnikami. "Kiedy wrogów kupa, każdy żołnierz dupa" miał w zwyczaju gadać jeden przyjazny staruszek. Elf pamiętał go jak przez mgłę, było to bardzo dawno temu, gdy jeszcze był mały, a walka była zabawą. Pociągająca swą aurą, budząca cudowny zastrzyk adrenaliny.
Los znów postawił go przed rozdrożem, czy zdradzenie swojego imienia skaże bohatera? Nigdy nie miał w zwyczaju kłamać. Nie jeśli chodzi o swoje imię. Była to swego rodzaju świętość dla niego. Używając innego postąpiłby wbrew sobie.
Czy jego imię rozeszło się tak szybko? Wątpił. Poza tym niewielu tu krwawych elfów i gdyby go szukali, raczej trafiłby na szczyt listy podejrzanych.
-Nazywam się Koleus.- rzekł krótko i zamilkł ruszając za swoim rozmówcą. Jego wzrok obserwował uważnie wszystko szukając zagrożenia, tak po prostu już miał w miejscach gdzie czuł zagrożenie. A te na pewno takim było.

Farewell - 2013-02-07, 15:46

Elf zadecydował nie ukrywać swojego prawdziwego imienia. Pod tym względem wolał zachować godność i prawdomówność nawet, jeśli mógłby zaraz tego aktu szczerości pożałować. Ruszył za wielkoludem i przedstawił się.

- Koleus.

Krótko, bez dodatkowych, zbędnych słów. W momencie usłyszenia imienia elfa mężczyzna zatrzymał się. Drobna strużka lodowatego potu przetoczyła się po plecach czerwonego. Człowiek powoli zaczął odwracać się w jego stronę, a kiedy już to uczynił, jego głębokie, penetrujące na wylot oczy spojrzały raz jeszcze na Koleusa.

- Krevan. Znany też jako "Srebrny Młot". Mogłeś kiedyś o mnie usłyszeć.

Koleus nie słyszał. Ruszyli znowu przed siebie. Przeszli przez plac, wchodząc na boczną dróżkę. Okolica była spokojna, choć nie brakowało jej czujnych i wrogo patrzących mieszkańców wioski. Jednak im dalej oddalali się od centrum, tym wścibskich głów było mniej.

- Nie przejmuj się tymi wieśniakami - dodał potem cichym szeptem. - Większość z nich nie wyściubiła nosa poza swoje poletka. Cierniowych elfów biorą za zesłańców diabła na równi z gogami, a jorów za zmutowane szczury, które najlepiej karmić trutką.

W końcu stanęli przed okazałym dwupiętrowym budynkiem. Wykonany był w całości z drewna na modłę ludzką, wykończoną natomiast w stylu typowym dla leśnych elfów. Lekko i z gracją. Strzelisty, wąski, z małymi, również wąskimi oknami zasłoniętymi okiennicami i małe schodki prowadzące do drzwi wejściowych. Krevan podszedł do nich i otworzył je, drugą, wolną ręką wskazując Koleusowi, by ten wszedł pierwszy.

- Nic ci jednak nie grozi. Mam tu zbyt duży autorytet, by ktoś chciał mi się przeciwstawić.

Iskander - 2013-02-10, 16:15

Elf nie tracił na czujności.
Jak można było czuć się bezpiecznie w miejscu gdzie każdy chciałby go zadźgać za sam wygląd. Koleus często miał problemy, lub był w centrum uwagi przez swoją rasę, ale nigdy go za to nie chciano nabić na pal.
Ostatnie wydarzenia, jego ucieczka przed nie wiadomo czym, bo w końcu któż może potwierdzić obławę na niego, sprawiły, że nie czuł dawnej pewności. Zawsze był krok przed konsekwencjami swoich czynów. Teraz strach przed nimi wciąż mu towarzyszył.
Stąd może te uczucie, obawa. Nieufność, myśli krążące wokół nagrody za jego głowę. Popatrzył na towarzysza jakby szukając podstępu i skorzystał z zaproszenia.

Farewell - 2013-02-13, 21:34

Kolues dobrze wiedział, że będąc w wiosce zamieszkiwanej przez ludzi czy elfów negatywnie do niego nastawionych, nie ma co tracić na czujności. Że zwykłe słowa jakiegoś lokalnego autorytetu dużo nie zmienią, kiedy jest się otoczony ludźmi prostymi i przepełnionymi uprzedzeniami. Gdyby wiedzieli, że ich gość jest urodzonym zabijaką czerpiącym z tego ogromną satysfakcję, mieliby masę powodów, by w kluczowym momencie nie upuszczać prowizorycznych broni, ale pchnąć je do przodu, prosto w pierś. Koleus miał prawo zawdzięczać wielkoludowi życie. Ale trzeźwość umysłu i roztropność musiały być ciągle kultywowane, bo gdyby tego nie robił, to już dawno pożegnały się ze swoim burzliwym życiem.

Spojrzał na człowieka. Bez słowa wszedł do środka. Skrzypiące schody i przyjemny zapach drewna były pierwszymi doznaniami, z jakimi zapoznał się jeszcze przed wejściem przez framugę drzwi. A zaraz potem ujrzał ganek wyłożony małym, szarym i zużytym już dywanikiem oraz parą sfatygowanych, ubrudzonych błotem butów. Krótki komentarz Krevana odnośnie powstrzymania się od zdejmowania obuwia przez Koleusa rozwiał wszystkie możliwe próby zastanowienia się, czy w ogóle elf miałby ochotę to zrobić. Dalej przeszedł do małego holu ozdobionego kilkoma beznadziejnymi malowidłami, zdawałoby się, pejzażu czy martwej natury, trudno było stwierdzić. Autor wszystkich dzieł był jeden i ten sam, wraz z fikuśnym podpisem w dolnym prawym rogu. O dziwo, nie był to charakterystyczny krzyżyk, jaki popełniają wszyscy, którzy czytać, czy nawet pisać nie potrafią. W wiosce przepełnionej prostymi ludźmi musiał być to ktoś ważniejszy, ktoś, kto wywyższał się ponad resztę. Może nawet i dosłownie, patrząc na Krevana.

Przeszli prosto, do jednego z pomieszczeń ułożonych naokoło holu. Był to klasyczny pokój gościny z niskim stolikiem, rzędem zydli i paroma szafami z ciężkiego, ciemnego drewna. Również i tam wisiały poślednie malowidła, na dodatek w najbardziej kluczowych miejscach. Jednak to, co najbardziej zwróciło uwagę Koleusa, był szereg misternych przedmiotów wyłożonych wzdłuż niskiej szafki pomiędzy dwoma wysokimi szafami, a pod jednym z pejzaży, który przypominał widok z góry, na której był tego dnia Koleus, na wioskę, w której właśnie przebywał. Widok przez mgłę, podczas trzęsienia ziemi zapamiętany przez pijanego malarza z daltonizmem. Coś w ten deseń.

Przedmioty wyłożone na szafce był różnorakie. Małe, metalowe, ozdobione puzderko, trzy skórzane woreczki z nieznaną zawartością, pojedyncze, nieznane Koleusowi monety, sakiewka podróżna czy cztery fiolki wypełnione jasnym, karminowym płynem. Zbyt duże na jakikolwiek znany elfowi eliksir leczący, jak i definitywnie zbyt ciężko zakorkowane, by dało się szybko dostać do zawartości.

- Usiądź - polecił wielkolud, wskazując jeden z zydli. - Porozmawiajmy.

Iskander - 2013-02-14, 11:58

Koleus uspokoił się trochę gdy po wejściu do domu nie dostał z tyłu ciężkim przedmiotem. Dom, w jego głębokiej świadomości było to coś wyjątkowego, coś co ktoś dawno temu mu odebrał, głęboko pod jego świadomością czuł tęsknotę za domem. Ale jego osoba dawno pozbyła się tego uczucia.
Sztuka. Nigdy jej nie rozumiał, nigdy nie cieszyła jego oczu. Było to coś na co Koleus z reguły nie zwracał uwagi. Tutaj jednak jakoś przyciągała jego uwagę, jak z resztą wszystko. Był w końcu wrogiem publicznym numer jeden i to pierwszy raz bez narobienia kłopotów.
Słysząc polecenie bez ociągania się usiadł na wskazanym miejscu i odpowiedział. -O czym?-

Farewell - 2013-02-14, 21:51

- Czuję się zobligowany zadać ci kilka niewiążących pytań - odparł wielkolud obserwując, jak elf siada na wskazanym siedzeniu. Plecak podróżny położony został zaraz obok, z prawej strony wojownika.

Stół był pusty, ozdobiony jedynie drobnym obrusikiem pokrywającym nie więcej niż połowę blatu. Cała reszta odsłaniała lite, lakierowane drewno o nieco jaśniejszym kolorze, sprawiając wrażenie użycia lżejszych materiałów, aniżeli przy konstrukcji wielkich i ciężkich szaf stojących naokoło, niczym bacznych strażników obserwujących każdy ruch nowego gościa.

Krevan nie uczynił podobnie. Szurnął wprawdzie cicho nogą od zydla, gdy go odsuwał, jednak zaraz potem odwrócił się rewersem w stronę elfa, otwierając pobliski barek. Lekko go tylko uchylił, wyciągając przy tym wysoką butelczynę z ciemnego szkła, od dołu zawiniętą w wiklinowy koszyczek. Zaraz potem sięgnął w to samo miejsce po dwie drogie szklanice ze szkła ozdobionego fikuśnymi wzorami. Zamknął szafkę, a napitek jak i same naczynia postawił na stole.

- Tutejsze wino. Z winogron - wspomniał, nalewając zawartość ciemnego płynu do pojemników. Jeden z nich postawił przed Koleusem, drugi przysunął sobie. Potem usiadł, co stworzyło kuriozalny widok: olbrzymi człowiek na małym, kruchym zydelku wyglądającym, jakby zaraz miał się złamać pod jego ciężarem.

- Dopóki jesteś tutaj, nic ci nie grozi. Nie radzę wychodzić w nocy na zewnątrz, mimo wszystko. Dostaniesz posiłek i nocleg, a o świcie opuścisz tę wioskę.

Jego ton był stanowczy, nieznający sprzeciwu.

- Nie pochodzisz stąd. Przybywasz do wioski w nocy. Nie wyglądasz mi na żołnierza, ani tym bardziej na szlachcica. A zauważyłem u ciebie tarczę z wymalowanym herbem jednego z rodów Rady Sześciorga. Gryf na zielono-złotej szachownicy. Powiedz mi, proszę - tu oparł się na stole i pochylił ku Koleusowi - skąd masz ten ekwipunek?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group